Amerykańscy komicy potrafią robić cuda! Nie dość, że bawią, śmieszą, chwytają za serce, to okazuje się, że często bywają też mocno utalentowani muzycznie.

" /> Tommy Clufetos we wrześniowym numerze Perkusista Przejrzyj online >>Ulubiony kiosk
Reklama

Pod lupą - Paul Simon - You Can Call Me Al

Amerykańscy komicy potrafią robić cuda! Nie dość, że bawią, śmieszą, chwytają za serce, to okazuje się, że często bywają też mocno utalentowani muzycznie.

Być może widziałeś Billa Cosby, jak gra na bębnach, nie wspominając już o Stevie Moore, jednej z gwiazd YouTube’a, który nie tylko gra na perkusji w sposób wirtuozeryjny, ale swoją widowiskową grą wywołuje pokaźnego banana na twarzy, niczym hollywoodzki aktor komediowy. I są wreszcie giganci, którzy potrafią zamienić się w innych, jak choćby Chevy Chase. W słynnym sprzed lat teledysku udaje mu się nawet nieźle śpiewać i - co ciekawe - robi to głosem Paula Simona…

Utwór "You Can Call Me Al" to bardzo ciekawa muzycznie kompozycja. Piosenka promuje album Graceland, który Paul Simon nagrał studyjnie w 1986 roku, inspirując się mocno muzykami z południowej Afryki (m.in. Johnny Clegg i Sipho Mchunu). Ze względu na bogatą mieszankę wpływów muzycznych i kulturowych (pop, rock, mbaquanga, isicathamiya), znajdziemy tu masę inspirujących motywów, brzmiących świeżo i całkiem intrygująco, nawet po tak wielu latach... Jednym z najsłodszych cukierków całego albumu jest - przynajmniej dla mnie - fenomenalny basista afrykański Bakithi Kumalo. Jednakże my, perkusiści, również odnajdziemy parę ciekawych rozwiązań w prezentowanym przeboju. Przydatnych i godnych poznania, a przy tym inspirujących, jak całe bogactwo kultury muzycznej Czarnego Lądu...

Zaczyna się całkiem typowo - syntetyczna przygrywka, po której wchodzi mocny beat z silnie osadzonym werblem na 4. Zanim jednak przyjrzymy się temu podziałowi, przesłuchajmy kawałek dalej, aż nastanie zwrotka.

I tu pojawia się miłe zaskoczenie - puls groove’u mocno podkreślany ćwierćnutową stopą wraz z grającym razem z nią werblem (cross stick). Nie byłoby w tym jednak specjalnie nic odkrywczego, gdyby nie efektowny "połamaniec", burzący w czwartym takcie podziału monotonię miarowo wybijanej podstawy. Przykład 1:

Pod koniec przebiegu następuje gwałtowne napędzenie podziału. Dzieje się tak za sprawą zagęszczenia szesnastkowego, ale też ze względu na złamanie schematu czwórkowego - szesnastki grupują się w nieregularny układ trójkowy (| werbel | hi-hat | hi-hat |…), co brzmi równie efektownie, co i dynamicznie. Całą "drużynę" zmyślnych szesnastek wyhamowuje hi-hat otwarty na 4i, który konsekwentnie otwierany jest właśnie w tym miejscu, w każdym takcie zwrotki.

Nawet podczas sola instrumentalnego hi-hat pozostaje otwierany na 4i w czwartym takcie, mimo, że szesnastkowe zagęszczenie przenoszone jest na ride’a. Przenoszenie ręki z hi-hatu to zabieg równie ciekawy, co i efektowny, tak, by rytm podstawowy grany na hi-hacie zagęszczać w formie wypełnienia na innych instrumentach np. ridzie, cowbellu itd. (Słychać ten zabieg często u perkusistów latynoskich, jak też w muzyce fusion np. u Weckla w Electric Bandzie Chicka Corei, kiedy zagęszczając prawą rękę grał na przemian dwójki na ridzie i pojedyncze akcenty na tomach). Jak to się już w naturze utarło, po zwrotce nadchodzi refren. Podział refrenu znamy już z części początkowej utworu. Przykład 2:


Silny strzał w werbel na 4 w ciekawy sposób kontrastuje z delikatnym brzmieniem "ramki" podziału ze zwrotki. Groove’y z ćwierćnutową stopą na każdą miarę oraz werblem na 4 uchodzą za jedne z najbardziej napędzających, podobnie, jak te z werblem na 3 i stopą bijącą wszystkie ćwierćnuty (np. "Mushanga" grupy Toto). Może podziały z jednym werblem w takcie nie zarobiły tyle pieniędzy, co nieśmiertelne rytmy dance’owe z werblem na 2 i 4 i stopą ćwierćnutową, ale moim zdaniem są dużo bardziej inspirujące niż wyświechtane disco-klepanki.

Dodatkowo na jedną ósemkę przed werblem (na 3i) otwiera się hi-hat, który też dynamizuje podział, użyty zaraz przed akcentem na werblu - tworzy to efekt takiego "rozbiegu" (crossfade), po którym mamy jeszcze dobicie na 4.

Chciałbym wreszcie "poczęstować" cię charakterystycznym fillem, pojawiającym się co chwilę (coch’fille) w prezentowanym utworze. Wydaje się dość prosty, jednak jego melodyka (użycie trzech tomów) i usytuowanie w takcie (fajnie brzmiące dźwięki tomów pomiędzy stopą), czynią go wypełnieniem bardzo uniwersalnym. To, na co chciałbym zwrócić twoją uwagę, to także 3 proste możliwości, na jakie możemy zagrać filla, trochę go "podrasowując". Przykład 3:

W utworze grany jest w sposób bardzo prosty. Jedynie pierwsza stopa zagrana jest z hi-hatem, później mamy już tylko "gołe" uderzenia w tomy (polecam najbardziej naturalną kolejność rąk: P(hi-hat), L(1tom), L(2tom), LPL (3tom/3tom/open hi-hat). Można jednak tę figurę urozmaicić, grając nieprzerwanie wszystkie ósemki, które biliśmy w refrenie. Wówczas prawa ręka gra na hi-hacie, a lewa obsługuje wszystkie dźwięki tomów (drugi takt PRZYKŁADU 3).

Natomiast dla tych, którzy lubią na tomach mocno i soczyście, polecam trzeci wariant wypełnienia, w którym pojedyncze tomy zastępujemy flamami (przednutka przed nutą główną, która wzmacnia każde z uderzeń) - takt trzeci PRZYKŁADU 3. Aby było równie naturalnie, co w podstawowym wariancie tej zagrywki, zagrajmy przednutki ręką prawą, a nuty zasadnicze lewą (wówczas pierwsze uderzenie na 3 tomie będzie zagrane lewą ręką, drugie prawą i na otwarty hi-hat przejdziemy sobie już wygodnie lewą ręką).

Zachęcam cię do szukania muzycznych inspiracji wśród innych stylistyk i kultur muzycznych. I wcale nie musisz jechać na drugi koniec świata lub starać się o egzotyczny wyjazd w ramach studenckiej wymiany Erasmus. Dużo prościej, szybciej i taniej jest zatopić się w odmiennej, daleko zakorzenionej kulturze muzycznej poprzez samo doświadczanie muzyki z tamtych stron.

Życzę ci zatem wielu (legalnych) płyt z inspirującą muzyką światową lub - jeśli wolisz - długich, owocnych godzin przy YouTube, spędzonych z naprawdę cenną dawką dźwięków z dalekich stron.

Paweł Ostrowski

Reklama