Smooth jazz  to połączenie jazzu z fusion oraz z popem. Można tam znaleźć również elementy hip-hopu czy też muzyki latynoskiej.

" /> Tommy Clufetos we wrześniowym numerze Perkusista Przejrzyj online >>Ulubiony kiosk
Reklama

Poszukiwanie pulsu z T. Łosowskim, cz.22 Smooth jazz

Smooth jazz  to połączenie jazzu z fusion oraz z popem. Można tam znaleźć również elementy hip-hopu czy też muzyki latynoskiej.

Styl ten charakteryzuje się bardzo melodyjnymi tematami. Rytmika w smooth jazz jest bardziej popowa, fusion, hip-hopowa niż swingowo- jazzowa. Tradycyjnie podam kilka przykładów z bardzo dobrych płyt - "przedstawicieli" tego gatunku.

Na początku proponuję projekt pt. "Owl City". Jest to jeden człowiek - Adam Young. Na rynku muzycznym znany jest głównie z przeboju pt. "Fireflies". Partię bębnów na płycie tworzą zaprogramowane automaty perkusyjne. Często programują je czarni muzycy, którzy bardzo dużą uwagę zwracają na puls. Kiedyś pisałem o tym, że jest to całkiem niezłe ćwiczenie - przerobić kilka takich groovów (skopiować je po prostu z automatów perkusyjnych i wiernie odtworzyć na bębnach). Jest to wielka sztuka - umieć zagrać takie beaty na bębnach z identyczną dokładnością i z wielką dyscypliną - prawie jak automat.

W podobnych produkcjach muzycznych, często na płytach grają automaty, a na koncertach (dla większego show) perkusiści (przeważnie czarni). Oni też muszą potem "przerabiać" automat na swoje (żywe) granie. Proponowany rytm z Owl City pochodzi z utworu pt. "Hello Seattle", z albumu pt. "Ocean Eyes". Jego charakter jest nieco hip-hopowy (poprzez dość fajne synkopy na stopie). Warto go sobie przećwiczyć. Może się przydać w różnych nowoczesnych sytuacjach muzycznych. Na płycie jest wiele takich groovów i co równie ważne - sporo melodyjnych tematów.



Teraz czas na Michaela Franksa. Ma on dość wysoką i specyficzną barwę głosu (nie wszystkim musi pasować). Franks nagrał sporo płyt i jest znany (za wielką wodą) jako artysta stylu smooth jazz. W utworze pt. "All I Need" z płyty "Blue Pacific" natknąłem się na bardzo fajną "smooth jazzową" sambę. Jest tu dość sporo do nauki (zmiany i kolejność rąk). Stopa chodzi na każdą ćwiartkę, a hi-hat nogą na "i". Dzięki temu, że lewa ręka zaczepia hi-hat - mamy bardzo fajne i cykliczne otwarcia tegoż hi-hatu. Dodatkowo boczny floor tom nadaje tu bardzo ciekawego, latynoskiego kolorytu.



Następna propozycja to płyta Briana Culbertsona pt. "On Tonight". Podobnie, jak w "Owl City", mamy tu sporo bardzo melodyjnej muzyki. Również tutaj bębny są zaprogramowane na automatach perkusyjnych. Proponuję utwór pt. "Touch Me" z albumu "It’s On Tonight". Występuje tu spokojny groove z tzw. rimem. Do tego groovu dołożyłem również hi-hat. Zwróćcie uwagę właśnie na hi-hat, który jest zagrany niemal automatycznie (każde uderzenie o takiej samej sile i dynamice). W świecie muzycznym występują różne stylistyki, różne groovy, sposoby uderzania i artykulacji m. in. na hi-hacie. Czasami fajnie, jak nuty są zróżnicowane dynamicznie (taki hi-hat "żyje" i ma tzw. "ludzki" charakter). Z kolei w niektórych stylach bardziej pasuje hi-hat mechaniczny - bardzo równy - i taką sytuację mamy w omawianym przykładzie. Piszę to dlatego, że warto, a nawet trzeba poznawać różne sposoby artykulacji. Hi-hat jest wbrew pozorom bardzo ważnym instrumentem, który w dużej mierze odpowiada za pulsowanie groovu. Zwróćcie uwagę, aby nie grać na nim tylko jednym sposobem. Ta sama sprawa dotyczy jego rozwarcia. Zawsze warto robić eksperymenty i dopasowywać sposób grania na hi-hacie do danej stylistyki.



Kolejna płyta to Lee Ritenour - "This Is Love". Lee Ritenour jest znakomitym gitarzystą i bardzo znanym przedstawicielem smooth jazzu. Współtworzy różne fajne projekty (głównie w L.A.). W ostatnim odcinku pisałem o nim przy okazji świetnego bębniarza Carlosa Vegi oraz koncertu wytwórni muzycznej GRP. Za chwilę napiszę o formacji Fourplay, którą Ritenour przez wiele lat współtworzył. Póki co utwór pt. "Mr. Papa" z albumu pt. "This Is Love". Mamy tu gęsty szesnastkowy hi-hat (technika Moellera) i ciekawe struktury pomiędzy stopą a werblem. Tempo jest nie za szybkie, przez co rytm ten przyjemnie płynie.



Dotarliśmy do wspomnianego wyżej zespołu Fourplay. Istnieje od 1991 roku. Pierwsza ich płyta pt. "Fourplay" sprzedała się w nakładzie miliona egzemplarzy. Jest to wielki sukces (jak na grupę grającą taki gatunek muzyczny). Stały skład zespołu tworzą: Bob James (pianista), świetny basista Nathan East i genialny bębniarz Harvey Mason. Co do gitary - przez lata grał w stałym składzie Lee Ritenour. Obecnie gra Chuck Loeb. Mason jest genialnym groovowcem. Jest wielką inspiracją dla wielu bębniarzy. Sam Jeff Porcaro podawał go obok Steve Gadda jako wielką inspirację i przykład mistrzowskiego grania groovów na bębnach.

Pierwszy utwór pt. "Amoroso" pochodzi z płyty pt. "Between The Sheets". Mamy tu świetny rytm na 4/4. Jego konstrukcja jest specyfi czna. Na "raz" nie ma np. stopy, tylko hi-hat lub crash. Dużo jest ghostów na werblu. Główne uderzenia na werblu są wyprzedzone. Na koniec taktu mamy dwie stopy, które powodują, że rytm nabiera trochę takiego afrykańskiego charakteru. Zachęcam do poćwiczenia. Będziecie mieli dużo radości z opanowania tych przykładów.



Kolejny utwór pochodzi z płyty pt. "Four". Tytuł utworu to "Rio Rush". Metrum utworu to 5/4. Zwróćcie uwagę, że mamy tu tylko jeden werbel w jednym takcie i to w dodatku na ostatnią ósemkę. Jest to rytm idealnie pasujący do tego utworu. Poziom trudności nie jest wyśrubowany; trzeba jedynie pamiętać, że gramy na "pięć". Dla dodatkowej zachęty napiszę, że w omawianym utworze mamy bardzo dźwięczny, wpadający w ucho temat.



Następny utwór jest również z tej samej płyty, a chodzi o "Little Foxes". Mamy tu taki trochę sambowaty beat pomiędzy stopą a werblem. Najważniejsza rzecz, nadająca charakter - uderzenie na werblu głównym jest zagrane jako tremolo (lekko dociskając pałkę do naciągu uzyskamy ten efekt). Zawsze taki rodzaj grania kojarzył mi się z pszenno-buraczanym, nisko nastrojonym werblem strażackim na przysłowiowym weselu. Doznałem pozytywnego zaskoczenia, kiedy pierwszy raz posłuchałem tego utworu. Można? Można! Polecam taki sposób gry przy balladach i spokojnych klimatach. Sam utwór ma bardzo przyjemny melodyjny temat. Miłego słuchania (i grania)!



Teraz płyta pt. "Snowbound" i utwór "Auld Lang Syne". W utworze tym jest świetny rytm w shuffle. Mamy tu sporo ghostów na werblu. Pierwsze uderzenie stopy w takcie jest na drugą ósemkę. Stopa dość ściśle zazębia się tu z partią basu. Charakter rytmu to taki smooth - jazz - fusion. Bardzo miło gra się tego typu groovy - pełen spokój. Nie ma tam nerwowości, tylko jest time, groove i feeling. To dość charakterystyczne dla stylu smooth jazz.



Kolejna płyta to "Yes Please" i utwór "Free Range". Mamy tu rytm z ride’m o charakterze rockowym. Tempo nie jest za szybkie. Podstawa (stopa i werbel) jest trochę zahaczająca o styl hip-hopowy. Bardzo fajny groove - polecam wam do przećwiczenia.



Następny utwór pochodzi z płyty "Heartfelt" i nosi tytuł "Galaxia". Rytm w tym utworze ma trochę "paradidlowy" charakter. Ciekawe są kombinacje pomiędzy hi-hatem a werblem. Mamy tu też sporo ghostów. Pierwszy takt grany jest na głównym werblu, a drugi na werblu piccolo. Jest to dość nietypowe rozwiązanie - używać w beacie zamiennie dwóch werbli. Efekt jednak jest ciekawy.



Ostatni utwór tego zespołu, który chciałbym wam zaproponować, pochodzi z płyty "Journey". Tytuł to "147 4th Street". Mamy tu świetny rytm latynosko - jazzowy. Grany jest w delikatny sposób. Występuje też sporo ghostów. Bardzo ciekawie uzupełniają ten rytm tomy. Właściwie rytm ten jest zagrany w sposób jazzowy (chodzi o charakter i dynamikę). Bardzo przydatny do klimatów akustyczno - jazzowo latynoskich. Bardzo polecam!



Ostatni artysta smooth jazzowy, o którym będzie tu mowa, to trębacz Chris Botti i płyta "Night Session". Tytuł utworu to "Blue Horizon" (na płycie tej gra Vinnie Colaiuta). Rytm ma charakter shuffle oraz hip-hopowe zacięcie. Poziom trudności nie jest niebotycznie wysoki. Można poćwiczyć, przyswoić i używać w tego typu "klimatach".



Podsumowując, styl smooth jazz niesie w sobie sporo ciekawych podziałów i rytmów. Warto poćwiczyć i poszerzać swoje muzyczne horyzonty - w imię nieustannego rozwoju. Często tak jest, że nie wiemy, kto nam zaproponuje pracę, sesję i co się przyda - jaki rodzaj grania, stylistyki, techniki… Dlatego im szersze będzie spektrum naszych umiejętności, tym lepiej dla nas.

Reklama