Zobacz porady i podpowiedzi od śmietanki perkusyjnej... Perkusista Zamów listopadowe wydanie >>Ulubiony kiosk

Raportpowrót do listy

O stanie polskiego bębnienia cz.16. Igor Falecki

Minęło kilka lat, odkąd pojawił się pierwszy film na YouTube z małym Igorem. Chłopak wyrasta na profesjonalnego bębniarza i to, co było jedynie zwykłą zabawą, przerodziło się w wielką pasję, popartą staranną edukacją.

Wielka w tym zasługa Doma Famularo, który nieustannie inwestuje swój czas w Igora, dzięki czemu widzimy, jak wielki postęp poczynił młody gdańszczanin na przestrzeni lat. Wbrew wielu opiniom nie stoi za tym jakaś olbrzymia, zakrojona na wielką skalę inwestycja finansowa. Patrząc na kulisy całego przedsięwzięcia, śmiało można rzec, że niemal każdy w naszym kraju mógłby coś takiego zrobić. Jest tylko jeden szkopuł - nie każdy dzieciak ma tak autentycznego świra na punkcie grania na bębnach jak Igor.

Osiedle w Gdańsku, typowa wielka płyta. Brak windy w czteropiętrowych blokach to norma, mieszkanie na ostatnim piętrze wywołuje u każdego perkusisty chyba te same skojarzenia: "Jezu, trzeba taszczyć bębny na samą górę za każdym razem? Masakra." Wchodzimy do typowego trzypokojowego mieszkania. Jeżeli ktoś spodziewałby się nie wiadomo jakich prezydenckich apartamentów to z pewnością by się rozczarował. Krótki korytarzyk, dwoje drzwi z prawej, dwoje z lewej, na końcu łazienka. Czuć zapach smażonych placuszków. Dobrze, bo mimo, że jest wczesna pora, jesteśmy nieco głodni. Witamy się z "kucharką", to Julka, starsza siostra Igora, skrzypaczka, którą akurat napadł szał pitraszenia. Urodziwa dziewczyna o pogodnych oczach w kuchennym fartuszku przerzuca z gracją kolejne placki i rzucając krótkie "dzień dobry" uśmiecha się przyjaźnie.

W pewnym momencie z ostatnich drzwi na lewo wychyla się młoda buzia, szczerząca się szeroko. Pierwsze, co przychodzi nam do głowy, to pytanie: "A gdzie masz czapkę?". To oczywiście Igor, tym razem bez charakterystycznego nakrycia głowy, co pewnie zburzy niektórym pogląd na temat wizerunku tego młodego muzyka. Momentalnie jesteśmy przez niego zagarnięci do pokoju, z którego się wyłonił. Podłoga wyłożona specjalnym materiałem dźwiękochłonnym, ściany fachowo wytłumione, po prawej stronie stoi przytulony do ściany zestaw Mapexa, otoczony blaszkami Sabiana. W rogu ściśnięty zestaw elektronicznych bębnów Yamaha. Wszystko wyglądałoby jak fachowa sala prób z profesjonalnym sprzętem, gdyby nie stos zabawek na końcu pokoju, biurko zawalone dziesiątkami modeli samolotów i oczywiście świadomość, ze jesteśmy w bloku na środku osiedla. Stoimy i przyglądamy się instrumentom, gdy nagle Igor otwiera pełną torbę różnych pałeczek i zaczyna opowiadać historię każdej z par, m.in. skąd się wzięły w jego kolekcji. Starannie dobiera słowa, precyzyjnie opisując miejsca i okoliczności, w jakich otrzymał dany komplet. Mimo wszystko nie odnosimy najmniejszego wrażenia, że Igor w jakiś sposób się przechwala. Raczej cieszy się, że jest ktoś, kto wie, kim jest Jojo Mayer czy Carter Beauford i dzięki temu może podzielić się swoim szczęściem posiadania modeli pałek tych perkusistów. Układa je równo do torby i wskakuje sprawnie za ciasno ustawione bębny. Bierze swoje pałeczki i zaczyna zasuwać.

W tej chwili jesteśmy świadkiem odlotu Igora, ponieważ widać, jak znika gdzieś w swoich myślach, charakterystycznie ściskając szczękę podczas chłosty jednego z talerzy. Jest tylko on i bębny. Po chwili wraca, twierdząc, że starczy już nam tego pokazu. Oddala się naprzeciwko do pokoju siostry, gdzie na laptopie rozpoczyna swoje podniebne podróże samolotami. Okazuje się, że gra na perkusji w mieszkaniu osiedlowym jest możliwa, a wszystko jest kwestią odpowiedniego dostosowania pomieszczenia. Tata Igora zaczyna nam opisywać, jak metodą prób i błędów starał się wytłumić pokój i bębny. Mama Igora, oparta o futrynę drzwi, z lekkim sarkazmem dodaje jedynie, że zamiast odnowić kuchnię wszystkie siły wrzucili w dostosowanie pokoju do bębnienia. Siadamy wreszcie w dużym pokoju i kontynuujemy rozmowę, która trwa od samego naszego przybycia z krótką przerwą na solo Igora (akurat w tej chwili rozbija się gdzieś przy starcie pilotowanym samolotem). Artur Falecki, energiczny mężczyzna o wysportowanej sylwetce, charakterystycznej dla gimnastyków, prezentuje nam filmy Igora, których próżno szukać na YouTube. Okazuje się, że cała masa materiałów nie ujrzała światła dziennego, pozostając w rodzinnym archiwum.

Nadchodziła powoli pora obiadowa. Niesamowicie pogodna mama Igora - Sylwia, stwierdziła, że przygotuje spaghetti. Usłyszał to sam Igor i momentalnie pojawił się wśród nas, pozostawiając stery swojego samolotu. Chwilę potem zadowolony poszedł już do swojego pokoju, z którego po sekundzie dało się usłyszeć stukanie pałeczek o elektroniczne pady Yamahy. W Igorze widzimy przede wszystkim normalnego chłopaka, który ma swoje dziecięce troski i radości. Wieczorem niemal wpełzł do pokoju, przelewając się po ścianie, rozlazłym tonem zapytał:
- Mooogę jutro nie iść do szkołyyyy?
- Najpierw zrób polski i matmę, potem pogadamy - odpowiedziała stanowczym tonem mama, nie tracąc przy tym nic ze swojego naturalnego wdzięku.
Tata potwierdził to jedynie ostrym spojrzeniem i Igor wiedział, że z dalszych negocjacji będą nici. Rozpoczął przelewanie się z powrotem do swojego pokoju, a my udaliśmy się za nim celem krótkiego przepytania go, zanim zasiądzie do odrabiania lekcji.
- Mogę odrabiać i odpowiadać - powiedział pewnie. Odkręcił skuwkę ze swojego pisaka i zaczął uzupełniać ćwiczenia.

Co teraz odrabiasz?


Pracę domową z polskiego.

Pewnie nie lubisz odrabiania lekcji? Masz jakieś ulubione przedmioty szkolne?


Nie lubię odrabiać lekcji na noc. Mam kilka przedmiotów ulubionych. Lubię historię, kształcenie słuchu.

Dużo dziś grałeś?


Zawsze ćwiczę tyle, ile mam czasu. Czasami godzinę, dwie, a kiedy nie mam czasu to nie ćwiczę.

Są takie dni, że nie masz ochoty grać na bębnach?


Tak, oczywiście. Są takie dni, że nie mam czasu albo po mi się nie chce lub muszę odrabiać lekcje, bo wiadomo - szkoła. Trudniej znaleźć wtedy czas, grać. Staram się jednak zawsze znaleźć chwilę.

A co robisz, gdy ci się nie chce grać?


Nie gram. Znaczy się, nie chce mi się czasami ćwiczyć, ale pograć na perkusji to zawsze chcę.

Dlatego nie chce ci się robić ćwiczeń, bo poszedłeś do szkoły muzycznej?


No. (śmiech)

Czego się tam uczysz?


Klasycznego grania na werblu, wibrafonie, marimbie, ksylofonie, na kotłach, dzwonkach i różnych takich instrumentach. Czasami mi się nudzi i wolałbym pograć na perkusji.

Pokazywałeś mi dzisiaj swoje ćwiczenia na werbel, co to jest?


To są ćwiczenia od perkusistów, których poznaliśmy, z różnych krajów. Ich ćwiczenia mają mi pomóc w rozwoju. Te akurat są od György?a Martonosi z Węgier.

Warto chodzić mimo wszystko do szkoły muzycznej.


Oczywiście, uczysz się grać na innych instrumentach melodycznych, bo one dają melodię, a perkusja jedynie rytm. Jak grasz na instrumentach melodycznych i ktoś da ci nuty, to już będziesz wiedział, o co chodzi, a jak nie będziesz grał na instrumentach melodycznych to nie będziesz umiał czytać nut. Jak ktoś ci da nuty to powiesz, że nie umiesz ich czytać, a wtedy nie zajdziesz za daleko.

Widziałem, że masz nowy sprzęt? Co to jest?


Mam nową perkusję Yamaha DTX-700.

I co o nich sądzisz?


Bardzo mi się podobają brzmienia. Mają fajne podkłady i podoba mi się też to, że hihat jest zwyczajny, ze statywem. Podoba mi się też ten pomysł, że pady są silikonowe. Siateczkowe bardzo dobrze odbijają, ale na silikonowych nic się nie stanie, jak się coś zabrudzi. Na siateczkowych można łatwiej zepsuć elektronikę w środku.

Zagrałeś już dużo koncertów. Gdzie ci się najbardziej podobało?


Do tej pory najbardziej podobało mi się w Hongkongu, gdzie graliśmy w wielkich centrach handlowych. To jest inny kraj, inna kultura, ludzie się inaczej zachowywali niż tutaj. Fajne też było, że musiałem mówić po chińsku (śmiech).

Uczysz się języków?


Tak, angielskiego. Mój nauczyciel jest Amerykaninem, więc, żeby prowadzić lekcje moja mama musi cały czas tłumaczyć. Jak nauczę się już dobrze to będę mógł się z nim komunikować sam, bez pomocy mamy. Ludzie powinni uczyć się języków. Taki Amerykanin czy Anglik mają łatwiej, ale Polak, Hiszpan czy Niemiec powinien chociaż tego angielskiego się nauczyć, by np. dogadać się z perkusistami z Chin.

Dogadujesz się więc z Domem Famularo?


Tak, zaczynam dopiero, ale te podstawowe rzeczy już rozumiem.

Co lubisz grać najbardziej, masz jakiś plan?


Najczęściej gram to, co lubię. Nie tylko na padzie, najlepiej mi się gra za całym zestawem.

Grasz z podkładami?


Tak, czasami gram. Gram pod różne podkłady: latina, jazz, funky, fusion, metal, rock, samba? Najbardziej lubię funky i rock.

Ćwiczysz teraz na dwie stopy?


Tak, ćwiczę. Wykorzystuję to, kiedy np. gram funky i przechodzę na jakiś crash, to można wtedy zrobić takie brrrrum. A gdy gram rock to wiadomo, że na podwójnej stopie albo gdy próbuję grać blasty, ale one są trudne.

Ćwiczysz technikę open-handed. Ciężko ci się to ćwiczy?


Jak się zaczyna w takim wieku jak ja to wiem, że jest to na początku trudne, ale jak się przyzwyczaisz i cały czas będziesz ćwiczył to będzie łatwiej niż dla starszych. Jak masz 18, 25 albo 30 lat to nauka open-handed jest trudniejsza. Oczywiście, trudne jest przestawienie się z prawej ręki na lewą, ale ćwiczę łatwe rzeczy, więc jakoś mi to idzie. Mam zamiar teraz ćwiczyć trudniejsze rzeczy.

Masz także swoje pierwsze pomysły z modyfikacją sprzętu...


Jak to?

Pokazywałeś mi dziś swój ride.


Aaaa! Mam łańcuszek na ride. Miałem wtedy chyba 6 lat i znalazłem za pralką w łazience łańcuszek od zlewu i wykorzystałem go do ride?u. Ma teraz bardzo fajne jazzowe brzmienie. Te koraliki, które na nim są, robią tak, że fajne szumi i cyka.

Swój zestaw perkusyjny sam rozstawiałeś?


Nie. Na pierwszych lekcjach rozstawiał mi Dom Famularo po to, żebym miał wygodniej i bardziej naturalnie.

Lubisz samoloty. Skąd ci się to wzięło?


To przez moje pierwsze loty, których nawet tak bardzo nie pamiętam (śmiech). Pierwszym takim zafascynowaniem lataniem był lot do Chicago Airbusem 330 i tu dopiero się zainteresowałem. Później te wszystkie loty były już dla mnie frajdą. Gram na symulatorze samolotów, mam też kolekcję modeli samolotów, gdzie jest już ich 47. Chciałbym mieć jakieś modele z silnikiem z tyłu a?la Tupolew czy McDonnell Douglas. Chciałbym też mieć jeszcze Boeinga 757.

Pamiętasz, pytałem cię już dziś, czy nie chciałbyś zostać pilotem?


To jest dla mnie tylko takie hobby, wole grać na perkusji. Poza tym lepiej, żebym nie był pilotem, bo zauważyłem na symulatorze, jak startuje samolot to zaraz się rozbija. Lepiej, żebym nie siedział za sterami (śmiech), to jest dla mnie tylko taka zabawa. No? Chyba, żebym został piloto-perkusistą, siedziałbym w kabinie, a przy włączeniu autopilota grałbym na bębnach. (śmiech)

Koledzy i koleżanki interesują się twoją grą?


Tak, interesują się, ale czasami przesadzają, bo jak przyjdzie ktoś nowy, to mówią: "A my tu mamy takiego perkusistę". Nie bardzo lubię, jak tak mówią, ja się dopiero edukuję. Wielu jest perkusistów w moim wieku, którzy tak grają.


Igor odrobił lekcje i siedział z nami do późna, przynosząc nam coraz to nowe modele samolotów, samochodów i innych pojazdów, które to "akurat przez przypadek znalazł" i chciałby "zupełnie przypadkowo" pokazać. Na drugi dzień wstał bez problemu i poszedł do szkoły, a na "dzień dobry" miał dwie lekcje polskiego.

Rodzice Igora - Sylwia i Artur Faleccy:

Gdzieś w środku Europy, w bardzo pięknym kraju, którego mieszkańcy nie mogą żyć bez ciągłych kłótni, pojawił się bardzo młody fan bębnienia. Oczywiście jego pojawienie wywołało spory, ponieważ część ludzi nie wierzyła w szczerość jego gry. Mimo wszystko młody muzyk grał z coraz większą pasją, pobierając lekcje u jednego z najlepszych nauczycieli gry na świecie. To jeszcze bardziej rozwścieczyło niedowiarków, przez co zaczęły pojawiać się niestworzone historie na temat jego codziennego cierpienia, wywołanego wielogodzinnymi ćwiczeniami oraz tego, w jaką fortunę opływają jego okrutni opiekunowie.

Słyszałem, że traktujesz Igora po plecach batem niczym niewolnika?


Artur Falecki: Tak, regularnie, do tego wiadro zimnej wody na głowę na otrzeźwienie, jak już nie może. (śmiech)

Pytałem Igora i potwierdził to.


A. I bardzo dobrze, gdyby nie potwierdził to kolejne baty by były.

Sylwia, a ty leczysz te pręgi, co ma na plecach?


Sylwia Falecka: Tak, oczywiście i używam do tego soli. (śmiech)

A. Bez bólu nic nie ma. (totalny śmiech)

Historia Igora zaczyna się tak naprawdę od historii waszego? komputera?


A. Kumpel mnie namówił. Mówił, że jesteśmy zacofani, skoro nie mamy komputera. (śmiech)

S. Mnie zawsze w sklepie denerwowało, jak babki mówiły: "To niech pani sobie zobaczy na stronie".  A ja: "Acha, fajnie? Na stronie?". A nam nie był potrzebny komputer. Do pracy zupełnie, bo ja śpiewam, a Artur gra.

A. Zasadniczo byłem nawet trochę przeciwnikiem komputera w domu, żeby dzieciaki się nie wciągały w te wszystkie gry. W końcu kupiłem. Ale najpierw na święta kupiliśmy kamerę. Nagrywaliśmy sobie, jak Igor gra na poduszkach, wiadomo, dzieci się nagrywa zazwyczaj, jak każdy rodzic, żeby mieć pamiątkę. Jestem sportowcem, skończyłem AWF, myślałem, żeby pójść z Igorem w tę stronę, jak powiedzmy - tenis. Taka Radwańska ile zarabia? Albo np. do młodego Liverpoolu, wyprowadzić się, są pieniądze, mieszkanie.

S. Widzisz, jesteś niespełnionym sportowcem. (śmiech)

Jak to sportowcem? Przecież tyle osób dobrze "wie", że jesteś niespełnionym perkusistą, który zmusza Igora do gry.


A. A, no tak, zapomniałem. (śmiech) Generalnie sprawa już była przesądzona, Igor wybrał -żaden sport - tylko bębny. Na święta złożyliśmy się z dziadkami i kupiliśmy mu taki mały zestaw, bardzo tani. Cała akcja tu była, odsłonięcie bębnów, wielkie i pełne zdziwienie Igora. Mamy to zresztą nagrane na video. Pierwszy raz nie wiedziałem, jak tu wygłuszyć, wieszałem ręczniki, hałas strasznie się nosił, żadnej wykładziny. Stuknął w stopkę, a tu huk niesamowity.

S. Sąsiadka jeszcze do mnie: "Co ten twój "stary" zwariował? Teraz na perkusji gra?". A ja na to, że: "Nie, nie, to mały, to Igorek". (śmiech)

Jak to się więc zaczęło, skoro twierdzicie, że nie było ciśnienia na niego z zewnątrz?


A. Ta mini perkusja stała sobie tutaj w dużym pokoju, bo zasadniczo nie było gdzie jej pomieścić. Pewnego razu razem z Glennem (Meyerem) z Blendersów robiliśmy zespół coverowy. Siedziałem więc i przygotowywałem sobie cały materiał. Dużo słuchałem, leciały utwory Prince?a, Becka itd. Zajmowałem się Igorem, bo praca muzyka pozwala na swobodę czasową, a w przedszkolu nie było miejsc, dlatego siedzieliśmy razem w domu. Puszczałem te numery, a on zaczął sobie do nich grać. Patrzę, ręka mu chodzi dobrze, pojawiają się jakieś akcenty i w sumie cały ten koncert po swojemu potrafi zagrać.

S. Po prostu znał formę utworów.

A. Pojawiał się na naszych koncertach i zawsze obserwował bębniarza. Mieliśmy salę prób i pomyślałem sobie, że wezmę bębny Igora do tej salki, bo fajnie gra te covery i nagramy go kamerą, w ogóle bez myśli o Internecie. Po prostu taka pamiątka, tym bardziej, że był to 2006 rok.

S. Tutaj w mieszkaniu było generalnie głośno.

A. No, ale wiesz, dziecko ciągać, grudzień, dopiero po godz. 17 można grać. Raz się chciało jechać, a raz się nie chciało. Jak Igor tam wchodził to wskakiwał od razu za bębny, ale jak to dziecko, pół godziny pograł i od razu siku, lizak, do domu? Nie zawsze się chciało. No, ale przyszło lato, przygotowywaliśmy się z zespołem do koncertów plenerowych jako support przed Heyem. W końcówce koncertu Glenn zaprosił Igora, żeby zagrał z nami jego ulubiony utwór Prince?a - Sexi MF. Wskoczył za bębny, oczywiście werbel miał prawie pod szyją, no, ale Igor zagrał, wyszedł później zza tych bębnów, ludzie się cieszyli, fajna atmosfera. Wtedy pomyślałem, że nagram go jeszcze dodatkowo w tej sali, kilka beatów, których się nauczył m.in. Us3, Run DMC, Beastie Boys. Sylwia nagrywała, a ja grałem na basówce, żeby lepiej oddać kontekst. Pojechaliśmy później do znajomych na Kaszuby, no i jak to się siedzi w towarzystwie znajomych, pokazuje się, co tam robią czyje dzieci, więc i ja wtedy pokazałem im, co nagrałem na kamerze. Wszyscy patrzą i mówią, że wow, super, chłopak ma talent. Był tam także znajomy, zajmujący się produkcją fi lmów w telewizji i mówi, że można by nagrać fi lm dokumentalny o Igorze, że taki mały i gra. Ja oczywiście: "Czemu nie?".

To było przed zamieszczeniem filmu na YouTube?


A. Tak, tak. Przyjechałem później do domu i zacząłem montować fi lm, ponieważ prosili, żebym im wysłał, bo chcieli pokazać producentom. Wtedy to Julia (starsza siostra Igora) mówi do mnie: "A wiesz, tato, jest taka strona YouTube, tam się filmy wrzuca." Usiadłem więc wieczorem przy laptopie i powoli załadowałem ten fi lm, nazywając go Igor Falecki 4 years old drummer. Nagle patrzę 1000 wejść, 2 tysiące, odświeżam stronę, a tu coraz więcej i więcej. Komentarze pojawiają się po angielsku, więc tak to obserwuję do późnej nocy. Myślę sobie, co się dzieje? Wtedy stacja ABC była patronem medialnym YouTube i po kilku dniach dostajemy od nich informację, że wideo zostało filmem tygodnia w Stanach. Poprosili o wysłanie filmu do siebie na serwer, więc gdzieś tam w nocy u kumpla to robiłem, bo nie wiedziałem, co i jak? W końcu pojawiło się to w programie "Good Morning America". To był wrzesień 2006 roku, po miesiącu komputera w domu. (śmiech) Pojawił się spory odzew, głównie w stacjach amerykańskich. Zaczęło się to rozchodzić po prostu jak sieć pajęcza. W końcu i do nas zaczęły zjeżdżać telewizje. Widzisz, jaki parkiet jest wytarty od tych wszystkich case?ów? (rzeczywiście, u Faleckich podłoga jest zdrowo zryta od kółek case?ów). Były niemalże kolejki do nagrań, Polsat i TVN. Jedni schodzili, a inni wchodzili. (śmiech) Ścigali się, kto ma pierwszy puścić na antenie, licytowali się, kto wcześniej. Dalej stacje austriackie, niemieckie, nawet japońska.

W tym momencie wparował do pokoju Igor i krzyczy:
I. Tato, daj mi jakiś mały śrubokręt!
A. Tam w szafce masz.
I. Ale który to będzie?
A. Igor, nagrywamy teraz?
I. A co? Aaaaa, ojej, no tak, dobra!


A. Nie było oczywiście tak, że kompletnie nas te telewizje nie ruszały. To oczywiste, że jeżeli coś się dzieje to zwraca się na to mocniej uwagę. Każdy rodzic patrzy przez pryzmat dziecka i czasami wydaje się już: "Jejku, jaki on zdolny". Każdy tak ma.

S. U nas była jeszcze ta kwestia, że z racji tego, że jestem wykształconym muzykiem, ta świadomość była trochę inna. Bo z jednej strony jako muzyk potrafi łam ocenić zdolności u dziecka w tym kierunku, ale z drugiej szukałam mimo wszystko potwierdzenia u innych profesjonalistów, bo sama nie wierzyłam do końca w swój obiektywizm. Jestem matką i pewne rzeczy mogę sobie dopowiadać, patrzeć przez różowe okulary, w końcu to moje dziecko, a jak wiadomo dla każdej matki: "Moje jest najlepsze". Dlatego wraz z zainteresowaniem mediów ta pewność rosła, bo tutaj jedna telewizja, druga, trzecia z Ameryki, a u nich przecież talent na talencie i teraz jak to? Wiozą drzewo do lasu? Zauważają chłopaczka z Polski? Coś więc musi być na rzeczy.

A. Ważne było to, że w opiniach nie było słychać tego, że on gra jak wyuczona maszyna. Naturalna buzia, bawi się, uśmieszek, a nie kamienna twarz i wyuczony robot, a my chcemy od razu z niego kozaka zrobić. I w sumie od tych telewizji się zaczęło, a przecież co to jest telewizja?? To wszystko jest takie na 5 minut. Najpierw pojawiały się zagraniczne telewizje, podczas, gdy u nas przez miesiąc nic nie było. "Dwójka" dała taki ogólny news, później Polsat, TVN i inne.

I pojawiło się hasło - geniusz!


A. Nie lubię, jak ktoś tak mówi o Igorze. Trochę mnie to drażni. Okaże się dopiero, czy jest geniuszem czy nie. Na pewno byłby, gdyby w tym wieku np. zdawał maturę. (śmiech) Geniuszem był Mozart czy Einstein, a tu byłbym ostrożny. On jest po prostu bardzo uzdolniony muzycznie - to fakt.

S. To jest dla nas zbyt szumne określenie. Geniusz? Mam wrażenie, że generalnie tego słowa zwłaszcza w mediach nadużywa się.

Skąd pojawił się sprzęt dla Igora?


A. Poznaliśmy ludzi z Music Info (dystrybutor m.in. Sabian, Mapex, Vic Firth), którzy od razu nam mówili, że Igor naturalnie gra, naturalnie chwyta pałki, nie ściska ich i że powinniśmy skontaktować się z Domem Famularo: "To jest człowiek, który wam wszystko powie, jest świetnym edukatorem. Jest na to szansa, bo w kwietniu jedziemy na targi Musikmesse, gdzie się z nim spotkamy. Jak chcecie to jedźcie z nami". Oczywiście, nie zastanawialiśmy się długo. Firma Music Info zaopatrzyła Igora w sprzęt. Dostał od nich perkusję, talerze, pałki, czyli nowe zabawki do grania, które go jeszcze bardziej zachęciły. I tak stopniowo pojawiły się ze cztery zestawy w domu - elektroniczne i akustyczne, porozstawiane po całym mieszkaniu, a jak widzisz, miejsca tu nie ma jakoś specjalnie dużo. Igor pograł sobie pięć minut na tej, pięć minut na tamtej... Mówię mu: "W tym pokoju nie graj głośno na tej perkusji, pograj sobie na elektronicznej". No to przeskakiwał zaraz na inne bębny i chcąc nie chcąc, grał na różnych zestawach.

Nie było problemu z ćwiczeniem?


A. Nie było czegoś takiego, jak "Nie grałeś dziś, musisz pograć". Sam prosił, żeby mu włączyć jakiś podkład, do którego grał.

I wtedy pojawił się Dom?


A. Tak, pojechaliśmy na targi, pokazaliśmy ten fi lm, no i Dom od razu szeroki uśmiech i jego tradycyjne "excellent " - edukujemy zawodowo. Sprawdził od razu ustawienie rąk, reakcję na korektę i mówi, że jest super, bardzo naturalnie, można działać. Wziął pałki i co? Zaczynamy od jedyneczek. No i zaczęły się te słynne ćwiczenia ze sznureczkami. Jak Dom miał wolną miał mocno napięty grafik na targach. Jak miał czas od 10 do 11 to śmiało zapraszał i w pokoju hotelowym ćwiczyliśmy. Mimo wszystko braliśmy to bez napięcia. Wiesz, pochlebiało nam, że ktoś chce coś zrobić, ale wiadomo było, że to jeszcze baardzo długa droga. Mieliśmy też tę świadomość, że być może spotkanie z Domem będzie bardziej jednorazowe, uśmiechy, wymiana maili i później się to rozejdzie po kościach. Okazało się jednak, że mieliśmy z nim coraz lepszy kontakt. Zacząłem nagrywać nowe filmy, Dom zauważał ogromne postępy, a umiejętności Igora robiły na nim duże wrażenie. Jak był gdzieś w Europie to staraliśmy się spotkać i zorganizować lekcje. Tak naprawdę Igor nie miał za dużo tych spotkań.

Od dwóch lat Dom również stara się przyjeżdżać do nas do Gdańska i spędzać więcej czasu z Igorem. Musimy jednak na co dzień mimo wszystko koordynować i pilnować, żeby wykonywał ćwiczenia zadane przez Doma na swój sposób, ale wg jego wskazówek. W międzyczasie pojawiały się propozycje różnych eventów, koncertów. Pomyślałem, żeby złożyć jakiś zespół, no i Igor dzięki temu mógł się przez to ogrywać. Potem pojawiały się wywiady i występy dla telewizji, szczególnie dużo w Niemczech. Co ciekawe, Igor został jednym z ludzi roku 2009 wg stacji ZDF (Menschen 2009). W tym czasie zagraliśmy m.in. na Expo w Saragossie obok takich osób, jak Urszula Dudziak, Leszek Możdżer, zespołów - Raz Dwa Trzy, Kapela Ze Wsi Warszawa, co było dla nas bardzo cenne. Potem pojawia się zaproszenie do programu "Mam talent". Nie spodobała nam się ta koncepcja. Igor zagrał, jako odkryty już talent, ale na konferencji prasowej TVN i kiedy przyjechał Chester Thompson na Drumfest w Opolu wpadli na pomysł, żeby zorganizować lekcję i pokazać, jak Igor z nim ćwiczy. I to było to! Chcieliśmy, żeby w pokazywaniu w TV było coś edukacyjnego, a nie, że Igor obiera ziemniaki czy cokolwiek innego. Nie chcemy wchodzić w takie rejony.

Zresztą propozycje z "Mam talent" padały z różnych krajów?


A. Ze Stanów, z Francji, z Niemiec, masę propozycji.

Jesteście jednak przeciwnikami występowania dzieci w tego typu programach.


A. Zdecydowanie. Wiadomo, że patrzymy z punktu widzenia rodzica, który ma dziecko, które występuje już na scenie i nie musi się ścigać np. z zaklinaczem węży. A nawet, gdyby tak nie było, nie zafundowałbym dziecku tego rodzaju emocji. My, dorośli czy młodzież, nie odbieramy tego tak, jak odbiera to dzieciak. To jest fajne dla młodzieży, niech się bawią, jest super.

S. Rodzicowi się wydaje, że jest cudownie, bo dziecko pochwalili w telewizji, tylko co dalej, co dla dziecka? Dobrze, jak wygra, ale jak nie wygra? Jak dziecko to przyjmie, czy rodzic zdaje sobie z tego sprawę? To wpływa przecież na wrażliwą i kształtowaną dopiero osobowość. Od początku ta konwencja konkursowa z numerkami na piersiach nie pasowała nam w stosunku do dzieci. Już nawet pomijając to, że Igor był trochę dalej. Nie było sensu tam iść, wciskać się, na silę pokazać wielomilionowej publice.

Postąpiliście odwrotnie w stosunku do tego, co czasami słychać, ponieważ pchanie na siłę dzieciaka do telewizji i takich programów jest kwestią niespełnionych rodziców?


A. Oczywiście, że tak. Pamiętajmy też, że teraz rzadko się zdarza, żeby dziecko miało nadwyżki wolnego czasu. Ma dodatkowe zajęcia, czy to nauka języka, czy to jakiś sport, nauka gry na instrumencie. A później ludzie mówią: "Ale Igor ma ciężko?". A tamte dzieci już nie mają ciężko? Np. przy grze na skrzypcach musisz ćwiczyć non stop, bo nie możesz sobie pozwolić na odstawienie instrumentu na dłuższy okres. Z zestawem perkusyjnym jest trochę inaczej. Można sobie pozwolić na mniejszą dyscyplinę. Ja jestem po gimnastyce sportowej i byłem świadkiem zajęć dla sześcio-, ośmiolatków, których rozciągało się na siłę, ponieważ w tej dyscyplinie sportu nie ma innego wyjścia i dzieciaki często płakały. Więc co to jest w porównaniu z Igorem, który gra tak naprawdę wtedy, kiedy chce i co chce.

A przed koncertem?


A. Oczywiście, jak ma występ to musi się jakoś przygotować, ale nie gramy wszystkiego, co nam zaproponują, nie wciskamy się wszędzie tylko po to, żeby być i coś na tym zarobić. Warunki, miejsce, okoliczności są bardzo ważne. Wiadomo, że na koncertach Igor zarabia.

No właśnie, to także często podejmowana kwestia w sporach na temat Igora?


A. No przecież to oczywiste, że zarabia na granych przez siebie pokazach. Nie znam nikogo, kto by nie chciał przyjmować gaży za swój występ. Bądźmy poważni. Trzeba funkcjonować, inwestować, edukować, a to kosztuje.

S. Nie łudźmy się, nie ma nic za darmo.

Nasuwa mi się taka myśl. Najlepiej by było dla wielu, żebyście byli złymi rodzicami, którzy odciągają Igora od bębnów, rzucają mu kłody pod nogi, a Igor w typie polskiego bohatera-powstańca mimo przeciwności ćwiczy potajemnie, w ukryciu przed wami.


A. Taaak, dokładnie. Ojciec mówi "Nie graj ", a on dzielnie przeciwstawia się woli ojca i gra pomimo przeszkód. Tak, tak? Zrobisz w ten sposób to mówią, że robisz krzywdę, zrobisz w inny to ci mówią, że hamujesz talent, mało kto widzi ten środek lub po prostu ma świadomość tego, jak to wygląda naprawdę. My i tak koncerty selekcjonujemy pod wieloma względami.

Tak, jak chociażby reklama, gdzie przecież Igor wystąpił. Dostał pieniądze za to, co jest bezdyskusyjne, jednak mówiliście mi wcześniej, że były inne propozycje reklam, na które się nie zgodziliście mimo dobrych ofert finansowych.


A. Tak, ale wizja robienia z siebie pajaca nie wchodziła absolutnie w rachubę. Były propozycje o żenujących scenariuszach. Ważna jest też marka, z jaką się wiążesz, żeby stała za nią jakaś renoma i jakość.

S. Nie podoba mi się to, że ktoś reklamuje coś, czego nie używa, a akurat Igorowi te witaminy bardzo zasmakowały, do tego scenariusz nie był nachalny i mocno oddawał to, jak Igor się zachowuje na co dzień.

A. Naprawdę, jeżeli są dobre propozycje to dlaczego mamy z nich nie skorzystać. Jest tyle okoliczności, które wpływają na wybór danej propozycji, a przecież póki co my musimy podejmować decyzję jako rodzice i opiekunowie.

Dotyczy to też oczywiście koncertów.


A. Oczywiście. Przecież to dzieciak jeszcze, nie powinien przecież grać np. po nocy, co niestety raz się zdarzyło na znanym festiwalu - na szczęście w środku lata.

S. Ważne jest miejsce i nie tylko w kwestii merytorycznej samego wydarzenia, ale też co można przy okazji tam zobaczyć czy zwiedzić.

Dlatego masz wyrzuty sumienia odnośnie występu w Hard Rock Cafe, skądinąd udanego? (śmiech)


S. To było tak na świeżo, że jak grał to coś mi nie pasowało, nie składało się do końca pod kątem jego obecności w tym miejscu - oprócz niewątpliwie całej legendarności HRC. Było to otwarcie pierwszego HRC w Polsce. On taki malutki był, siedział za tymi bębnami w Hard Rocku,. gdzie było pełno tych wszystkich ludzi, popijających piwo, palących papierosy. Jak skończył grać od razu go zabrałam i zwinęliśmy się, żeby tam nie siedzieć.

S. A trzeba też dodać, że wtedy zgarnął trochę wartościowych i historycznych znaczków HRC, używając swojego dziecięcego uroku. Strasznie się z nich cieszył i jeszcze w hotelu czekała na niego słodka niespodzianka od obsługi - torcik w kształcie bębenka. To było bardzo miłe.

Były pomysły nagrań płyt.


A. Tak, ale wyleczyliśmy się z tego. Szczególnie, jeżeli chodzi o zespoły składające się z młodych muzyków. Wiadomo przecież, jaki jest cel powstawania takich zespołów. Odpuściliśmy sobie to. Podobnie z płytą. Nie ma sensu na silę tworzyć solowych płyt Igora, bo niczemu to nie będzie służyć. Teraz już jest taki etap, że trzeba myśleć inaczej niż na początku. Trzeba podejść bardziej edukacyjnie. Igor jest starszy i wie, że trzeba ćwiczyć i rozgrywać się przed koncertem, skoro koncerty chce grać. Ważne, że on to sam już rozumie. Kształtujesz osobowość od małego i nie tylko w środowisku szkoła - dom, ale też w innym, niespotykanym przeciętnie. Dlatego musimy sobie z tego zdawać sprawę i być ostrożni w podejmowaniu decyzji. My jesteśmy za to odpowiedzialni.

Racja, przecież kto najlepiej będzie chciał dla dziecka? Na pewno nie zewnętrzny menadżer.


A. No jasne.

S. Ważne jest to, jak rozwija się jego osobowość, jakie ma relacje z rówieśnikami. W tym przełomie, gdy szedł do szkoły, a poszedł rok wcześniej, byłam pełna niepokoju, jak to będzie. Staramy się bacznie obserwować też tę stronę medalu.

Jak jest bezpośrednio odbierany przez innych muzyków? Nie jest przecież tak, że wszyscy są za nim, doświadczyliście różnych reakcji.


A. Te negatywne to nazwałbym brakiem reakcji lub reakcjami "za plecami". Perkusiści metalowi, rockowi czy też perkusiści, nazwijmy to spełnieni zawsze - piątka, kciuk do góry. Z drugiej strony każdy reaguje inaczej, jeżeli ktoś nas nie zna to nie wie, jakimi jesteśmy tak naprawdę rodzicami. Zdarzały się też opinie, że Igor musi swoje odkupić, iść od szczebelka najniżej i wspinać się powoli do góry. Musi przejść przez te swego rodzaju "komisje", żeby wpuszczono go w dane środowisko. My ze swojej strony nie szepczemy Igorowi do ucha, że ten jest zły, a na tego uważaj, nie obrażamy się, tylko robimy swoje.

Ale komentarze oczywiście obserwujecie.


A. Uwagi jak najbardziej przyjmujemy, ale też nie należy chylić karku na każdym kroku. Trzeba znać swoją wartość, ale mieć w sobie pokorę i nie mieć kompleksów w stosunku do nikogo. Igor dobrze wie, ile musi pracować nad techniką, koordynacją, żeby dorównać najlepszym, ale jak przyjdzie co do czego to nie zepnie się i zagra przed swoimi idolami muzycznymi. Dom zawsze mówi, żeby być odważnym, pewnym swego.

S. Igor ma o tyle dobrze, że czasami sobie nie zdaje sprawy z kim rozmawia albo gdzie występuje, nie ma presji rangi, ważności, prestiżu; jeszcze nie klasyfi kuje. Wychowywany jest w takim wzorcu, nazwijmy to "amerykańskim", czyli wszystko jest ok, idziemy do przodu, wszystko gra, jestem na tak.

A. Fajne jest to, że nie ma problemu, jak ktoś jest lepszy. Lepszy to lepszy, nie jest zawistny i wie o tym, że jeden gra tak, a ktoś inny inaczej. Nie przejmuje się, gdy ktoś mu mówi, że nie gra tak dobrze jak ktoś inny.

Posłaliście go mimo wszystko do szkoły muzycznej.


A. Jest to logiczne, poszedł do szkoły, żeby szlifować ten swój talent, który na pewno ma. Powiedziało się A to trzeba powiedzieć B. Mamy sporo ludzi, którzy nas wspierają. Nie chcemy zawieść nikogo, że zmarnował się nam talent, mogło coś być, ale to zaniedbaliśmy. Chcielibyśmy, żeby ludzie w przyszłości chcieli z Igorem współpracować. On musi się teraz szeroko rozwijać, nie chcę go przyzwyczajać do jednego brzmienia, stylu, jego umysł chłonie mocno wiedzę i trzeba to wykorzystać.

S. A przede wszystkim nie zawieść samego Igora, który jak dorośnie mógłby powiedzieć, że gdy był młodszy była okazja, żeby rozwijał się w tym kierunku, a my to zaprzepaściliśmy. Szczególnie, że ma wielką frajdę z grania.
Reklama