PRZEJRZYJ ONLINE PAŹDZIERNIKOWY NUMER Perkusista PRZESYŁKA GRATIS >>Ulubiony kiosk
Wywiady

Jerzy Bartz

Dodano: 14.09.2017
Jest prawdopodobnie najstarszym, wciąż bardzo aktywnym zawodowo polskim perkusjonistą i perkusistą.
Na zestawie uczył się grać sam. W latach 60-70 grał jazz z największymi sławami tej sceny. Ale to afrokubańskie rytmy okazały się największą jego pasją, którą studiował w Afryce, w Academy of African Music and Art. Udźwiękawiał też polskie filmy i seriale. O instrumentach, graniu na nich i swojej muzycznej przeszłości opowiada Jerzy Bartz.

Jak pan trafił do świata kolorowych brzmień percussion?


Będąc bardzo aktywnym perkusistą jazzowym, a było to w latach 60-70, równolegle interesowały mnie rytmy egzotyczne - głównie latynoskie, afrokubańskie. Z pasji i ciekawości zajmowałem się rozpisywaniem tych niezwykle ciekawych struktur rytmicznych. Zgłębiałem je godzinami.


Nie kończył pan żadnej szkoły na perkusję.


Jestem samoukiem, kończyłem Politechnikę Warszawską. Uczyłem się grać, słuchając amerykańskich muzyków, głównie jazzowych z lat 50-60 w programie "The Voice of America". Moim głównym narzędziem w zdobywaniu wiedzy muzycznej była ciekawość. To jest bardzo potężne narzędzie. Jeśli jeszcze dołoży się do niego upór i konsekwencję, to już w temat wchodzi się głębiej. Zaczyna się go rozumieć. Zdecydowanie pomaga jeszcze to, by dbać o dobre relacje i kontakty z ludźmi. Dzięki nim poznawałem fantastycznych muzyków, którzy podzielą się wiedzą i pomogą w zrozumieniu tego, co się robi z instrumentem. Debiutowałem jako perkusista, grając w szkolnym zespole tanecznym, którego założycielem był Witold Krotochwil (w Liceum Ogólnokształcącym im. Władysława IV w Warszawie). Zespół ten przyjął nazwę Sekstet Witolda Krotochwila i zainaugurował działalność Hot Club Hybrydy w roku 1957 roku. W roku 1958 kierownictwo muzyczne zespołu przejął Zbyszek Namysłowski, zespół zmienił nazwę na "Modern Dixielanders". W 1959 roku braliśmy udział w festiwalu studenckich zespołów jazzowych w Tuluzie (jako drugi polski zespół jazzowy, który wyjechał na Zachód). Ten wyjazd miał dla mojego muzycznego rozwoju olbrzymie znaczenie. W Paryżu, w najsłynniejszym wówczas klubie jazzowym Europy Blue Note, miałem okazję przez kilka godzin słuchać i obserwować grę czołowego perkusisty jazzu nowoczesnego - Kenny’ego Clarke’a, który grał w kwartecie Stan Getza.


Grał pan ze śmietanką polskiego jazzu.


W 1958 roku z zespołem na Międzynarodowym Festiwalu Jazzowym Jazz Jamboree w Warszawie. Rozwijałem się bardzo dynamicznie. Grałem z różnymi wspaniałymi muzykami - m.in. z Andrzejem Kurylewiczem, Ewą Bem, Włodzimierzem Nahornym, Novi Singers, Jarosławem Śmietaną, Marianną Wróblewską, Janem Ptaszynem Wróblewskim, Swingtetem Jerzego Matuszkiewicza i wieloma innymi, również spoza sceny jazzowej, jak Dżamble, Maryla Rodowicz, Czerwone Gitary, duet fortepianowy Marek i Wacek itp. Ale cały czas chodziły za mną rytmy egzotyczne, których nie za bardzo mogłem używać, grając jazz. Pogłębiałem o nich wiedzę, grając w latach 1971-1990 na statkach, gdzie pracowali różni znakomici perkusjoniści. Miałem wówczas możliwość poznania różnych kultur muzycznych całego świata. Pisałem o nich m.in. do "Jazz Forum", a korzystając z tego, że wpływaliśmy do portów różnych egzotycznych państw, zacząłem zbierać przeróżne instrumenty perkusyjne, budując z nich swoją potężną kolekcję. Wiele z nich miałem wówczas jako jedyny w Polsce. To był duży przełom w moim życiu, bo można powiedzieć, że od lat 80 gram głównie na instrumentach percussion. Cały czas jestem aktywnym muzykiem, koncertuję i nagrywam z zespołem Cross-Rhythms Trio z Wojciechem Gogolewskim na fortepianie i Pawłem Pańtą na kontrabasie. Kiedy klub Tygmont był czynny i prężnie działał jeszcze kilka lat temu, graliśmy jako Cross Rhythms, a skład na scenie czasami liczył nawet siedem osób.


Uczył się pan w afrykańskiej szkole muzycznej i na Kubie. Jak się grało w Ghanie i z muzykami kubańskimi?


Fantastycznie. Do Ghany wyjechałem na kilkutygodniowy kurs w Academy of African Music and Art. Uczyłem się tam techniki grania na przeróżnych instrumentach perkusyjnych. Uważam, że do nauki najlepsze są indywidualne spotkania z nauczycielem. W Afryce ludzie mają rytm we krwi i potrafią bardzo skutecznie się nim dzielić. Albo z tymi, którzy po prostu słuchają, jak grają, a już szczególnie z tymi, którzy chcą się czegoś od nich nauczyć. Byli dla mnie bardzo otwarci. Na Kubie z muzykami bywało bardzo zabawnie, bo niektórzy moi nauczyciele, kiedy prosiłem, by jakiś konkretnie omawiany rytm zagrali wolniej, bym mógł go rozszyfrować i rozpisać, odpowiadali krótko - "Tego nie gra się wolniej" (śmiech). Trzeba było sobie radzić. Nie było komputerów, którymi można spowolnić obraz i dźwięk...


...albo w jeden wieczór zrobić na komputerze w programie muzykę do filmu. W latach 60 był pan zapraszany do udźwiękowienia filmów. Jaka to była praca?


Szalenie ciekawa. Przy filmach pracowały całe zespoły, ale zdarzało się bardzo często, że do różnych scen trzeba było dorobić jakieś dźwięki. Pomagał mi w tym także wspaniały perkusista i wibrafonista Józef Gawrych. Często angażowano nas do nagrywania ścieżek dźwiękowych do przeróżnych filmów - głównie w latach 60. Montowaliśmy to na taśmach. Często kompozytorzy w ogóle nie pisali muzyki, tylko polegali na tym, co zagramy. Albo przychodzili do nas ludzie z ekipy filmowej i mówili wprost: - Bartz i Gawrych, nagrajcie jakieś rytmy do motywu ucieczki. I my z Józkiem głowiliśmy się nad tym, co tu fajnego nagrać. Jakie rytmy połamać na bongosach czy na congach. Wszystko, co nagrywaliśmy do starych już, polskich filmów z lat 60, było najczęściej improwizowane. Nagrywane ‘na już’. Bardzo miło wspominam tamte czasy.


Pański pierwszy poważny instrument egzotyczny to były congi?


Tak. W 1967 roku wyjechałem na festiwal na Kubę jako perkusista z Adamem Makowiczem, Jackiem Ostaszewskim i zespołem Novi Singers. Widząc moje zainteresowanie instrumentami perkusyjnymi, nasza przewodniczka i pewnie też pracownica służb specjalnych, która nas pilnowała, załatwiła mi w kubańskim ministerstwie kultury jedną congę. Mogę powiedzieć, że od Fidela Castro dostałem bęben! Kolejne instrumenty kupowałem będąc w Stanach i podczas podróży. Zauważyłem też, że afrykańskie bębny inaczej brzmią na Czarnym Lądzie, gdzie zostały zrobione i wystrojone nad ogniem, a inaczej w naszej strefie klimatycznej. Obecnie gram na dwóch zestawach congów - Latin Percussion i starej, bardzo uznanej marki Gon Bops. Oprócz nich mam bardzo dużo różnych instrumentów percussion m.in. timbalesy, bongosy i szereg małych instrumentów, które zwiozłem z całego świata, gdzie tylko zawitałem z muzyką. Zbierałem i zbieram instrumenty etniczne. Tych, jak to z przekąsem mawiam, zabaweczek, nie stosuję obecnie w swojej pracy. Były dla mnie bardziej narzędziem badań muzykologicznych. Najważniejszym dla mnie instrumentem są właśnie congi. Nie jest łatwo je opanować, nauczyć się trzech podstawowych uderzeń i wydobywać nimi różne skomplikowane rytmy.


Pomówmy o pańskim graniu. Ma pan bardzo oryginalny zestaw...


Mam bardzo specyficzny zestaw percussion, złożony z różnych instrumentów, na których normalnie grają różni muzycy osobno. Korzystam z zestawu, który składa się z dwóch cong, dwóch timbalesów, kilku talerzy i dzwonków, jamblocków wzbudzanych rękoma i nogami. Tym sposobem realizuję bardzo ciekawe kombinacje rytmiczne. Np. lewą ręką gram na congach, a prawą uzupełniam feeling na timbalesach czy dzwonkach, a noga wybija podstawowy rytm. Multiinstrumentarium pozwala mi na dużo radosnej zabawy z dźwiękami (śmiech)...


Jest pan autorem piętnastu podręczników do nauki gry na perkusji i perkusjonaliach. Jako samouk, pasjonat i amator, miałem kilka z nich!


Napisało mi się trochę w życiu dla młodszych kolegów, by było im łatwiej poznawać zestaw perkusyjny i mniejsze instrumenty (śmiech)... M.in. "Nowe rytmy na perkusję", "Instrumenty perkusyjne we współczesnej sekcji rytmicznej", "Poradnik perkusisty amatora", "Dodatkowe instrumenty perkusyjne" oraz "Let’s play funk: zbiór rytmów funk na zestaw perkusyjny", "Let’s Play Funk 2", Let’s Play Bongos", "Let’s Play Djembe", "Rytmy taneczne na zestaw perkusyjny". Trzeba się dzielić z innymi swoimi doświadczeniami. Tutaj dodam, że dziś ludzie uczą się najczęściej z Internetu, a jeszcze nie tak dawno temu wielu moich wspaniałych kolegów i wychowanków bazowało właśnie na podręcznikach. Teraz żyjemy w bardziej multimedialnych czasach. Ich zaletą, ale i przekleństwem jest, że są też nowsze metody nauczania, nie zawsze weryfikowane i rzetelne. Na szczęście wiedzą dzielą się w tych nowych mediach także uznani muzycy i w nich trzeba celować jako nauczycieli.


Pan też był nauczycielem.


Przez dziesięć lat uczyłem grać na instrumentach percussion w Autorskiej Szkole Muzycznej im. Krzysztofa Komedy w Warszawie. Uczniowie chętnie przystępowali do tych lekcji, niestety, niewielu z nich ma dziś w tej branży pracę. Wydaje mi się, że bardzo ciężko jest perkusjoniście znaleźć dziś pracę. Może to wynikać z elementarnego braku zainteresowania rynku muzycznego tymi instrumentami. Dają one bardzo dużo barwy w rytmie. Szkoda. Również publiczność w naszym kraju nie jest szczególnie zainteresowana różnymi egzotycznymi rytmami. Nie porywają one ludzi tak, jak np. w Europie Zachodniej, gdzie zainteresowanie muzyką i instrumentami percussion jest ogromne.


Co poradziłby pan młodszym kolegom kombinującym z bębnami i rytmami?


Obserwuję, co się dzieje w Internecie na temat instrumentów perkusyjnych. Rzeczywiście, jest ogrom informacji. Nie wszystkie są rzetelne. Roi się od dyletantów, którzy niewiele wiedzą, a i niewiele też przez to mogą sensownego przekazać. Radziłbym młodszym kolegom wybierać sprawdzone nazwiska, znanych muzyków, którzy dzielą się doświadczeniem i umiejętnościami. Radziłbym też słuchać dużo różnej muzyki. Zwracać uwagę na interesujący nas instrument i to, jak funkcjonuje on w zespole, w muzyce.


Rozmawiał: Wojtek Andrzejewski


Jerzy Hugo Bartz
(ur. 28 maja 1936 w Warszawie) - polski
perkusista jazzowy, autor podręczników
gry na perkusji. Ukończył studia
na Wydziale Łączności Politechniki
Warszawskiej. W latach 60 XX wieku
współpracował z wieloma znanymi muzykami
i zespołami muzycznymi m.in.
ze Swingtetem Jerzego Matuszkiewicza,
Bossa Nova Combo, Kwintetem Andrzeja
Kurylewicza, zespołem Dżamble,
duetem fortepianowym Marek i Wacek.
Ponadto towarzyszył różnym gwiazdom
estrady podczas występów, recitali,
koncertów, festiwali, programów telewizyjnych,
zarówno w Polsce, jak i za
granicą. Brał także udział w nagraniach
płytowych oraz dla archiwum Polskiego
Radia i dla filmu. O egzotycznych kulturach
muzycznych pisywał reportaże dla
"Przekroju", "Jazz Forum" oraz "Kontynentów".
Współpracował m.in. z Ewą
Bem, Czerwonymi Gitarami, Wojciechem
Kamińskim, Sławomirem Kulpowiczem,
Włodzimierzem Nahornym,
Zbigniewem Namysłowskim, Marylą
Rodowicz, Novi Singers, Jarosławem
Śmietaną, Marianną Wróblewską, Janem
Ptaszynem Wróblewskim, Krzysztofem
Zgrają. Od 1993 jest właścicielem
wydawnictwa. Napisał 15 podręczników
do nauki gry na perkusji. W 2004 został
odznaczony Złotym Krzyżem Zasługi.
W 2008 został odznaczony Brązowym
Medalem "Zasłużony Kulturze Gloria
Artis". (Wikipedia)


Wywiad ukazał się w numerze maj 2017





Galeria

Pozostałe

Wiktor Golc

Dodano: 01.08.2017

Wiktor Golc jest jedną z najważniejszych postaci polskiej sceny bębniarskiej. Mówi się o nim, że jako pierwszy wyrzeźbił i wprowadził djembe do Polski.

czytaj dalej

José Manuel Albán Juárez

Dodano: 09.06.2017

José Manuel Albán Juárez - perkusista i perkusjonista takich zespołów, jak Łona & The Pimps, Jimek czy Ten Typ Mes & Live Band oraz członek kolektywu SalsaCentral, który w czerwcu ubiegłego roku dołączył do grona endorserów Meinla.

czytaj dalej

Jerzy "Słoma" Słomiński

Dodano: 12.05.2017

"Po czterdziestu latach wędrówki z bębnami, mogę powiedzieć, że mamy naprawdę znakomite środowisko perkusjonistów". Rozmawiamy z Jerzym Słomą Słomińskim.

czytaj dalej

Anna Patynek

Dodano: 03.03.2017

O bębnach i życiu rozmawiamy z czołową polską perkusjonistką, Anią Patynek.

czytaj dalej

Krzysztof Guzewicz

Dodano: 10.02.2017

"Instrumenty, do których docieram, ich brzmienie, to zawsze szersza droga. Mają za sobą potężny ładunek kulturowy - jakiś rys historyczny. Często towarzyszą im niebywałe historie, więc nie jest to tylko kwestia suchego wyboru brzmienia".

czytaj dalej
Zobacz wszystkie
Reklama