WRZEŚNIOWE WYDANIE W SPRZEDAŻY Perkusista PRZEJRZYJ ONLINE TEN NUMER >>Ulubiony kiosk

Raportpowrót do listy

O stanie polskiego bębnienia cz. 3. Inferno

Jak wygląda Polska scena perkusyjna oczami znanych bębniarzy? Kim są na co dzień? W jaki sposób pracowali by osiągnąć sukces? Czy go osiągnęli? Poruszmy wszystkie tematy, nawet te, które mogą zaboleć, tutaj perkusiści mają głos! Zapraszamy na spotkanie z najlepszym perkusistą roku 2008 według czytelników magazynu Terrorizer - Inferno.

Wasze makijaże?

Nie wyobrażam sobie już koncertu bez makijażu. To tak, jakbym miał wyjść nago na ulicę, bez odzienia. Jesteś na scenie zupełnie kimś innym i chcesz coś innego przekazać. Raz udało nam się zagrać koncert. bez makijażu, cztery kawałki. Kompletnie nie było czasu i warunków na zrobienie. To był festiwal w Arizonie. Całe szczęście, że jeszcze ludzi mało było na publice. Szybko zagraliśmy i ucieczka. Nikt nie pamięta, nikt o tym nie wie. Wyszedł jakiś zespół, zagrał kawałki Behemoth (śmiech).

Co sądzisz o interpretowaniu waszego wizerunku przez pewne ortodoksyjne środowiska w naszym kraju?

Tak jak mówiłem. Dla nich to jest coś obcego czyli niebezpiecznego. Jak chcą sobie tak to interpretować to krzyż na drogę... My robimy swoje. Mamy też coś do przekazania. Jeżeli ktoś na tyle się zainteresuje i postara wgłębić w naszą robotę to sięgnie, a jak chce pluć to niech sobie pluje. My i tak będziemy robić swoje, bez względu na to, czy to się komuś podoba, czy nie. W Polsce często jest tak, że ktoś jest przeciw dla zasady. Nie, bo nie i dowalić komuś, komu się coś udało.

Jak postrzegasz naszą koncertową infrastrukturę w porównaniu z tym, co widzisz na zachodzie?

Przede wszystkim jest tylko kilka klubów przystosowanych do zorganizowania koncertu na wysokim poziomie dla publiki rzędu 500-1000 osób. Chęci może są. Wchodzę do klubu, patrzę. czy wszystko się zgadza i tyle. W Stanach, w klubach widzę zaplecze monitorowe, oświetleniowe, backstage dla zespołów, to po prostu przepaść. Bardzo fajnie gra się w Zeppelinie, w Poznaniu, chociaż scena jest niestety nad barem. Fajna atmosfera, fajni ludzie. Stodoła jest świetna, tam można wiele zdziałać. Tych klubów jest naprawdę kilka w Polsce. Sale są głównie kiepsko przystosowane.

A sprzęt?

Cały backline wozimy ze sobą.

Jak postrzegasz nasz rodzimy rynek sprzętu muzycznego?

Nie współpracuję z nikim w Polsce. Wszystko biorę bezpośrednio od producentów ze Stanów. Głównie przez ceny. A tak generalnie odnośnie dystrybucji sprzętu, u nas ciągle pracuje wiele osób niekompetentnych, którzy patrzą, jak nabić sobie w jakiś dziwny sposób kieszeń, a nie chcą pomóc nie tyle muzykom, co muzyce. Ciężko trafić. Nie chce mi się nawet o tym mówić...

Twój werbel jest już słynny. Można go odnaleźć w wielu magazynach perkusyjnych.

Producent wpadł na pomysł, żeby zrobić mój werbel. Czekali na specyfikację. Wymyśliłem sobie, by była to wymieszana brzoza z klonem. Czyli atak i ciepło. Głęboki, gruby korpus. Odlewane obręcze. 14 na 8 cali.

Grasz na bębnach Spaun. Jak trafiłeś do tej mało znanej w Polsce firmy?

Przez przypadek. Byliśmy w Los Angeles w fabryce ESP. Obok znajdowało się przedstawicielstwo Spauna. Kiedyś o Spaunie mówił Tomek Zeliszewski z Budki, że to fajna rzecz. Złożyliśmy im więc wizytę. Puknąłem sobie w te bębenki, obejrzałem katalog. Dwa lata będę pracował, ale chcę takie bębny, spłacę je i koniec! Nie interesuje mnie, że pan X czy Y gra na Tamie czy Pearlu. Do dziś współpraca świetnie  się układa. Wspaniali ludzie. Robią, co chcesz. Zamówiłem właśnie nowy zestaw bębnów, klonowo-brzozowy z odlewanymi obręczami. Pięć przejść, dwie studnie, dwie centrale.

Nowy zestaw w tej samej konfiguracji, co obecny?

Tak, to samo. Lakier będzie pod nową płytę i całą koncepcję na trasę i koncerty. Jeżeli jest możliwość to czemu nie? Jeżeli ich to jara i lubią to robić. To jest mała manufaktura, pracuje tam kilka osób.

Blacharka?

Sabian, głównie AAX, dwie chinki HHX, z czego jedna evolution i 20 AA - robi najwięcej zamieszania. Ride AAX Metal  20 cali i drugi HH. Próbuję, bo nie wiem, na czym nagram płytę. Blachy krótkie, żeby nie zasłaniały za dużo.

Pałki sygnowane.

Tak. Vic Firth, model 2B lub 2BN w zależności od humoru.

Naciągi?

Evans, G dwójki. Używałem długo powlekanych, ale teraz jadę na clearach. Dół mam Genera Resonant. Są szaleńcy, co dają G1 i G2 też na dół, np. Thomas Haakke.

Żelastwo?

Hardware to, co pod rękę podejdzie, chociaż teraz czekam, aż Trick, którego mam pedały, puści ramy na przekroju kwadratu. Często przenosimy wszystko, jak na Ozzfeście, więc będzie przydatna.

Spaun to który twój zestaw?

Wcześniej miałem Stage Custom Yamahy, Polmuzy ze trzy, Amatii też ze trzy i Szpadera - ten był najlepszy, głębokie kotły, dobry sprzęt.. Pożyczałem sporo bębnów. Grałem też trochę na Tamie, takiej wielkiej, chyba Superstar. Nadawała się do Kiss albo do Venom. Bardzo fajnie się grało, wymagała ciosu. Obecnie Spauny mam dwa. Jeden tu i jeden w Stanach. Nie mogę się doczekać trzeciego!

Jak widzi ci się polska scena muzyczna?

Nie obracam się za bardzo w scenie polskiej, nie mam za bardzo czasu. Jedyny czas wolny, jaki mam, poświęcam rodzinie. Tak więc nie mam za dużo styczności prócz słuchania płyt. Cały czas za to jestem na bieżąco w naszej scenie stylistycznej czyli ogólnie "grzmoty". Polecam chociażby zespół Infernal War.

Jacy bębniarze robią na tobie obecnie największe wrażenie?

Thomas Hakke. Siedzę i zachodzę w głowę, jak to jest możliwe. Z blaściarzy George Kollias, rewelacja. Świetny bębniarz, prędkość, technika. Nie mam wyrobionego zdania o perkusistach z innych dziedzin. Wiesz, oglądałem Portnoya zza pleców i też robiłem wielkie oczy. Wiadomo, gość jest mistrzem w tym, co robi, no ale skoro siedzimy w takiej muzyce... Kto jeszcze...? Tim Young, wspomniany John Longstreth, no i thrash metalowi bębniarze - Tempesta, Bostaph.

Jak ćwiczysz?

Na próbie. W domu na padziku, żeby nie zastygnąć. Jeżeli nie mamy koncertów podczas trasy to mamy tak często próby, że to mi absolutnie wystarcza. Gramy po 3-4 godziny minimum, a to jest na tyle długo, by utrzymać formę.

Często słyszy się zarzuty, że taka gra to szybkość i nic poza tym...

Nie no? spoko. Jeżeli ktoś jest dobry w tym, co robi, to może grac najwolniej na świecie, ale jak zagra to super równo ze świetnym feelingiem - nie mam pytań.

Jest miejsce na feeling przy takich tempach?

Tak. Wydaje mi się, że jest. Będziesz miał okazję się przekonać Mamy dwa najwolniejsze numery w naszej karierze w tempach 85, a drugi 105.

Czyli Behemoth nagrywa ballady (śmiech).

Ballady to nie są. Bardzo położyliśmy nacisk na atmosferę utworów. Są oczywiście blaściarskie kawałki takie, że powstaje zachwianie błędnika, ale też jest miejsce na zajebisty klimat i atmosferę.

Co sądzisz o szerokim dostępie waszych materiałów w necie przez różnego rodzaju portale i sieci P2P.

Nie mam nic przeciwko, chociaż nie mam w domu ani jednej płyty skopiowanej czy ściąganej, a mam ich około tysiąca. Jeżeli chcę to idę i kupuję, a jeżeli nie mam pieniędzy to uzbieram i kupię. Takie czasy, co zrobisz? Kiedyś smarowali znaczki mydłem, teraz ściągają piosenki z internetu (śmiech).

Co sądzisz o dzieciakach z Youtube, grających twoje numery?

Rewelacja. Duże oczy robię, jestem pełen podziwu. Strasznie cię to podbudowuje i wywołuje uśmiech zadowolenia. Gościowi chciało się rozkminiać to wszystko. Słowa uznania i duży szacunek. Cieszę się, że mamy takich fanów.

Lombardo i Sandoval nie ukrywali, że grywali czasami "na dopingu".

Jestem za stosowaniem tradycyjnych środków rażenia w postaci trunków wyskokowych i wspieram krajowy przemysł spirytusowy (śmiech). Chyba młodsze pokolenie uderza w takie klimaty, bo nie przypominam sobie, żeby ktoś z moich znajomych tym się kręcił. Nie wiem, czy byłbym w stanie coś zagrać po dziabnięciu jakiegoś takiego specyfiku. Wolę po paru piwach siąść i strzelić parę kartofli, zagrać nierówno, niż czuć się niepewnie, a później wylądować w szpitalu... Nie jest to wysiłek typu bieg na sto metrów tylko godzinny set napierdalania! Adrenalina jest wystarczającym dragiem, żeby cię wprowadzić na właściwy tor.

Czujesz tremę przed wyjściem na scenę?

Czasami gorzej niż dziesięć lat temu... Naprawdę. Ostatnio w Katowicach graliśmy dla kilkuset osób i czułem się gorzej niż na Ozzfeście. Cały się trząsłem. Tylko odliczyłem hi hat i wszystko odeszło, było dobrze. Przed koncertem jest dramat i klęska... co zrobić.

Jak dbasz o swoje zdrowie fizyczne jako typowy muzyczny fizyczny?

Głównie poprzez ćwiczenia rozciągające. Raz się nie rozgrzałem w ogóle. bo zasnąłem w busie przy oglądaniu filmu. W pierwszym kawałku podczas machania głową strzeliło mi coś w plecach. Dwie noce nie spałem. W końcu wylądowałem u pani specjalistki w Nowym Jorku, która nastawiała mi to różnymi sposobami. Myślałem, że umrę. Coś tam kładła, jakieś gorące ręczniki, potem mi to nastawiała tak, że prawie zemdlałem. Musiała babka okno otworzyć. Następnego dnia koncert... Musiałbym umierać, żeby nie zagrać Do dziś to jednak czuję. Musisz to rozgrzewać, bo wchodzi szybki motyw, młyny, chcesz polecieć, a tu trach...

Miałeś kiedyś chwile zwątpienia, że nie dociągniesz do końca?

Właśnie wtedy. Każdy ruch sprawiał mi ból. No, ale nie umieram, więc zagram. Raz na Ozzfeście myślałem, że zemdleję. Ale to od temperatury, bo graliśmy jedynie półgodzinny secik. Pod koniec praktycznie nie widziałem na oczy. Zszedłem ze sceny i pawika puściłem, zaraz za mną Patryk, bo też nie wyrabiał. Graliśmy wtedy w Colorado, upał cztery dychy, wszystko otoczone górami, powietrze można kroić.

Grywasz solówki na koncertach?

Ułożyłem sobie coś takiego. Nic specjalnego. Oby narobić hałasu, łubudubu. Akurat reszta załogi gitary zmienia. Nie jest to żadna popisówa, nic specjalnego, jakiś tam grzmot na dwie stopy, parę przejść, kawałek dwójek, ziemniaków, na koniec blasty, machanie głową, dziękuję, do widzenia. Element show, żadnego ciśnienia.

Wymieniłeś wcześniej Kolliasa. On jeździ i gra pokazówki, kliniki. Ty nie jesteś nastawiony na takie rzeczy?

On ma inny styl. Nie jestem zbyt medialną osobą. Nie wiem w sumie, czy wiele by to zmieniło. Dobrze się czuję w tej roli. Wywiadów nikt ze mną nie robi. Jesteś pierwszą osobą w PL, która to robi tak face to face i pewnie później długo nic nie będzie (śmiech).

Uczysz innych?

Myślałem o tym. Gdybym poznał jakiegoś młodego wariata i wyczuł w nim potencjał, to naprawdę poświęciłbym dużo czasu, żeby coś przekazać. Jeżeli byłaby to taka osoba, która chce pracować. Ktoś z ogniem.

Kiedyś grałeś w olbrzymich buciorach.

Da się w tym grać. Powiem nawet, że fajnie się w tym gra. Trochę mniej się czuje, ale da się. Jednak odkąd gramy półtora godzinne sety to podziękowałem. Teraz gram w takich dość potężnych butach sportowych.

Półtorej godziny mielonki?

Jak gramy jako headliner to lecimy 90 minut. W 2/3 setu mam 4-5 blastów pod rząd i drugi z nich gram po prostu jak kaleka. Mam spadek formy, ale za chwilę wszystko wraca do normy. Mówię chłopakom "przestawmy to". "Nie możemy, bo tutaj spada flaga, tu jest numer z tej płyty, a tu z tej".

Jazda w ciągłe trasy nie przeszkodziła ci założyć rodzinę?

To kwestia osoby odpowiednio tolerancyjnej, wyrozumiałej, no i przede wszystkim mądrej i rozsądnej.

Jak się poznaliście?

Chodziliśmy do tej samej klasy w podstawówce. Raczej nie przepadaliśmy za sobą. Później poszliśmy do innych szkół i spotkaliśmy się na imprezie kilka lat później. I tak zostało. 12 lat jesteśmy razem. Żona ma bardzo dobry słuch, zna się na muzyce, ale nie ciągnie ją w trasy. Mamy świetnego psa labradora, no i w drodze drugiego - mopsa. Wspieramy też czynnie schronisko dla psów w mieście.

Black metal to i koty (śmiech).

Miałem kiedyś, ale był beżowy (jeszcze większy śmiech), mało black metalowy. Babcia miała czarnego, ale go opętało.

Jak z potomkami?

Fajnie by było widzieć, jak dziecka dorasta. Będąc na trasie nie jest to możliwe, a szkoda by było przegapić ten moment. Mimo wszystko zostaje to przecież w głowie do końca życia.

Lepiej się czujesz w rękach czy nogach?

Mam po prostu fatalną lewą rękę... Druga prawa by mi się przydała (śmiech).

Co robisz jak masz wolny czas?

Jeżdżę do lasu z rodziną. Nie pogardzę dobrym filmem. Ostatnio Włatcy Móch rządzą bezapelacyjnie, jeśli chodzi o humor. Poza tym ostatnio strzelam z wiatrówki i piję piwo (śmiech). Naprawdę, ale spokojnie. Prędzej bym do człowieka strzelił niż do jakiegoś zwierzęcia. Lubię też pograć w Knight Fight.

Chciałbyś mieszkać gdzie indziej?

Chętnie się wyprowadzimy w ustronniejsze miejsce, ale na pewno pozostanę w kraju mimo, że za jakiegoś wielkiego patriotę się nie uważam.

Na koniec...

Pozdrawiam wszystkich czytelników w imieniu całego zespołu. Miło było. Grać - nie poddawać się. Przede wszystkim być sobą, wierzyć we własne możliwości i nie kopiować innych za wszelką cenę.

KAWAŁEK, KTÓRY...

...poleciałby na moim pogrzebie.
Dobre pytanie. Bathory -Valhalla albo jakiś kawałek Manowar. Jakiś wolny, Heart Of Steel. Żadnych dołów. Lubię Manowar. Lubię te futrzane buty, miecze, te wąsy (śmiech) i idziemy...

...jest moją wizytówką
Slaying Prophets Ov ISA. Ze względu na aranż. Starałem się tam zawrzeć tyle, ile mogę. Zależało mi, by bębny pracowały trochę inaczej niż dotychczas. Nie tylko blasty. Myślę, że się udało.

...porwie mnie do tańca.
Zawsze Turbonegro! Obojętnie jaki numer, to od razu lecę na parkiet mimo, że tancerz ze mnie nie za specjalny.

...przypomina mi czasy szkolne.

Samael Blood Ritual i Death Leprosy. Słuchaliśmy tego ostro. Wtedy to była potęga i kult. Wczesny Napalm Death i stara Metallica.

...chciałbym zagrać na żywo.

Mam nadzieję, że kiedyś zagramy. Przygotowujemy go do studia, żeby nagrać. Na płytę na pewno nie wejdzie. To jest Killing Joke, Total Invasion. Bębny nagrał tam Dave Grohl, fenomenalne.

...bym wszystkim polecił.

Kawałek z ostatniej płyty Messugahh, Bleed. Nie tylko bębniarzom. Muzykom szeroko pojętym. Kiedyś do mnie ten zespół nie docierał. Odnalazłem się jednak i podoba mi się.

...mógłby mnie zawsze budzić.

Czesio Alleluja. Budzi mnie od roku i nie zamierzam zmieniać budzika. Znam takich, co go nienawidzą,  a on wciąż śpiewa.

...który kupiłem jako pierwszy

Running Wild - Under Jolly Roger

Nergal o Inferno


Jesteśmy już tak zżyci, że panuje między nami pewna symbioza. Tak naprawdę jesteśmy kompletnie innymi ludźmi, jednak zarówno na gruncie artystycznym, jak i zawodowym nauczyliśmy się komunikować. To jest najważniejsze, że ta konfiguracja ludzi daje taką muzykę, takie efekty. Póki co jesteśmy zadowoleni ze współpracy i przebiega ona zajebiście... Prawdopodobnie lepiej niż kiedykolwiek. Nauczyliśmy się siebie nawzajem. Można tak wyświechtanie powiedzieć, że porozumiewamy się bez słów. Często działa to na zasadzie dialogu... ja gram akord, a on już wie, co ma grać.
Czasami czuje się w tym rutynę, ale z drugiej strony staramy się inspirować, dodawać nowe smaczki, wprowadzać świeży powiew do muzyki. Tak jak na nowej płycie. Nagraliśmy wspólnie już tyle płyt, a w związku z tym, że poruszamy się w pewnym kanonie to podobne rzeczy staramy się ugryźć z innej strony. Zawsze zagrać coś, co będzie intrygujące nie tylko dla nas, ale także słuchacza. Nie odkryjemy koła na nowo, ale za każdym razem usiłujemy zdefiniować swój styl. Lubimy mieć gości na próbach, zwłaszcza z nowym materiałem, bo Inferno gra dużo lepiej niż na normalnych próbach (śmiech).
Tak jak wspomniałem już w jednym z epizodów online. Są może lepsi bębniarze, szybsi, bardziej techniczni, ale jest ten ktoś, kto akurat do ciebie pasuje najlepiej. To jest jak mechanizm, silnik. Są konkretne tryby i części, które pasują idealnie do danego konkretnego modelu, gdy je wrzucisz do innego przestają pasować. Uważam, że to idealna analogia. Ważny jest dla mnie człowiek. Człowiek, który gra od siebie, szczerze, z serca. Nie muszę się oglądać za siebie na scenie, chociaż wiadomo, że nie jest tak, że nie ma niespodzianek (śmiech). Tak jak wspomniałem, nauczyliśmy się siebie, nauczyliśmy się swojego stylu. Nauczyliśmy się zarówno tego, co możemy od siebie wymagać i tego, czego nie możemy. To jest najważniejsze.

Dyskografia:

Damnation - Rebel Souls (1996)
W hołdzie KAT - Czarne Zastępy (1996)
Damnation - Coronation (1997)
Behemoth - Bewitching the Pomerania (1997)
Behemoth - Pandemonic Incantations (1997)
Behemoth - Satanica (1999)
Devilyn - Promo 2000
Behemoth - Thelema.6 (2000)
A Tribute to Mayhem - Originators of the northern darkness (2000)
Behemoth - Antichristian Phenomenon Ep (2001)
Azarath - Demonseed (2001)
Artrosis - W Imię Nocy  (2001)
Artrosis - Ukryty wymiar (2001)
Behemoth - Zos Kia Cvltvs (2002)
Behemoth - Conjuration EP (2003)
Azarath - Infernal Blasting  (2003)
Witchmaster - Masochistic devil worship (2003)
Behemoth - Demigod (2004)
Witchmaster - Witchmaster (2004)
Behemoth - Crush Fukk Create DVD (2004)
Behemoth - Slaves Shall Serve EP (2005)
Azarath - Diabolic Impious Evil (2006)
Behemoth - The Apostasy (2007)
Behemoth - Ezkaton (2008)
Behemoth - At The Arena Ov Aion - Live Apostasy (2008)
Azarath - Praise the beast (2009)
Behemoth - Evangelion (2009)



?Drama? Pruszcz Gdański 28.X.1994. ?Przed samym koncertem kupiłem crasha Amati za 400.000zł! To ten co się tak błyszczy.?
Młodzi i przystojni. Czerwiec 1996, Damnation ? pierwsze koncerty live
Behemoth, kwiecień 1998 i niezniszczalne Amati
Zestaw w pełnej krasie
Bez rozgrzewki nie ma mowy!
Inferno za swoim zestawem
Za chwilę przyjdzie reszta zespołu, trzeba przygotować sprzęt
Werbel Spaun, sygnowany sprzęt Zbyszka
Światełko w tunelu...
Zwróćcie uwagę na ten mały talerz, to spód od hi hatu, który mocno dokręcony doskonale pełni rolę ride zajmując przy tym mniej miejsca
W trasie
Walka
Inferno gra ostatnio koncerty trwające 1,5 godziny bezustannej jazdy
Element show. Gene Simmons z Kiss po takim numerze parę razy płonął na scenie
?Drodzy rodzice, poznajcie mojego nowego chłopaka?
Masę ciężkiej pracy by móc zasiąść za takim sprzętem
W trasie
Reklama