Jakby to było cofnąć się w okrutne czasy braku perkusji, szybkich samochodów czy nawet telewizji kablowej?

" /> Tommy Clufetos we wrześniowym numerze Perkusista Przejrzyj online >>Ulubiony kiosk
Reklama

Pod lupą - Metallica - Master Of Puppets

Jakby to było cofnąć się w okrutne czasy braku perkusji, szybkich samochodów czy nawet telewizji kablowej?

Nikt nam przecież nie broni, by sięgnąć jeszcze wcześniej - całe wieki wstecz, aż do początków XV wieku. Rycerski etos i waleczny patos, Krzyżacy kontra rodacy. Może za wcześnie na werblistów o te kilka wieków, ale dudniący łomot bębnów z pewnością zagrzewał spragnione walki tłumy.

Ludzie w dziwnych strojach, wielki plac bojowy i upalne lato (no bo w końcu połowa lipca)… Przetrzymaliśmy w upale naszych konkurentów, czego efektem był nasz wielki sukces narodowy na polu bitwy. Poprzestańmy jednak na pamiętliwym obrazie, wspominając wielkiego mistrza - krzyżackiego wodza. Bez względu bowiem na wynik "meczu" - do dziś pamiętamy dostojnego przywódcę, Ulricha von Jungingena, stojącego dumnie na czele swych krzyżackich oddziałów.

Trochę sposobem króla Jagiełły postanowiłem odczekać w cieniu kilka odcinków, by z jeszcze większą pompą ukazać wielkiego wodza, bijącego w bębny w równie znanym zakonie - Metallica. Trochę już może zmęczonego mocnym słońcem, trochę spoconego za swoim zestawem, ale dalej wojowniczo wywijającego swymi dwoma nagimi mieczami. Przez lata odbierał honory za swe muzyczne zasługi. Człowiek, o którym powiedziano już chyba dość - fajnie, nie fajnie, lubimy lub nie bardzo… Fakt jest jeden. Choć sławetnych Ulrichów znamy dwóch, tylko jeden zagrzał sobie chlubne miejsce w znaczącym dla dobytku muzycznego zespołu. Jest nim oczywiście Lars!

Już niebawem armia o nazwie Metallica "zaatakuje" nasz kraj, więc można będzie doświadczyć siły tej batalii w kontakcie bezpośrednim. Dziś sami zmierzymy się z ogromnym hitem wykonawcy. Jednak podbój utworu "Master of Puppets" z góry okazałby się klęską, bo jak tu się mierzyć z tak monumentalnym dziełem? Mogę jedynie wyłapać kilka motywów, które z osobistych powodów ci przytoczę, uważając je za ciekawe i niebanalne. Zrobię to jednak na tyle dyskretnie, by nikt się nawet nie domyślił, że na co dzień całkowicie stronię od tego typu ciężkich gatunków muzycznych...

Utwór to wielowątkowy, jak powiedziałaby autorka moich nocnych koszmarów (czytaj: pani od polskiego), lecz my skupimy się na kilku interesujących fragmentach, by wykorzystać ich muzyczne "to i owo". Zaczniemy od energetycznego intra gitar, w którym perkusista wybija regularne akcenty, wkomponowując się w całość zespołu.


Zwróć uwagę na długość akcentów. Pierwszy strzał na "raz" oraz ostatni na 4 w czwartym takcie są zagrane krótko, stłumione od razu, za to trzy ćwierćnuty drugiego taktu zagrano w sposób długi, do pełnego wybrzmienia. To nam ukazuje różnice w sposobach używania tak jednolitego niby brzmieniowo instrumentu, jakim jest crash.

Przekładając długość dźwięku na język emocji, możemy traktować krótsze, stłumione akcenty jako kontrolowane myśli lub słowa. Natomiast wypuszczenie długich dźwięków to jakby zupełnie bezkompromisowe wyrażanie siebie - bez niepotrzebnego zastanawiania się "co pomyślą inni". Na tym też polega dosłowność muzyki. Raz gramy z umiarem i w sposób stonowany, gdy innym razem całkowicie dajemy się ponieść. Wyrażać swoją otwartość emocjonalną sposobem grania na crashu - to brzmi całkiem ciekawie, prawda?

Kolejnym kąskiem, którym pozwolę sobie nas poczęstować będzie występująca chwilę później część instrumentalna z dynamicznym rytmem, osadzonym wyraźnie w rytmice ćwierćnutowej (open hi-hat).

Możemy nieco się zdziwić widząc aż tyle wyprzedzeń ósemkowych granych stopą, jednak struktura podziału świetnie wkomponowuje się w brzmienie gitar. Widzimy też lekkie odpuszczenie stopy na "i" ósemkę przed "raz" trzeciego taktu oraz przed "3" taktu czwartego. Widzimy też znany nam już zabieg wzmocnienia "4" crashem w czwartym takcie, razem z werblem. Zagęszczona stopa przed "4" ostatniego taktu do postaci dwóch szesnastek także działa mocno napędzająco. Oczywiście pamiętamy, by zagrać ją precyzyjnie, mimo szybkiego tempa!

Można by tak jeszcze pożerać piosenkę kawałek po kawałku, jednak redakcyjne ramy pozwalają nam na tylko jeden więcej przykład. Może to i lepiej, bo przecież muszę zostawić też coś tylko dla ciebie... Bardzo oryginalnie wpleciony w podział nieregularny takt w metrum 5/8 mocno dynamizuje motyw zwrotki oraz późniejszej solówki.

Jak osadzić ten podział, by grać go precyzyjnie i umieć połączyć metrum 4/4 z 5/8? Oczywiście podejście "muzyczne" bardzo nam pomoże (osłuchanie się z melodią riffów), ale warto też zwolnić rytm na tyle mocno, by liczyć go sobie ósemkami, kolejno dla każdego taktu: 8,8,8,5 ósemek.

Gdy załapiemy już właściwy szkielet taktu na 5/8, możemy podgonić tempo do prędkości oryginalnej (w wersji studyjnej około 212 bpm).

Rozebraliśmy dziś nasze kukiełki wyłącznie na 3 kawałki, choć doskonale wiemy, że można by je dalej dzielić i rozkładać, analizować i omawiać… Nie bądźmy jednak nazbyt brutalni dla tego utworu. Pewnych kanonów nie "kroi" się za bardzo, bo nie wypada… Zamiast tego, zaczekajmy jeszcze trochę, by posłuchać, jak nasz bohater, Lars Urlich, wykona ten utwór już niebawem na naszej rodzimej ziemi.

Paweł Ostrowski

Reklama