Podstawą udanej improwizacji jest wnikliwe słuchanie tego, do czego improwizujemy (podkład, żywi muzycy, martwi muzycy itp.)

" /> Zobacz porady i podpowiedzi od śmietanki perkusyjnej... Perkusista Zamów listopadowe wydanie >>Ulubiony kiosk
Reklama

Warsztaty z T. Łosowskim cz. 2 odc. 11

Podstawą udanej improwizacji jest wnikliwe słuchanie tego, do czego improwizujemy (podkład, żywi muzycy, martwi muzycy itp.)


Solo

Ćwicząc partie solowe w ten sposób, warto na początku wystukać sobie na werblu rytmikę naszego podkładu. Kiedy wejdzie nam ona "w krew", będziemy o wiele bardziej świadomi, do czego i w jaki sposób mamy improwizować (jakich akcentów i pauz mamy użyć itp.). Najłatwiej do tego celu wykorzystać szesnastki na werblu.

Oto rytm z podkładu do końcowej solówki (utwór "Song for M. - płyta DVD). Mamy tu zaznaczone akcenty. Są to nuty tzw. właściwe, które są bazą tego podkładu. Nuty niezaakcentowane to akompaniament (gramy go ghostami). To jest dobry sposób, aby zrozumieć podziały i akcentowanie w podkładzie. Warto sobie to rozpisać, wystukać szesnastkami i dołożyć akcenty - tam, gdzie powinny być.

Możemy pograć same akcenty z podkładem lub też grać wszystko - akcenty i ghosty (szesnastki). Jeżeli gramy tylko akcenty (bez szesnastek), to tym bardziej musimy precyzyjnie trafiać w konkretne dźwięki w "timie" (razem z podkładem).



Kolejny etap - możemy pograć to na kotłach, a potem dodać blachy.

Następny poziom - możemy w pauzach dołączyć jakieś zagrywki (takie, które pasują muzycznie). Możemy też zacząć to przekształcać, ale w oparciu o główną rytmikę podkładu. Tutaj warto zaprzęgnąć wyobraźnię, muzykalność itd. Można sobie śpiewać różne "podziały" - np. strukturę rytmiczną riffu, pod który mamy grać itp. To bardzo pomaga - wzmacnia nasz "time? i poczucie rytmu. Pamiętajmy, że nie grają nasze pałki, bębny - tylko my. Albo mamy w sobie wypracowany "time", albo nie.

OPEN SOLO - czyli solówka samej perkusji (bez podkładów i innych instrumentów melodycznych). Dla mnie osobiście jest to dość trudna "dziedzina". Lubię budować solo w oparciu o jakiś podkład muzyczny (to mnie po prostu inspiruje). Kiedy zostaję sam "na polu walki", muszę wnieść się na szczyty moich możliwości i muzykalności, aby takie solo po prostu zbudować, wykreować, aby nie zanudzić słuchacza? itd.

Bardzo ważne jest tzw. otoczenie muzyczne takiej solówki (o tym pisałem w poprzednim odcinku). Mam tu na myśli choćby stylistykę zespołu, w którym gramy. Przykładowo - kiepsko wyglądałoby jazzowe solo na koncercie z grupą heavy metalową. Z kolei, jeżeli gram w małym klubie w projekcie jazzowym - nie będę w mojej solówce grał na dwie stopy i naparzał, ile sił w kończynach. Jeżeli gramy w projekcie hip- -hopowym, to może ciekawie będzie do takiej solówki dołożyć jakieś loopy, czy też wyzwolić z Samplera scratch?e. W sytuacji, kiedy gramy w sali gimnastycznej lub w kościele (miejscach wybitnie nieprzystosowanych do grania na perkusji ze względu na duży pogłos), nasze solo najlepiej wykonać miotłami lub też "rodsami", filcami... itd. itp.

Podsumowując - musimy być czujni, jak ważka.

Budowanie solówki

Mogę pisać jedynie za siebie (wariantów i pomysłów jest dużo). W open solo staram się budować muzyczne i rytmiczne napięcia. Przeważnie idzie to w kierunku narastania. Bardzo rzadko idę w stronę odwrotnej sytuacji muzycznej - tzw. "wygaszania" solówki (od głośnego grania do ciszy). Jest to bardzo trudne i wymaga od perkusisty wielkiej muzykalności.

Sposób, w jaki buduję moje solo, zależy od różnych czynników. Ważna jest oczywiście sytuacja muzyczna, ale liczy się dla mnie również, czy jest fajna atmosfera, czy jestem w dobrej formie, czy nie jestem zmęczony itp. Czasami zaczynam miotłami. Potem przechodzę na filce. Grając filcami mam fajny moment i okazję do tego, aby pomuzykować na kotłach. Kotły mam zestrojone pod konkretne dźwięki, więc mogę kreować różne melodie i tony.

Później (przechodząc na drewniane pałki), w zależności od sytuacji mogę zaprezentować brzmienia i kolory moich talerzy, hi hatów... Przy zestawie mam sporo ciekawych brzmień - od krótkich splashy poprzez podziurawione EFX - y, skończywszy na ride?ach z nitami.

Następnie uruchamiam już werbel, tomy itd. Na tym etapie też jest kilka wariantów do wykorzystania. Przykładowo - mogę rozruszać ludzi afrykańskim rytmem typu mozambique. TO JEST DOŚĆ WAŻNY ASPEKT - NAWIĄZANIE KONTAKTU Z PUBLICZNOŚCIĄ i zaproszenie przez krótszą lub też dłuższą chwilę do wspólnej rytmicznej zabawy. Następnie, jeżeli chcę zaprezentować jakieś trudniejsze sfery np. techniczne, czy też polirytmiczne - mogę to uczynić. Teraz w mojej solówce jest na to czas.

Zbliżając się do finału, uruchamiam coraz więcej gęstych struktur. Solo kończę dość mocnymi sekwencjami z wykorzystaniem gry na dwie stopy + blachy. To jest oczywiście jedna z propozycji. Pamiętajcie, że z tzw. "open solo" można iść w różne strony. W naszym graniu nie wolno zapomnieć o muzyce. Miarą naszej dojrzałości będzie to, ile w naszej solówce będzie muzyki. Na pewno pomoże nam w tym zabawa dynamiką, pauzy oraz technika. Technika jednak powinna być w służbie muzyki. Polecam też wszystkim "jazzową szkołę". Można tam często grać solo na bazie "tematu" - zmuszamy się wtedy, aby sięgnąć na wyżyny swojej muzycznej wrażliwości i wyobraźni (pamiętając jednocześnie o ilości taktów do zagrania, dynamice, "timie", artykulacji, precyzji...).

I jeszcze jedno - chwyt psychologiczny. Uśmiechajcie się podczas gry - wtedy publiczność będzie czuć "szóstym zmysłem", że bawicie się swoją grą i panujecie nad wszystkim.




Reklama