Solówki to jeden z najbardziej widowiskowych elementów gry perkusisty. Wielu (zwłaszcza młodych) bębniarzy przykłada do tego tematu dużą wagę... i ćwiczy tylko solówki.

" /> Zobacz porady i podpowiedzi od śmietanki perkusyjnej... Perkusista Zamów listopadowe wydanie >>Ulubiony kiosk
Reklama

Warsztaty z T. Łosowskim cz. 2 odc. 9 - Improwizacje, perkusyjna gra solowa

Solówki to jeden z najbardziej widowiskowych elementów gry perkusisty. Wielu (zwłaszcza młodych) bębniarzy przykłada do tego tematu dużą wagę... i ćwiczy tylko solówki.


Bardzo dobrze jest uczyć się improwizacji. Nie wolno jednak zapominać o groovach, które są absolutną podstawą. Perkusista, który nie gra solówek, ale gra dobrze groovy, może świetnie spełniać swoją rolę w zespole. Z kolei odwrotna sytuacja jest dość kiepska: pałker, który zamiast rytmów wygrywa tylko solówki, nie nadaje się do pracy w zespole.

Pamiętać też trzeba, że nadrzędną sprawą jest MUZYKA. Nawet swobodna improwizacja perkusisty powinna podporządkować się muzyce. Na przykład, jeżeli gramy solo z jakimś podkładem, to warto byłoby w swojej grze w jakiś sposób nawiązać do charakteru i klimatu tegoż podkładu. Ta zasada obowiązuje tym bardziej w graniu z żywymi muzykami.

W muzyce jazzowej nadrzędną rolę odgrywa tzw. "temat", który potem muzycy "ogrywają" i interpretują w swoich partiach solowych. Nic nie jest tu oderwane (jak z księżyca). Często bębniarz improwizując, gra cały chorus i stara się na tyle, ile to możliwe "myśleć i grać na bębnach tematem" (np. taką sytuację często można obserwować w nagraniach Chick Corea Acoustic Band z Dave Wecklem).

Jeżeli mamy tzw. open solo (np. na koncercie), to też musimy się dostosować do charakteru muzyki i imprezy. Przykładowo: jeżeli gram z zespołem fusion w małym klubie, to mogę sobie pozwolić na to, aby moja solówka zawierała dużo elementów fusion. Jeżeli z kolei gram piosenki ze Sławomirem Łosowskim na dużej scenie, na bębnach elektronicznych, to w mojej solówce muszę użyć więcej elementów "pod nogę", a nie wygrywać jazzowe przebiegi. Po pierwsze - nie będzie to pasować do ogólnej konwencji, po drugie - zanudzę słuchaczy, którzy przyszli na koncert, aby posłuchać muzyki pop a nie jakichś "jazzów".

Wracając do tematu: Dla tych, którzy pragną zmierzyć się z tematem solówek od podstaw, za chwilę podam kilka fajnych ćwiczeń. Częsty problem zaczynających naukę perkusistów polega na tym, że grają np. jakiś utwór i nagle pojawia się kilka taktów, które należałoby wypełnić bardziej rozbudowaną grą na perkusji. Tworzy się bariera nie do przeskoczenia pod tytułem: "Co by tu zagrać?". Jeżeli nie przygotujemy się wcześniej (przez odpowiednie ćwiczenia) do takiej sytuacji muzycznej, to skutek może być dość opłakany.

W mojej starej szkole z 1997 roku pokazywałem następujące ćwiczenie: mamy trzy nuty zagrane w trioli - raz od prawej ręki i dwa razy od lewej.



Ważne, aby na prawą rękę przypadał delikatny akcent.
Później bardzo istotne jest, aby grać to ćwiczenie w takim pulsie:



Mamy tu typową sytuację rytmiczną - tzw. "trzy na cztery". Tego typu zależności i kombinacje każdy perkusista musi mieć OPANOWANE (np. kombinacja trzy na dwa itp. itd.)
Bardziej czytelnie widać to na przykładzie trzecim.



Potem możemy przemieszczać się prawą ręką po werblu i kotłach, równocześnie grając partię lewej ręki tylko na werblu.



Kolejne ćwiczenie to dodanie uderzeń na stopie (kosztem uderzeń z lewej ręki). Prawa ręka zostaje i gra "akcenty". Tym, którzy mają ochotę poćwiczyć trudniejszy wariant, proponuję w tym samym czasie dodać dodatkowo hi-hat grany nogą.



Osoby, które dopiero zapoznają się z tym ćwiczeniem, niech na początku poćwiczą łatwiejszy wariant (tzn. bez hi-hatu).
Na późniejszym etapie proponuję takie ćwiczenie:



Łączymy dwie opcje - wariant, gdzie gramy tylko na werblu połączony z wariantem, gdzie lewą rękę zastępujemy stopą. Ci, którzy chcą sobie dodatkowo utrudnić życie, mogą włączyć clock i uruchomić hi-hat grany nogą (PULS).

Kolejny etap - dodajemy kotły.



Teraz do naszych trzech nut dodajemy dwie z przodu (jedna z akcentem a druga bez) i otrzymujemy "piątkę", czyli pięć nut.



Zwróćcie uwagę na akcenty grane prawą ręką.

Na początku możemy sobie to pograć - czy też popróbować - w wolniejszym tempie, bez metronomu. Później jednak odpalamy clocka i umiejscawiamy to ćwiczenie w "timie".
Bardziej ambitni mogą próbować dodać hi-hat grany nogą.



Warto też poćwiczyć w następujących wariantach:
Tylko prawa ręka:



Tylko lewa ręka:



Dwa razy prawa i dwa razy lewa ręka:



Na zmianę - raz prawa, raz lewa ręka (gramy od prawej):



To samo ćwiczenie - tylko grane od lewej ręki:



Raz od prawej i lewej i odwrotnie - od lewej i prawej:



Dodajemy kotły:



Powyższe przykłady pokazują nam, że warto grać i rozbudowywać ćwiczenia w różnych wariantach. Dzięki temu gramy coraz pewniej i sprawniej. Praca ta na pewno zaowocuje różnymi ciekawymi rozwiązaniami w przyszłości - może otworzyć przed nami nowe horyzonty i pomysły.

Następne ćwiczenie to połączenie dwóch wariantów: "piątki" granej na werblu oraz z użyciem stopy. Ci, którzy czują się na siłach, mogą też dodać hi hat nogą (nie jest to proste ćwiczenie). Pamiętajmy o metronomie i wolnych tempach.



Teraz UWAGA! Te wszystkie ćwiczenia możemy ze sobą łączyć w "timie". Naszym wspólnym mianownikiem będzie metronom. "Piątki" możemy łączyć z wcześniejszymi "trójkami" oraz z "siódemkami", które omówię za chwilę.



Nasze "siódemki" powstają na podobnej zasadzie, co wcześniejsze ćwiczenia. Do "piątki" dodajemy z przodu znowu dwie nutki (pierwszą z akcentem a drugą bez) i powstaje siódemka. Zasady te same. Prawa ręka akcentuje, a lewa tworzy akompaniament na zasadzie "ghostów".



Poćwiczmy najpierw wolno bez clocka.

Zobaczmy teraz, jak wygląda to w pulsie:



Grając to ćwiczenie możemy dodać metronom. Osoby czujące się na siłach mogą użyć hi hatu nogą.
Ostatnie ćwiczenie z tej lekcji to "siódemka" grana z naprzemiennym wykorzystaniem rąk.



Możemy oprócz werbla użyć też floor tom. W przyszłości warto wykorzystywać różne kotły czy nawet blachy. Tradycyjnie zaznaczyłem też pracę hi hatu (lewa noga). Pamiętajmy jednak, że to jest dodatek. W podstawowej wersji, ucząc się - możemy grać bez tego hi hatu, warto jednak włączyć metronom. Na koniec łączymy absolutnie wszystko i jesteśmy otwarci na to, co podpowie nam wyobraźnia. Zmiany - czyli przechodzenie np. z "trójek" na "piątki" czy też "siódemki", robimy na wyczucie (tak, aby nie wypaść z "time?u"). Pamiętajmy o tym, aby pracować dużo w wolnych tempach z użyciem clocka. Wtedy będziemy uczyć się grać precyzyjnie i trzymać się time?u. Z czasem te ćwiczenia mogą przerodzić się w coś na kształt własnych indywidualnych zagrywek czy też systemów, które będą spełniać bardzo przydatną rolę tzw. wypełniaczy czy też drobnych solówek, w miejscach do tego przeznaczonych (w utworach muzycznych).

Takie systemy, oparte na powyższych ćwiczeniach, mogą być też pewnym "zaczynem" do dalszych, bardziej rozbudowanych zagrywek. Jedne ćwiczenia mogą być podpowiedzią i inspiracją do poznawania następnych ćwiczeń. Tak rodzi się pewien łańcuch powiązanych ze sobą rytmicznych struktur. Każdy, kto już jakiś czas gra na instrumencie, pewnie wie, o co mi chodzi. Łącząc ćwiczenia (przechodząc z jednych w drugie) możemy zbudować całkiem niezłe solo. Próbowałem zademonstrować Wam coś takiego pod koniec lekcji DVD (kiedy mówię: "Im dalej w las tym więcej leśniczych").

Kolejny temat, który warto poruszyć, to granie partii solowych w tzw. double time. Ćwiczenie różnych struktur rytmicznych dwa razy szybciej, może być potem pomocne do grania i budowania tzw. chopsów, które występują we współczesnej "czarnej muzyce" (wywodzącej się z muzyki gospel).

Przy okazji tego tematu pragnę zachęcić wszystkich, którzy jeszcze tego nie uczynili, aby chociaż w podstawowym zakresie poznali kilka wariantów rytmów i zagrywek z tej stylistyki. Warto wiedzieć, jakie nowe drogi wytycza perkusyjny świat, a ten rodzaj grania jest dzisiaj bardzo popularny. Proponuję więc pójść z duchem czasu (zamiast rękami i nogami opierać się przed tym, co nowe).

Z drugiej strony (bo kij ma dwa końce) istnieje pewien ślepy zaułek zaszufladkowania się tylko w jednej stylistyce. Obserwując grę wielu młodych ludzi można zauważyć, że niektórzy próbują wrzucać wszędzie, gdzie się da, wspomniane chopsy - stając się w pewnym sensie ich "muzycznymi niewolnikami". Nadużywanie jednego rodzaju zagrywek powoduje, że pojawia się problem ze STYLOWYM graniem innych gatunków muzycznych. Dodawanie przykładowych chopsów do np. rocka, latin, bluesa, może dać marny efekt i nie za bardzo muzycznie pasować. Poza tym należy pamiętać, że mody się zmieniają i black - gospel music za kilka lat może się "przejeść" (tak samo, jak np. minęła epoka wielkiej popularności hip hopu i gadających facetów, wymachujących rękami ze złotymi łańcuchami). Dlatego moja rada: warto poznawać różne stylistyki i zwiększać dzięki temu swoją wszechstronność (a nie zawężać się do jednego sposobu grania). Im większe będą wasze umiejętności poruszania się w odmiennych stylistykach, tym lepiej będziecie umieli się odnaleźć w różnych środowiskach muzycznych.

Wracając już do konkretnych przykładów - bardzo ważne jest tempo utworu. Kiedy metrum będzie dość szybkie, to może się okazać, że technicznie nie jesteśmy w stanie przeskoczyć bariery dwukrotnie szybszego tempa. Jeżeli mimo wszystko będziemy chcieli coś zagrać, proponuję wariant pośredni (pomiędzy normalnym tempem utworu a double timem), czyli granie triolowe. Jest to zawsze jakieś rozwiązanie. Z kolei, jeżeli tempo utworu na to pozwoli, to możemy od razu próbować zagrać coś w double time lub też wejść w nie, uprzednio grając struktury solowe w sposób triolowy. Ten ostatni fragmencik na DVD może był zaprezentowany za krótko. Nagrywałem go zresztą dwa lata temu, a pisząc artykuł mam już bogatszą wiedzę (rozwój, stały rozwój!).

Proponuję ustawić sobie dość wolno clock, potem pograć przez chwilę podstawowy groove na 4/4 (raz stopa, raz werbel). Po czterech wolnych obiegach tego groovu, możemy zacząć improwizację w double time na bazie szesnastek. Improwizacja trwa tyle, co cztery obiegi naszego rytmu. Możemy przyjąć robocze założenie, że jeden obieg = raz stopa i raz werbel. Oczywiście w rytmie tym gramy też na hi hacie. Mam nadzieję, że to wszystko jest jasne. Z kolei tym osobom, które są już na bardziej zaawansowanym poziomie, proponuję prześledzenie i przeanalizowanie gry takich pałkerów, jak Aaron Spears czy Nick Smith.


Reklama