W bieżącym numerze tematem naszych groovowych poszukiwań będą tzw. "czarne groovy".

" /> Zobacz porady i podpowiedzi od śmietanki perkusyjnej... Perkusista Zamów listopadowe wydanie >>Ulubiony kiosk
Reklama

Poszukiwanie pulsu z T. Łosowskim, cz.13 Czarny Puls

W bieżącym numerze tematem naszych groovowych poszukiwań będą tzw. "czarne groovy".


Przyglądając się historii muzyki rozrywkowej, możemy dostrzec pewną różnicę pomiędzy czarnym a białym bębnieniem. O ile u białych pałkerów można spotkać więcej eksperymentów, rytmów nieparzystych i solówek, o tyle w czarnym graniu zawsze dominował puls i groove. Oczywiście zdarzały się wyjątki od tej reguły. Biała nacja też miała i ma kilku znakomitych groovowych bębniarzy. Są oni jednak w mniejszości. Dlatego warto tego pulsu i groovu szukać u czarnych. W obecnych czasach nie jest to aż tak trudne, bo mamy pewną modę na "czarne granie" (chociażby styl gospel). Wystarczy wejść na YouTube i poszukać chwilę. Możemy namierzyć tam masę fajnych drummerów, którzy świetnie grają.

Przedstawię wam jak zwykle kilku świetnych muzyków oraz kilka fajnych przykładów (które możecie przećwiczyć i potem zastosować w różnych sytuacjach muzycznych).

Zaczniemy od kultowego Geralda Heywarda - jednego z najważniejszych perkusistów stylu gospel. Jest to człowiek, który powala timem. Jednym z moich ulubionych fragmentów jest groove z show perkusyjnego z 2007 roku.



Mamy tutaj tak charakterystyczne dla czarnych groovów świadome wycięcie jednego uderzenia na stopie (na trzecią ćwiartkę w takcie). Czarni myślą zupełnie odwrotnie niż biali. My, często grając, zastanawiamy się, co by tu dodać, co zagęścić i wypełnić. U nich natomiast rozumowanie jest w kierunku, co by tu odjąć, aby pojawiła się przestrzeń i groove. Częstym zabiegiem rytmicznym jest świadome wyłączenie stopy lub werbla w groovie. W miejscu, w którym przeciętny biały perkusista uderzyłby stopę (na trzy) - jest przerwa, która powoduje, że rytm jeszcze bardziej się kołysze.

Wracając do naszego przykładu - w tym samym czasie (na trzy) w bardzo fajny sposób zagrane są dwie ósemki na lekko rozwartym hi-hacie. Groove jest naprawdę bardzo frapujący i świetnie płynie. Kolejny rytm również pochodzi z tego samego pokazu i jest rozwinięciem pierwszego. Mamy tu oprócz stopy, hi-hatu i werbla w taki sposób zagrane kotły, że tworzą wraz z głównym beatem bardzo ciekawą strukturę. Gerald ma dwa floor tomy, ale nie obok siebie, tylko jeden po prawej, a drugi po lewej stronie. Uderzając w nie naprzemiennie, można w groovie wymyślić niezwykle pomysłowe struktury rytmiczne. Ja zagrałem ten beat z werblem piccolo (zamiast lewego kotła). Wyszło, nie chwaląc się, bardzo ciekawie.



Teraz czas na kultowego Aarona Spearsa. Aaron nie tak dawno gościł w Polsce. Było to prawdziwe święto dla perkusistów. Z racji warsztatów w Jaworkach, niestety, nie mogłem osobiście być w Grodzisku. Natomiast (z tego, co mówili mi potem ludzie) - Aaron powiedział, że niezbyt dużo ćwiczy. Woli ten czas poświecić na to, aby być z żoną itp. Jest to dowód na to, jak wielkim talentem Bóg go obdarzył (Spears często wspomina o Bogu). Urodził się z czymś, co my w pocie czoła, trudach i znojach przez całe życie musimy powoli zdobywać ciężką pracą.

Co jest ważne - całą swoją grę i życie oddaje Bogu. Styl gospel wywodzi się z uwielbienia Boga w kościele (warto o tym pamiętać). Aaron dużo koncertował z Usherem (gwiazda amerykańskiego black-popu) i na wielu piosenkach odcisnął swoje piętno (jeżeli chodzi o partie bębnów). To dlatego w utworach Ushera mamy tak świetne groovy. Słuchając tych kawałków mam nieodparte wrażenie, że Usher ma zaufanie do Aarona i dał mu wielką swobodę wykonawczą w utworach (chodzi zwłaszcza o używanie choopsów). Z drugiej strony Aaron prócz groovów jest mistrzem choopsów i wiadomo, że użyje ich, dopasowując do aranżu, i zagra ze smakiem. Możemy wziąć na tapetę utwór pt. "You don’t have to call".



Co ciekawe - tutaj również mamy brak stopy na trzecią ćwiartkę. Hi-hat gramy obiema rękami. Przypominam, że warto te rytmy dość długo poćwiczyć na zasadzie zapętlenia jednego taktu (niczego nie dodając, ani nie zmieniając). Nadmierne przejścia i skupienie się na tzw. choopsach (w naszym wypadku) może spowodować, że zawali nam się podstawowy rytm. Także wszelkie przejścia i dodatki możemy wdrażać dopiero wtedy, kiedy mamy ustabilizowany groove. Musimy też ćwiczyć wiele czasu bardzo wolno. Jeżdżąc po naszym kraju na warsztaty i patrząc na ogólnokrajowy poziom gry na bębnach wymyśliłem takie oto hasło: ŻADNE CHOOPSY NIE DADZĄ CI TEGO, CO DA CI GROOVE, MŁODY KOLEGO.

Kolejny przykład (w dalszym ciągu w wykonaniu Aarona) pochodzi ze słynnego festiwalu Modern Drummer Festiwal z 2006 roku. Spears gra tu rytm (również z płyty Ushera) - i jak zwykle… mamy wyciętą stopę na "trzy". W tym miejscu występuje dość fajne otwarcie hi-hatu. Hi-hat nogą gramy na "i", natomiast prawa ręka uderza w boczny hi-hat na "raz". Czasami zamiast prostych ósemek możemy użyć tzw. "trójki", zbudowanej z dwóch szesnastek i jednej ósemki.



Teraz przeniesiemy się w nieco dawniejsze czasy. Powróćmy na moment do pamiętnego koncertu Milesa Davisa w Sali Kongresowej w Warszawie. Był 1988 rok, Jazz Jamboree. Z mistrzem jazzu przyjechał drummer Ricky Wellman. Na początku Ricky zapodał taki groove, że wszyscy słuchacze odpadli. Na tym groovie opierał się cały utwór. Cały schemat rytmiczny zajmuje 16 ćwiartek - czyli cztery takty na 4/4. Trzeba po prostu wykuć je na pamięć, aby za każdym razem grać całość tak samo. W czwartym takcie mamy taką fajną, rytmiczną "przesuwkę" na stopie. Jest to bardzo efektowne w odsłuchu, ale trudne do zagrania. Warto to poćwiczyć wolniej.

Ten przykład to w pewnym sensie kwintesencja czarnego groovu z wyrazistym pulsem. Duża jest tu rola stopy, która wykorzystując różne, ciekawe synkopowane uderzenia, napędza rytm.



Następny bohater to Dennis Chambers. Zdarzyło się przed laty, że pożyczałem mu graty na koncert z Johnem McLaughlinem, co było świetną okazją do poczynienia obserwacji. Zauważyłem więc u Dennisa pewne cechy charakterystyczne, które ma też Aaron: luz, uśmiech podczas gry, żelazny time, powalającą łatwość techniczną i taką swobodę w grze, jakby smarował chleb masłem.

Powiedzmy sobie szczerze - dla nas, urodzonych nad Wisłą, jest to poziom nieosiągalny. Pamiętam, że bardzo duże wrażenie na mnie zrobił jego groove z płyty koncertowej Johna Scofielda pt. "Pick Hits". Jest to drugi utwór na płycie o tym samym tytule. Na basie gra tu świetny Gary Grainger, który z Chambersem tworzy wspaniałą sekcję rytmiczną. Chambers gra tam potężny wstęp. Podstawą jest groove, którego początkowy człon przytaczam.



Mamy tu wejście na werblu (z pojedynczego flama). Potem już idzie nasz fragment groovu. Chambers na dalszym etapie "łamie" i przesuwa ten rytm, więc nie było sensu dalej w to wnikać (na naszym groovowym etapie). Później, jeśli ktoś chce - może uczyć się tego, co Dennis gra dalej.

Ubrałem to w 16 ćwiartek, czyli cztery takty. W trzecim takcie mamy potrójne zagranie na stopie (szesnastkami) - co nie jest takie łatwe. Proponuję tę zagrywkę przećwiczyć wolno, zapętlając ten mały fragment. Rzeczą charakterystyczną dla czarnych rytmów (tak, jak w przykładzie poprzednim) jest mnogość fajnych uderzeń na stopie, które stanowią fundament i nadają puls.

Teraz czas na Abrahama Laboriela Juniora (syna Abrahama Laboriela - słynnego basisty sesyjnego z L.A.) Jest to kolejny czarnoskóry perkusista, który imponuje swoim groovem. Na początek płyta solowa jego ojca (basisty) pt. "Guidum", gdzie Abraham junior świetnie "przybija" rytmy na bębnach. Utwór pt. "Vamos A Gozar". Tutaj również wspomniana przeze mnie wcześniej rzecz charakterystyczna - na trzecią ćwiartkę taktu nie ma stopy. Mamy w tym miejscu natomiast fajną zagrywkę na hi-hacie. Tempo tego utworu jest dość szybkie, ale rytm ten nie powinien sprawiać większych problemów przy nauce.



Kolejny utwór pochodzi z tej samej płyty. Tytuł utworu - "Final Degree". Tempo jest bardzo wolne, hi-hat grany jest jedną ręką szesnastkami. To są jedne z moich ulubionych groovów. Często spotykane u perkusistów z L.A., sidemanów takich, jak John Robinson, Carlos Vega, Curt Bisquera, Jeff Porcaro czy właśnie Abe Laboriel Jr. Ciężko jest utrzymać "time" w tym tempie. Trzeba sporo ćwiczyć w wolniejszych tempach, do czego stale zachęcam, wówczas rytm nie będzie poszarpany ani grany nerwowo.



Jeszcze jedna ważna rzecz - uważajcie na hi-hat, aby nie był zbyt głośno. Właściwe proporcje w tego typu rytmach polegają na tym, że stopa z werblem stanowią podstawę, a hi-hat pełni rolę akompaniamentu - czyli jest ciszej niż stopa i werbel. W GRANIU NA BĘBNACH SAMI JESTEŚMY SWOIMI AKUSTYKAMI.

Kolejny przykład to wstęp z utworu "Lowdown", który zagrał Abraham Laboriel. Utwór ten był na płycie poświęconej pamięci Jeffa Porcaro pt. "Tribute to Jeff". Jest to solidny, mięsisty, a przede wszystkim czarny groove o charakterze funkowym.



Następny przykład pochodzi z solowej płyty Steve Lukathera pt. "Ever Changing Times". Nasz przykład pochodzi z pierwszego, tytułowego utworu. Abe Laboriel gra tu bardzo fajny, szybki rytm z dość gęstym hi-hatem. Linia hi-hatu oparta jest o system jednej ósemki i dwóch szesnastek w kółko powtarzających się (na zasadzie loopu). Nazywam to potocznie "trójkami". Porcaro pokazywał to w swojej video szkole jako temat pt. "Hi-Hat Exercises". Stopa gra razem z basem i gitarami wspólny riff, który w sposób charakterystyczny powtarza się i tworzy fundament w tym utworze.



Teraz proponuję bardzo fajną płytę Wayne Shortera pt. "High Life", gdzie na bębnach zagrał Will Calhoun. W utworze pt. "On The Milky Way Express" gra on świetny funkowy rytm z "czarnym charakterem". Poziom trudności tego groovu nie jest dramatycznie wysoki, także proponuję go sobie przyswoić (bardzo przydaje się w sytuacjach funkowo hip-hopowych).



Na koniec mistrz czarnego groovu - Steve Jordan (ścieżka nr 12 na załączonej do magazynu płycie). Rytm pochodzi z jego szkoły na DVD pt. "The Groove is Here" (sam tytuł tej pozycji daje do myślenia). Tempo jest wolne, przez co rytm ten jest dość ociężały, ale za to umiejętnie zagrany fajnie płynie. Tego typu rytmy należą do moich ulubionych (mają rockowy charakter).



Podsumowując - warto analizować czarne rytmy. Dodatkową zachętą jest to, że mamy teraz modę na takie granie - dobrze być na bieżąco. Żeby to osiągnąć, musimy jednak pamiętać o timie i o pracy z metronomem w wolnych tempach. Wtedy będziemy się zbliżać do "czarnego" grania. Ważną rolę w tych rytmach odgrywa stopa. Wielu z nas ma dość duże problemy z precyzją i kontrolowaniem nogi. Zalecam sobie i wam osobne ćwiczenia, aby wzmocnić technikę pracy nóg. Poza tym nie zapominajcie o słuchaniu mnóstwa dobrej muzyki w wykonaniu fantastycznych artystów.

Reklama