Biorąc na warsztat pracę nad rytmami jest okazja "otrzeć się" o różne stylistyki muzyczne.

" /> Tommy Clufetos we wrześniowym numerze Perkusista Przejrzyj online >>Ulubiony kiosk
Reklama

Warsztaty z T. Łosowskim cz. 2 odc. 6

Biorąc na warsztat pracę nad rytmami jest okazja "otrzeć się" o różne stylistyki muzyczne.

Każdy styl i rodzaj muzyki rządzi się swoimi specyficznymi prawami, charakterystycznym rodzajem grania, dynamiki, ekspresji... Mamy też (oprócz groove?ów) typowe przebitki, przejścia, zagrywki, rodzaj artykulacji, time?u, akcentowania itd. W mojej metodzie pracy często powracam i opieram się na podstawowym rytmie (raz stopa, raz werbel...). Jest to pewna "baza". Na dalszym etapie możemy przymierzyć się do poznawania innych rytmów, a co za tym idzie - stylów muzycznych.

Jeżeli zależy nam na wszechstronnym rozwoju w grze na instrumencie, to warto poznać (przynajmniej w podstawowym zakresie) groove?y z różnych stylistyk. Zawsze starałem się możliwie szeroko poznawać tajniki różnorodnych stylów. W zasadzie próbuję uczyć się grać wszystkiego (może z wyjątkiem thrash - black metalu - ze względów światopoglądowo - ideologicznych, punk rocka - ze względów estetyczno-higienicznych i disco polo - ze względów pszenno-buraczanych).

Chciałbym teraz zabrać Was w krótką podróż po różnych stylach muzycznych.

Na początek przebogata rodzina rytmów LATYNOSKICH.

Tutaj sprawą nadrzędną jest potrzeba posiadania świetnego "time?u" i zarazem pewnej lekkości w graniu.

Na początek przyjrzyjmy się sambie, która pochodzi z Brazylii i jest w pewnym sensie ikoną rytmów latynoskich.



Mamy tutaj charakterystyczny rytm (ride). Zaznaczyłem też puls ćwierćnutowy, który możemy grać na hi hacie nogą. Możemy też pograć ten podział bez hi hatu, ale z clockiem (ćwierćnutowy clock chodzi tak, jak hi hat). Na początku musimy po prostu równo to wyćwiczyć (najlepiej wolno z metronomem). Na późniejszym etapie możemy dodać akcenty, bawić się dynamiką. Potem dodajemy werbel i łączymy wszystko (ze stopą i hi hatem). Nie jest to proste i wymaga dość sporo cierpliwości (tradycyjnie proponuję wolne tempa).



Następne ćwiczenie:



Mamy tu trochę inny podział. Tak, jak w poprzednim rytmie ride "gra" razem z werblem. Zauważyć można zmianę w pracy nóg (otwarty hi hat jest grany na każdą ćwiartkę - razem ze stopą). Swego czasu omawiałem tę technikę grania na hi hacie. Ten groove przyuważyłem kiedyś u mistrza Steve Gadda. Bardzo fajne są te trzy akcentowane nuty na końcu taktu. Później wykorzystując ten podział rytmiczny możemy grać akcenty na werblu, ride lub też na kotłach, crashu itd.

PAMIĘTAJMY, ABY GRAĆ WSZYSTKIE TE RYTMY LEKKO!

Przykładowo - dynamika werbla oscyluje wokół ghost notes oraz uderzeń nieco głośniejszych (wtedy, kiedy są akcenty). Jeżeli będziemy grać te rytmy z dynamiką "rockową" - może się okazać, że nasze granie będzie zbyt toporne.

Jeszcze inna kombinacja (krótki schemat zapętlony w kółko).



Praca nóg jest taka sama, jak w poprzednim groove?ie.
Teraz jeszcze inny schemat rytmiczny.



Możemy grać go z ridem lub też z delikatnie otwartym hi hatem. Ważne są tutaj akcenty oraz ghost notes.

Później możemy łączyć te różne schematy w jedną całość, bawić się akcentami, artykulacją oraz brzmieniem np. wykorzystując różne rejony werbla (np. tuż przy rancie, na środku, wykorzystując grę z tzw. rimem itd.).



Teraz rytm, który przygotowuje nas do grania samby z tzw. cyklicznym bocznym kotłem.



Oto i ten rytm. Boczny floor tom grany tutaj cyklicznie daje nam bardzo fajny rodzaj samby z takim trochę "afrykańskim charakterem". Rytm ten zgrany z dobrym feelingiem jest bardzo taneczny.

UWAGA! PODSTAWOWĄ SPRAWĄ W TEGO TYPU RYTMACH JEST DOBRY "TIME". MUSIMY ZROBIĆ WSZYSTKO, CO MOŻEMY, ABY GRAJĄC NIE PRZYSPIESZAĆ LUB TEŻ NIE ZWALNIAĆ. RYTMY TE POWINNY FAJNIE "PŁYNĄĆ" W JEDNOSTAJNYM TEMPIE.

Warto pamiętać o tym, aby nie grać ich nerwowo (w jakimś bardzo szybkim, zagonionym tempie).



W tym przykładzie idziemy jeszcze o krok dalej i grając na bocznym floor tomie tłumimy go co drugie uderzenie pałką. Jednocześnie cały czas gramy sambę. To daje nam niesamowicie rytmiczny puls, na który chętnie reaguje publiczność. Rytm z "tłumionym" kotłem podpatrzyłem kiedyś u pewnego latynoskiego perkusisty, który grał ze słynnym saksofonistą Joe Lovano.

Nieco wolniejsza odmiana samby to BOSSA NOVA.



Czasami jest kojarzona z tzw. dansingiem czy graniem na statkach itp. Bossa nova jest dość trudna do "utrzymania" w graniu, bo jest wolna (a pamiętajmy, że musi ona fajnie płynąć). Potrzeba tu również dobrego time?u, dyscypliny i wyczucia, aby nie grać jej nerwowo lub za gęsto. Jeden z najsłynniejszych utworów tego gatunku to standard jazzowy "Blue Bossa". Warto grać bardzo delikatnie (np. z tzw. rimem na werblu), wykorzystując też gdzieniegdzie cowbell itp.

Osobiście lubię wykorzystywać na hi hacie taki efekt guira (cyklicznie spuszczam w charakterystyczny sposób pałkę, naśladując ten latynoski instrument perkusyjny). Jest to rodzaj takiej małej drewnianej tarki. Przesuwając pałkę w górę lub w dół, otrzymujemy specyficzny terkot. Generalnie rzecz biorąc, jeżeli zależy nam na większym zagłębieniu się w bogatą rodzinę rytmów latynoskich i afrokubańskich, warto posłuchać sobie pracy różnych instrumentów perkusyjnych w tych rytmach.

Od razu przy tej okazji warto wspomnieć kilka słów o "przeszkadzajkowcach". Wśród nich (na zachodzie) są również węższe specjalizacje. Są kongiści (grający świetnie na kongach), są świetni perkusjoniści specjalizujący się np. w grze na timbalesach - jak jeden z moich ulubionych - Karl Perazzo (grający z Carlosem Santaną). Posłuchajcie też, jak gra Luis Conte, Chris Trujillo, Lenny Castro... Polecam!

Uważam, że do tego typu roboty trzeba mieć jeszcze większy "time" niż przy graniu na bębnach. Potrzeba też mieć doskonałe wyczucie smaku rytmiczno-muzycznego - gdzie co "wpleść" , jakiego instrumentu użyć, aby pasował, itd... Jeżeli chodzi o polskich przeszkadzajkowców, to zaczyna być już o wiele lepiej niż dawniej. Jeszcze dekadę temu nasi przeszkadzajkowcy - naprawdę przeszkadzali (grali gęsto, bez precyzji, time?u itd.). Obecnie coraz więcej ludzi, którzy się za to zabierają zaczyna kumać, o co w tym chodzi i ćwiczą time, precyzję i muzykalność. Perkusiści używając wyobraźni mogą próbować przekładać rytmy (zagrane przez kongi, timbalesy, cowbelle, marakasy, guira...) właśnie na cały zestaw perkusyjny. Tak też często się na świecie robiło i robi (pisałem o tym przy okazji rytmów typu "clave").

TERAZ CZAS NA BARDZO WAŻNĄ KWESTIĘ:

Oczywiście w tym wszystkim może pojawić się problem. Nawet, jeśli opanujemy szereg rytmów, nie będziemy mieli z kim tego pograć.

Wśród naszych rodzimych muzyków, grających na instrumentach melodycznych, jest często słabe wyobrażenie o muzyce latynoskiej, afro-kubańskiej (w jaki sposób ją grać itp.) Dodatkowo - ponieważ mamy (jako naród) olbrzymie problemy z pulsem - z przestrachu i braku wiedzy, większość z nas woli nie zabierać się za tego typu muzykę, woląc do końca życia grać np. punk rock. Dlatego też naszym zadaniem (jako perkusistów) powinna być próba zachęcenia kolegów grających na instrumentach melodycznych do postawienia pierwszych kroków w nauce samby, songo, african, clave... itd. Celowo w dalszych przykładach dopisałem do partii bębnów linię basu, aby perkusiści mogli spróbować poćwiczyć to również z basistą. Do takiego schematu (bas - bęben) wystarczy dorobić kilka akordów, zagrać temat i już robi się fajny utwór latynoski (np. patrz DVD - songo).

Songo.



Songo - rytm afro-kubański, o którym wielokrotnie mówiłem przy okazji różnych artykułów i warsztatów. Mamy tutaj główny puls na cowbellu. Rytm ten w podstawowej wersji do nauki jest zapisany bez żadnych dodatków. Jest tu tzw. "podróżowanie" werbla i stopy (raz w dół, raz w górę).
Na późniejszym etapie możemy dołożyć ghost notes, a nawet kotły itd. Możemy też zamiast na cowbellu pograć ten rytm na ride.



Następny przykład jest zapisany razem z gitarą basową.



Zwróćcie uwagę na to, że bas pokrywa się w miejscach, gdzie gra stopa. Ważna jest też rola cowbella, który napędza ten rytm. W wypadku nagrań studyjnych warto nagłośnić cowbell dodatkowym mikrofonem. Warto powiedzieć realizatorowi, że będziesz grał tego typu rytm z wykorzystaniem właśnie cowbella. W swoim życiu miałem kiedyś taką kiepską przygodę studyjną. Zaufałem realizatorowi, który stwierdził, że nie trzeba nagłaśniać cowbella osobnym mikrofonem, ponieważ overheady ładnie go zbiorą... Potem podczas miksu okazało się, że niestety overheady zebrały cowbell niewystarczająco i jest dość słabo. Słabo - ponieważ cowbell napędza songo i jeżeli go nie ma albo jest za cicho - cały rytm kuleje. Z kolei (aby ratować sytuację) próbowaliśmy ów nieszczęsny cowbell wyciągnąć podciągając znacznie suwaki od kotłów. Niestety, okazało się, że podczas całego rytmu na kotłach również gram różne struktury. Słowem - zniszczone nagranie. Byłem podwójnie zły - bo przecież zagrałem to dobrze.
Błąd tkwił w braku stanowczego "nacisku" na realizatora, aby zapiął dodatkowy mikrofon na cowbell.



Mozambik (przyuważony kiedyś u Steve Gadda). Mówiłem o nim m.in. w swojej szkole z 1997 roku. Zwrócę tutaj jedynie uwagę na to, że zaznaczone w nawiasach ghost?y trzeba grać DOŚĆ CICHO na kotłach. Pamiętajmy, że ghost?y grane za głośno zmieniają cały charakter rytmu, często powodując tzw. kwadraturę koła (rytm kuleje).



African.

Stopa jest tu na każdą ćwiartkę. Ręce grają bardzo ciekawą kombinację paradidlową. WAŻNE! Gramy cicho i subtelnie ghost notes.



Teraz ten sam rytm do grania z kolegą basistą (w sekcji). Tonacja jest oczywiście umowna. Jeżeli koledze jest niewygodnie (układ strun, progów) - może sobie przetransponować. Posłuchajcie, jak ten podział idzie w prezentacji na DVD. Usłyszycie tam dodatkowo harmonię graną na klawiszach. Pomysł dogrania klawiszy narodził się dosłownie w ostatniej chwili przed puszczeniem tego odcinka do "tłoczni". Nie jest to może jakieś "brzmieniowe mistrzostwo świata", ale chodziło mi, by zobrazować Wam klimat - co można z takim podziałem muzycznie zrobić.

Wracamy tu do tego, o czym wielokrotnie mówię - warto, aby perkusista w podstawowym zakresie uczył się również używać instrumentów melodycznych. Nagrasz w studiu fajny groove, potem bierzesz klawisz, dogrywasz bas, akordy i masz już jakąś szerszą koncepcję muzyczną.

Reggae to kolejny temat w naszej "rytmicznej podróży". Tak jak rytmy latynoskie - reggae jest to trochę obcy nurt (pod naszą szerokością geograficzną). Charakterystyczne jest tutaj tzw. "kołysanie", feeling, odpowiednie zagrywki, wstawki, wyprzedzenia (znowu powracam do słuchania muzyki). Reggae (tak jak latino czy blues) to głównie "time?owa muzyka".

Tutaj również nagrałem "na szybko" podkład muzyczny - aby zobrazować podstawowe groovy reggae (patrz DVD).

Dalej o reggae w następnym odcinku.

Reklama