Tommy Clufetos we wrześniowym numerze Perkusista Przejrzyj online >>Ulubiony kiosk

Raportpowrót do listy

O stanie polskiego bębnienia cz. 5. Ślimak

Jak wygląda Polska scena perkusyjna oczami znanych bębniarzy? Kim są na co dzień? W jaki sposób pracowali by osiągnąć sukces? Czy go osiągnęli? Poruszmy wszystkie tematy, nawet te, które mogą zaboleć, tutaj perkusiści mają głos! Żywioł i pełen czad bez żadnych kwasów! Fizyczny i naczelny driver Acid - Ślimator!


Przyjechał po mnie swoim busem. Wydziarany, szczupły facet z brylami na nosie machał do mnie, określając swoją pozycję. Auto prowadzi dobrze, spokojnie, bez szarpania czy też tendencji rajdowych w wersji miejskiej (czyli klakson, chodnik, późne "żółte"). Ślimak znany przede wszystkim z zespołu Acid Drinkers i Flapjack to facet niezwykle wesoły, który wygląda bardziej jak fan Acidów aniżeli utytułowany bębniarz zbliżający się do czterdziechy. Widać duża rodzina dobrze go konserwuje i pozytywnie wpływa na samopoczucie.

Można dopatrywać się pewnej analogii. Behemoth gra próby w specjalnej salce, znajdującej się na terenie szkoły. Jest zespołem, który gra ostrzejszą muzykę od Acid Drinkers. Acidzi grają więc próby w? przedszkolu! Ciekawa sytuacja, nieprawdaż? Zasiedliśmy do rozmowy obok dwóch zestawów Gretscha, które na tę okazję Ślimak specjalnie rozstawił. Nie minęło parę minut, jak do salki wparował Titus. Chciał wziąć jakieś kable i parę innych gratów. Zapytałem go, czy nie opowiedziałby czegoś na temat Ślimaka. Titi odparł zrezygnowany: "Po dwudziestu latach, cóż ja mogę o nim powiedzieć??". Siłą rzeczy tym jednym zdaniem powiedział więcej niż gdyby miał przeprowadzić długą analizę na temat wydzierganego od stóp do głów pałkera Kwasożłopów.
 
Podczas rozmowy regularnie byliśmy bombardowani muzyką z Gwiezdnych Wojen, ponieważ Maciek miał cały zestaw melodyjek na telefonie, które regularnie pobrzmiewały przy próbie połączenia lub odbiorze wiadomości. Wymieniliśmy kilka uwag na temat naszych ulubionych drużyn piłkarskich, po czym wzięliśmy się za dyskusję, która przebiegła w niesamowicie wesołej atmosferze. Zauważycie to między innymi po częstych salwach śmiechu, które regularnie pojawiały się w rozmowie. Dołączcie do nas!

Zastanawiałem się, jakie zadać pierwsze pytanie, ponieważ historia o maszynie do szycia to już niemal legenda... Zastanawiałem się, czy jakiegoś rysunku nie zrobić?                                               

...(śmiech)

Ta rura wchodziła w odkurzacz, tak?

To był stary Electrolux. Wylot, wlot na końcach. Na środku był wlot do rury. Na tę rurę zamontowałem łuk a do niego bębenki plastikowe. O tej głębokości (Ślimak pokazał tak około 5 cali - przyp. red.) z dziurką, żeby można było je trzymać i grać. Nastroiłem je różnie, nad gazem.

O tym nie słyszałem!

No tak, nad gazem podgrzewałem. Stopa z pedału od maszyny do szycia, do tego drewniany wieszak z taką pałeczką. Dwie służyły normalnie do grania, a jedna, owinięta taśmą, służyła jako bijak do stopy. Postawiłem duży karton, który miał? dół. Werbel to była rakieta tenisowa firmy Polonez w pokrowcu, który owinąłem na maksa szeleszczącą folią, gdzie w chwili uderzenia było słychać takie kszszsz!

Dlaczego chcesz grać na bębnach?

Muzyka mi zawsze towarzyszyła. Tak naprawdę w tamtym czasie słuchałem Kajagoogoo i Duran Duran. W szkole podstawowej w klasie czwartej czy tam piątej, pani od polskiego wytargała mnie za włosy i siłą włożyła mi głowę pod kran, bo przyszedłem z włosami postawionymi na cukier. A że to była pani, która uczyła moją starszą siostrę, to jej się wydawało, że będę do niej podobny - ułożony, grzeczny i sympatyczny. W sumie byłem takim człowiekiem, ale wizualnie odbiegałem od jej ideału. Byłem uparty i te włosy mi tam stały cały czas.

No tak? i nagle stwierdziłeś - popukałbym sobie na bębenkach?

Na początku to było trochę inaczej. W Kajagoogo był wokalista-basista, który grał też na sticku. Z tej samej rakiety tenisowej, co później powstał werbel, zrobiłem sobie basówkę. To w sumie przeplatało się między tym, gdy byłem Brucem Lee a basistą Kajagoogoo?

A Lukiem Skywalkerem?

?oczywiście, że byłem. Właściwie to może i nie, właściwie to Hanem Solo tyle, że z mieczem świetlnym. Musiałem to połączyć, żeby wszystko było fajnie.

Sądząc po dzwonkach w telefonie jesteś Hanem Solo do tej pory.

Oczywiście, tylko, że nikt o tym nie wie? nawet moja żona (śmiech). W zależności od klimatu, jak byłem Brucem Lee, to zakładałem takie skórzane wietnamki, białe, bo nie było czarnych. Pumpy czarne, wiązane w pasie. Robiłem sobie krwawe ślady na piersi, na twarzy i do lustra byłem Brucem Lee, no albo basistą z Kajagoogoo. Jakoś tak wizualnie to mi pasowało, ale nie czułem instrumentu, by napieprzać kciukiem w struny, z całym szacunkiem do Pilichowskiego. W końcu zrobiłem sobie bębny.

Pierwsze zespoły?

Byłem bardzo zagubiony muzycznie, bo w tym samym momencie lubiłem Marillion, TSA, Duran Duran, Scorpions. Z drugiej strony troszkę mi to pomogło później.                

Accept?

?Accept? jak usłyszałem TV Wars na dwie centralki to już wiedziałem że będę grał na bębnach, ale to już było później. Tak więc jeszcze słuchałem do tego zestawu  Dire Straits, ale też jednocześnie Izrael lub Daab z reaggowej muzy. Coraz bardziej z czasem zaczęła mi pasować jednak rockowa muza. Usłyszałem Iron Maiden, w wieczorze płytowym, a gdy usłyszałem Master of Puppets to spadłem z wrażenia z krzesła, ale to już była szkoła średnia.

Jako zagorzały oazowiec obawiałeś się tej otoczki wokół muzy?

No jasne, że się obawiałem. Przyjechało Iron Maiden do Poznania, kupiliśmy z kolegą bilety i poszliśmy sobie na koncert. Wyszła z pociągu ekipa ze Szczecina, a ja tu obklejony w Dire Straits, Izrael. "Gdzie idziecie! - Na koncert. - Co to jest? Co to za badziki?!" Chlast, chlast chlast! Wyskoczyłem z biletu i nie wszedłem na koncert. Dostałem po paszczy. Mój kolega dostał bardziej, szkoda mi go było, bo był krótko po operacji wyrostka i dostał z kopa w bebech. Czatowaliśmy tam do końca pod Areną i wpuścili nas na bis. Ogólnie rzecz biorąc, takie były początki. Rajcowała mnie Metallica na maksa, ale też Marillion i Dire Straits. Jak odszedł Fish od Marillion to nie było sensu już tego słuchać. Jednak Fish to osobowość. Ale to nawet dobrze, bo słuchałem wtedy muzyki, a nie perkusisty? jeszcze.

Teraz słuchasz perkusistów?

Wiesz co? yyy? nie! (śmiech) Właśnie nie. Nie ma czegoś takiego, że muzyka mi się nie podoba, a podoba mi się perkusista, więc tego słucham, nie. Muzyka jest najważniejsza. W każdym wypadku, to musi iść w parze.

Na początku grałeś z kasetami?

Tak. W ogóle mój tata nie chciał słyszeć o tym, że mam grać na bębnach, ale zapytałem go: "Tato, jak zdam do technikum energetycznego, to kupisz mi bębny?". Zgodził się. No i zdałem mimo, że matma i fiza w ósmej klasie to było coś ohydnego. Nie chciało mi się tego uczyć, nie lubiłem tego. Pani od fizyki na koniec była zaskoczona, że wszystkie egzaminy tam pozdawałem, pogratulowała mi nawet. Nie dostałem się do klasy, do której chciałem pójść razem z moim kolegą, tylko do tej najgorszej (śmiech). On poszedł na elektrotechnikę, a ja na energetykę cieplną, niestety... Jakieś praktyki w elektrociepłowni pod Poznaniem? Boże, przecież to  coś strasznego było, totalnie mnie to nie interesuje, rozumiem Gwiezdne Wojny, wiesz? (śmiech). No, nie? no właściwie te piece w tej elektrociepłowni są jakieś takie futurystyczne? no ale kurczę? nie! Na nieszczęście mojego taty te bębny miałem już u siebie w garażu.

Oczywiście to był Polmuz.

Oczywiście to był Polmuz. Miałem na uszach wszystkie te podkłady do grania. Grałem sobie do kaset. Nauczyłem się trochę grać na gitarze, tak harcersko. Wymyślałem sobie riffy i grałem pod to. Nagrywałem sobie bębny na magnetofon, potem w chacie puszczałem je i nagrywałem gitarę na drugi magnetofon, co ostatecznie nagrywało się razem z bębnami. Tak sobie grałem, grałem, aż zapukał w drzwi do garażu?

?koleś z Turbo.

Tak. Koleś z Turbo o imieniu Robert i nazwisku Friedrich. Przy okazji był z moją obecną żoną czyli swoją siostrą. Tak też się poznaliśmy. Zapytał, czy nie chciałbym zagrać w takim zespole... Acid Drinkers? wow! Tak w ogóle to byłem totalnie "zesrany", że zapukał i wszedł. Grałem wtedy takie rzeczy typu wczesna Metallica itd. Miałem drugą centralkę i drugi pedał. Ta druga zdobyczna centrala nawet nie miała nóżek, więc włożyłem do niej wielkie imadło, by nie odjeżdżała. Totalna amatorka. No ale tak to się zaczęło? Po jakimś czasie poszedłem do chaty do Tytusa na próbę i nagrałem im nawet te bębny, a później grali sobie pod to. Zostałem przyjęty mimo, że wyglądałem w ogóle, wiesz? oaza itd. Poprosiłem swoich rodziców, by mi kupili bębny Amati, a był jeden jedyny sklep w Poznaniu, gdzie można było je kupić. To był straszny wydatek, mniej więcej, jak to teraz (Ślimak wskazał swojego gotowego do strzału Gretscha - przyp. red.) No i udało mi się kupić jeden zestaw.

Po jakimś czasie udało mi się namówić na drugi zestaw i miałem dwie centrale, dwie 16, 13 i 12, ale wszystkie płytkie. Myślę, kurde, co tu teraz zrobić? Wziąłem jeden z tych bębnów, równiutko obciąłem w połowie, nawierciłem okucia tak, żeby idealnie pasowały do tego bębna normalnego. Zasłoniłem łączenie okleiną i połączyłem je. Załatwiłem sobie jeszcze dodatkowo dziesiątkę. A wtedy byłem fanem Charliego Benante, zresztą nadal jestem jego fanem. I tak? dwa bębny, tu jeden wyżej, dwa boczne, dwie centralki i ahoj przygodo! Została mi blacha Polmuza, którą wygiąłem kombinerkami w drugą stronę?

?nie popękała ci?

Nie. Przestała brzmieć, ale wyglądała. Dlatego też zawieszałem do niej pęk kluczy, żeby był szum.

Teraz takie efekty w cenie są?

No wiesz stary, tak sobie wtedy radziłem.

Are you a rebel nagrywałeś?

Właśnie na tych bębnach!

Ha, pamiętam, że nikt się nie zorientował, że nagrałeś je na Amati, ludzie myśleli, że na Tamie. Opowiedz jeszcze o swojej starej słynnej ramie, na której dywany można było trzepać.

Rama to już czas bębnów Royals, która miała logo podobne do Rogersa. Początkowo były czerwone, ale później taką okleinę strzeliłem, taki marmurek, bo Charlie Benante miał podobne (śmiech). Bębny były robione chyba w Redzie. Okucia bardzo przypominały Sonora a same bębny robili brzozowe. Brzmiały bardzo ciekawie. Centralka brzmiała nawet lepiej niż moja późniejsza Tama Grandstar. Bębny dość solidnie wykonane. Drugą płytę już nagrywałem na Royalsie, na centrali na naciągach Dowhan? staary?. (śmiech). Tu na górze miałem Pinstripe z Berlina sprowadzone, ale na centrale nie mogłem żadnych zdobyć. Zresztą centralka miała 22 na 17 cali, niezłe wrażenie robiła. Miałem więc 12, 13, 14 i dwie szesnastki, bo nie robili osiemnastek. Wypuścili też ramy, grube rury, które nie były ani niklowane ani nic, więc po jakimś czasie stawały się obskurne. Tą ramę to jeszcze ktoś ma tu w Poznaniu. Jedna z ramion została nawet wykorzystana jako instrument, słychać to na Fairplay Flapjacka. Nie było żadnych zil belli wtedy, więc użyłem ramy. Centrale Royalsa wykorzystywałem w studio dość długo. Brzmiała lepiej od Tamy i Yamahy. Jedynka Flapjacka to centralka Royalsa i Yamaha Maple. Vile Vicious Vision to Yamaha Recording Custom i centrala Royalsa. Fishdick - też Yamaha Maple i centrala Royalsa.

Na Infernal pojawiło się moje marzenie czyli DW. Po kolei było to tak, że chciałem jak najszybciej opchnąć Tamę, którą miałem po Royalsie. Trafiłem na MMXa Pearla, który wydał mi się podobny charakterem do DW. Generalnie był to chyba najlepszy instrument, jaki miałem. No, ale dążyłem do tego DW, odłożyłem pieniądze i udało mi się w końcu je nabyć. Pograłem na nich trochę, pożyczałem je sporo i przyznam, że się troszkę rozczarowałem. Z tego względu, że musiałem podczas koncertów dawać sobie w ucho tomy, czego normalnie nie robiłem. Z własnego instrumentu daję zawsze tylko stopę. Do tego gitary i wokal - dostosowuję to do naturalnego brzmienia instrumentu tak, żebyśmy teraz normalnie rozmawiali, a nie krzyczeli. Tego mi zatem  brakowało w DW.

Sprzedałem te bębny i kupiłem sporego MMXa, żonie lodówkę i kuchenkę (śmiech), tak więc opłacało się. Grałem dwa-trzy lata na nim. Poznałem później bardzo fajnych ludzi z Music Store z Poznania, którzy zaproponowali mi bębny Premiera. Udostępnili mi zestaw, na którym grałem na koncertach, co było wygodne, bo swojego Pearla miałem na próbach. Po jakimś czasie rozstaliśmy się zgodnie i bębny przejął Tomek Goehs z Kultu i Kazika, i gra na nich do dziś.

No, a blaszki?

No właśnie, nie mówimy o blachach. Nie wiem, dlaczego! (śmiech) Z Zildjianami miałem już do czynienia od pierwszego Flapjacka, gdy dystrybutorem był jeszcze Interton. Zaproponowano mi wtedy endorsering tych blach, co było dla mnie wielkim wyróżnieniem. Wiesz, grały same tuzy: Pniak, Tomek Goehs, a tu nagle taki tępy rozrabiaka się wkręcił.

Więc teraz jesteś cały ze stajni Zibi?

Gibraltar, Zildjian i patrzę, że mają bębny Gretscha. Pomyślałem więc: "Może cały byłbym wasz!?". "Zobaczymy, co da się z tym zrobić" - usłyszałem. I zrobili tak dobrze, że dostałem dwa zestawy.

Jeden czadowy, a drugi mniej czadowy?

No tak. Zestaw czadowy to USA Custom. Natomiast zestaw wypoczynkowy (śmiech) to New Classic - tajwański, aczkolwiek z amerykańskich korpusów. Jest to instrument, który połączył według mnie wiele fajnych elementów z innych bębnów.

Naciągi?

Tomy to Emperory. I to będzie już z? (myśli, myśli - przyp. red.) ...z 13 lat, jak na tych naciągach gram. Próbowałem Aquariany i Evansy, ale nie sprawdziły się. Do werbla próbowałem różne, ale uważam, że najlepszy jest mleczny Ambassador. Centralka ma na sobie jedyny naciąg Remo, który mi odpowiada, a mianowicie Powerstroke 2? 3, przepraszam. Jednak chyba najlepszy naciąg na stopę to Aquarian Superkick 2.

Ciekawy jestem, co powiesz na temat pałeczek, których używasz?

O właśnie, bardzo proszę! Nie chcę robić przykrości wielkim firmom i korporacjom z całego świata, produkującym pałki różnorakie hikorowe, ale wszystkie dostępne, jakie były w tym kraju bardzo się łamały?

A lekko nie grasz..

No nie wiem. Gram z rimem, więc to robi swoje. Charlie Benante np. nie gra z rimem. Wszystkie te pałki nie wytrzymują tyle, ile hikorowe pałki firmy Gładek!

Numery sto pięćdziesiąt??

Sto pięćdziesiąt F i sto pięćdziesiąt D. Fujara i dupa (śmiech).  Przy rockowym graniu F trzymam odwrotnie. Główką w dłoni.

Nie czujesz większej różnicy przy werblowaniu?

Nie no? czuję, ale przy takim graniu nie mam za dużo tremolo, trochę we Flapjacku, ale jakoś sobie radzę. Te pałki nie są może cudownie wyważone, ale przy grze na koncercie są naprawdę wytrzymałe. Nie zdarzyło mi się, żeby leciały jak drzazgi. Tym bardziej, że tych rimów obijam trochę. To są moje pałki z próby?. (tutaj ukazał nam się widok pałek poharatanych, ale nie połamanych, niektóre były wysiepane do cieniutkiej drzazgi ale dalej się trzymały! - przyp. red.). Świetna hikora. Kiedyś grałem koncert z Houkiem i poprosiłem technicznego, by mnie spakował - blachy, statyw pod hihat i werbel, siodełko czyli to co najważniejsze, bo na bębnach miałem grać miejscowych. Na próbie siadam i? gdzie są pałki? Oczywiście pałek nie ma. Polecieliśmy do sklepu i były tylko grabowe. Nie było żadnej hikory. Kupiłem więc z 10 kompletów i ledwo mi starczyły do końca koncertu? Co nie uderzyłem w kopułkę to koniec. Otwieram po koncercie samochód, patrzę, a tam w rogu wciśnięte moje pałki (śmiech).

Nieźle, Robert Luty zapomniał kiedyś wziąć centrali. Wróćmy do czasów szkolnych - powiedz coś o szkole przemysłu spożywczego?

O, ja akurat byłem tam na drobiarstwie. Matma mi nie szła w tym energetyku i gdy zacząłem grać na bębnach to już tym bardziej mi nie szła. W momencie, gdy nie zdałem, przeniosłem się do szkoły o innych preferencjach. Oblałem na matmie i to chyba raczej bardziej dlatego, że nie chodziłem na lekcje, aniżeli przynosiłem lufy. Kiedyś nawet przyznałem się nauczycielowi, że nie lubię matmy, bo wolę grać na bębnach. Od tej pory zaczął mnie traktować nieco inaczej. I dobrze mi, bo stało się tak, jak się stało. Widocznie tak miało być. Przyjęli mnie do tej szkoły z otwartymi rękami, bo w energetyku było prawie 30 osób na jedno miejsce, a ja się przecież tam dostałem, później poszedłem do szkoły muzycznej.

No właśnie, jednak w szkole muzycznej byłeś. Dużo ci dała szkoła muzyczna?

Ustawiła mi ręce. Poszedłem głównie dlatego, że Tomek Goehs tam był, poznałem tam też Beatę Polak. To, że oni tam byli, a ja uczyłem się grać to mi naprawdę pomogło. Gdyby ich tam nie było, to ta szkoła nic by mi nie pomogła. Uczyłem się grać na ksylofonie, kotłach i werblu. Nawet porządnego zestawu tam nie było.

Prywatnie brałeś lekcje?

Nie, później kiedy chodziłem na próby to podglądałem grę Tomka Goehsa, Beaty. Uczyłem się od nich, bo szkółek jako takich nie było. Później jednak pojawił się Benante (śmiech).

Jak ćwiczyłeś na początku? Jakieś wprawki?

Wprawki ćwiczyłem. Pomogły mi odnośnie niezależności. Rozkładanie paradidili na cały zestaw. Teraz też je ćwiczę, ale bardziej w kontekście rozgrzewki. Najlepszy okres ćwiczeń miałem przed pierwszą i drugą płytą. Później w czasie Infernal i High Proof, wtedy dużo grałem.

Rozstawiasz zestaw charakterystycznie bokiem?

Przychodziło się kiedyś zagrać koncert do domów kultury, na jakieś stołówki, gdzie stały cztery lampki, które? jak były kolorowe to już był sukces. Pomyślałem, że potrzebuję opracować jakiś swój patent, żeby coś tu ożywić.

Grałeś też tyłem.

Z pół roku, ale później się trochę wkurzyłem, bo zaczęli mnie niektórzy naśladować. Chodziło tu głównie o supporty. Grali przed nami i jeszcze bokiem się rozstawiali. Prosiłem często, by zmieniali to ustawienie. Ktoś jednak kiedyś burknął mi, że to jego sprawa, jak on będzie rozstawiony, powiedziałem więc, że w takiej sytuacji moją sprawą będzie to, że nie zagracie tu dzisiaj. Jakieś ciśnienie się robiło? No wiesz. Wróciłem więc do grania bokiem. Po pewnym czasie stwierdziłem, że bez sensu jest posiadać dwie centrale, gdy gra się bokiem. Miałem zawsze ze sobą podwójną stopkę, tak w razie czego. Grałem wtedy na stopkach Camco, później jak weszły Iron Cobry to trochę poprzekładałem bijaki i w końcu z czasem zrobiłem sobie takie to hybrydy, jak widzisz (fakt, Ślimak miał rozstawioną podwójną stopę firmy... Ślimak - przyp. red.). Wyciepałem w końcu tą drugą stopę, bo one robią wrażenie, jak bębny stoją przodem na środku. Jak czołg, po prostu czołg, dwie armaty. Bokiem wyglądało to zupełnie bez sensu. Tym bardziej jeszcze nagłośnienie, czasami mikrofony różne. W końcu zrezygnowałem.

Generalnie okroiłeś swój zestaw.

To było w czasach mojego Pearla MMXa. Czekałem wtedy na Masterworksa, a kolega, któremu sprzedałem bębny, nie mógł mi ich aż tak często udostępniać. W związku z czym pożyczałem od naszego akustyka Yamahę, jakiś bardzo mało znany egzemplarz, we Francji chyba to kupił czy gdzieś tam. Miał 12, 13 i 16, a w związku z tym, że nie lubię 13, grałem tylko na dwóch tomach dobrych parę koncertów. Później grałem już na 12 i dwóch studniach, 10 zupełnie wywaliłem z zestawu. Gdy zaczęliśmy sobie przypominać numery, bo to w czasie, gdy Perła dołączył do zespołu, zaczęło mi brakować tego jednego bębenka w sensie muzycznym, więc powiesiłem sobie tę dziesiątkę koło hihatu. W tematach, gdzie leci młyn, było mi troszkę ciężko, bo odległość jest większa i hihat po drodze, ale jakoś sobie poradziłem.

Jeździłeś na oazy?

Oczywiście, że jeździłem. Na piesze pielgrzymki do Częstochowy chodziłem. 5 razy byłem... Piąty to był niepełny, bo musiałem w połowie zjechać - graliśmy z Flapjackiem koncert przed Faith No More w Katowicach. Gdy wszedłem do Amidów, Titus to był dla mnie kosmita, świeżo po wojsku, włosy w miarę krótkie. Skóra na plerach, na nogach. Z tą amerykańską manierą gadał. Graliśmy próby u niego na chacie, oni na radiach, a ja na deseczce od mięsa owiniętej gąbką i skórą. Namoczyłem, wystawiłem na słońce i tak powstał pad. Później zagraliśmy parę prób w klubie Nurt, gdzie miałem do dyspozycji zestaw Amati Tomka Geohsa, z dwoma centralami? Jaaaa cię! To był kosmos dla mnie! Naciągi Remo.

Pamiętam na pierwszej próbie nie było Licy, bo mimo, że to on wciągnął mnie w Acid, to jednak traktował ten zespół trochę po macoszemu, ze względu na Turbo. Na jedną z prób przyszedł Maciej Matuszczak - muzyk z Wilczego Pająka. Wymyślał nawet patenty na bębny Tomkowi i to nie dlatego, że Tomek nie potrafił, tylko po prostu miał taką wizję, a Tomek z racji swojego talentu i umiejętności odgrywał je idealnie. Zresztą do tej pory jestem wielkim fanem Tomka, a także przyjacielem. No więc koleżka usiadł przy bębnach, zaczął się kiwać, jak graliśmy, podobało mu się, że akcentowane było na dwa, tak jak często Lars to robił. Gdy Lica przyszedł, powiedział mu, że zespół gra fajnie. Wiadomo - to wszystko jeszcze kulawe było, no ale Licę to ruszyło i na następnej próbie już się pojawił.

Pamiętasz pierwszą sesję?

Niedługo po tym fakcie Turbo kończyło chyba sesję Epidemii, o ile dobrze pamiętam. Lica załatwił tak, że mogliśmy wejść i nagrać trzy numery - Del Roca, I mean acid i Nagasaki Baby. Powiem ci szczerze, że to nawet lepiej brzmiało niż później płyta (śmiech).

I co dalej? Metronom na ucho?

Gdzie tam! Jaki metronom?! Ja metronomu zacząłem używać chyba na dwójce Flapjacka. Kilka dni wcześniej była impreza sylwestrowa, no i wiesz? hmm... była dobra zabawa, dzikie tańce itd. a ja lubię tańczyć. Tańcząc wyskoczyłem i zrobiłem przysiad i? wybiłem sobie kciuk? Wiesz, jak nagrywałem? Tak? (Ślimak wsunął Gładka między palec wskazujący a środkowy - przyp.red.). Wtedy to chyba nawet mniej się studiem przejmowałem niż teraz. Mniejsza świadomość była. Dziubiński z Metal Mind chciał to wziąć w rozliczeniu na Midem. Jak się później okazało, Music For Nations wzięło Turbo i resztę rzeczy właśnie przez to, że usłyszeli te trzy nasze numery. Śmiesznie wyszło. Chcieli koniecznie płytę Acid Drinkers. Musieliśmy szybko skończyć materiał i wchodzić do studia.

Poszło to później siłą rozpędu.

Tak . Podpisaliśmy kontrakt na kilka płyt. Wiesz, ja tego nie ogarniałem. Gdy słuchałem Masterki Metalliki, modliłem się, żeby grać koncerty i nagrywać płyty. Dla mnie granie pierwszego koncertu było tak niesamowitym wrażeniem? To był chyba klub Ratajan, później graliśmy na siedemsetne-lecie Turbo?..

Siedemsetne-lecie?

Ojej, przepraszam, siedemsetny koncert Turbo, rzecz jasna (śmiech). Potem jakieś kilka koncertów: Toruń, Piła czy coś? i ogólnie wylądowaliśmy na Metalmanii. Wcześniej był koncert na wyspie, pamiętam, wkręciliśmy się tam jakoś i nasz patent był taki, że będziemy cały koncert stać i się nie ruszać. Raz, dwa, trzy, cztery i żadnego ruchu (śmiech). Ludzie słuchali i byli zdumieni, ale nie krzyczeli tradycyjnego "wypierdalać". No, a Metalmania to był mój szósty koncert w życiu! Tam dopiero poczułem, co to znaczy zesrać się przed koncertem! Rozumiesz? Pamiętam "Acid Drinkers, zespół z Anglii". Mimo, że Titus zapowiedział kawałek bodaj I mean Acid słowami "A teraz Mańka Gieras pokaże państwu dupę". Później w Jarocinie też byliśmy jako angielski band.



Było najpierw spróbować nią pograć!
Popcorn, Ślimiec, Titi i Olass
Sądząc po minie rama zdobyta ?spod lady?
Konkretny łyk wody między utworami
W lewej łapie odwrotnie trzymany Gładek
Han Solo w wersji z mieczem świetlnym w łapie
Ślimak często przyjmuje pozycję jakby chciał się drapać po plecach
Uwaga na przelatujące gołębie?
Stay Acid!
Trójka oryginalnych Acids
Po minie córki można wnioskować, że wolałaby pobębnić jak tata.
Chłop wie co dobre!
Reklama