Tommy Clufetos we wrześniowym numerze Perkusista Przejrzyj online >>Ulubiony kiosk
Wywiady

Yanic Bercier

Dodano: 02.11.2011
Jako wieloletni fan kanadyjskiego Quo Vadis, od zawsze chciałem porozmawiać z ich perkusistą. Yanic, bo o nim tutaj mowa, to postać nietuzinkowa na całej metalowej cenie, niezwykle skromny człowiek, o unikalnym stylu gry oraz zdrowym podejściu do biznesu i nagrań. Poniżej zapis wywiadu przeprowadzonego w ubiegłym tygodniu.

Po tym jak opuściłeś Quo Vadis, Bart i spółka przeszli w tymczasowy stan spoczynku. Mimo, iż zagrali europejską trasę w nowym składzie, w zespole panuje cisza. Jaki jest Twój stosunek do tego co osiągnęliście jako Quo Vadis? Czy jest coś, czego żałujesz?


Przez ponad piętnaście lat, od 1992 roku, Quo Vadis odgrywało w moim życiu znaczącą, jeśli nie najważniejszą rolę. W ramach upływu czasu zaczęliśmy z Bartem (Frydrychowiczem - przyp.red) traktować ten zespół poważniej. Nasze podejście zmieniało się wraz z zacieśnianiem relacji między nami. Ostatecznie wynieśliśmy Quo Vadis na poziom międzynarodowy, co pozwoliło nam zagrać w wielu wspaniałych miejscach. Kiedy wyprowadziłem się z Kanady, paradoksalnie nasz kontakt tylko się polepszył. Wiesz, musieliśmy cały czas dyskutować o tym co robimy, w jakim kierunku zmierzamy, a skoro nie byłem na miejscu, spędzaliśmy całe godziny na telefonie. Z początku było ciężko, ale kiedy widzisz progres, a ostatecznie umowny sukces - stwierdzasz, że opłacało się. W czasie, gdy jeszcze byłem w zespole (mówimy tutaj o momencie przed moim odejściem), w kapeli trochę się pozmieniało. Nie wyjaśnię Ci co dokładnie, ale poczułem, że już czas, abym zajął się innymi rzeczami. Cieszę się, że zdecydowałem się na ten krok. Teraz, kiedy mam pełną swobodę z tym co robię, nagrywam mniej więcej trzy lub cztery albumy rocznie dla innych muzyków. Stałem się perkusistą sesyjnym i dobrze mi z tym. Przynajmniej mam możliwość rozwijania siebie i próbowania nowych rzeczy.

Poza tym, jestem inżynierem dźwięku, więc sam nagrywam wszelakiej maści zespoły. Zależy mi na ciągłym progresie zarówno osobistym jak i jako realizator, muzyk i kompozytor. By poświęcić się temu w pełni, zbudowałem własne studio nagraniowe - WaveTransform. Mając własny kąt, mogę pracować z kim chcę i jak chcę, nawet z ludźmi, którzy nie posiadają własnego sprzętu. Nie przeszkadza mi to. Kiedy jednak wracam wspomnieniami do Quo Vadis, cieszę się z wszystkiego co zrobiliśmy i osiągnęliśmy. Jednakże, dopiero teraz czuję się spełniony.


Już w czasie gdy grałeś w Quo Vadis miałeś okazję być częścią kilku różnych projektów. Nie wspominając o stricte death metalowym Violence Unleashed. Koniec końców trafiłeś nawet na symfoniczne granie?


Szczerze przyznam, że granie a następne nagrywanie różnych typów muzyki sprawia mi największa przyjemność. Nagrywałem symfoniczny metal, soft rock, fusion, death metal, funk - w sumie, wszystko czego dusza zapragnie (śmiech). Sprawdź moje ostatnie nagrania z Gone In April, MAG Project czy to co zrobiłem z Johnnym Newmanem albo Noah Shraderem. A to nie wszystko, bo niektóre rzeczy są w toku, ale z pewnością wkrótce o nich usłyszysz. Od chwili mojego odejścia z Quo Vadis moje podejście do nagrań, stylu jaki prezentuję czy wreszcie - narzędzi, którymi się posługuję, diametralnie się zmieniło. Teraz wiele dzieje się za pomocą komputera. Zespół wysyła mi mp3 z pilotami. Ja ładuję plik do oprogramowania na moim komputerze, następnie słucham całości, programuję i aranżuję w wygodny dla mnie sposób, a następnie im odsyłam. Jeśli zainteresowanej grupie odpowiada to, co wymyśliłem, zabieram się do żywych nagrań wymyślonych ścieżek. Następnie tak przygotowane ślady odsyłam do zespołu, który u siebie nagrywa ścieżki gitar, a potem (uff!) dostaję całość, miksuję to i poddaję masteringowi. Kiedy album wychodzi na światło dzienne, mam poczucie że osiągnąłem coś dobrego.


Jak zaczęła się Twoja przygoda z perkusją?


Jako cztero, może sześciolatek zacząłem grać na organach. To był mój pierwszy instrument z prawdziwego zdarzenia. Kiedy nieco podrosłem, mając osiem lat, zdecydowałem, że chciałbym grać na gitarze. Elektrycznej oczywiście, jak wszyscy metalowi muzycy. Moi rodzice byli przeświadczeni o tym, że lepiej zacząć od gitary akustycznej, a następnie przejść na elektryczną. Cóż, możesz sobie wyobrazić moje rozczarowanie (śmiech). Niestety, szybko znudziłem się tym instrumentem, ponieważ nie umożliwiał mi grania ciężkiego metalu. Kiedy miałem trzynaście lat, zainteresowałem się perkusją. Do tego czasu moi rodzicie zdążyli już przyzwyczaić się do tego, że szybko zmieniam zdanie, dlatego też, na swój pierwszy zestaw kazali mi zapracować. Po kilku miesiącach pracy kupiłem swoje pierwsze bębny, może nawet na przekór rodzicom (śmiech). Od tamtej pory minęły dwadzieścia dwa lata, i nigdy nie przypuszczałbym, że perkusja odegra tak istotną rolę w moim życiu. Jestem wdzięczny wszystkim ludziom, których spotkałem i z którymi miałem przyjemność gry, za możliwość rozwoju, przekraczania kolejnych barier i granic. Poza tym, gdyby nie bębny, nie miałbym tylu oddanych przyjaciół.


Po piętnastu latach gry miałeś okazję popracować nad sobą pod okiem mistrzów. Mam tutaj na myśli Boba Jarzombka. Jak do tego doszło? Jakbyś opisał jego podejście do ucznia, styl gry, czy wreszcie, to jakim jest człowiekiem?


Bobby?ego poznałem w Los Angeles w 2004 roku w czasie weekendowych pokazów. Samo to spotkanie było niesamowicie budującym przeżyciem. Bobby to naprawdę fantastyczny koleś, z otwartą głowa, i ciepłym podejściem. Jego technika trzymania pałek jest niesamowita, nie mówiąc już o stylu, precyzji gry, czy wytrzymałości. W trakcie sesji omawialiśmy poszczególne rudymenty, techniki trzymania pałek i inne aspekty sztuki perkusyjnej. Bobby miał spory wpływ na techniczny aspekt mojej gry, co według mnie słychać w nagraniach Quo Vadis. Bobby mocno stąpa po ziemi, jest spokojny i opanowany - a to bardzo dobra cecha dla nauczyciela. Sam w sobie stara się stworzyć jak najlepszą atmosferę zarówno do gry jak i nauki.


Uwielbiam Twoje przejścia na ridebellu Właściwie, to spośród wszystkich talerzy na albumach Quo Vadis, ride brzmi najlepiej! Celowo chciałeś wykreować coś tożsamego tylko dla Ciebie? Chodzi mi tutaj o przejścia między stopami a bellem.


Też je lubię! Ba! Uwielbiam! Mimo, iż moje podejście do gry ewoluowało, te przejścia dalej są częścią mojego stylu. Uważam je za bardzo muzykalne i wyraziste. Kiedy ogrywaliśmy różne tematy i przychodził czas na przejścia, to właśnie te wydawały się być najlepsze. Stąd taka ilość przejść na bellu i na centrali. W ciągu kilku ostatnich lat dodałem do zestawu parę naprawdę fajnych blaszek jak: Sabian MaxStax, hybrydy splasha i chinki czy chinkę z serii Paragon (również Sabian). Stały się dodatkowym elementem moich przejść zaczynających się na bellu. Blaszki nie są tak zajmujące jeśli chodzi o przejścia, więc mam więcej miejsca do wykorzystania innych części zestawu niż tylko tomy.


Twoja rada dla młodych perkusistów? Z naciskiem na nową generację pałkerów, nastawionych wyłącznie na prędkość i blasty?


Ćwiczcie ile tylko się da. Sami, rudymenty i z całym zespołem. Róbcie to kiedy tylko możecie. Grajcie różne gatunki muzyki, by poszerzać własne horyzonty i sposób komponowania. Grajcie z klikiem, pozwoli to wam na wykreowanie sobie umiejętności trzymania tempa, a i inni muzycy będą mogli łatwiej za wami nadążyć. Nagrywajcie co i kiedy tylko się da. Dzięki temu dowiecie się nad czym musicie popracować. Pracujcie z inżynierem dźwięku, starajcie się rozbudowywać wasze zestawy, by uzyskać różne brzmienia. Dodatkowo, ważna jest przestrzeń między poszczególnymi częściami zestawu. U mnie wygląda to tak, że blaszki mam nawet 70 cm nad tomami. Pozwala to zachować dynamikę brzmienia - oraz uwypuklić inne aspekty brzmienia zestawu.


Czy kiedykolwiek myślałeś o porzuceniu kariery muzyka? Wtedy mógłbyś na stałe zająć się działalnością naukową.


Wiesz co, mam akurat ten komfort, że mogę skupić się na wszystkich płaszczyznach - zarówno jako inżynier dźwięku, fizyk czy muzyk sesyjny. Cała moja edukacja związana jest z inżynierią oraz fizyką, co ostatecznie doprowadziło do tego, że jestem doktorem fizyki w zakresie fal radiowych i medycyny. Wszystkie trzy dziedziny, choć nie spajają się ze sobą, dają mi poczucie rozwoju w różnych kategoriach, niezależnie czy chodzi o kreatywność, funkcje administracyjne, motywacyjne itd. Kocham każdy aspekt mojego życia.


Twój aktualny zestaw perkusyjny?


Dębowy zestaw Yamacha custom oraz drugi klonowy. Oba dostarczają mi różnych brzmień, które dostosowuje do pożądanego i wykonywanego rodzaju muzyki. Korzystam z sześciu werbli Yamacha: bambusowego, klonowego, dębowego, mosiężnego, miedzianego i brzozowego. To potężna paleta dźwięków. Co do blach: 14 calowe hi-haty Sabian HH Bright (jak mniemam nie ma ich już w sprzedaży), AAX Metal ride 20", wspomnianej wcześniej Chinki Paragon 19?, Max Stax wysokie i średnie, AA China splash 6", AAX Mini-Chinese 12", oraz crashy z serii AAXplosion i AAX Metal - 18 i 19 calowych. Gram na pałkach VICFIRTH , używam mikrofonów AKG, do tego zestaw triggerów DDRUM na koncerty przedwzmacniaczy mikrofonowych TRUE-SYSTEMS  i konwerterów RME do nagrań.


W kwestii biznesowej oraz całego przemysłu muzycznego, co jest najtrudniejsze z perspektywy perkusisty? Jak według Ciebie przezwyciężyć przeciwności?


Interesujące pytanie. Wiesz, to zależy od tego, co chcesz osiągnąć jako muzyk, i na czym tak naprawdę Ci zależy - oprócz widoczności na koncertach (śmiech). Powiem Ci jak to wygląda z mojej perspektywy jako dźwiękowiec, perkusista oraz menadżer.

Postęp technologiczny oraz to w jaki sposób pracujemy w grupie, zmienia całe postrzeganie przemysłu muzycznego. Poza tym, trzeba pracować nad rozpoznawalnością własnej osoby. Dlatego warto grać z innymi ludźmi i promować siebie na portalach społecznościowych czy na branżowych portalach - jak na przykład Twój. Znajomość technik rejestracji dźwięku, czy nowinek sprzętowych stricte związanych z bębnami znacznie ułatwia pracę, a przede wszystkim dystans dzielący gitarzystów od perkusistów (zwłaszcza znajomość rejestracji śladów). Warto popracować nad własną mobilnością, a przede wszystkim, nad byciem pod telefonem - wraz ze studiem, w którym możesz nagrać swoje partie. To ważne, i często potrafi otworzyć wiele interesujących drzwi. Poza tym, nie bez powodu mówię o mobilności, ponieważ z punktu widzenia organizatora tras czy menadżera zespołu, nie ma nic gorszego jak nieobecność danego muzyka na trasie.


Twoje najlepsze doświadczenie na scenie?


Trudno powiedzieć, ale wydaje mi się, że mój ostatni koncert z Quo Vadis. Ten, na którym nagrywaliśmy nasze DVD. Same przygotowania do tego wydarzenia pochłonęły naprawdę sporo czasu i niemożliwego wręcz wysiłku, a przecież nie tylko my występowaliśmy, tylko cała masa tancerzy i innych zaproszonych gości. Dodatkowo światła i cała produkcja tego koncertu była i jest nadal, nawet po tylu latach - niesamowita! Innym tak ekscytującym wydarzeniem był mój występ na Montreal Drum Festiwal, gdzie dzięki firmie Yamaha miałem przyjemność zagrać u boku takich sław jak Thomas Lang, Peter Erskine, Alex Acuna, Daniel Adair, Dave Langguth. Chciałbym jeszcze raz podziękować oddziałowi Yamaha w Kanadzie. Swoją drogą, każdy koncert jest dla mnie istotny. Kontakt z fanami, ludźmi, którzy kochają co robisz jest nie do opisania.


A najgorsze?


Nie wiem czy przeżyłem coś takiego. Wiem za to, że granie w trakcie choroby, kiedy nie możesz z siebie dać 100 %, jest po prostu słabe i wybitnie irytujące. Zawsze, podkreślam: ZAWSZE, staram się dać z siebie 110%. Dlatego pozostaję w dobrej kondycji fizycznej i dbam o siebie, by nie chorować za często.


Na który z nowych zespołów powinniśmy zwrócić uwagę? Oczywiście, włącznie z Twoimi projektami.


Potwierdzę tylko Twoje słowa. Warto sprawdzić wszystkie projekty w które się już zaangażowałem i mieć na uwadze te, które dopiero wydadzą albumy. Poza tym, scena jest naprawdę zbyt duża by wybrać tylko jeden zespół. Serio. Ja rozpatruję muzykę w kategoriach tego, jak jest skomponowana oraz nagrana. Dlatego mogę inaczej patrzeć na zespoły i muzyków niż Ty.


Dziękuję za rozmowę. Do zobaczenia!


To ja dziękuję za możliwość zaistnienia na łamach Magazynu Perkusista. Pragnę tez podziękować za lata wsparcia również ze strony fanów z Polski. Mam nadzieję, że zobaczymy się kiedyś na trasie! Jeśli macie do mnie pytania i są zwiane z kwestią realizacji nagrań, bądź jesteście zainteresowani moimi usługami nie wahajcie się i wejdźcie na moje strony: www.yanicbercier.com, oraz stronę mojego studia www.wavetransform.com, a bezpośrednio - na Facebooku.


Grzegorz "Chain" Pindor






Galeria

Pozostałe

Paul Mazurkiewicz (Cannibal Corpse)

Dodano: 29.09.2016

Jeden z najsłynniejszych zespołów deathmetalowych na świecie współtworzy perkusista o bardzo swojsko brzmiącym nazwisku.

czytaj dalej

Nigel Glockler (Saxon)

Dodano: 22.09.2016

Pojawił się w zespole na tygodniowe zastępstwo, które ostatecznie przedłużyło się - z drobnymi przerwami - do dnia dzisiejszego.

czytaj dalej

Michał "Bandaż" Bednarz

Dodano: 08.09.2016

Bębni m.in. W Trzynastej w Samo Południe, w Full-X Trio Adama Fulary, absolwent Wrocławskiej Szkoły Jazzu i Muzyki Rozrywkowej, Jazzu i Muzyki Estradowej na Akademii Muzycznej we Wrocławiu.

czytaj dalej

Charlie Benante

Dodano: 26.08.2016

Ze swoim prawie 35-letnim stażem na scenie, Anthrax należy do legend ostrego grania. Przechodził różne wzloty i upadki, uczestniczył lub był świadkiem kolosalnych zmian w muzyce.

czytaj dalej

Jay Weinberg (Slipknot)

Dodano: 18.08.2016

Perkusyjnym światem tąpnęło, gdy Joey Jordison powiedział: "Odchodzę ze Slipknot!".

czytaj dalej
Zobacz wszystkie
Reklama