KRZYSIEK DZIEDZIC - POLISH DRUMMERS Perkusista Przejrzyj kwietniowe wydanie >>Ulubiony kiosk

Raportpowrót do listy

O stanie polskiego bębnienia cz. 1. Piotr Pniak

Jak wygląda Polska scena perkusyjna oczami znanych bębniarzy? Kim są na co dzień? W jaki sposób pracowali by osiągnąć sukces? Czy go osiągnęli? Poruszamy wszystkie tematy, nawet te, które mogą zaboleć, tutaj perkusiści mają głos! W pierwszej odsłonie, mocne uderzenie - Piotr Pniak.

Wspomniałeś, że przeszedłeś ten etap nawalanek i młynków skupiając się obecnie na całości kompozycji, wyrafinowaniu. Z drugiej strony, promujesz muzykę perkusyjną w pełnym znaczeniu słowa "muzyka". Co więc sądzisz o tym, co robi Terry Bozzio?

Dla mnie jest on chodzącą legendą. To znakomity instrumentalista mający niezwykle kreatywne podejście do perkusji i muzyki w ogóle. Podziwiam jego umiejętność wydobywania najróżniejszych barw z instrumentarium perkusyjnego. Swój gigantyczny zestaw złożony z kilku bębnów basowych, wielu tom-tomów, werbli i kilkudziesięciu talerzy traktuje jako instrument melodyczny. Łączy ze sobą techniki kompozycyjne związane z muzyką rozrywkową i solową muzyką perkusyjną.

Niektóre fragmenty solówek Terry?go nawiązują charakterem do muzyki japońskiej, dlatego mam skojarzenia z m.in. z utworem "Thirteen drums" (Maki Ishii). To jest prawdziwa muzyka perkusyjna! Wielki szacunek, że ktoś taki temat podjął.

Mam nadzieję, że wkrótce i u nas pojawi się taki śmiałek, bo z tego, co obserwuję w Polsce temat perkusyjny ruszył. Dobrze, że nie trzeba już robić wycieczki do Niemiec, żeby kupić przyzwoite instrumenty. Oczywiście, kiedyś też były firmy, które produkowały np. przeszkadzajki, ale ich jakość pozostawiała wiele do życzenia, nie wspominając już o walorach brzmieniowych... Fajnie, że był chociaż pan Szpaderski, który produkował sprzęt o niebo lepszy niż...

Polmuz...

Tak, tak o wiele lepszy niż taki Polmuz. Ja chyba dwa albo trzy... tak dokładnie trzy, takie zestawy skasowałem. Rozlatywało się tam wszystko, co mogło, nie wspomnę o membranach...

Pamiętam, że jak się walnęło to zostawały takie małe "kratery".

Racja, a przy moim uderzeniu, już po pierwszym kontakcie przestawały grać, bo miały zbyt wielką dziurę na środku. (śmiech)

Obecny zespół Iguana.

Miałem pomysł na kompozycje, brzmienie i ogólny charakter zespołu. Razem z wokalistką postanowiliśmy założyć zespół. Monika ma oryginalny głos i pisze świetne teksty. Od tamtej pory wszystkie działania związane z wyborem muzyków, instrumentów i studio nagraniowego były związane z poszukiwaniem konkretnego brzmienia dla każdej z piosenek. Trwało to dosyć długo, ale wiem, że było warto.

Iguana nagrywała w czterech miejscach i dopiero ostatnie z nich pozwoliło piosenkom oddychać w ich naturalny sposób. To wszystkim dobrze znane studio Izabelin. Tam znalazłem to, czego szukałem - wymarzoną akustykę i naprawdę świetnej klasy sprzęt. Obecnie materiał jest na etapie miksu.

Brzmienie płyty zawdzięczam również występującym na niej gościnnie znakomitym muzykom, takim jak: Ryszard Sygitowicz, Wojtek Cugowski i Maciej Gładysz.  

A twoje bębny? Ponoć pozamiatałeś...

Masz na myśli wióry wokół zestawu? (śmiech) Szczerze mówiąc, również w kwestii bębnów pozwoliłem sobie na odrobinę szaleństwa i poszukiwań. Perkusję na płytę Iguany nagrywałem kilkakrotnie, w różnych miejscach i na różnych zestawach bębnów. Zaczynałem w skromnych studiach jeszcze na Tamie. Potem firma Silesia udostępniła mi świetny zestaw MMXów, na którym nagrywałem w studio S4 z mistrzem dźwięku Leszkiem Kamińskim. Kilka miesięcy później przypłynęły moje nowe bębny w rozmiarach sprawdzonych dla piosenek Iguany. Oczywiście nie byłbym sobą gdybym nie przetestował nowego instrumentarium.

Nagrań dokonałem w Izabelin Studio A, a następnie w Izabelin Studio C, pod okiem świetnego fachowca, jakim jest Andrzej Karp. Mój nowy instrument pokochał akustykę obydwu pomieszczeń jednak studio C, znane mi już lata wcześniej jako Sonus, w kontekście moich kompozycji wygrało. Soczyste brzmienie perkusji raczej niespotykane w Europie, mnie osobiście zachwyca. Studio stworzone dla perkusji, wyraźnie to słychać.

Sam Manu Katche bardzo pochlebnie wypowiadał się na temat tego miejsca nagrywając z Anną Marią Jopek. Jednak jak zwykle najważniejszy jest człowiek posiadający oprócz odpowiedniej wiedzy również ogromną muzyczną wrażliwość. Andrzeju, całe życie czekałem na to brzmienie... Wielkie dzięki.

Czyli po wielu latach udanych nagrań znalazłeś wreszcie właściwego fachowca i odpowiednie studio forever?

Tak, ze względu na mega zawodowe brzmienie i co równie istotne miłą atmosferę pracy. Właśnie tam przy współpracy z Andrzejem zamierzam rejestrować wszystkie moje kompozycje.

Plany perkusyjne.

Mam zamiar nagrać kolejną szkołę dvd, która będzie nawiązywać do materiału zaprezentowanego w klubie "Stodoła" podczas zespołowych warsztatów rockowych. Nowa szkoła dotyczyć będzie rytmicznej muzyki rockowej. Moim zdaniem, zbyt wiele młodych zespołów kopiuje rytmiczne podziały z płyt innych artystów, a ja zamierzam ułatwić im komponowanie wyjaśniając wszystko od podstaw. Materiał jest gotowy. Pozostała tylko kwestia terminu nagrania.

Na ten rok planuję również warsztaty perkusyjne i występy wielu wspaniałych gości w łódzkiej Akademii Muzycznej. Oprócz tego przewiduję liczne występy akademickiego zespołu perkusyjnego, który w swoim repertuarze oprócz pozycji muzyki rozrywkowej ma również wiele ciekawych utworów muzyki współczesnej i eksperymentalnej.

Zdarza się, że masz wolny czas?

Niezbyt często. Wiesz, pracuję praktycznie 7 dni w tygodniu, jestem wykładowcą Akademii Muzycznej w Łodzi, codziennie komponuję i eksperymentuję z brzmieniami perkusji, nagrywam, no i kończę produkcję płyty Iguany... mało czasu.

A jak już się zdarzy, że jest, to co wtedy robisz?

Staram się oderwać od codzienności. W tym roku udało mi się wyrwać nad morze. Całe pięć dni wolnego pod chmurką. Oprócz tego od lat rysuję moje magiczne wzorki, piszę abstrakcyjne opowiadania.

Ale twoja kreatywność nie kończy się na zabawie słowem i magicznych wzorkach?

Nie, nie kończy się tylko na tym. Wymyśliłem kiedyś na swoje potrzeby kilka instrumentów, których jednak nie opatentowałem. A szkoda, bo kilka lat później właśnie takie ukazały się pod marką znanych firm. Opis większości z nich zawiesiłem na mojej świeżo wtedy założonej oficjalnej stronie internetowej. Stworzyłem m.in. nowe blachy łączące talerze typu crash i china z cechami innych. Moją inspiracją były spody hi-hatów z otworami jak Zildjian Quick Beat lub Sabian Fusion i karbowane jak Paiste Sound Edge.

Idąc tym tropem wymyśliłem crashe i chinki np. z otworami lub o karbowanych brzegach oraz takie, które miały oba elementy. Mój stary bottom hi-hat Zildjiana pokarbowałem, a następnie wywierciłem wiele otworów o różnych średnicach. A custom Top był lekko karbowany. Właśnie ten instrument, pomimo dużego wyboru innych, stał się podstawowym podczas nagrania pierwszej płyty pod szyldem Sidney Polak. Śmiałem się, że mój break to PNIACUSTOM VINTAGE, ale rzeczywiście tak brzmiał.

Przed talerzami, moim pierwszym udanym pomysłem było postawienie przed sucho brzmiącym bębnem basowym wielkiego bębna symfonicznego w rozmiarze 28 cali. Firma Drum Workshop wyprodukowała takie subwoofery prawie dziesięć lat później.

Nie wiem czy uda mi się znów skutecznie pofantazjować, ale jeśli tak, z samego rana będę pierwszym petentem urzędu patentowego.

W gotowaniu też jesteś tak kreatywny?

Z tym trochę gorzej... Poza ugotowaniem ryżu, jajka, wody na herbatę i zupy ogórkowej mam na swoim koncie eksperymenty z pieczeniem ciasta... Ale nie, raczej nie potrafię gotować. (śmiech)

Nałogi?

Tak, jestem uzależniony od dźwięków.

Parę słów dla czytelników.

Pozdrawiam wszystkich czytelników, nowego bardzo ambitnego pisma. Mam nadzieję, że pismo to podtrzyma swoją jakość i będzie promować wszystkie zjawiska nie tylko perkusyjne, ale i muzyczne. Kochani, pamiętajcie, że jesteśmy tylko trybikiem w wielkiej machinie dźwięków.

Utwór, który chciałbyś aby był zagrany na twoim pogrzebie?

Jest to najwolniejsza i najspokojniejsza piosenka, która znajduje się na mojej autorskiej płycie zespołu Iguana. Ma ona dla mnie bardzo osobiste znaczenie.

Utwór - wizytówka.

To zależy, komu miałbym tę wizytówkę wręczać. Nie istnieje jedna, idealna dla wszystkich. Każda sytuacja muzyczna jest inna. Wynikiem mojej fascynacji rytmem i brzmieniem jest niewątpliwie Pniazylia. Utwór ten często wykonuję z zespołem perkusyjnym. Pojawił się również jako utwór-intro na płycie zespołu Ametria. Ostatnio odkryłem, że niektórzy ze studentów wgrywają ten utwór jako dzwonek w telefonie komórkowym.

Utwór, który by cię porwał na parkiet?

Nie mówimy o Kaczuszkach (śmiech)? Ciężko powiedzieć... rzadko tańczę. Jeśli nie muzyka Jamesa Browna to być może  tango lub walc. Tango jest ekspresyjne a walc wzniosły, majestatyczny i równie romantyczny. Może za kilka lat...

Utwór, który kojarzy się z latami szkolnymi?

"Jak ptak" zespołu Proletaryat. Wiem, że kojarzy się on z latami szkolnymi nie tylko mnie.

Utwór, który chciałbyś zagrać na żywo?

To rockowy utwór o dość złożonej strukturze rytmicznej, który wykonałem podczas warsztatów w Stodole. Chciałbym zagrać go w super profesjonalnym składzie z towarzyszeniem orkiestry symfonicznej i ludowego zespołu arabskiego.

Utwór, który byś polecił bębniarzom.

Utwór wykorzystujący dużą ilość instrumentów perkusyjnych, będący wspaniałą odskocznią od rock?n?rolla. Jest to "Siedem Bram Jerozolimy" Pendereckiego, miałem przyjemność wykonywać ten utwór w Niemczech z orkiestrą, grało tam aż 10 perkusistów. Publiczność siedziała w środku otoczona orkiestrą. Niesamowite i ponadczasowe dzieło!

Piotr Pniak i jego sprzęt:

Jestem obecnie endorserem firmy Pearl, a moje bębny pochodzą z serii MMX.

Kilka lat temu polubiłem kolor żółty. Zatem moje nowe bębny musiały być żółte. Był to temat główny dwutygodniowych rozmów z centralą w Japonii. Jak widać udało się. Centrala jest dość potężna, bo ma 22"x 20 i zachowuje się jak prawdziwe działo armatnie. Brzmienie bębnów basowych zawsze było bardzo mocnym atutem Pearla. Tomy to rzadko spotykana konfiguracja: 10x9, 13"x10" i 16"x14".

Większość moich werbli pochodzi z serii Reference i MMX. Uważam, że werbel to najważniejszy instrument w zestawie, gdyż jego właściwości foniczne potrafią zmienić brzmienie całego zespołu. To jest powodem istnienia wielu sygnowanych werbli, a nie tomów czy bębnów basowych. Czasami używam również timbalesów, bongosów i pudełek akustycznych Pearla.

Jeśli chodzi o membrany, to najlepiej z moim zestawem współpracują naciągi firmy Remo. Powróciłem do nich po kilku latach poszukiwań i eksperymentów, bo okazało się, że żadne inne nie łącza w sobie takiej jakości i wytrzymałości. 

Talerze w moim zestawie to niezmiennie Zildjian. Od wielu lat jestem endorserem tej firmy i wielkim fanem formuły A Custom. Używam też 20-calowej chinki z serii Oriental lub 22-calowego talerza Swish Knocker.

Rama perkusyjna oraz zdecydowana większość statywów i mechanizmów to bardzo solidne produkty firmy Gibraltar.
Od kilku lat bardzo dobrze służą mi mikrofony Sennheiser i słuchawki Vic Firth.

Co do drewna, to przez ostatnie trzy lata grałem świetnie wywarzonymi pałkami Gładek modele 150 A i B. Ze względu na pogarszającą się jakość zamierzam zrezygnować ze współpracy z firmą "Osca" produkującą sygnowany przeze mnie model. Ostatnio otrzymałem też od jednego z zagranicznych producentów pałek propozycję stworzenia mojej nowej sygnatury. Rozmowy w toku.

Chciałbym przy okazji złożyć podziękowania za wspaniałą i udaną współpracę pod adresem takich firm jak: Silesia Music Center, Zibi, Emi Trade, Aplauz Audio i Gładek. Właśnie dzięki nim moje brzmienie na scenie i w studio jest bliskie memu sercu. Oczywiście oprócz tradycyjnego zestawu posiadam arsenał innych instrumentów perkusyjnych m.in. zabytkowy bęben basowy w rozmiarach 28x12.

Pniaq na temat polskiego rynku muzycznego:

Masz na myśli trzy duże firmy fonograficzne? Ja nazwałbym to raczej ryneczkiem... Wybiórcze traktowanie drzemiącego wokół muzycznego potencjału jest wpisane w nasz medialny krajobraz. Jak to było w "Rejsie"?... "lubię tylko te piosenki, które już znam" - motto naszego rynku. Poza tym rynek to ludzie, a ci są wszędzie tacy sami, czyli...bardzo, bardzo różni. Przez wiele lat poznałem w firmach fonograficznych wiele ciekawych i wartościowych osób, ale jak wszędzie spotkałem też niespełnionych muzyków, którzy złapali tzw. ciepłą posadkę i teraz wreszcie są "kimś", mają prawo głosu. Szkoda tylko, że te "głosy" decydują, kogo my Polacy będziemy słuchali przez najbliższe lata i w pewnym sensie kształtują nasz muzyczny gust.

Dobrze, że pojawia się coraz więcej mniejszych firm, które świetnie sobie radzą. Może dzięki temu sytuacja zacznie się poprawiać. Doskonale jednak zdaję sobie sprawę, że jest też druga strona medalu. Fonografia to biznes i w tym znaczeniu rynek jak każdy inny. Artyści, wiadomo, wyjątkowo emocjonalnie podchodzą do swojej twórczości, a firmy do sprzedaży. Nakłady muszą się zwrócić - najlepiej z zyskiem. Prawo rynku. Kółko się zamyka. Na szczęście, coraz częściej muzycy rozumieją słowa popyt - podaż, a decydenci w  firmach fonograficznych to ludzie, którzy nie przypadkiem znaleźli się na swoich stanowiskach, bo znają się i na muzyce i na marketingu. Jestem dobrej myśli.

Pniaq o porządku i schemacie w ćwiczeniu:

Trzeba wypracować plan tzw. rozgrzewki, a następnie plan na trening docelowy. To tak jak w sporcie. Nie wyobrażam sobie sportowca bez rozgrzewki biegającego za piłką.

Bardzo ważna jest również umiejętność rozluźnienia mięśni w trakcie samej gry. Perkusja to jakaś forma ruchu i wysiłku fizycznego. Trwałe napięcie mięśni może spowodować niedokrwienie, a zbyt długotrwałe niedokrwienie powoduje, że nerwy obumierają i wtedy zaczynają się poważne problemy, jak niedowład ręki czy nogi. Umiejętność wykonania  precyzyjnego ruchu i natychmiastowego rozluźnienia jest niezbędna do tego, by wykonać następny ruch w sposób swobodny. Ma to również ogromny wpływ na brzmienie instrumentu. Sam program ćwiczeń należy układać indywidualnie, przy uwzględnieniu obecnego i najbliższego zapotrzebowania. Inaczej może się okazać, że doba jest trzy razy za krótka.

Pniaq o perkusistkach.

Mężczyźni i kobiety ulegają różnym fascynacjom i finalnie wykonują różne zawody. Profesje bardziej wyczynowe i związane z wysiłkiem fizycznym zawsze kojarzyły się z płcią silną. Jednak wiele się zmieniło. Są kobiety policjantki, kobiety walczące na ringu bokserskim i kobiety perkusistki. Nigdy nie uważałem tego za jakieś anomalia. Moja mama Urszula Bereźnicka-Pniak jest zawodową perkusistką i gra na o wiele większych zestawach perkusyjnych niż mój. Czasami aż ciężko to sobie wyobrazić: 6 ogromnych kotłów, gongi, dzwony, tom-tomy, talerze, marimba i całe mnóstwo mniejszych instrumentów, a przy tym wszystkim tylko jedna, drobna kobieta - za to jakie brzmienie! Oczywiście, jest to inny gatunek muzyki. Z perkusistek grających muzykę rozrywkową podziwiam takie panie jak: Marylin Mazur, Sheila I, Cindy Blackman czy Beata Polak.

Ogólnie uważam, że kobiety mają ciekawsze postrzeganie melodyczne i w znakomity sposób operują barwą instrumentów perkusyjnych.

Pniaq o eksperymentowaniu i muzyce współczesnej:

To moja druga twarz i w pewnym sensie forma relaksu jak yoga czy tai-chi. Już samo pozbycie się kreski taktowej daje zupełnie inne i szalenie ciekawe efekty.

Uwielbiam utwory na "perkusję z taśmą" i wynikające z tego zależności rytmiczne i barwowe. Nakładanie pozornie niezależnych i bardzo odległych płaszczyzn jest kosmosem nowych możliwości. Ogromne instrumentarium perkusyjne ze względu na paletę barw oraz różnorodność charakterów potrafi zaskakiwać i inspirować.

Bardzo interesująca jest również muzyka pisana na zespoły perkusyjne lub perkusję solo. Mając do dyspozycji zapis nutowy dopuszczający elementy przypadku można kreować nowe przestrzenie. Wielokrotne wykonania niektórych utworów różnią się do tego stopnia, że zestawione obok siebie będą brzmiały niczym dwie osobne kompozycje, bo to od inwencji wykonawcy, jego wyobraźni i czujności zależy brzmienie, a nawet budowa utworu.

Łączenie takich eksperymentów z obrazem, słowem lub układem tanecznym daje niepowtarzalne efekty. Wiem, że wiele osób naśmiewa się z tego gatunku. Dla mnie jest to wielka przygoda i wielkie wyzwanie.



Mina koncertowa
Przyszły Pan Doktor
Razem z Iguan
Fenomenalnie plastyczne blachy po zabójczych ciosach Piotra
Piotr nie odpuszcza żadnemu instrumentowi perkusyjnemu
Te spojrzenie... czy aby wszystko pod kontrolą?
Reklama