Słyszałeś historię człowieka, który znudzony długimi zakupami w pewnym centrum handlowym, poszedł do mieszczącej się w galerii Sephory, odnalazł stoisko z najdroższymi męskimi perfumami, chwycił za kilka testerów, po czym… podszedł do ochroniarza i spytał, czy ten może potrzymać mu lustro, bo chce sobie zdezynfekować ranę po pryszczu?

" /> Tommy Clufetos we wrześniowym numerze Perkusista Przejrzyj online >>Ulubiony kiosk
Reklama

Pod lupą - Kings Of Leon - Use Somebody

Słyszałeś historię człowieka, który znudzony długimi zakupami w pewnym centrum handlowym, poszedł do mieszczącej się w galerii Sephory, odnalazł stoisko z najdroższymi męskimi perfumami, chwycił za kilka testerów, po czym… podszedł do ochroniarza i spytał, czy ten może potrzymać mu lustro, bo chce sobie zdezynfekować ranę po pryszczu?

Jeśli nie znasz tej opowieści, nie martw się - ja też o niej nie słyszałem i na całe szczęście jest zmyślona, w przeciwnym razie nasz fikcyjny bohater z problemami skórnymi mógłby skończyć raczej marnie... To jednak pewien symbol - tego, co można, a czego raczej nie wypada… Bo perfumami Toma Forda raczej nie czyści się śladów z gafy na talerzu, za to klasyczna woda brzozowa nada się do tego, jak znalazł. Po co to dziwne porównanie? No cóż, każdy ceni sobie muzykę po swojemu tak, jak konkretny zapach, który jednego drażni, a innego wabi. Tym razem jednak sięgamy po tak ckliwą balladę rockową, że niejedna niewiasta o wrażliwym sercu i silnym sierpowym wymierzyłaby mi pewnie srogi policzek za to, że ośmielam się "kroić" na kawałki tak monumentalny wyciskacz kobiecych łez. Podobno istny król wśród łzawych wyciskaczy, działający na wyobraźnię, czasem nawet bardziej niż czerwone wino, czy - wcale przecież nie tani - bukiet czerwonych róż. Pojmałem dziś Króla Leona, którego zaraz będziemy podglądać, bo ten król kryje w sobie nawet i parę perkusyjnych ciekawostek, niepozornie ukrytych w swym pięknym hymnie o tytule "Use Somebody".

Jak na balladę, kawałek o całkiem mocnym uderzeniu. Ponieważ ma budzić emocje, zmienność nastrojów jest tu wprost drastyczna - wielkie bum już na początek (intro), uspokojenie ze stopniowym budowaniem (zwrotka), znów niebotyczne grzmoty rodem z początku (refren), po nim znowu zwrotka, ale już w całkiem innym wydaniu (tak, jakby jego ukochana nagle zmieniła się w inną lub przynajmniej przefarbowała włosy, ścięła grzywkę...), eksplozja myśli, uczuć, może jakaś wewnętrzna przemiana głównego bohatera wyrażona wykwintnym przejściem na bębnie - o tym za moment - po nim erupcja wulkanu w postaci kolejnego refrenu, po czym zaraz skuteczne przekierowanie sił zżerającego go od środka żywiołu - krótki instrumental ze zmianą tonacji, zakończony fillem, który nie pozostawia już żadnych wątpliwości… No i wreszcie jest! Uszlachetniające solo gitary, po którym to ani słowa refrenu, ani końcowej zwrotki nie zabrzmią tak samo...

Już sama dramaturgia utworu niejednego młodzieńca potrafi chwycić za serce, aranżacja i brzmienie kawałka - wzorowe dla przeboju, jednak przejdźmy do treści szczególnie nam bliskich i przydatnych, bo nie będziemy tu przecież przeżywać toczących przez niego wojen, w których autor - jak śpiewa - wstrząsa i poetą, i rytmem…

Intro i refreny buduje ciekawy rytmicznie podział. Z jednej strony eksplodujący swą mocą i bezwzględnością młota udarowego (mocne ćwierćnuty bite na crashu), z drugiej nawet finezyjny i z polotem mimo, że taki chuligan - Przykład 1:


Pomimo, że talerz wyznacza ćwierćnutowe miary, ugęstowienie stopy i werbla określa puls ósemkowy dwutaktowego podziału. Poprzesuwane względem głównych miar taktu werble i stopy czynią podział mocno oryginalnym, łamiąc ćwierćnutową monotonię crasha. Aby bardziej osadzić podział, w drugim takcie schematu pojawia się jednak solidne uderzenie w werbel na 4.

Urozmaiceniem tego rytmu jest takt ósmy (pojawiający się znowu 4 takty później w utworze oraz w innym refrenach), w którym przesuwamy werbel z "4" na "3i", wstawiając za niego stopę (na 4) i dodatkowy - drugi - crash ósemkowy na 4i. Sam opisany podział można oczywiście wpasować w wiele sytuacji muzycznych, choć myślę, że ważniejsza jest tu jego istota, czyli zamysł. Potężna dynamika i "ociężałość" crasha wcale nie wyklucza użycia innych, bardziej zmyślnych elementów rytmu. Tworząc swoje groovy możemy myśleć podobnie - stabilna siatka, która nadaje ramę (jak np. wspomniane ćwierćnuty crashami) + bardziej złożone motywy w tle.

To, co jeszcze zasługuje na uwagę, to mała sztuczka rytmiczna tego dwutaktowego podziału. Zauważ, że pierwsze dwa takty moglibyśmy podzielić po 3 ćwierćnuty, licząc do trzech tak, jakby otrzymując zamiast 2 takty w metrum 4/4 - 2 takty w metrum 3/4 + 1 takt w metrum 2/4. I co się stanie? Wówczas oba takty na 3/4 będą takie same! Dojdzie tylko krótki fragment na 2/4, czyli stopa i werbel. Właśnie ta "dwuznaczność" rytmiczna czyni rytm takim sprytnym!

Odchodząc na chwilę od kolejności formy utworu, przytoczę teraz fragment, który występuje pod koniec, stanowiąc podstawę na solo gitary, przechodzące później w refren - Przykład 2:


Przypatrując się dokładnie, nietrudno zauważyć, że rytm jest uproszczeniem podziału dwutaktowego z Przykładu 1.

Ostatnia stopa pierwszego taktu podziału refrenu na "4" została po prostu zamieniona werblem i stopą zagraną ósemkę po nim. Dzięki temu podział stał się "skuteczniejszy" - jeden takt zamiast dwóch, podkreślenie mocnej części taktu werblem na "4" za każdym razem, a nie w co drugim takcie - dobry zabieg, by nadawać większej ekspresji rytmowi, w miarę zwiększającego się biegu utworu. No i na deser prawdziwa gratka, która całkowicie już łamie monotonię ćwierćnutowych akcentów na crashu - Przykład 3:


Składający się z dwóch części - 8 taktów podziału + 8 taktów filla, czyli prawdziwa uciecha dla wszystkich żądnych przygód i to wszystko razem w drugiej zwrotce utworu!

Gęstszy, bo ósemkowy hi-hat, choć akcentowany dalej ćwierćnutowo (na 1 2 3 4). "Złamany" - jak w Przykładzie 2 - werbel, ale i pojawiająca się w drugim takcie stopa szesnastkowa - zupełna zmiana charakteru, całkiem świeży oddech przed mającą nastąpić za chwilą znowu ekspansją agresywnego crasha w refrenie.

Podział ten w bardzo podobnej formie pojawia się później w krótkiej 8-taktowej części instrumentalnej (modulacji), zaraz po refrenie, po drugiej zwrotce, z tą różnicą, że zamiast na hi-hacie, ósemki zagrane są na floor tomie (na końcu Przykładu 3 nagrałem taką właśnie wersję z tomem zamiast hi-hatu). Ponieważ kolejne 8 taktów drugiej zwrotki już mocno buduje dynamikę, warto im poświęcić parę zdań. Równoczesne uderzanie w oba tomy (tak, jak w zapisie), możemy też wspomóc ćwierćnutami granymi stopą (na 1 2 3 4). Ważne jest jednak, by głośność rozwijać stopniowo, wychodząc od jak najcichszego poziomu dynamiki - zagrać płynnie wcale nie jest łatwo, by podnosić przez 7 taktów głośność w sposób jednostajny. Dynamika winna przecież narastać łagodnie i niepostrzeżenie, zupełnie tak, jak emocje głównego bohatera.

Uwieńczeniem zwrotki jest gęste wypełnienie w takcie ósmym, które fajnie rozbujało zagrane "przewrotnie" akcenty - poprzesuwane w większości o szesnastkę w kontrapunkcie do naturalnie płynącego pulsu ósemkowego taktu. Daje to wrażenie, jakby fill trochę się przesunął, no, ale solidnie zagrane szesnastki na "4" (werbel, 2 tomy, werbel), przywracają właściwy ład i porządek tej rasowej przebitce rockowej. Aby łatwiej opanować to wypełnienie, pamiętajmy o naprzemienności rąk w całym ósmym takcie ( P L P L…), w którym tylko na "3i" prawą rękę zastępuje stopa. Dzięki temu nie wywrócimy się w timie, grając tak "odwrócone" akcenty w całym przejściu.

Tyle wrażeń na dziś - myślę, że było wielowątkowo i na różny sposób - mocniej, lżej, bardziej subtelnie, to znów gęściej i inaczej niż zwykle. Jeśli masz swoje propozycje utworów, które chciałbyś bliżej poznać na łamach tego cyklu, pisz do mnie śmiało: Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć. .

Paweł Ostrowski

Reklama