Skoro powracam z nową siłą powiększenia, podjąłem prawdziwie męską decyzję - koniec z pseudo-poezją i doszukiwaniem się jakiejś głębszej mistyki groove’u w klasykach sprzed lat, często tak oklepanych jak youtubowe pośladki Pataxa.

" /> PRZEJRZYJ ONLINE MAJOWE WYDANIE Perkusista Zamów z przesyłką GRATIS >>Ulubiony kiosk
Reklama

Pod lupą - Maroon 5 - One More Night

Skoro powracam z nową siłą powiększenia, podjąłem prawdziwie męską decyzję - koniec z pseudo-poezją i doszukiwaniem się jakiejś głębszej mistyki groove’u w klasykach sprzed lat, często tak oklepanych jak youtubowe pośladki Pataxa.

W moim redakcyjnym kąciku brałem na warsztat utwory z różnych stron świata muzycznego, tymczasem nadeszła pora skupić się na tym, co teraz jest modne. Muzyka ewoluuje w stronę prostoty przekazu i zamiast odkurzać przyprószone siwizną evergreeny, lepiej zająć się współczesnymi hitami… zanim się zestarzeją. Piosenkami, które znamy z YouTube czy telewizyjnej reklamy sieci komórkowej i może nigdy nie przyszło nam nawet na myśl, jak to zagrać.

To prawda, wiele z tego, co nam się dziś wbija do głowy w Internecie czy radiu, to kompozycje sztucznie wyprodukowane, mocno schematyczne, ale czemu mamy nie próbować odwzorować ich na "żywym" zestawie akustycznym? Kolejną informacją są dla nas występy live artystów, które z wiadomych przyczyn brzmią często inaczej niż studyjne wersje piosenek.

Wyciągając wypadkową pomiędzy "wyprodukowanym w laboratorium" hitem, a jego wersją koncertową, zachęcam cię do własnych poszukiwań. W komercyjnych przebojach też możesz doszukać się rytmicznego piękna, ale to, czy będziesz potrafił oddać ten urok na swoim zestawie, to już zależy od ciebie…

W tym miesiącu sięgamy 4 lata wstecz, do utworu "One More Night" Maroon 5, jednego z najbardziej znanych kawałków artysty (o czym też świadczy ponad półmiliardowa ilość odtworzeń na YT!), który pochodzi z czwartego albumu studyjnego, zatytułowanego "Overexposed".

W zasadzie w całej piosence podział rytmiczny jest ten sam i hipnotyzuje nas swoją powtarzalnością, pomijając jedynie fragmenty refrenów, w którym zostaje tylko gitara, konsekwentnie bijąca synkopowane "i".

Podstawowy schemat działania bębnów przedstawia się tak:



Całkiem solidna, zdrowa podstawa, wejdźmy jednak najpierw dobrze w transowość tego rytmu, zanim rozbudujemy go do wersji docelowej. Pierwsze, co rzuca się w uszy, to otwarty na raz hi-hat, zamykany dopiero z werblem na dwa (moment jakby rozciągnięcia podziału długą "dorodną" ćwierćnutą, po którym już będzie szybciej i gęściej, bo szesnastkami). Można pokusić się o zagranie tego otwarcia na raz ręką werblową (lewą) a werbli na 2 i 4 ręką hihatową (prawą), trochę nam to ułatwi pracę rąk, ale o tym za moment…

Po ostatnim "4", w drugim takcie, mamy drugi werbel szesnastkę później - o ile w wersji płytowej jest on potraktowany raczej jako ghost, o tyle koncertowo normalnie zagrany jest zza głowy, więc dwa akcenty na werblu na końcu frazy jeszcze bardziej u-rock-awiają nam podział. Aby wierniej oddać postać groovu, dokładamy hi-hat:



No i robi się ciekawie! Hi-hat dozowany oszczędnie, nie więcej jak po 3 uderzenia na zamkniętym, efekt "przyhamowywania i rozpędzenia" rytmu wzmacnia się jeszcze bardziej. Po minucie grania tego podziału człowiek zaczyna stawać się nerwowy… Chciałoby się więcej, gęściej, żeby tak już rozpędzić i nie zwalniać! No, ale przyjdzie czas na ulepszenia, póki co spójrzmy na to, co się wydarzyło na pięciolinii, aby mogło się zadziać tak, jak należy za bębnami. Trzy hi-haty po werblu nie pozostawiają już wątpliwości - werbel gramy ręką hihatową (prawą), a po nim trzy kolejne hi-haty zgodnie z zasadą naprzemienności - L P L, inaczej byłoby trudno i nienaturalnie. Ostatni takt nie jest wyjątkiem, więc dwa werble uderzone obok siebie na "4" też gramy naprzemiennie, aby móc sobie zapewnić odpowiednio dobrą artykulację (czyli odpowiednio mocne strzały w werbel). W tej wersji łatwiej już będzie otwierać hi-hat normalnie, po bożemu - ręką hihatową (prawą).

No i właściwie na tym by można zakończyć… Ale my - perkusiści - lubimy przecież akcję, czekając często na sposobność, by coś bardziej rozkręcić i zrobić małą zadymę! Aby nie być tylko odtwórczym, a poza tym trochę zwiększyć dynamikę podziału, proponuję taką oto wersję z dodanymi synkopami na "i", które uczynią rytm bardziej tanecznym i intensywniejszym w odbiorze.



Wersję tego podziału możemy potraktować dwojako. Pierwszy sposób, zgodnie z zapisem - skracamy otwarcie hi-hatu, zamykając go akcentem na "i" lub używamy drugiego hi-hatu z drugiej strony zestawu i wszystkie uderzenia - poza tymi na raz - grać prawą na drugim, zamkniętym. Wówczas nie musimy ucinać otwarcia hi-hatu, tylko przenosić prawą z jednego hi-hatu na drugi. Kolejny powód do rozwoju kreatywności, ale i użytecznych, fajnie brzmiących i wygodnych schematów.

Mam nadzieję, że udało ci się poczuć wyraźnie pulsację tego rytmu, trochę więcej w materiale video, a więc zapraszam do oglądania i życzę ci miłego grania tej mocno zapadającej w pamięć piosenki.

Paweł Ostrowski

Lekcja ukazała się w numerze październik 2016





Reklama