Młodość musi się wyszumieć, jak mawiają starsi. Rock and roll rządzi się swoimi prawami, usłyszymy od młodszych (niekoniecznie ciałem, ale na pewno duchem).

" /> Tommy Clufetos we wrześniowym numerze Perkusista Przejrzyj online >>Ulubiony kiosk
Reklama

Pod lupą - Ozzy Osbourne - Perry Mason

Młodość musi się wyszumieć, jak mawiają starsi. Rock and roll rządzi się swoimi prawami, usłyszymy od młodszych (niekoniecznie ciałem, ale na pewno duchem).

Kim jednak jest nasz dzisiejszy bohater, którego przebój prześwietlimy? Wiecznie młodym guru? Genialnym ignorantem? A może nazbyt kontrowersyjną gwiazdą heavy metalu, bez której trudno wyobrazić sobie charakter i kształt grupy Black Sabbath?

Można długo się zastanawiać, prowokować pytaniami, opisywać, kim jest i dlaczego tak, można wieszać plakaty, zbierać fotografie i właściwie dalej nie wiedzieć nic. Bo bez względu na to, co nam wolno, a co nie, co powinniśmy, a co nam się nie godzi, nie zważając na poprawność polityczną muzyka akademickiego, jak i wrażliwość estetyczną wysublimowanego artysty, po prostu trzeba - prędzej czy później - należy zapoznać się z sylwetką Ozzy Osbourne’a. Bez niego nawet najbardziej ciężki metal nie byłby tak heavy, jak być powinien, woda nie byłaby tak przenikliwie mokra, a kwas nie byłby tak kwaśny... Dziwne metafory? Trochę burzliwy wstęp? To i tak niewiele z tego, co dyktuje wyobraźnia po bardziej wnikliwym zapoznaniu się z piosenkami Ozzy’ego … Tymczasem łagodnie przejdziemy do omówienia utworu, choć przyznam, że cały czas w mojej głowie rozbrzmiewa pytanie "Dlaczego dopiero teraz dorosłeś do tej muzyki?".

W tym odcinku omówimy jedną z kultowych kompozycji - piosenkę "Perry Mason", pochodzącą z płyty Ozzmosis (1995). Genialny Deen Castronovo przybił tam parę naprawdę rasowych gwoździ, którym z radością się przyjrzymy, czując, że absolutnie nie są to gwoździe do trumny, ale może jeszcze wykorzystamy je niejednokrotnie w swojej własnej, radosnej twórczości.

Jak przystało na godny chwały utwór z nurtu heavy, piosenkę rozpoczyna podniosłe intro - mroczne pady, smyki i ... wreszcie są - soczyste gitary, zwiastujące nieuchronnie nadchodzący ciężar sekcji! Partia bębnów zaczyna się akcentami, o których nie sposób nie wspomnieć ze względu na ich charakterystyczną linię, wynikającą oczywiście z melodyki gitarowych partii - Przykład 1 (takt 1, 2).

Akcenty na crash’u są precyzyjne i krótkie (tłumienie talerza po uderzeniu), a to, co wzbudza uwagę i warte jest podkreślenia (i wykorzystania) to także akcentowanie hi-hatu, trzymającego puls pomiędzy akcentami - akcent na "dwa" i "cztery" w pierwszym takcie oraz na "dwa" w drugim. Taki mały drobiażdżek, ale jakże napędzający podział i to już od samego początku, poprzez zaakcentowanie mocnych części taktu, które później wzmacnia werbel w dalszym podziale części intro. To, co jest lekkim utrudnieniem, a zarazem daje ciekawy efekt, wymykając się nieco utartym stylistycznie standardom, to akcent przypadający na drugie z trzech uderzeń ósemkowych (ostatnia grupa ósemek w pierwszym i drugim takcie), a nie tylko na pierwszą i/lub trzecią ósemkę grupy. Efektownie łamie to monotonię "shufflowego" akcentowania tylko na pierwszą i trzecią ósemkę z grupy, które słyszymy, począwszy od 3ciego taktu poprzez charakterystyczną dla pulsu shuffle pracę stopy. To, co nie jest przypadkiem, to także użycie talerza Ride do budowy podziału intra - z jednej strony świadome budowanie brzmienia z udziałem Ride’a, a z drugiej… może wygoda w przechodzeniu z Ride’a na Crash’a? (bo na pewno bliżej).

Uwieńczeniem części intro jest banalne z pozoru wypełnienie szesnastkowe, zagrane na werblu i tomach (takt 10), które jednak wykonane zostało na tyle precyzyjnie i solidnie (naprzemiennie PLPL …), że nie dość, że nie czyni "obciachu", to jeszcze działa mocno nakręcająco. Po fill’u autor przechodzi na rzadszy tryb, grając shufflowe ósemki (bez środkowej ósemki w grupie) na wpół otwartym hi-hacie. Na bazie rytmu z ostatniej części intra budowane są też zwrotki, po których następuje bardzo ciekawe aranżacyjnie wejście na refren...

O ile intro stanowi dość utartą formę, z której pośrednio wyciągnęliśmy parę cennych nauk, o tyle wejście na refren potrafi już mocno uderzyć świeżością w twarz każdemu, kto gotów jest odnajdywać inspiracje w utworach sprzed lat - Przykład 2.

Akcenty na pierwszą i piątą ósemkę taktu pierwszego z jednoczesnym nabudowaniem głośności następujących po sobie ósemek (2-5 licząc kolejno w takcie 1) mocno napędzają takt następny, który zapoczątkowuje też werbel na "4" i energetyczne wyprzedzenie taktu drugiego (ostatnia ósemka w takcie pierwszym). Rzadko spotyka się, by wykorzystywać nogę hi-hatową w taki sposób, jak sugeruje zapis oraz nagranie - z przyzwyczajenia zagralibyśmy ręką (6, 7 ósemka taktu 1szego, licząc kolejno). Użycie nogi zamiast ręki nie tylko wycisza hi-hat, czyniąc go bardziej krótkim i punktowym, ale jest też ułatwieniem dla zajętych graniem unisono rąk. Wyprzedzenie przed "raz" drugiego taktu wymusza też opóźnienie kolejnego dźwięku (stopa + hi-hat), które przypada na ósemkę po "raz" taktu drugiego. Precyzyjnie nie tak łatwe, ale bardzo efektowne. W takcie czwartym mamy też ciekawą zagrywkę "młynkową" (nie mylić z Haliną Mlynkovą) - w grupie ósemkowej na "4" środkowa ósemka została podzielona na trzy uderzenia (zagęszczona do trzech triol szesnastkowych), czego efektem jest bardzo przydatna rockowa przebitka - stopa - werbel - floor - stopa (BD L P BD).

Na sam koniec chciałbym jeszcze prześwietlić charakterystyczny motyw outro - ten melodyjny i ciężki riff, który nie bez powodu powtórzony został dwukrotnie. W ciężkie brzmienie gitar wpisuje się bardzo ładnie partia bębnów, czyniąc tę część utworu nie tylko dynamiczną i soczystą, ale też odpowiednio smaczną  (czyt. nie przegadaną muzycznie) - Przykład 3.


Akcenty razem z werblem brzmią mocniej niż ze stopą. Są też doskonałą okazją do tego, by ćwiczyć precyzję jednoczesnego akcentowania oburącz - w wielu sytuacjach muzycznych sprawdzi się napędzająco akcentowanie na "dwa" razem z werblem, poza tym efektownie brzmi akcent pomiędzy dwiema stopami (jak w takcie pierwszym, w trzeciej grupie ósemek), jak też na pierwszą i drugą ósemkę grupy (takt drugi i ósmy na "cztery" oraz takt czwarty na "trzy" i "cztery").

Ciekawe aranże czają się na każdym kroku. Sam przyznasz, że wszędzie można odnaleźć coś niezwykłego. Jedni wpatrzeni są w zjawiskowo rockandrollowy tryb życia Ozzy Osbourne’a podczas, gdy inni niepostrzeżenie dopatrzą się paru cennych drobiazgów, dużo bardziej nam przydatnych.

I choć sam nie wychowałem się na muzyce Black Sabbath, w moich płucach płynie zdecydowanie inne muzycznie powietrze, to jednak czuję wyraźnie potęgę tej muzyki - równie napędzającej, co i inspirującej instrumentalnie. Jednak warto oddać szacunek Ozziemu, wszak jego muzyka jest jak osmoza - nieustannie i samoczynnie rozdziela od siebie dwa przenikające się ośrodki - prawdziwie cenną muzykę wydobywa z brudnego i gęstego roztworu, zdegenerowanego narkotykami muzycznego showbiznesu. Na zakończenie krótkie przesłanie, by jednak skończyć zdrowo - jedzmy warzywa! Dają dużo więcej siły witalnej, niezbędnej do intensywnego walenia w bębny.

Paweł Ostrowski

Reklama