Z wrodzoną sobie potrzebą intrygi konstruowałem ten tytuł, mając na uwadze wiele przerysowanych żartów i anegdot z udziałem perkusistów, często tworzonych zresztą przez zazdrosnych gitarzystów czy basistów...

" /> MARCOWE WYDANIE - PRZEJRZYJ I ZAMÓW Perkusista PRZESYŁKA GRATIS >>Ulubiony kiosk
Reklama

Pod lupą - Perkusista na setkę...

Z wrodzoną sobie potrzebą intrygi konstruowałem ten tytuł, mając na uwadze wiele przerysowanych żartów i anegdot z udziałem perkusistów, często tworzonych zresztą przez zazdrosnych gitarzystów czy basistów...

Można się jednak domyślać, że nie tworzyłbym materiału warsztatowego o alkoholu i tak powszechnej społecznie dziedzinie jak przysłowiowe "pójście na setkę z perkusistą". Tym bardziej, że nie jest to umiejętność, nad którą trzeba specjalnie pracować, a w naszym kraju ten rytuał wydaje się być raczej mocno wpisany w narodowy kodeks obyczajowy (jeśli nie nawet w prasłowiańskie geny). Praca w studio, choć raczej bezalkoholowa, też niejednokrotnie kręci się wokół tzw. "setki", czyli realizacji nagrań studyjnych, które muzycy tworzą w czasie rzeczywistym. Dzięki odpowiedniemu odseparowaniu wzajemnemu można selektywnie zarejestrować każdy z instrumentów.

Tym razem Pod Lupę weźmiemy nie żaden przebój, ale pracę w studio po to, by spróbować umilić i ulepszyć wykonywaną przez nas robotę w studio. Jak wiemy, nagranie piosenki to zwykle pierwszy etap na drodze do stworzenia wielkiego hitu muzycznego - warunek konieczny, choć niewystarczający, niestety...

Tak się złożyło, że pod koniec kwietnia tego roku zbiegły się dwa projekty, które postanowiłem upiec na jednym ogniu tj. nagranie testowe instrumentów Meinl serii Generation X oraz realizacja DVD Projektu Tribute To Michel Petrucciani, z którym wykonujemy materiał genialnego Francuza w jazzowych, autorskich aranżacjach. Trudno o lepszy projekt na setkę niż trio jazzowe, postanowiliśmy więc znaleźć studio idealne do realizacji live, a wyciągnięte wnioski zebrałem w tym artykule.

Wybór padł na Monochrom Studio - całkiem niezwykłe miejsce, powstałe z dala od cywilizacji (czyli w tzw. ciemnej d*pie). Studio, którego autorem adaptacji akustycznej jest sam... Sam Toyoshima. Jak podają legendy, twórca wielu innowacji w dziedzinie projektowania akustycznego i zarazem projektant tak legendarnych miejsc, jak studio Abbey Road, Metropolis czy Olympic.

Ufając abstrakcyjnym dla mnie pojęciom (specyfikacja sprzętowa, będąca wyposażeniem studia) oraz dużo bardziej zrozumiałym komunikatom (opinie muzyków) postanowiłem zaufać w pełni miejscu nagrań i potraktować je jako swoisty poligon doświadczalny. Wszystko po to, by praca na dostatecznie wysokim standardzie pozwoliła mi na bardziej analityczne porównanie wielu kwestii związanych z nagraniem.

Biorąc udział w dziesiątkach sesji w swoim życiu, często czułem pewien dyskomfort, wynikający z pojedynku pomiędzy wizją realizatora i tego, by wszystko mu brzmiało, jak trzeba w reżyserce, a mną - osobą najbardziej w końcu odpowiedzialną za to, co zostanie zagrane. Niejednokrotnie podczas nagrań skupienie na brzmieniu końcowym (ostatecznym) odbywało się kosztem komfortu własnego (totalnie pozaklejane tomy czy nadmiernie wytłumiony werbel - tak, by nic się nie wzbudzało...).

Drugą skrajnością - przyznaję się bez bicia - były nierzadko domowe sesje na potrzeby lekcji w Magazynie Perkusista. Jak już sobie poustawiałem wszystko pod siebie, by mi było najprzyjemniej, to... niekoniecznie przekładało się to na efekt końcowy w postaci dobrego brzmienia.

Czy da się połączyć te dwie perspektywy - ucho realizatora oraz komfort pracy muzyka i wspólnymi siłami uzyskać możliwie najlepszy efekt? Jako człowiek rzucający sobie wyzwania, postanowiłem głębiej się nad tym zastanowić. Punktem wyjścia było określenie niezbędnych parametrów, które mają wpływ na brzmienie i jakość zarejestrowanego materiału - tak po jednej, jak i drugiej stronie kabla...

Oczywiście opisane dalej składowe są efektem moich własnych (subiektywnych) przeżyć, a postanowiłem zebrać do kupy wszelkie możliwe czynniki, które przyszły mi na myśl.

Zadajmy sobie najpierw pytanie, co podczas nagrania w studio wpływa na nasz własny komfort gry, a z drugiej strony - co decyduje o możliwie najlepszym brzmieniu, stojąc już po stronie realizatora?

Przy tej okazji warto wspomnieć o tym, czym jest odpowiednio dobry miks. Tocząc wnikliwe rozmowy z realizatorem przekonałem się, że nadmierne wytłumienie instrumentu bierze się niejednokrotnie z nieumiejętności jego nastrojenia. Pomijając skrajne przypadki, gdy zależy nam na krótkim brzmieniu tomów, zazwyczaj dużo prościej jest skrócić jego brzmienie do minimum, by później odpowiednio je wydłużyć, wzbogacić, ale już w sposób sztuczny. W ujęciu technicznym odpowiednio dobry miks tworzy się już na poziomie zagrania perkusisty, z czego nie zawsze zdajemy sobie sprawę. Tak naprawdę mamy dużo większy wpływ na brzmienie i właściwe proporcje głośności pomiędzy instrumentami niż nam się często wydaje (optymalnie ciszej zagrane blachy na tle bębnów, odpowiednio głośny strzał w werbel, solidnie wbita stopa, tomy grane dynamicznie itd.).

Zbierając w całość doświadczenie wielu lat grania oraz dziesiątki nagranych potencjalnych przebojów, które o mały włos stałyby się hitami, stworzyłem taki właśnie zbiór:

KOMFORT MUZYKA:


1. Forma muzyczna i ogólne samopoczucie - Teoretycznie wszystko ma wpływ, jednak odpowiednio dobre przygotowanie techniczne wyklucza w dużym stopniu utrudnienia, związane ze złym samopoczuciem takie, jak "dziś nie mam specjalnie dnia", "boli mnie głowa i nie mogę spać...", "ciężko mi się dziś skupić" itp. wymówki...

2. Dobry realizator - Komunikatywny, pomocny i sprawny - często niedoceniany czynnik ludzki, który jest w stanie pomóc, doradzić, nie urażając tym samym nasze "ego" uwagą, że coś było źle. To właśnie od umiejętności i wrażliwości realizatora zależy to, jak nagra nasz instrument, a dobór urządzeń, mikrofonów i ich ustawienie (tak, jak ustawienie instrumentu) mają niesamowity wpływ na brzmienie.

3. Klimat ogólny miejsca nagrań - Odpowiednia wentylacja, oświetlenie, sceneria - rzeczy wydawałoby się banalne, ale mające znaczny wpływ na nasz komfort pracy, zwłaszcza długotrwałej.

4. Właściwe przygotowanie merytoryczne - Poza ogólną sprawnością i formą muzyczną, czyli to, jak dobrze przygotujemy się do nagrań pod względem znajomości materiału.

5. Zaplecze socjalne - Czas odpoczynku i regeneracji pomiędzy jest niemniej ważny niż samo nagranie. Pamiętam studio sprzed lat, mieszczące się nad sklepem z wannami w centrum miasta... Niestety, nie było możliwości, by zażyć tam relaksującej kąpieli, za to przejeżdżające co chwilę tramwaje powodowały, że trzeba było ściśle trzymać się rozkładu jazdy MPK, aby wstrzelić się z nagraniami dokładnie pomiędzy przejeżdżającą 10tką na Leśnicę lub 12tką do Pafawagu... Oczywiście po latach wspominam to studio z dużym sentymentem.

6. Brzmienie i odpowiednia słyszalność - Chodzi nie tylko o to, czy nastroiłem bębny, czy dobrze słychać klika, czy ktoś w zespole gra nierówno oraz do jakiej jakości pilota nagrywamy. Jakość tego, co słyszę podczas nagrań ma dla mnie ogromne znaczenie, a na brzmienie w odsłuchu składa się całkiem sporo czynników...

JAKOŚĆ NAGRANIA:

1. Jakość i kondycja instrumentu - Nie pomogło samo ściągnięcie z USA pierwszych zawodowych bębnów. Dopiero podczas pierwszej wizyty w naprawdę profesjonalnym studio realizator pokazał mi, jak przygotować swoje instrumenty, by brzmiały możliwie najlepiej.

2. Strój instrumentu - Wartość wbrew pozorom zmienna, zależna od akustyki miejsca, czynników atmosferycznych (temperatura, wilgotność), czy rodzaju i tonacji muzyki, do której nagrywamy. Umiejętność strojenia to sztuka, którą rozwijamy przez lata. Myślę, że warto zaufać w tej kwestii także realizatorowi, który często doradzi (a przynajmniej powinien), słysząc nasze bębny dużo lepiej w swojej reżyserce.

3. Akustyka miejsca oraz sprzęt studyjny - Sama akustyka studia jest jednym z najważniejszych parametrów. Odpowiedniej jakości sprzęt pozwala na oddanie naturalnego brzmienia akustycznego, więc jego rola też jest bardzo ważna, ale to właśnie sama akustyka jest parametrem najbardziej decydującym, nadającym kształt brzmienia od początku do końca.

4. Sprawność i kompetencje realizatora - Tak, jak nasz własny komfort w dużej mierze zależy od rozgarnięcia "Pana Gałkowego", tak samo ważne - oczywiście w kwestii uzyskanego brzmienia - jest to, co doświadczony realizator potrafi wykręcić już na etapie "wejściowym" śladów, czyli nie ingerując w brzmienie nadmiernymi efektami itp.

5. Sposób samego zagrania — Jeśli damy ciała podczas nagrań to nie pomoże nam ani najlepszy realizator świata, ani najlepsze studio, ani uposażenie. Niestety, to na nas spoczywa duża część odpowiedzialności za to, co powstanie, chociaż... z perspektywy lat stwierdzam, że to właśnie daje najwięcej przyjemności - to ekscytujące poczucie, że to ja nadaję temu wszystkiemu sens i życie.

No dobrze... Zanim przejdziemy do części praktycznej testu, zadajmy sobie pytanie, na co mamy wpływ realny, będąc już w studio? Czyli mówiąc językiem znienawidzonej przeze mnie w szkole matematyki - uprośćmy nasz algorytm zależności dobrego brzmienia od komfortu grania o wartości stałej, na które nie mamy wpływu, aby wyznaczyć funkcję najważniejszych parametrów, która pomoże nam w pracy studyjnej:

KOMFORT MUZYKA:


1. Forma muzyczna i ogólne samopoczucie - albo się przygotowaliśmy wcześniej, albo i nie...

2. Dobry realizator - Bóg okazał się łaskawy w tej kwestii lub nie mamy wyjścia… Oczywiście często możemy przyjechać do studia z własnym realizatorem, co sprawdza się na pewno wtedy, gdy chcemy odwzorować nasze własne, kreowane czasem latami, brzmienie zespołowe.

3. Klimat ogólny miejsca nagrań - Widziały gały, co brały. Lub... Na tyle nam starczyło pieniędzy...

4. Właściwe przygotowanie merytoryczne - nauczyłem się materiału lub jak zwykle uznałem, że jakoś pójdzie...

5. Zaplecze socjalne - parametr także od nas niezależny.

6. Brzmienie i odpowiednia słyszalność - COŚ,

NA CO MAMY DUŻY WPŁYW PODCZAS NAGRAŃ JAKOŚĆ NAGRANIA:


1. Jakość i kondycja instrumentu - przygotowanie do sesji to etap doboru instrumentu, czasem jest możliwość skorzystania ze sprzętu studia, ale rzadko i nie zawsze warto...

2. Strój instrumentu - NA TO MAM WPŁYW W KAŻDEJ CHWILI

3. Akustyka miejsca oraz sprzęt studyjny - oczywiście nikt nie będzie nam przebudowywał studia ani na nasze życzenie nie dowiezie dodatkowy sprzęt...

4. Sprawność i kompetencje realizatora - jak powyżej, albo miałem szczęś cie, albo los nie okazał się łaskawy...

5. Sposób samego zagrania — OCZYWIŚCIE PARAMETR ZMIENNY I JAK NAJBARDZIEJ ZALEŻNY OD INNYCH

PODSUMOWUJĄC: Efekt naszej pracy już podczas samego nagrania, pomijając czynniki niezależne od nas w danej chwili (w tym ilość czasu i energii włożonej w przygotowanie się do sesji) jest ściśle zależny od tego, na co mamy wpływ, a co buduje nasz komfort gry, czyli Sposób samego zagrania, a więc brzmienie i odpowiednia słyszalność oraz drugi czynnik zmienny, czyli możliwie najlepszy strój naszych instrumentów.

Oczywiście oba parametry wpływają na siebie, a przynajmniej powinny, aczkolwiek czasem w atmosferze intensywnej pracy nagraniowej przestajemy skupiać się na tym, czy wszystko brzmi jak powinno i wtedy zbawienny wpływ ma realizator, rzucając jasny komunikat, że trzeba coś dostroić!

Z tego powodu w opisanym teście chciałbym się skupić głównie na komforcie odsłuchu, a materiał audio-wideo ze studia, załączony w materiałach do ściągnięcia, pomoże zilustrować opisane wnioski.

Ja osobiście preferuję odsłuch w postaci odlewów dousznych. Z racji tego od paru miesięcy pracuję na monitorach słuchawkowych Lime Ears LE3B (konstrukcja trzydrożna o zwiększonych możliwościach reprodukcji niższych i najniższych częstotliwości). Natomiast każdy muzyk już indywidualnie określa swoje preferencje typu - słuchawki zamknięte / otwarte / półotwarte, choć zauważyłem ściśle powtarzającą się prawidłowość - muzycy jazzowi bardzo często preferują... całkowity brak słuchawek, co oczywiście w studio często się nie sprawdza. Niekiedy realizuje się sesje bezodsłuchowe, ale tylko w sytuacjach, gdy wszyscy słyszą się "z powietrza" (a więc i proporcje wzajemnej głośności instrumentów są w miarę zbliżone).

Ponieważ Studio Monochrom zostało skonstruowane z myślą o nagraniach live "na setkę", mieliśmy do dyspozycji kilka pomieszczeń, odpowiednio przeszklonych, co zapewniało nam, muzykom, komfort nie tylko akustyczny, ale także wizualny (kontakt wzrokowy muzyków podczas nagrania znacznie poprawia komfort gry). Aby test okazał się miarodajny, nagrywałem perkusję w dwóch różnych pomieszczeniach - dużej sali Live Room (powierzchni 60 m2 i 7 m wysokości) oraz w specjalnie przystosowanym do nagrań bliskich bębnów Drum Roomie (o powierzchni 12 m2 i wysokości 4 m2).

Według specyfikacji i zapewnień realizatora duży Live Room cechuje się żywym, ciepłym i gęstym wybrzmieniem, większym oddechem, co pozwala na wydobycie większej przestrzeni z nagrywanych instrumentów akustycznych, natomiast odpowiednio skonstruowany Drum Room charakteryzuje się wyjątkową absorbcyjnością, a stosunkowo duża, jak na tego typu pomieszczenie, wysokość daje możliwość uzyskania nagrań bliskich z zachowaniem naturalnego wybrzmienia i oddechu nawet w przypadku bardzo niskich dźwięków (stopa, floor tom).

Trudno mi opisywać własne odczucia podczas realizacji nagrań w obu salach, zresztą dużo lepiej zrobi to materiał audio-wideo. Pozwoliłem sobie jednak na wyciągnięcie kilku wniosków ogólnych, które zapadły mi w pamięć pomimo intensywnie spędzonych kilkunastu godzin w studio i pewnego już zmęczenia intensywnością wrażeń.

Mam nadzieję, że poniższe wnioski okażą się przydatne w pracy nad własnym brzmieniem w studio, ale też w osiągnięciu większego komfortu słyszalności podczas nagrania, a tym samym większego komfortu gry, więc i lepszym efekcie końcowej naszej pracy:

- Większa sala daje bardziej naturalny ambient, instrument lepiej oddycha, a dłuższy czas wybrzmienia potęguje brzmienie instrumentu, nadając mu bardziej potęż nego (ambience’owego) soundu (tak naprawdę można było regulować pogłos w zależności od miejsca ustawienia zestawu - zdecydowaliśmy się ustawić bębny w samym środku, gdzie wybrzmienie było najdłuższe).

- W mniejszym pomieszczeniu bardziej "czuć" instrument, niezależnie nawet od tego, co w uszach, łatwiej było kontrolować wydobywany dźwięk, choć czasem ta kontrola aż przeszkadzała (słyszalność każdego niuansu).

- Blisko brzmiący Drum Room pozwalał na bardziej precyzyjne operowanie artykulacją (miejsce uderzenia w instrument, precyzja time’owa), natomiast żywy Live Room pozwalał bardziej komfortowo operować szerszą dynamiką.

- W zależności od rodzaju pomieszczenia proporcje odsłuchowe perkusji względem instrumentów wpływały w sposób zmienny na komfort gry tzn.:

1. Live Room - najbardziej komfortowo grało mi się, gdy bębny były mocno słyszalne na tle fortepianu oraz basu, przy czym wysunięcie perkusji wyraźnie na pierwszy plan wzmacniało może stabilność rytmiczną, ale utrudniało znacznie interakcję pomiędzy muzykami (czyli wzajemne zgrywanie się, co w przypadku muzyki jazzowej ma duże znaczenie, bo nie gramy aż tak ściśle ustalonych wcześniej partii). Zrównanie poziomu perkusji do reszty instrumentów powodowało lepsze zgranie się wzajemne, natomiast zbyt cichy poziom bębnów w stosunku do pozostałych instrumentów

- z uwagi na pogłos sali - utrudniał mi odpowiednią kontrolę gry, w tym także powodując pewien dyskomfort time’owy (bo i trudniej o dobry time, gdy nie słyszymy się dobrze).

W dużej sali zachodzi też wyraźna interakcja instrumentu z salą tzn. artykulacja wydobywana z instrumentu wpływa na to, jak mocno odzywa się sama sala. Można odczuć, że bębny i pomieszczenie są jak jeden organizm, a instrument zachowuje się bardziej całościowo, a nie jak zbiór wielu instrumentów jakoś tam ze sobą powiązanych.

Warto dodać, że wybrzmienie sali inspiruje do nieco innej gry i na tym polega cała niezwykłość organicznej istoty perkusji, bo nie da się traktować bębna jako instrumentu niezwiązanego ściśle z otoczeniem, z którym oddziałuje.

2. Drum Room - zadziwiająco odmienne doznania odsłuchowe (mimo szczelnie dopasowanych odsłuchów dousznych), także na tle proporcji pomiędzy instrumentami tzn. najbardziej komfortowo grało mi się na niezbyt wysokim poziomie bębnów w odsłuchu, bo jak wspominałem i tak je "czułem" dużo bardziej.

Drobna przesada w nadmiarze własnego instrumentu w odsłuchu powodowała od razu wrażenie "zduszenia" dynamiki, czyli stosunkowo ciche granie wydawało się głośniejsze niż rzeczywiście, natomiast głośno wydobywane dźwięki wydawały się przykrywać całkowicie całą resztę.

Wynika to właśnie z tego, że dźwięk instrumentu nagrywany w kontekście akustyki sali cały czas jest w jakimś stopniu zmieszany z jej wybrzmieniem. Oddalając nieco dalej mikrofony możemy uzyskać coś w rodzaju naturalnej kompresji.

W nagraniach muzyki klasycznej jest to często jedyna stosowana forma kompresji (ustawienie mikrofonu). W sytuacji, kiedy sala jest mocno absorpcyjna, nie mamy praktycznie zupełnie efektu naturalnej kompresji instrumentu, co daje wrażenie niesłychanej czułości na artykulację i bliskości instrumentu. Ta bliskość może być odbierana również jako odosobnienie instrumentów w zestawie. Oczywiście duży wpływ na finalny efekt ma też ustawienie mikrofonów, miks itp. Inspiracją do budowy takich gabarytów Drum Roomu były bliskie nagrania funkowe bębnów z lat 70, a więc konkretne wzorce, dzięki którym możemy liczyć na pożądane efekty brzmieniowe.

Pod względem precyzji grania lepiej mi się nagrywało w blisko brzmiącym (mocno pochłaniającym), ale wysokim pomieszczeniu (Drum Room), natomiast większy oddech i swobodę (także improwizacyjną) odczuwałem w dużej sali Live Room.

Aby pozwolić lepiej odczuć wrażenia dźwiękowe z sesji realizowanej w obu salach, poprosiliśmy realizatora Ignacego o kilka rodzajów tracków, w których można porównać brzmienie odsłuchu na trzech poziomach głośności bębnów: 1.za mało perkusji w odsłuchu, 2.głośność bębnów na poziomie fortepianu i basu oraz 3.bębny na pierwszym planie.

Na zakończenie tego testu chciałbym wyrazić nadzieję, że opisane zależności przysłużą się także tobie, choć doświadczenie w pracy, w studio i na scenie zdobywa się latami, a sam też ciągle jeszcze się uczę. Mam więc nadzieję, że za 10 czy 15 lat będę mógł znacznie rozwinąć tę analizę o kolejne parametry... A może wtedy nawet rozpiszemy sobie jakąś funkcję w układzie współrzędnych oxyz?

No, ale zostawiając matematykę, zadajmy sobie to pytanie - "Jak nagrać partię życia?". Ja jeszcze tego nie wiem, myślę jednak, że warto sobie uświadomić pewne zależności, które uczynią nasze nagrania bardziej radosnymi - tak dla nas samych, jak i dla tych, co za szybą... Wykluczając niemające w danej chwili znaczenia zmienne warto znaleźć tę wypadkową po obu stronach kabla...

A łatwo zauważyć, że ogromne znaczenie na jakość naszej pracy w studio ma nasz własny komfort.

Za poświęcony czas, włożoną pracę i udostępnienie studia dziękuję serdecznie Ignacemu, Natalii oraz wszystkim, którzy przyczynili się do zrealizowania tego szalonego dnia nagraniowego!

W nagraniu udział wzięli:
Dawid Troczewski - fortepian
Marek Błaszczyk - bas
Paweł Ostrowski - perkusja
Krzysztof Wilma - kamery i zdjęcia
Ignacy Gruszecki, Natalia Wakuła (foto czarno białe) - Monochrom Studio

Do testów wykorzystano:
PDP New Yorker Drums: 18 BD - 10 TT, 13 FT - 13 SD
DW Performance: - 14 FT, 14 SD
Meinl Byzance / Generation X
Zaplecze techniczne wykorzystane w teście (instrument/mikrofon/przedwzmacniacz):
- BD / Bock iFET / NEVE 1073
- SD Top / Shure 545 / NEVE 1073
- SD Bottom / Shure 545 / TG
- TT 1 / Sennheiser MD 441 / TG
- TT 2 / Sennheiser MD 441 / TG
- TT3 / Sennheiser MD 441 / TG
- OHL (Overhead Lewy): Coles 4038
Gem Audio Labs - Sculptor oraz korekcja na Retro Instruments 2a3
- OHR (Overhead Prawy): Coles 4038
Gem Audio Labs - Sculptor oraz korekcja na Retro Instruments 2a3
- Mikrofon Ambientowy Lewy: Royer 122v, TG
- Mikrofon Ambientowy Prawy: Royer 122v, TG

Paweł Ostrowski


Lekcja ukazała się w numerze lipiec-sierpień 2016




Reklama