Weszliśmy w Nowy Rok, a to oznacza, że udało nam się przeżyć sylwestrowe szaleństwa.

" /> Tommy Clufetos we wrześniowym numerze Perkusista Przejrzyj online >>Ulubiony kiosk
Reklama

Pod lupą - Spin Doctors - Two Princes

Weszliśmy w Nowy Rok, a to oznacza, że udało nam się przeżyć sylwestrowe szaleństwa.

Różnie to bywa z tym naszym narodowym świętowaniem, bo Polak - jak wiemy - bawić się potrafi … A więc radujmy się z tego, że cali i zdrowi możemy kontynuować muzyczne podróże, by już za moment rozłożyć na pierwiastki kolejny rześki kawałek.

Bez względu na to, czy mieszka w tobie książę, czy - tak, jak ja - bardziej czujesz się po prostu sobą, zwyczajnym pasjonatem garów - dziś wsłuchamy się w obu… A który z nich zdominuje? To już sam ocenisz. "Two Princes" zespołu Spin Doctors będzie dziś naszym przewodnikiem w poszukiwaniu własnego "ja". A jeśli nawet już odnalazłeś się na dobre, to przekonajmy się, ile cennych klejnotów muzycznych skrywają w sobie obaj książęta.

Pierwsze dźwięki utworu porywają nas jak gorączka sylwestrowego balu - hop i od razu wielkim susem w Nowy Rok - bardzo efektowne wypełnienie, które już na wstępie zapowiada, że będzie się działo, będzie zabawa. - Przykład 1:

Zanim zabierzemy się do wbijania słuchaczy w ziemię tą energiczną zagrywką, przyjrzyjmy się strukturze ćwiczenia nr 1. Forma opiera się na paru rudymentowych zabiegach. Cztery gęste trzydziestodwójki precyzyjnie zagrane przed "raz" oraz "2i" połączone z ekspresyjnymi akcentami na werblu i powtarzającą się wielokrotnie w utworze figurą wypełnienia na "4" - werbel + 3 tomy.

Akcenty na werblu wykazują nieco latynoski charakter, który dodatkowo podkreśla dość niecodzienny zabieg - dodanie stopy na niektóre z akcentów. Zapewne nie jest to przypadek, że partia stopy tworzy w tym fillu tzw. strukturę clave, charakterystyczny, latynoski układ, który w tym przypadku podbija i tak już temperamentny schemat. Czyżby w Aaronie Comess płynęła nie tyle książęca, co latynoska krew? Całkiem możliwe, zważywszy na ogrom i zróżnicowanie stylistyczne artystów, z którymi nagrywał.

To, co zaskakuje, to także bardzo świadome operowanie przestrzenią - zarówno w głównym podziale utworu, jak i w pierwszym takcie filla, występują krótkie szesnastkowe pauzy, które dają dużo więcej oddechu niż jednolite, gęsto upakowane szesnastki (bardziej naturalne byłyby dodatkowe uderzenia, wypełniające na werblu na "3" oraz szesnastkę przed "4" tak, by zachować ciągłość naprzemienną PLPL, ale dzięki tym małym "dziurkom" po prostu jest ciekawiej). Przejdźmy teraz do głównego szkieletu rytmicznego utworu - podział, który bardzo nieznacznie różni się w poszczególnych częściach formy - Przykład 2:

Schemat obfitujący w energiczną stopę i solidnie pracujący werbel tworzy bardzo zacną jednostkę napędową. Podział absolutnie bezkompromisowy - gęsta stopa, która "kopie", w dodatku niebywale konsekwentnie i - co ważne w tak gęstych przebiegach - bardzo precyzyjnie i soczyście. Zdecydowanie nie sprawdziłby się tu mniej wyrazisty sound - bęben "taktowy" wielkości 18 cali z pewnością nie oddałby tej siły przekazu. Na mojej dwudziestce (jak w przekładach audio) brakuje już tej siły wyrazu, bo tutaj, proszę Państwa, mamy oto do czynienia z konkretnym rockowym graniem - siła, przenikliwość i ostatnie soki wydobyte z ukierunkowanego na mocne uderzenie rockowego instrumentu...

To, co zwraca uwagę, to stała figura grana rękoma - ostinato, które zresztą często stosowane bywa w muzyce latynoskiej. Schemat na werblu powtarzający się co pół taktu - szesnastka po "raz" i po "2" oraz przed "3" + oczywiście mocne akcenty w miejscach wiadomych. Wsłuchując się wnikliwie w partię perkusji, można usłyszeć odpuszczenie jednej szesnastki w co czwartym takcie (tuż przed "3"). Celem? Na pewno nie chodzi tu o zmęczenie lewej ręki, a konsekwencja tegoż zabiegu sugeruje raczej umiejętną grę przestrzenią. Ghosty grane na werblu brzmią niezwykle precyzyjnie i ze względu na swój powtarzalny schemat, nakładają się w różnych miejscach ze stopą. Jest to bardzo rzadkie połączenie (lewa ręka + stopa), dużo częściej spotykane w polirytmicznych podziałach latynoskich niż w muzyce popularnej, zwłaszcza o wydźwięku rockowym. Jak widać, jednak można - byle robić to odpowiednio precyzyjnie (a nie jest łatwo zgrać lewą rękę ze stopą) i z właściwą siłą wyrazu!

Zauważmy jeszcze, że wiele elementów groove’u składa się na efekt polirytmii - stała figura w rękach (werbel + hi-hat ósemkowy), gęsta stopa o dwutaktowym przebiegu i dodatkowo akcenty na hi-hacie, występujące co pół taktu… Wow! Ile tu tego… A mimo to jak jest fajnie! Na koniec wsłuchajmy się jeszcze w "festiwalowy" fragment utworu, w którym bębny grają z samym wokalem, wynurzając się na pierwszy plan (nagrałem go jako przykład audio nr 3 - ścieżka nr 20 na załączonej do magazynu płycie)). Ta sama struktura podziału, różniąca się tylko jednym dodanym uderzeniem stopy w co drugim takcie na "3i". Technicznie bardzo niewielka zmiana, a efekt? Ach… Buja tak, że chyba pójdę potańczyć… Ale co tam - w końcu mamy karnawał, tak więc - MIŁEJ ZABAWY!

Paweł Ostrowski

Reklama