TU PRZEJRZYSZ BIEŻĄCE WYDANIE Perkusista ULUBIONYKIOSK.PL - PRZESYŁKA GRATISUlubiony kiosk
Wywiady

José Manuel Albán Juárez

Dodano: 09.06.2017
José Manuel Albán Juárez - perkusista i perkusjonista takich zespołów, jak Łona & The Pimps, Jimek czy Ten Typ Mes & Live Band oraz członek kolektywu SalsaCentral, który w czerwcu ubiegłego roku dołączył do grona endorserów Meinla.

Wesoły, dynamiczny, pełen ekspresji i wiedzy na temat instrumentów perkusyjnych. Kiedy zobaczył, jak głowię się nad pełnym brzmieniem jego nazwiska, przedstawił mi się jako Manolo. Choć urodę ma egzotyczną, urodził się w Szczecinie. W 2003 roku zaczął grać z Maanamem, a występował i nagrywał m.in. z Tomaszem Stańką, Zbigniewem Namysłowskim, muzycznym klanem Waglewskich, Rei Ceballo i Calle Sol, Pauliną Przybysz i wieloma innymi.

Czujesz się bardziej perkusistą czy perkusjonistą?


Mocno zacząłeś... (śmiech). Ani bardziej perkusistą, ani perkusjonistą. Po prostu, bardzo cieszę się, że mam do dyspozycji tak dużo środków wyrazu, jak zestaw perkusyjny, ale i instrumenty perkusyjne - congi, timbalesy, cajon, bongosy i wiele innych, na których gram. Pierwsze były bongosy, potem zestaw perkusyjny, ale równolegle poznawałem też wszelkie dostępne "perkaszyny". Nie ograniczam się więc ani do jednej, ani do drugiej roli.


Wywodzisz się z muzycznej rodziny. Zaczynałeś grać pod okiem taty. Jak się rozwijałeś?


Ojciec miał zespół Son Latino, grający latynoskie klimaty. U niego stawiałem pierwsze kroki w świecie muzyki, poznawałem rytmy i style grania. Szybko zacząłem grać pierwsze koncerty. W Szczecinie, z którego pochodzę, chodziłem do szkoły muzycznej. Zrobiłem I i II stopień w klasie perkusji klasycznej. Szkoła dała mi świadomość muzyczną i wspaniałą bazę do rozwijania techniki. Była ważnym etapem w moim życiu. W 2000 roku przywędrowałem do Warszawy, gdzie zacząłem studia w Policealnym Studium Jazzowym przy ul. Bednarskiej. Ale chyba najwięcej nauczyłem się od artystów, z którymi dość wcześnie zacząłem pracować.


Czy nie uważasz, że zestaw perkusyjny ma bardziej zamkniętą formułę niż instrumenty percussion? Jest bardziej ograniczony w wyrazie?


Niekoniecznie. Sądzę, że problemem jest zamykanie się na brzmienia perkusjonaliów i to jedyna przeszkoda dla perkusistów. Wiadomo, że najlepsi i tak sięgają po tamburyna, bongosy czy cowbelle, choćby uwielbiany przez wszystkich Chris "Daddy" Dave. Kreacja brzmienia rytmu w piosence to długa droga, producenci osiągają idealne efekty poprzez układanie sampli, często nakładanie na siebie wielu brzmień. Grając na żywo, z powodzeniem można robić to samo, zakładając np. tamburyn na hi-hat lub używając floor toma zamiast stopy itd. Sposobów i instrumentów perkusyjnych jest nieskończona ilość, reszta to kwestia wyobraźni, muzykalności i w przypadku wykonawców techniki.


Dobry perkusjonista powinien...


Powinien poważnie traktować każdy dźwięk, który generuje na scenie lub w studiu. Powinien mieć świadomość tego, gdzie w muzyce, którą gra, pojawić się z konkretnym instrumentem. Powinien znać historię instrumentów. Dopiero znając oryginalne zastosowanie każdego z nich, można w pełni korzystać z jego walorów brzmieniowych i rozwijać je po swojemu. Mnie bardzo interesuje historia różnych instrumentów. Zobacz, jak mocno ewoluował cajon. Jeden z moich ulubionych perkaszynów, wywodzący się z Peru, mocno wdarł się we współczesne trendy muzyczne. Dorabia się do niego całą infrastrukturę. Mikrofony, elektronikę, szlifuje się architekturę tej zwykłej niegdyś skrzynki, na której w wolnym czasie rytmizowali sobie niewolnicy z Afryki. Meinl, LP i inni producenci stworzyli ten instrument praktycznie od nowa, dzięki czemu inaczej funkcjonuje on w klubach czy na streetowym graniu, jak niegdyś we flamenco. Dobry perkusjonista powinien cały czas szukać barw brzmienia. I umieć dogadać się z perkusistą, żeby panowie nie wchodzili sobie na głowę. Często powinien przewidzieć, co zagra perkusista, żeby dopracować kolorem jego brzmienie.


Na bazie cajona powstają też inne instrumenty, choćby meinlowski Slap Top Cajon, od tego roku w wersji pod napięciem...


Choć brzmi podobnie, jest niezwykle ciekawym instrumentem, bo jednak zawiera też inne brzmienia niż klasyczny cajon. O elektronice nawet nie wspominam, bo ona zmienia bardzo wiele, jak nie wszystko. Milowy krok w tym temacie zrobił przecież Roland ze swoim El Cajon.


Do niedawna perkusjoniści byli po macoszemu traktowani przez techników na scenie. Często musieli pracować na jednym mikrofonie. Czy to się zmienia?


Owszem, zmienia się na lepsze. Są gatunki muzyczne, w których kluczową rolę w rytmie mają "przeszkadzajki". Zaczynając od salsy, najważniejsze w takim koncercie jest dobre nagłośnienie cowbella i cong. Nie ma tam stopy ani werbla i to często wprawiało w osłupienie realizatorów dźwięku. Ale z biegiem lat jest coraz lepiej. Mamy w Polsce to szczęście, że dysponujemy świetnym sprzętem i bardzo sprawną, ambitną kadrą w tej branży, więc jeśli nawet kiedyś panowały takie stereotypy, że przeszkadzajki są na jednym mikrofonie i to wyciszonym, to już na szczęście daleko za nami.


Conga to chyba jedne z twoich ulubionych bębnów?


Bardzo lubię ich brzmienie i szeroki zakres dźwięków, jaki można z nich wydobyć na różne sposoby. Albo nie wydobyć mimo usilnych starań... (śmiech). Miałem taką wesołą przygodę kiedyś, na jakimś bardzo poważnym koncercie flamenco w teatrze we Freiburgu. Zapomniałem wyjąć z jednego z moich bębnów śpiwora, (jechaliśmy wtedy trochę w nieznane i nie wiadomo było, czy będzie hotel). W pośpiechu zainstalowałem się na scenie i tak sobie gram, a ten bęben w ogóle nie gada. Zorientowałem się dlaczego i spanikowałem. Nie wiedziałem, co robić, jak przerwać granie i wyciągać ten cholerny śpiwór? Nie chciałem robić tego na oczach publiczności, oczarowanej naszymi tancerkami i pięknymi dźwiękami gitary. Na szczęście w przerwie między setami udało mi się subtelnie położyć bęben na ziemi i wydobyć "tłumik".


Jakie jeszcze instrumenty perkusyjne są ci szczególnie bliskie i dlaczego?


Bardzo lubię tradycyjne peruwiańskie instrumenty. Quijada del burro to praojciec vibraslapa. Instrument to kość żuchwy osła z zębami, trzymając za jedną stronę uderza się w szczękę, wydobywając charakterystyczny grzechoczący dźwięk, a na zębach gra się trochę jak na guiro. Z Peru pochodzi też Cajita Peruana. Mała drewniana skrzyneczka z zaopatrzoną w uchwyt klapką. Wiesza się ją na szyi i gra krótką pałką i klapą, bardzo taneczne i bardzo zabawne urządzenie. Poza tym Udu. Dzbanek przepięknie akompaniuje gitarze, bardzo lubię to połączenie.


Jakiego perkusjonistę podglądasz? Na kim się wzorujesz? Z kogo czerpiesz?


Chętnie sprawdzam, co nowego ma do powiedzenia Pedrito Martinez, genialny Kubańczyk, który w ostatnich latach wyciąga z muzyki kubańskiej piąte esencje. Towarzyszy mu w tym zwykle, niemniej utalentowany Peruwiańczyk Jahir Sala. Ponadto Frank "Knuckles" Walker z The Roots i polski perkusista Miłosz Pękala z grupy Kwadrofonik.


Rozmawiał: Wojtek Andrzejewski
Zdjęcia: Agnieszka Litarska

Wywiad ukazał się w numerze marzec 2017





Galeria

Pozostałe

Wojtek Pęczek

Dodano: 02.11.2017

Z Wojtkiem Pęczkiem, założycielem zespołu City Bum Bum, grającym i edukującym w nurcie muzyki zachodnioafrykańskiej, rozmawiałem po raz pierwszy w "Perkusiście" kilka lat temu.

czytaj dalej

Jerzy Bartz

Dodano: 14.09.2017

Jest prawdopodobnie najstarszym, wciąż bardzo aktywnym zawodowo polskim perkusjonistą i perkusistą.

czytaj dalej

Wiktor Golc

Dodano: 01.08.2017

Wiktor Golc jest jedną z najważniejszych postaci polskiej sceny bębniarskiej. Mówi się o nim, że jako pierwszy wyrzeźbił i wprowadził djembe do Polski.

czytaj dalej

Jerzy "Słoma" Słomiński

Dodano: 12.05.2017

"Po czterdziestu latach wędrówki z bębnami, mogę powiedzieć, że mamy naprawdę znakomite środowisko perkusjonistów". Rozmawiamy z Jerzym Słomą Słomińskim.

czytaj dalej

Anna Patynek

Dodano: 03.03.2017

O bębnach i życiu rozmawiamy z czołową polską perkusjonistką, Anią Patynek.

czytaj dalej
Zobacz wszystkie
Reklama