Tommy Clufetos we wrześniowym numerze Perkusista Przejrzyj online >>Ulubiony kiosk
Wywiady

Sebastian Brzuszczak (Mouga)

Dodano: 30.05.2011
O muzycznych początkach, koncertach oraz polskim rynku muzycznym rozmawiamy z Sebastianem Brzuszczakiem, perkusistą Mouga (i nie tylko).
Cześć Stepol! Nareszcie możemy na spokojnie porozmawiać. Sporo się ostatnio u Ciebie dzieje, więc myślę, że będziemy mieli o czym podyskutować. Gotowy?


Siemasz! Jak najbardziej!


Na początek trochę historii. Kiedy zaczęła się Twoja przygoda z perkusją, na jakim sprzęcie zaczynałeś i czy Mouga to Twój pierwszy zespół?


Moja przygoda z perkusją zaczęła się ok połowy 2004 roku. Wtedy to też założyliśmy z Dywanem i Konyem nasz pierwszy band. Graliśmy muzykę, od której zaczyna większość kapel. Mianowicie punk rock. Świetne czasy okraszone dużą ilością wypitego alkoholu. Po mniej więcej pół roku postanowiliśmy z chłopakami, że zajmiemy się tym bardziej poważnie. Zwiększyliśmy intensywność prób i tym samym styl muzyczny. Powstała Mouga. Jeśli zaś chodzi o mój pierwszy zestaw perkusyjny, to pewnie wiele osób się uśmiechnie, bo w dobie kapitalizmu mamy dostęp do najwymyślniejszego sprzętu, ale ja niestety zaczynałem od Polmuza, którego na szczęście szybko się pozbyłem.


Jesteś samoukiem? Nigdy nie kusiło Cię by brać lekcje? W Tarnowskich Górach istnieje szkoła muzyczna?


Tak, jestem samoukiem. W swoim życiu wziąłem jedna lekcję gry na perkusji jeszcze na początku mojej przygody z tym instrumentem. Wiesz, w dobie internetu, lekcji DVD, ogólnego dostępu materiałów szkoleniowych nie było mi to potrzebne. Nie mówię, że każdy powinien kierować się tym co tu mówię, ale nie jestem zwolennikiem szkół muzycznych. Dobrze wiemy, że programy są tam w większości dość archaiczne. Takie instytucje moim zdaniem zabijają nieco własny styl. Moi idole perkusyjni w większości to też samouki. Jeszcze raz chcę podkreślić, że nie każdy musi myśleć tak jak ja. Oczywiście, kusiło mnie kiedyś by zapisać się do kogoś na lekcje, by sprawnym okiem ocenił i doradził co u mnie kuleje. Wiem, że nigdy za mało ćwiczeń. Nigdy nie możesz wyjść zbyt pewny na scenę bo polegniesz. Szkoła w Tarnowskich Górach istnieje, ale jakbym chciał się tam teraz zapisać to niestety jestem już za stary. Pamiętam jak po jednym koncercie przyszła do mnie nauczycielka z tejże szkoły dziwiąc się, że jestem samoukiem.


Zatem co pomogło wyrobić Ci własny styl gry? Kto wywarł na Ciebie największy wpływ? I do czego dążysz jako perkusista?


Jeśli uważasz, że takowy mam, a wiem że byłeś na paru koncertach, to jest mi niezmiernie miło. Dla mnie najważniejsze zawsze było by nie zamykać się na jeden styl muzyczny. Muzyka jest tak różna, że powinno się ugryźć choć kawałek z każdego gatunku. Był okres, ze udzielałem się w 5 składach tak różnych stylistycznie. Oczywiście metalowa Mouga, ale także punk rockowy God's Gotta Boyfriend. Poza tym grałem w zespole Aceliz takie bardziej softrockowe rzeczy. Do dziś od czasu do czasu zdarza mi się pograć z dj'ami klimaty około drum'n'bass'owe i dupstep'owe. Na koniec zostaje mój skład jazzowy - The Sin Company, który co jakiś czas wskrzeszam na parę koncertów. Jak widać przestrzał stylistyczny jest różny, co pomaga mi poszerzyć muzyczne horyzonty. Jeśli chodzi o bębniarzy, którzy mieli na mnie największy wpływ to z pewnością są to Jojo Mayer, Travis Barker, Matt McDonought z Mudvayne, Gil Sharone i Billy Rymer z The Dillinger Escape Plan, a jeśli chodzi o polskich bębniarzy to od zawsze Ślimak z Acids i Tomek Goehs. Tego pierwszego miałem okazję podglądać podczas zeszłorocznej trasy koncertowej, którą zagraliśmy razem z Acid Drinkers. Zdaję sobie sprawę z tego, że cały czas jest jeszcze sporo do poprawienia w mojej grze. Kto się nie rozwija, to się cofa, więc ćwiczę by czuć się pewniej na scenie.


Zaskoczyłeś mnie teraz, bo sądziłem, że poza Mougą masz tylko God's Gotta Boyfriend, gdzie zresztą, gra z Tobą Koniu. Gdybyś miał zarekomendować GGB fanom Mougi, to powiedziałbyś, że znajdą tam..... No właśnie co? Co ma do zaoferowania GGB, czego nie ma Mouga?


No widzisz, dzięki takim wywiadom można się dowiedzieć czegoś więcej o człowieku (śmiech). Rozumiem, że osoba tego samego wokalisty może powodować skojarzenia z macierzystym zespołem. Tak też jest. Kiedy zakładaliśmy God's Gotta Boyfriend chcieliśmy stworzyć kapelę, w której postawimy przede wszystkim na melodie i dobrą zabawę. Wyznacznikiem stylu były dla nas kalifornijskie punkowe bandy. Czy to się udało? Myślę, że po części. To sprawka naszego basisty, Gały. Dzięki niemu zespół nabrał kolorytu i poszerzył styl muzyczny Godsów o funkowe klimaty. Jeśli posłuchasz GGB to usłyszysz tam dużo pozytywnej, punkowej energii. Nie jesteśmy jednak zwykłym bandem w stylu "happy punk", których ostatnio dużo się pojawiło na naszym rynku. Wydaje mi się, że stworzyliśmy swój styl, co mnie cieszy. Najlepiej jednak jeśli każdy posłucha i oceni sam jak gra God's Gotta Boyfriend.


GGB bierze udział w konkursie Antyfest. Nie baliście się wystartować z taką muzyką na Sonisphere?


Nie, czemu? Tak jak mówiłem wcześniej, ciężko sklasyfikować to co gramy. Sonisphere to rzeczywiście metalowy festiwal. Ja jednak nie lubię jakiegoś takiego szufladkowania i ograniczania. Jeśli Dillinger Escape Plan gra na festiwalu obok popowych gwiazd i nie ma z tym problemu, to czemu ja mam się bać zagrać obok typowo metalowych bandów. Oczywiście część zatwardziałych fanów będzie oburzona, ale trudno. Jeśli uda nam się wystąpić obok Iron Maiden, Motorhead czy Mastodon to będzie tez dla mnie spełnienie jakiś dziecięcych marzeń. Każdy kiedyś był fanem Ironów. Każdy może mieć swoje zdanie. Można mówić że profil imprezy nie jest skierowany do takich zespołów jak GGB. Jeśli natomiast uda nam się tam zagrać to możecie spodziewać się tyle szatana ile nie da Wam najbardziej death metalowy band.


Szatana w słonecznej oprawie (śmiech). Powiedziałeś, że Mouga to metal - nie chciałeś wystartować z tym zespołem? Chociaż z drugiej strony, jako Mouga wszędzie Was teraz pełno....


Dokładnie. Szatan z Kalifornii w stroju Davida Haselhoffa za czasów Słonecznego Patrolu. Jasne, ze chcieliśmy zagrać tam z Mougą ale niestety nie mogliśmy. Regulamin Antyfestu mówi wyraźnie, ze zgłaszać się mogą tylko zespoły bez kontraktu. Jest jeszcze inna droga. Ponoć by zagrać przed Ironami trzeba zapłacić 100 000 dolarów. No niestety, póki co nas nie stać. Skoro mówisz, że Mougi jest teraz wszędzie pełno to znaczy, że Andy, nasz menago, odwala kawał dobrej roboty. Wiesz dobrze jak ciężko odnieść sukces grając taka muzykę jak Mouga, a tym bardziej w naszym kraju. Z tym samym zapałem i intensywnością, gdybyśmy grali ska, lub polski rock w stylu Akurat, pewnie już dawno bylibyśmy znani. Wiemy, że przed nami jeszcze kawał pracy. Powoli kończymy materiał na drugą płytę, która będzie o wiele bardziej dojrzała niż debiut. Chcemy z tym materiałem uderzyć przede wszystkim na zachód bo to jedyna droga do tego by się rozwijać.


Miałeś okazję zagrać już zarówno dla festiwalowej publiczności, tej w klubach - w radiu czy ostatecznie w autobusie. W jakim miejscu gra się najlepiej, i z perspektywy perkusisty - co decyduje o tym, że uznajesz koncert za zajebisty? I nie chodzi mi tutaj o to, że zagrałeś bez wpadek etc.


Szczerze mówiąc najbardziej lubię grać w małych klubach. Takich, w których jak przyjdzie 100 osób to nie ma już czym oddychać. Wtedy interakcja z publicznością jest najlepsza. Czujesz kto umył dziś zęby, albo kto ma problemy natury gastrologicznej. Lubie jak jest tak tłoczno, że chłopaki z zespołu raz po raz wpadają na mnie przygniatani pod naporem publiki. Najbardziej nie lubię dużych scen choć ostatnio gra mi się na nich jakoś tak lepiej. Istotne dla mnie jest to, że nie ważne czy grasz dla jednej czy dla miliona osób za każdym razem musisz się tak samo przyłożyć do koncertu. Nie można nigdy odpuścić. Kiedy schodzisz ze sceny spocony, śmierdzący, obolały i wiesz że dałeś z siebie wszystko możesz powiedzieć, "Tak kurde, to była dobra sztuka".


A Twoja najgorsza sztuka? Gdzie, kiedy i jak?


(śmiech) O tych złych sztukach się nie mówi. Mogę tylko powiedzieć, że najbardziej wkurzające dla mnie koncerty są wtedy kiedy muszę grać, jak ja to określam "pamięciówki". Dzieje się to wtedy kiedy w odsłuchach nie masz nic, choć wcześniej prosiłeś akustyka by ci puścił np. stopę i gitarę. Nie słyszysz bandu. Kawałek zaczyna się się od gitary a Ty wysłuchujesz jej z największą intensywnością kiedy wejść. Grasz na bębnach a wydaje Ci się jakbyś uderzał w masło. Tragedia. Jakby mało tego musisz grać na cudzych bębnach, w których konfiguracji nie możesz nic zmienić. Przy moich gabarytach to problem (2 metry wzrostu). Wiele takich koncertów zagrałem, ale mimo to zawsze próbuję wyciągnąć z nich maksimum zabawy. Nie zawsze się udaje.


W dodatku masz bardzo interesujące ułożenie zestawu. Wynika to z Twojego wzrostu?


Najprawdopodobniej tak ale nigdy się nad tym nie zastanawiałem. Po prostu jest mi tak wygodnie. Oczywiście jak każdy perkusista próbowałem różnych rozwiązań. To jest dla mnie najwygodniejsze. Pomimo mojego wzrostu nie mam jakoś kosmicznie wysoko ustawionych bębnów. Jak kiedyś mogłem zagrać na różnych konfiguracjach, tak teraz coraz bardziej jestem wybredny. Chyba tetryczeje... (śmiech)


Starość nie radość (śmiech). Co najbardziej dobija Cię w polskim środowisku muzycznym?


To jest dobry temat. Zespoły mamy na światowym poziomie, publika jest dość duża, widać to na festiwalach i koncertach zagranicznych gwiazd. Uważam, że problem zaczął się ok 1995 roku kiedy zaczęto organizować darmowe koncerty dużych gwiazd. W stacjach mainstreamowych zaczynały być puszczane tylko łatwe i przyjemne piosenki o z góry utartych standardach (zwrotka, refren, zwrotka, refren, bidge, refren) i przyjemnym pulsie. Ludzie przyzwyczaili się, że za koncerty np T Love nie muszą płacić. Pomyśl sobie, na dniach miasta masz za darmo np. Kult. Potem idziesz do knajpy a tam zespół X, mało znany, życzy sobie za koncert 5 zł. Myślisz: wczoraj miałem za darmo Kult, a tu mi każą płacić, nie wchodzę. Po pierwsze, by zmienić istniejący stan rzeczy trzeba przyzwyczaić ludzi, że za sztukę trzeba płacić. Nie mówię, że muszą to być duże sumy. Jeśli za coś płacisz, wtedy bardziej to szanujesz. Doceniasz pracę włożoną przez artystów. Po drugie, media powinny z powrotem inwestować w muzykę ambitniejszą, tak jak to było dawniej. To może rozruszać nasz "pseudo rynek" i pomoże uratować od rozpadu dużo ciekawych formacji.


Nie wiem czy Kult jest tutaj dobrym przykładem, skoro nawet na juwenaliach trzeba płacić za ten jeden koncert. Ale faktem jest, że RMF i Zetka rozdmuchały darmowe koncerty do niebotycznych rozmiarów i przyczyniły się do wyplenienia kultury chodzenia na koncerty. Jednakowoż jest to temat rzeka. Miejmy nadzieję, że Mouga jako zespół raczkujący ale już całkiem popularny wśród młodzieży i nie tylko, nie będzie musiała dokładać do interesu. Dzięki za wywiad! Do zobaczenia!


Kult podałem tak dla przykładu. Zamiast niego możesz podstawić tu inny duży zespół. Dzięki za poświęcony czas. Pozdrawiam i do zobaczenia na koncertach!


Grzegorz "Chain" Pindor

Pozostałe

Nigel Glockler (Saxon)

Dodano: 22.09.2016

Pojawił się w zespole na tygodniowe zastępstwo, które ostatecznie przedłużyło się - z drobnymi przerwami - do dnia dzisiejszego.

czytaj dalej

Michał "Bandaż" Bednarz

Dodano: 08.09.2016

Bębni m.in. W Trzynastej w Samo Południe, w Full-X Trio Adama Fulary, absolwent Wrocławskiej Szkoły Jazzu i Muzyki Rozrywkowej, Jazzu i Muzyki Estradowej na Akademii Muzycznej we Wrocławiu.

czytaj dalej

Charlie Benante

Dodano: 26.08.2016

Ze swoim prawie 35-letnim stażem na scenie, Anthrax należy do legend ostrego grania. Przechodził różne wzloty i upadki, uczestniczył lub był świadkiem kolosalnych zmian w muzyce.

czytaj dalej

Jay Weinberg (Slipknot)

Dodano: 18.08.2016

Perkusyjnym światem tąpnęło, gdy Joey Jordison powiedział: "Odchodzę ze Slipknot!".

czytaj dalej

Mike Portnoy

Dodano: 10.08.2016

Perkusista, którego nie trzeba nikomu przedstawiać. Wywołuje wielkie kontrowersje, jedni go uwielbiają i niemal czczą, inni wręcz nienawidzą i gardzą

czytaj dalej
Zobacz wszystkie
Reklama