TU PRZEJRZYSZ BIEŻĄCE WYDANIE Perkusista ULUBIONYKIOSK.PL - PRZESYŁKA GRATISUlubiony kiosk

Raportpowrót do listy

O stanie polskiego bębnienia cz. 4. Robert Luty

Jak wygląda Polska scena perkusyjna oczami znanych bębniarzy? Kim są na co dzień? W jaki sposób pracowali by osiągnąć sukces? Czy go osiągnęli? Poruszmy wszystkie tematy, nawet te, które mogą zaboleć, tutaj perkusiści mają głos! Gościmy dziś jednego z czołowych polskich bębniarzy sesyjnych. Rajdowca - Roberta Lutego.

Jak przygotowujesz sprzęt do studia np. naciągi?

Zakładałem kiedyś naciągi w studio albo zaraz przed wejściem do studia. Jest to pomyłka. Używam naciągów Evansa, które rozegrane nie tracą świeżości. Najlepiej zagrać na nich koncert, próbę, po prostu je rozegrać.

Ingerujesz w kształt brzmienia podczas sesji?

Po pierwsze producent ma zawsze rację, po drugie producent ma zawsze rację (śmiech). Producent potrafi zostawić jakąś tam przebitkę, która nie do końca mi pasuje i powie przy tym: "O, to jest to!". Producent bierze odpowiedzialność za wszystko. Niektórzy mówią, by w danym numerze zagrać tak, a w tym miejscu stopą tak i na bazie tego mam zrobić coś swojego. Ok, ja mogę robić coś swojego, ale nie w tych ramach, bo to nienaturalne. Często producent przedstawia pewne sugestie i w tym trzeba się zmieścić.

Co sądzisz o perkusiście nazwiskiem Vinnie Colaiuta?

Słyszałem kiedyś chyba tego pana (śmiech). Nie no, świetny pałker, nie mam pytań.

Pytam, ponieważ kojarzony zupełnie z innym stylem zagrał zabójcze partie bębnów na płycie Megadeth, szczęka opada z wrażenia. Czy podjąłbyś się sesji mocnego metalowego materiału?

Zasadniczo w każdej stylistyce jestem w stanie się odnaleźć. Uwielbiam nagrywać. Często warunki studyjne czy finansowe nie do końca odpowiadają, ale staram się znaleźć jakiś złoty środek, żeby zagrać daną sesję, bo lubię to robić. Po to mam tyle tego sprzętu, żeby sobie tym żonglować i to wykorzystywać.

Wolisz koncerty mimo wszystko?

Nie mogę tak powiedzieć. To jest dla mnie na równi. Koncert jest dawką energii, która działa w dwie strony. Albo jest fajna publika, która odbiera i ta energia wraca, albo nie. W studio nie ma tej energii od ludzi, ale wiadomo, że rzeczy zostają na całe życie i będzie to uwalniało się poprzez każde odsłuchanie tych rzeczy. To jest zupełnie coś innego, inny rodzaj energii. Bardzo to lubię. Jak słucham jakichś płyt i mam zawsze ciary na plecach, to ci, co to nagrywali pewnie też je mieli.

Czyli jesteś otwarty na to, by zmierzyć się z różnymi nowymi rzeczami?

Naturalnie. Wielokrotnie nagrywałem w studio takie rzeczy, no może nie heavy-metalowe,  ale mocno rockowe i jest to ogromna frajda. Ludzie może nie zdają sobie sprawy, ale potrzebna jest mocna dawka energii fizycznej, bo zgranie jednego koncertu rockowego to kilkanaście numerów. W sesji musisz zagrać utwór na sto procent, maksymalnie skoncentrowanym, powiedzmy sześć razy pod rząd plus sugestie, uwagi, to się robi np. 8 wersji. I teraz pomnóż to razy cała płyta - robi się kilkadziesiąt  utworów. Nikt przecież nie będzie później czytał na okładce, że "Robert Luty bardzo dziękuje, ale od numeru szóstego już tak troszkę słabiej szło? i bardzo przeprasza" (śmiech). Tak więc o to chodzi, bardzo fajnie, chętnie bym się z czymś takim jeszcze raz zmierzył, ale wymaga to odpowiedniego podejścia do nagrania. Między innymi z tego powodu mam stare bębny akrylowe Ludwiga, taki model John Bonham, dlatego postrzegam nagrywanie takiej muzy bardziej w tę stronę. Nie do końca widzę się w rocku nowoczesnym gdzie próbki brzmień są do siebie bardzo podobne. Mocno ztrigerrowane i mocno skompresowane. Ja akurat za tym nie przepadam, dlatego wolę te kapele oldschoolowe.. Chociaż tak jak mówię, jestem otwarty.

Jest stylistyka, w której czujesz się najlepiej?

Nieee wiem, nie wiem. Nie można chyba mówić w ten sposób. Nie czuję się obecnie dobrze w klimatach mocno technicznych, ponieważ nie jestem takim typem bębniarza..

Daj spokój?

Naprawdę. To żadna tajemnica. Znam całą paletę bębniarzy, którzy są lepsi technicznie. Z tym akurat, że wydaje mi się, iż nie do końca właśnie o to chodzi. Na szczęście jest zapotrzebowanie na rzeczy bardziej groove?owe i staram się być na miejscu właśnie tutaj. Technika raz jest lepsza, raz jest gorsza. Może po zakończeniu przebudowy mojej ćwiczeniówki, na wiosnę,  to się zmieni. Chciałbym, żeby stał tam jakiś zestaw, bym mógł w każdej chwili zagrać tę stopę - hi hat - werbel.

Grałeś w programach takich, jak np. Idol, Taniec z gwiazdami. Czy jest coś specyficznego w tym stylu - jakby nie patrzeć - koncertowania?

Hmm... Nie ma takiej możliwości jak powtórzenie nagrań, ponieważ wszystko idzie na żywo. Dlatego też koncentracja jest wyjątkowa i trzeba sobie uświadomić, że nie można być rozkojarzonym. W tym konkretnym miejscu musi być nabitka, bo jeśli nie to cztery miliony ludzi zobaczy, jak się wszystko sypie. Po to są próby wcześniej, próby w tygodniu, by to wszystko wypracować. Nie różni się to praktycznie od normalnego koncertu. Z młodymi wokalistami i wokalistkami warto jednak nie grać rzeczy innych niż na próbach. Szczególnie charakterystycznych momentów, które często zapamiętują. My jesteśmy dla nich, a nie odwrotnie. Trzeba zrobić to, czego ludzie wymagają. Każdy kierownik muzyczny oczekuje czegoś innego. Teraz, jak ktoś dzwoni, to wiem, czego oczekuje i jest mi łatwiej. Wiem, że np. w przypadku jednej osoby muszę uważać na rzeczy, które nie są istotne dla innej.

Czyli ogranie i doświadczenie.

Tak. Inaczej było przy pierwszej edycji Idola, a inaczej przy czwartej. Człowiek później już wiedział, że jak było hasło "30 sekund" to nie siedział i się pocił, tylko spokojnie mógł się jeszcze napić kawki. Tutaj dodam jeszcze to, o czym ostatnio mówiłem na warsztatach w Mikołajkach, wspominał też o tym Piotr Żaczek. Trzeba pogodzić się z jedną rzeczą. Jeżeli wybierasz dany instrument: gitarę, bas, bębny to nie można zmieniać charakterystyki danego instrumentu poprzez to, że będzie się traktowało ten instrument solistycznie. Trzeba umiejscowić instrument w danym obrębie i np. nie robić cały czas przejść, bo tak ci się wydaje, że fajnie będzie. Trzeba wiedzieć jakie jest założenie.

W ostatnim numerze "Perkusisty" Wojtek Pilichowski powiedział, że wielu perkusistów nie potrafi grać prostych piosenek.

Dokładnie. Tutaj kłania się tak wyszydzana przez wielu szkoła weselna oraz granie z podkładami. Ludzie często siedzą w kanciapie i ćwiczą z metronomem. Granie z metronomem jest dobre, ale o tyle nudne, że człowiek często wymyśla sobie przejścia. Częściej niż jakby grał z jakimś podkładem. Powiedzmy, że ma jakieś szesnaście taktów i co cztery jakiś crash? Dlatego na warsztatach zabieram takiemu bębniarzowi blachę, zabieram tomy i niech muzykuje na bazie minimum. Jeżeli ma się pełno talerzy i tomów to nie znaczy, że muszę je teraz wszystkie na raz wykorzystać. Ja wiem, że jest to kuszące, ale trzeba oszczędnie podchodzić do tematu. Uważam, że trzeba grać z podkładami i słuchać, co te osoby zrobiły w danym momencie. Nie chodzi oczywiście o to, by je kopiować, ale zastanowić się, dlaczego zrobili to tak a nie inaczej lub dlaczego w ogóle to zrobili. Np. zagrałem przejście w tym miejscu, a on nie zagrał, to może rzeczywiście nie powinno być tam tego przejścia? Oszczędność jest mile widziana. Cisza też jest muzyką. Słuchanie się nawzajem i oszczędność w ubarwianiu to jest to.

Jak się czujesz w roli nauczyciela prowadząc warsztaty?

Trudno powiedzieć. Mogę tylko powiedzieć na podstawie warsztatów w Mikołajkach. Były tam osoby, które uczestniczyły w różnych warsztatach prowadzonych przez kilku moich kolegów. Porównywały sposób prowadzenia i mówiły, że jest to zupełnie coś innego. Ja bardziej opowiadam, więcej mówię o tym, co się zdarza w graniu na żywo i w studio. Tylko na tej podstawie mogę powiedzieć, że się podobało. Nie jestem taką osobą, która udziela cyklicznie lekcji. Głównie spowodowane jest to przez brak czasu. Na stare lata może by się coś takiego przydało. W mojej okolicy mieszka sporo znajomych muzyków i myśleliśmy, by może z czasem coś takiego zrobić? ale to na stare lata gdy będzie więcej wolnego.

Interesujesz się jako tako polską sceną perkusyjną?

Ostatnio prosiłem na warsztatach osoby, żeby przysyłały mi na maila jakieś nowinki, jakieś ciekawe informacje. Natomiast nie jestem typem osoby, która by siedziała i wyszukiwała co tam się dzieje, bo po prostu mało czasu? Zresztą, z tego powodu przebudowana jest moja strona. Będę chciał zachęcać, by ludzie przysyłali mi takie rzeczy i dzielili się spostrzeżeniami.

Masz spore uznanie wśród młodych perkusistów. Wystarczy wejść na jedno, drugie forum perkusyjne.

Jest to przyjemne, chociaż nie wiem, z czego to wynika? bo ja ani się nie udzielam, ani nie mam takiego parcia na szkło. To jak zespół Polucjanci, nie koncertuje a ma spore grono fanów w całej Polsce.

Może dlatego, że nie pokazujesz się, robisz swoje i robisz to bardzo dobrze?

Podczas nagrań zawsze daję z siebie sto, a czasami nawet i więcej procent. Tak, żebym mógł się pod tym spokojnie podpisać. Tak, by wiedzieć, że za jakiś czas to włączę i powiem "Kurczę, to jest dobrze zagrana sesja". Najgorsze jest chyba jednak to, że jak włączam stare swoje nagrania, to gram bardzo podobnie, jak teraz? więc chyba lepiej już nie będę grał? (śmiech)

Grałeś z wieloma muzykami. Wyróżniłbyś kogoś?

Nie będę mówił nazwisk, bo to trochę niezręczne. Nie ma też tak naprawdę po prostu znaczenia, czy ktoś gra tak albo tak, ważne jest dla mnie, czy ktoś robi to muzycznie. Czy jest muzykiem czy instrumentalistą. Jeżeli ktoś robi to muzycznie i niezależnie, czy jest to gitarzysta, wokalista itd. i daje z siebie sto procent, to jest właśnie ta wymiana energii, którą lubię najbardziej. Przykładowo, jeżeli jest koncert i stuprocentowe zaangażowanie, to ja to przejmuję i jest interakcja. Może to dotyczyć każdego muzyka ze składu. Jeśli widzę, że jest to jedynie odgrywanie to? nie bardzo.

Czego nie lubisz u innych muzyków?

Nie lubię chyba tego, co i inni czyli narzekania.

A ty narzekasz?

Czasami się zdarza (śmiech), ale bardziej tak żartobliwie. Staram się z każdej sytuacji wyciągać pozytywne rzeczy, nawet jeśli coś kiepsko brzmi, nie ma warunków. To, że jakiemuś muzykowi jednego dnia kiepsko się gra, to nie znaczy, że ja mogę odpuścić! Muszę go zainspirować, by i on się poczuł, przekazać jemu tę energię "Ej men!". Widać to na przykładzie frontmana zespołu. Jeżeli ktoś podchodzi do tego, żeby to odegrać to zespół stara się dostosować, wypełniasz swoją rolę i już. Gdy idzie niesamowita energia działa to tak samo. Proste.

Opowiedz proszę o przygodzie ze Stevenem Seagalem?

(śmiech) To był ciekawy epizod, takie miłe wspomnienie. Działo się to podczas kręcenia filmu chyba? Out of Reach. Zostaliśmy zaproszeni, by zagrać w obrazku zespół, który przechodzi koło kamienicy. Scena ta była kręcona ileś tam godzin, co normalnie w filmie trwa cztery sekundy. Natomiast śmiesznie było na wszystkich próbach przed tą sceną, bo uczestniczył w nich jego sobowtór. Wyglądał identycznie. Nawet perukę miał z takimi samymi włosami. Gdy wszystko było dograne wchodził Stefan, wszyscy zamierają, on robi jeden - dwa duble i gotowe. Wychodzi i na sto procent robi swoje, konkret.

Graliście z nim także mały jam.

Było spotkanie u takiego znajomego w willi pod Warszawą. Miał przyjść, porozmawiać, była cała świta, pełno ochroniarzy. Miał ze sobą swojego psa i problem był taki, że jeżeli psu się nie spodoba to nie zostaną tam wszyscy długo. Na szczęście azor znalazł sobie miejsce, więc wszystko było w porządku. Steven wziął sobie gitarkę, taki Fender, którego ponoć dostał od Steve?a Ray Vaughama - niesamowita gitara. Siedział sobie na foteliku i na tej gitarze sobie plumkał. Nie był to jakiś wyczyn, ale grał stylowo. Klimaty właśnie takie "Ray-Vaughamowskie". My tam po cichu, na paluszkach wdarliśmy się i zaczęliśmy mu cichutko podgrywać, bo stały tam instrumenty. Trwało to chyba 20 minut lub pół godziny, graliśmy takie "bluesidła". Wstał, odłożył gitarę, po czym powiedział coś na zasadzie "senk ju" i poszedł.

Nie połamał was (śmiech)?

Nieee, siedział w odległości metra, więc jakby co mogłem spokojnie wziąć statyw i mu przyłożyć (śmiech), ale pod tym swoim kimonem ma jednak parę tych noży, więc lepiej uważać. Wygląda na takiego misia, ale ponoć jest bardzo szybki. Jest to na pewno ciekawa osoba. Na pewno bardzo charyzmatyczny. Podczas kręcenia tej sceny podszedł do mnie, a trzymałem werbel w ręku, wziął miotełkę do perkusji i zaczął grać swinga, zresztą bardzo przyzwoicie, po czym powiedział "more schuffle". Bardzo muzycznie zorientowany. Generalnie gwiazda pełną gębą. Chociażby nawet jego świta - trzy modelki, które miały chyba ze cztery metry wzrostu każda (śmiech).

Nie ciągnie cię jako muzyka do klimatów życia rockandrollowego?

Nie, to raczej wynika z kwestii mojego charakteru. Nie byłem nigdy wodzirejem ani duszą towarzystwa, aczkolwiek fajne są takie klimaty. Jeżeli ktoś prowadzi taką imprezę i jest właśnie taką duszą towarzystwa, to ja chętnie biorę w tym udział, ale z boku Człowiek miał tam swoje epizody i etapy dawniej, ale starzeję się i inne rzeczy są ważniejsze.

Bardzo dyplomatycznie (śmiech). A co dla ciebie teraz jest najważniejsze?

Ważne jest to, by cieszyć się z każdego dnia i doceniać prozaiczne rzeczy to, możemy się wyspać, zjeść, zagrać dobry koncert, odebrać dobrą energię, być miłym dla wszystkich. Takie to może właśnie zwykłe, ale nie wolno traktować tego jako codzienność, tylko w błachostkach odnajdywać jasną stronę życia. Parę książek na ten temat przeczytałem. Ludzie doceniają proste rzeczy dopiero w momencie, gdy je utracą. Trzeba chwytać dzień za rogi, ale nie w ten sposób, by na koniec dnia powiedzieć, że nic się nie wydarzyło i nic nowego nie wniosłem, czekałem co ten dzień mi da, a sam nie zrobiłem nic w tym kierunku, żeby było mi lepiej.

Nie myślałeś o swoich młodych następcach?

(śmiech) Oczywiście, że tak. Przychodzą takie myśli bardzo często. Jestem aktualnie od kilku lat z moją dziewczyną i?

Pozdrawiamy!

Tak, tak, pozdrawiamy!? i myślimy poważnie o przyszłości, tak więc wszystko w swoim czasie i na dobrej drodze. Mam w samochodzie mocowanie do fotelika, więc na wszystko przyjdzie czas (śmiech). Nie chcę rozgraniczać jakichś etapów np. rajdowego szaleństwa i tematu rodzinnego. Nie widzę problemu, by to wszystko pogodzić. To, że mam ileś lat, to wcale nie znaczy, że mam chodzić w garniturach.

Jako prawnik wiem coś o tym? Jeździłeś na koncerty i festiwale jako widz?

Jeżeli były to informacje środowiskowe i zbierała się ekipa to tak, jechało się, ale bez jakiegoś ciśnienia. Tak jak mówiłem wcześniej, czekało się na Jazz Jambore, a w międzyczasie koncerty w obrębie Warszawy.  Zdarzyło mi się pojechać ostatnio na koncert Destiny Child do Szwecji. To chyba jedyny taki epizod dalszych wojaży.

Warto było?

Waarto, Szwecja to fajny kraj (śmiech).
Nasze standardowe pytanie, które chciałbym, żebyś rozwinął i dołączył jednocześnie do grona szalonych odpowiedzi. Dodatkowa ręka czy noga?
No, na pewno nie noga, bo zrezygnowałem ostatnio w ogóle z podwójnej stopy. Trzecia ręka?? Może? Można dwie trzymać na kierownicy, a trzecią zmieniać biegi (śmiech). A tak serio to przydałby mi się dodatkowy czas.

Z kim chciałbyś sobie pograć w przyszłości?

Nie dążę do czegoś takiego, żeby z kimś konkretnym pograć. Można się bardzo zdziwić. Powiem ci, że grałem z pewnym osobami, które na początku wydawały mi się nie do końca ciekawe do współpracy, po czym strasznie mnie zaskakiwały. Czerpałem od nich, ze spotkań z nimi, ze współpracy, bardzo dużo dobrej energii. Wystarczy, że takie osoby będą na co dzień w pracy i mi to wystarczy. Wyrosłem chyba już z tego, by marzyć z kim tu zagrać. Kiedyś coś takiego miałem, że "Ooo! Zagrałbym z nim". Po czym zagrałem i? No właśnie, wydaje mi się, że chodzi w tym o to, by gonić króliczka, a nie go złapać. Można sobie marzyć o pewnych rzeczach, ale jak one w końcu się stają, to okazuje się, że to wszystko jest takie zwyczajne. Dlatego nie staram się o tym tak jakoś intensywnie marzyć. Bardziej chodzi tu o grę z pewnym typem osób, a nie o konkretne osoby.

Nie odczuwasz czasami żalu, że jako perkusista i kierowca rajdowy mieszkasz tutaj w tych czasach, w miejscu, w którym nie ma zbyt wielu ułatwień?

Nie jestem osobą, która by mocno czegoś żałowała. Nie płaczę nad rozlanym mlekiem.  Byłem ostatnio w Indiach i gdybym się tam urodził, to pewnie nie grałbym na bębnach, tylko np. jeździł taksówką. Nie ma co gdybać, ludzie naprawdę nie doceniają tego, co mają. Jeżeli mają możliwość kontaktu z instrumentem, mają rodzinę itd. To jest i tak dużo, o wiele więcej niż ma tyle osób na świecie. Oczywiście, jeżeli ktoś może robić więcej to ok, bardzo fajnie.

Podejrzewasz, jak bębny rozwiną się w przyszłości?

Raczej nie zastanawiałem się nad tym, chociaż przyznam, że niewątpliwie warstwy rytmiczne rozwinęły się ostatnimi czasy bardzo mocno. Słychać to szczególnie na przykładzie muzyki RnB.

Trudno pytanie. Jakie Robert Luty ma wady?

Ojej, jest ich tak dużo, że chyba nie wystarczyłoby tych kartek?(śmiech). Mam taką słabość w postaci tzw. "postanowień noworocznych". Chciałbym więcej ćwiczyć i to nie dlatego, żeby poprawić technikę, tylko dla samej kondycji psychicznej i fizycznej. Jeżeli pomyślę, że mam coś zagrać, to nie żeby z tym walczyć, tylko żeby płynnie i dobrze poszło. Jakiś czas temu grałem długą trasę i dopiero po 15-16 koncercie, dzień po dniu, byłem rozegrany. Więc chciałbym, żeby komfort gry towarzyszył mi codziennie. Nie ma nic gorszego, jak walka z instrumentem. Myślenie muzyczne, a nie walka z warsztatem. Tego bym sobie życzył. To jest na pewno wada, że nie ma we mnie wystarczającego ciśnienia. Brak czasu to siła wyższa i nic na to nie poradzę. Poza tym mam wady jak każdy.  Każdy jest tam troszkę leniwy, można sobie umilić też życie lampką wina.

A kuchnia?

Lubię makarony i ogólnie włoskie jedzenie, lubię też surowe rzeczy typu tatar, surowa ryba? sushi.

Gotujesz?

Gdybym miał powiedzieć "tak" lub "nie", powiedziałbym "nie", ale mam parę takich rzeczy, które robię. Np. makaron w sosie śmietanowym, sałatka grecka? taka specyficzna. Ponoć niezłe są moje zapiekanki z pieca z sekretną recepturą. A ostatnio nauczyłem sie robić tiramisu. Nawet nie wiedziałem, że to takie proste!

Polityką, podejrzewam, nie interesujesz się za bardzo?

Raczej nie. Uświadomiłem to sobie, kiedy ostatnio byłem dwa tygodnie za granicą. Taka wiedza nie jest mi do końca potrzebna. Człowiek wraca i od razu jest bombardowany tymi informacjami w stylu głód sensacji? nie, nie. Wystarczy mi wiedza ogólna w stylu - kto jest prezydentem (śmiech)

Na koniec parę słów dla czytelników!

Bądźcie konsekwentni w tym, co robicie. Grajcie dużo z podkładami muzyków ulubionych, ale nie tylko. Słuchajcie, co jest na tych nagraniach, bo to darmowa szkoła gry z najlepszymi muzykami. Szalenie ważna rzecz - nagrywajcie się, żeby później nagle niemiło się nie zdziwić. Przy obecnej technice możecie kombinować nagrywając się z podkładami. Znajdźcie swoje brzmienie nie w tomach, a w stopa-werbel-hihat utrzymując jak najdłużej fajny Groove i muzyczny balans.

Z ŻYCIA?

Radio Olsztyn organizowało bezpośrednio transmitowane na antenie koncerty. Na zaproszenie była wpuszczana do obszernej sali publiczność - ok. 100 - 150 osób. My, muzycy, byliśmy oddzieleni od siebie ekranami dźwiękochłonnymi tak, że nie widzieliśmy się nawzajem. Bębny, bass, saks, gitara, fortepian i klawisz. Nie widzieliśmy się kompletnie. Po wiadomościach o 20 byliśmy już przygotowani, zresztą wszystko słyszeliśmy, co się dzieje w radio. "Przed państwem zespół Head-Up?!". Brawa i zaczynamy grę na żywo. Widzę reakcję ludzi, są uśmiechy, ogólna akceptacja. Tylko w pewnym momencie czuję, że bardzo słabo wszystko słyszę. Niemożliwe było, bym sobie aż tak źle ustawił odsłuch. Gram, gram i nagle w połowie pierwszego utworu uświadamiam sobie, że jak mogę dobrze wszystkich słyszeć, skoro nie mam  na głowie słuchawek!!! I patrzę, gdzie one są? Były na ścianie jakieś dwa metry ode mnie, a tu coraz gorzej, bo nie słyszę już niemal nic. Po prostu bass w linie, gitara w linie, słyszę tylko jakiś fortepian z piętnastu metrów i to z przesłuchów. Koszmar! A wszystko leci na żywo? Nie jestem w stanie dotrwać do końca utworu. Muszę coś zrobić. Znalazłem takie miejsce w formie, gdzie gram takie rozmycie na blaszkach lub jak to mówił pan Przybielski - aleatoryczne wstążeczki na czynelach. Ostentacyjnie uderzam w hi-hat i łapczywie rzucam się po te słuchawki? Jakoś udało mi się sytuację uratować.

Z ŻYCIA?

Przyjechałem do radiowej trójki. Auto było w serwisie i miałem pożyczony samochód od rodziców. Wiadomo, każdy samochód wymaga innego systemu pakowania i każdy bębniarz ma swój wyrobiony system. Niejednokrotnie wystarczy spojrzeć jedynie na samochód i stwierdzić, czy wszystko jest. Tak więc zapakowaliśmy, przyjeżdżam, jest próba - już lekkie spóźnienie, więc szybko, szybko? Rozstawiłem zestaw, a pamiętam miałem taki duży zestaw Pearla na ramie, patrzę, coś mi się nie zgadza. Nie wziąłem ze sobą? centrali! Jak można zapomnieć o centrali?! Werbel, hardware, pałki ok? ale centrala? Stwierdziłem, że raczej bez tego wiele nie ugram i musiałem po nią pojechać.



Przygotowania do pierwszej sesji?
Dwukołowym dwuśladem
Jest dobra energia, to widać
Pojemność dwa czterysta, pojemność dwa czterysta?
Warsztat pracy
Przytulaniec z jedną z wielu blaszek
?Po to mam tyle tego sprzętu, żeby sobie tym żonglować i to wykorzystywać.?
Sądząc po koszulce przyłapaliśmy Roberta na grze black metalu!
To są właśnie efekty ciężkiej pracy ? mieć własną miejscowość
Robert w transie. Jak tam żołądki?
To zdjęcie miało tytuł ?Robercik? i niech tak zostanie
??my jesteśmy dla nich, a nie odwrotnie?, pełen profesjonalizm
To się nazywa mieć dużą wannę!
Gotowy do nagrań
Zakłopotana mina, czyżby ryby nie brały?
Reklama