Tommy Clufetos we wrześniowym numerze Perkusista Przejrzyj online >>Ulubiony kiosk
Wywiady

Eric Singer

Dodano: 28.11.2011
Walnijmy od razu z grubej rury, żeby nie pozostawiać złudzeń, o kim mowa. KISS, Alice Cooper, Brian May, Black Sabbath, Lita Ford, Gary Moore, ale także Avantasia, Badlands, Gilby Clarke, The Cult, Doro czy jego własny ESP. Wymieniać jeszcze?

Mimo, że "ojciec-dyrektor" KISS - Gene Simmons uznawany jest przez wielu za największą parówę show biznesu i oficjalnie wiadomo, że jego sympatia do fanów rozpoczyna się i kończy na zawartości ich portfeli, to i tak fani oddaliby niektóre organy wewnętrzne, by móc się spotkać z Gienkiem chociaż na chwilę. KISS od paru lat z premedytacją robi w trąbę swoich fanów wydając kolejne reedycje, składanki czy naciągane boxy wiedząc, że oddana społeczność zakupi je do swojej kolekcji. Częste są przypadki osób, które KISS już nawet nie słuchają, a po prostu zbierają, zbierają wszystko, co z tą esencją amerykańskiej pop kultury lat siedemdziesiątych jest związane. Na szczęście panowie wiedzą, co to znaczy obsługa instrumentów oraz jak tworzyć muzykę, dlatego też uraczyli nas dwa lata temu pierwszą od kilkunastu lat płytą studyjną Sonic Boom.

Tak czy inaczej na koncert zespołu warto przyjść, chociażby po to, by zobaczyć, co to znaczy dokładnie wyreżyserowany spektakl rockowy z oprawą, na którą nasze największe "gwiazdy" estrady będzie stać, gdy zrobią solidną zrzutkę. Tony sprzętu, godziny prób - nie tylko muzyków - wszystko z zegarkiem i linijką w ręku. Przed koncertem oczywiście "Meet and Greet", które za żenująco wysoką kwotę daje fanom możliwość "liźnięcia" przez sekundę butów swoich idoli. Panowie idą z duchem czasu i zamiast tracić na piratowaniu muzyki nagrywają każdy swój koncert, który 15 minut po zakończeniu show można już kupić za grosze przed halą czy stadionem. Sprytne? Oczywiście, wszyscy są zadowoleni. Fani mają wypieki i dostają spazmów, a panowie Simmons i Stanley zapełniają kolejny basen zielonymi papierkami. Zresztą fani KISS uznawani są chyba za najbardziej oddaną i zorganizowaną grupę sympatyków, przypominającą największe piłkarskie kluby kibica (z pewnością z tą różnicą, że nie chodzą na "ustawki"). KISS Army działa na każdym kontynencie i organizuje wszelkiego rodzaju spotkania, konwencje czy inne koncerty byłych muzyków tak, jak chociażby miało to miejsce ostatnio w Polsce, gdzie pod patronatem KISS Army Polska zorganizowano dla wtajemniczonych mega klimatyczny koncert unplugged byłego wioślarza KISS Bruce?a Kulicka (w kompanii byłego gardłowego Motley Crue - Johna Corabi).

Mimo, że muzycy KISS coraz częściej muszą mieć pod ręką respirator to dwadzieścia lat temu udało im się znaleźć kogoś, kto dba o to, by to wszystko na scenie się nie posypało i funkcjonowało z precyzją godną kardiochirurga. Nad całym bandem góruje zestaw Pearla z flotyllą Zildjianów jednego z najlepszych garowych ostrego rocka, jakim jest nasz bohater - Eric Singer. Perkusista, na którego patrząc przez pryzmat tej stylistyki muzycznej, a także tego konkretnego zachowania scenicznego, spokojnie można ochrzcić perfekcyjnym wkażdym calu. Każde jego uderzenie sprawia wrażenie, jakby na zestawie zostały zainstalowane sprężyny, ponieważ wyprowadzane ciosy pulsują na bębnach bujając utworami. Do tego kilka efektownych stick-tricks lub trochę zabawy z ogniem. Płynność ruchów godna szaleńców z Shaolin icholernie wysublimowana muzykalność. Eric nie rwie się na podboje jazzowe czy godzinne blastowanie mimo, że przy odrobinie koncentracji na tych stylach ogarnąłby to w randze co najmniej wzorowej. Wie, gdzie jest jego miejsce i w czym jest najlepszy, i przede wszystkim - co kocha najbardziej! Jego partie z fenomenalnej płyty KISS Revenge, przez wielu uważanej za jedną z najlepszych w tym okresie w ogóle, powinny być podręcznikowym przykładem, jak zagrać heavy rock z ogniem i finezją. Niekwestionowany sukces KISS Unplugged to w dużej mierze zasługa miarowego i błyskotliwego stylu gry Singera, gdzie bębny chodzą jak silnik diesla.

Nasze spotkanie miało miejsce za naszą południową granicą u sympatycznych Cześków, którzy zaprosili jego solowy projekt ESP na dwa koncerty. Wydawałoby się, że Eric po kilku miesiącach odpoczynku postanowił "sprzedać butelki", bo tak można porównać honorarium za koncerty ESP w stosunku do stawek KISS, jednak profesjonalizm i przemyślane działanie było głównym powodem tej mini trasy zahaczającej o "Knedliczki". Eric poprzez te koncerty przygotowywał się do prób i sesji nowej płyty KISS a nic nie zrobi lepiej, jak odrobina scenicznej adrenalinki.

Miasto Zlin, kwietniowe popołudnie. Spotkaliśmy się w garderobie na piętrze klubu, w którym miał odbyć się koncert. Kompani z zespołu w osobach Bruce?a Kulicka i Johna Corabiego (Chuck Garick gdzieś się zapodział, ale jak to z basmenami - nikt nie zwrócił na to uwagi) siedzieli, a raczej w przypadku Johna rozlali się na fotelach. Bruce zaciekle szamał przygotowany bufet, a znudzony John przerzucał w telefonie jakieś zdjęcia z "dupami". Eric pamiętał, że spotkaliśmy się rok temu na targach NAMM, gdzie zablokowaliśmy - oblegane niczym sklep mięsny za komuny - stoisko Zildjian przez zażartą dyskusję na temat piękna polskich kobiet. Tak więc nasza konwersacja i tutaj zaczęła się od tego wątku, który raczej pominę ze względu na samczą brutalność detali rozmowy. Fakt, że John Corabi ożywił się znacząco i miał w tym temacie wiele przemyśleń i sugestii. Eric wziął "Perkusistę" w dłonie i? wysypał się od razu na nazwie magazynu. Gdy z naszą pomocą opanował już wszystkie fonemy przeszedł do lektury magazynu, zatrzymując się na relacji z tegorocznego NAMM. Pochłonięty relacją rzekł półgębkiem:

O craviotto?


To jest werbel akurat.


Wiem, ale podoba ci się? Cały zestaw?


Ten werbel jest bardzo w porządku. A cały zestaw też do najgorszych nie należy.


Widzisz, miałem to w studio, nie podeszło mi w ogóle? Hm... Nic specjalnego. Miałem to w studio, bo chciałem coś zupełnie innego i dlatego wykorzystałem go do demówek. Nie zachwyciło mnie zupełnie. Mam kilka starszych zestawów, które brzmią zdecydowanie lepiej, jak np. bębny Rogersa.


A blachy? Używasz od lat Zildjiana?


Tak, bo potrzebuję czegoś naprawdę głośnego. Próbowałem oczywiście też różnych talerzy, chociażby Paiste 2002, ale Zildjian Z3 są naprawdę głośne, a takie mi są potrzebne.


A Paiste Rude?


Nie podoba mi się ich brzmienie? Nie podchodzą mi, gdy się je mocno uderzy.


Ale powiedz mi, na tyle crashy, ile masz, używasz jedynie 19-calowych Zidljian Zet 3. Dlaczego?


Bo mogę (śmiech). Kiedyś miałem ich jeszcze więcej, ale wciąż mam ich pełno. Lubię być otoczony przez talerze, dlatego mam wciąż osiem crashy, cztery splashe? Lubię mieć talerze, które głośno wybrzmiewają, a to mi zapewniają właśnie "zetki". Jak grasz w rockowej kapeli to sporo hałasujesz, dlatego też twoje bębny i blachy muszą współpracować. Jeżeli uderzam mocno w talerz to dlaczego ma mi on w pełni nie odpowiedzieć całą swoją siłą? Jeżeli pracujesz w rockowym bandzie twój sprzęt ma za zadanie ci pomagać, dlatego korzystam z tego. To moje zdanie.


Masz talerze powieszone bardzo płasko. Wydawałoby się, że będą ci przez to pękać. Tym bardziej, że to grube talerze, a ty lekko nie uderzasz. Nie masz z tym problemów?


Obecnie nie mam. Uderzam bardziej płasko, nie uderzam jedynie w kant (w tym momencie Eric zademonstrował na stole w jaki sposób uderza w instrumenty - przyp. red.). Tak, że w ride często nie uderzam jedynie główką pałeczki tylko bardziej płasko, przez co otrzymuję agresywniejsze, głośniejsze bardziej rockowe brzmienie.


W ESP masz zdecydowanie wyżej zawieszony ride niż w KISS?


Wszystko zależy od muzyki i okoliczności w jakich gram, trzeba być elastycznym w tej kwestii. Podczas nagrań blachy mam nieco niżej i mam wtedy większą kontrolę nad nimi. Jeżeli gram lżej to je obniżam. W momencie, gdy potrzebuję większego ognia, to blachy podwyższam, uzyskuję wtedy większy power z samego zamachu uderzenia. Gdy masz blachy niżej nie potrzebujesz tak zamaszystego ruchu.


Eric, czy ty masz w ogóle dom?


W sensie mieszkanie??


Czy ty gdzieś mieszkasz, bo cały czas jesteś w trasie?! Jak nie z KISS to z ESP czy Alice Cooperem.


O, przed tym tour z ESP siedziałem prawie pięć miesięcy w domu. Potrzebowałem takiej przerwy. Z ESP nie graliśmy prawie dwa lata, prawda Bruce? (Eric zwrócił się do Bruce?a Kulicka siedzącego w kącie z pełną buzią kanapek - przyp. red.) Z Alicem nie grałem już od dawna. Zeszły rok to tylko trasy i koncerty z KISS. W przyszłym tygodniu właśnie wchodzimy do studia z KISS nagrywać nową płytę. Tydzień prób i później zaczniemy nagrywać.


Co jest najgorszym elementem grania i bycia w trasie?


Brak snu. Najgorszy jest brak regularnego snu, ze względu na ciągłe zmiany stref czasowych, ciągłe podróże, bycie w ruchu.


I zdechłe odsłuchy! - dodał wciągający tym razem jakieś owoce Bruce Kulick.

(śmiech) No tak, beznadziejne odsłuchy są tragiczne, na szczęście teraz z KISS używamy odsłuchów do ucha i mamy doskonałego inżyniera dźwięku, więc ten problem mnie akurat na szczęście nie dotyczy. Jeżeli grasz w tego typu klubach, jak ten, w którym siedzimy teraz, codziennie w innym miejscu, masz za każdym razem inne odsłuchy, jest też pewien problem w komunikacji z dźwiękowcem, to bywa czasami ciężko.


Tak, jak wczoraj - wyskoczyłeś wręcz zza zestawu i pobiegłeś do dźwiękowca. Co się stało?


Byliście wczoraj na koncercie? Och, dlaczego nic mu nie powiedzieliście?! Cały czas słyszałem jedno ciągłe piszczenie - dudnienie. Machałem mu, krzyczałem później, by to wyłączył, a on - niestety - nie rozumiał, co do niego mówię. Doprowadzało mnie to po prostu do szału!


Nie grasz na żywo z clickiem, ale jeden z ciekawszych numerów Kiss z późniejszego okresu - Jungle, grasz ze słuchawkami na uszach. Masz tam metronom?


Nie. Chodzi o to, że w środkowej części utworu jest przeraźliwy kocioł, strasznie dużo się dzieje, bas chodzi gęsto, gram na dwie stopy i nie słyszę gitary Bruce?a, dlatego wolę założyć słuchawki i mieć pełną kontrolę.


A co sądzisz o drugim perkusiście w projekcie, który wskakuje na chwilę do ciebie za zestaw podczas Jungle?


John (śmiech)? Pracujemy nad nim.


Mówiłeś kiedyś, że nagrywałeś KISS Revenge do chwiejnego metronomu?


Nagrywaliśmy to do drum maszyny, oczywiście wszyscy razem, ale Bob Ezrin chciał, by utwory były bardziej żywe i miały w sobie więcej oddechu. Dlatego niektóre miejsca były podkręcone o kilka bpm, a w innych miejscach troszkę zwolnione. Np. w jednym utworze druga zwrotka była przyśpieszona o dwa uderzenia w stosunku do pierwszej, bo numer już się rozhuśtał, w innym miejscu znów zwalniał, by utwór zdecydowanie osadzić. Wydaje mi się, że to był bardzo dobry pomysł. Piosenki brzmią wtedy bardziej naturalnie. Gdy grasz na żywo całym swoim ciałem, tempo jest uzależnione często od nastroju utworu i w refrenie potrafisz pod wpływem emocji przyśpieszyć. Później, gdy wracasz na zwrotkę znowu zwalniasz. Pozwólmy muzyce płynąć samej.


Eric, powiedz mi, jaka jest różnica w twoim instrumentarium pomiędzy grą w studio a występami na żywo?


Ostatnio bębny miałem rozstawione w konfiguracji dokładnie takiej samej, jak podczas występów na żywo, więc czy studio czy koncerty - nie było tu kompletnie żadnej różnicy. Ta ostatnia sesja z KISS miała być bardziej klasyczna. Nagrywaliśmy na taśmę, nie używaliśmy clicka, używałem starych bębnów i starych blach, graliśmy na żywca, bo chcieliśmy mieć bardziej organiczne brzmienie. Teraz na najnowszą sesję w studio mam zamiar wykorzystać Pearl GLX Super Pro kit, bębny, które mają 25 lat. Tak też będą wyglądać moje nowe bębny na trasę.


A pamiętasz swój set z Revenge?


Oj, to było bardzo dawno temu? Nagrywałem to na Sonorze. Duże rozmiary, 24 centrale, tomy i kotły; 13, 14, 16 i 18 cali. Bob Ezrin powiedział, jakie chce mieć brzmienie tego albumu. Okazało się że mam zestaw Sonora, chyba z 79 roku. Oczywiście grałem cały czas na Pearlu i wszystkie nagrania robiłem na Pearlu, ale tutaj Bob miał po prostu taką wizję płyty, więc wykorzystałem starego Sonora.


W studio lubisz nagrywać całymi ujęciami czy wolisz edytować utwór?


Ostatnią płytę nagrywałem jednym ciągiem. Zero clicka, po prostu siadałem i grałem. Zajmowało mi to 2-3 ujęcia. Może do dwóch piosenek miałem 4 podejścia, a tak 2 - 3 ujęcia i było gotowe. Mieliśmy wcześniej jakieś pomysły i szkielety piosenek, więc gdy weszliśmy do studia wszystko było w miarę jasne. Patrzyliśmy, co i jak się z czym ma i dawaj - nagrywaj! Kilka ujęć i przechodziliśmy dalej.


Czy posiadasz jakiekolwiek dodatkowe materiały z sesji KISS do Carnival of Souls?


Nie, niestety, nie mam nic. Wszystko trzyma Bruce. Był mocno zaangażowany w stworzenie tej płyty. Ja nie mam nawet żadnej kopii, to samo dotyczy Revenge. Cholera, muszę go poprosić o to, bo przydałoby się to mieć?


Co sądzisz o kapelach grających tak wciąż popularną progresywną odmianę mocnego rocka czy wręcz metalu, chociażby Dream Theater?


Doceniam to, co robią i naprawdę podziwiam ich umiejętności. Grają świetnie, ale nie lubię w przypadku Dream Theater ich wokalu. Nie mogę słuchać tego głosu. Bardzo podobało mi się za to bębnienie i ciekaw jestem, jak będą wyglądać teraz z nowym perkusistą.


Mike Mangini?


(śmiech) Nie wiem tego oficjalnie, ale gdziekolwiek z kimś rozmawiam pada jego nazwisko. Wydaje mi się, że to bardzo dobry wybór dla zespołu, bo oprócz nieprzeciętnych umiejętności technicznych, jakie posiada, ma w sobie też ten rock and rollowy czad. To jest w nim świetne. Zespół potrzebuje więcej tego rockowego ducha, który gdzieś się u nich zatracił przez te ostatnie lata. Jeżeli został naprawdę bębniarzem Dream Theater to jest to świetny wybór.


Ostatnia trasa z KISS to akrylowy zestaw Pearla, oczywiście. Co to za akryl?


Tak, grałem na akrylach, ale szczerze mówiąc, nie wiem, kto ten akryl robił. Cały zeszły rok grałem na nich niemal do końca, bo na ostatnim koncercie ktoś z ekipy technicznej po prostu upuścił centralę, która momentalnie pękła. To był mój ostatni występ i od tej pory nie gram na akrylach. Teraz jestem podjarany tym GLXem, bo brzmią naprawdę potężnie, a to są bębny z 1986 roku.


Który utwór mógłbyś wskazać jako taką swoją muzyczna wizytówkę?


Nie mam pojęcia? Naprawdę?. Nie wiem. Grałem w tylu różnych zespołach.. Wiesz, jak wchodzisz z kimś do studia to ma on zarysowany własny kształt i wizerunek danej kompozycji, a ty w tym momencie musisz zagrać to, co jest od ciebie wymagane. Bardzo trudnym jest uzyskanie indywidualnego brzmienia, niezależnie od tego co, z kim i gdzie nagrywasz, dotyczy to w szczególności perkusji. Ja osobiście bym się tym nie przejmował, ponieważ najważniejsze dla mnie jest to, by zagrać dobrze do danej piosenki, wkomponować się w charakter utworu, który jest grany i zagrać prawdziwie żywe bębny. Nie marnować czasu osobom z którymi grasz i zrobić swoje, nie starać się na siłę przewodzić w zespole. Zrobić tak, by twoi koledzy w zespole byli zadowoleni ze współpracy z tobą, taka jest moja działka i nastawienie.


Podczas trasy KISS Alive 35 starałeś się grać partię bębnów w stylu Petera Crissa?


Wiesz, nie do końca. Chodziło raczej o zagranie bębnów w stylu klasycznego KISS czyli trochę mniej skomplikowanie, bardziej prosto. Nie gram na co dzień w tym stylu, więc mogło to robić takie właśnie wrażenie, ale na pewno nie chciałem naśladować dokładnie partii Petera.


Aspekt wizualny twoich występów jest także bardzo istotny?


Uzależnione jest to od zespołów, w których występuję. Alice Cooper i KISS to kapele, które mocno zwracają uwagę na to, co się dzieje na scenie. Z całym olbrzymim szacunkiem dla Petera Crissa i Erica Carra, ale oni nie byli perkusistami-showmanami. Zwróć uwagę na Paula i Gene?a na scenie, jakie teatralne gesty wykonują, jak się zachowują. Dlatego KISS potrzebowało za bębnami kogoś, kto będzie robił teatr. Rozmawiałem o tym z Paulem i mówił, że właśnie czegoś takiego potrzebował i moje zachowanie sceniczne mu pasuje. Między innymi dlatego jestem w zespole, ze względu na te wszystkie triki z kręceniem pałeczkami, uderzaniem w blachy, ogniem, wybuchami.


Kawałek Detroit Rock City tak naprawdę ma dwie wersje perkusji. Wolisz grać bardziej na dwie stopy jak Eric Carr czy też bardziej shuffle jak Peter Criss?


Wolę grać wersję tę bardziej shuffle, tę, która jest oryginalnie na płycie Destroyer, utwór przez to bardziej płynie. Chociaż nie wiem, czy wiesz, ale Peter Criss miał problemy z nagraniem stopy do tego utworu oryginalnie i zrobił to za niego ktoś inny.


Dołączyłeś do KISS w bardzo trudnym dla nich momencie pod każdym względem. Choroba Carra, walka o utrzymanie się na rynku? Jak to wyglądało? Eric zmarł w listopadzie, ty już grałeś z KISS przed jego śmiercią? Czerwiec, lipiec?


Czyli okres, gdzie nagrywałem płytę. Najpierw była kwestia nagrań God Gave Rock And Roll. W związku z tym, że Eric był chory, a ja wcześniej grałem solową trasę z Paulem Stanleyem zaprosił mnie, bym zagrał z nimi tę piosenkę. Wcześniej też pracowałem z Paulem nad jego demo do Hot in the Shade, 4-5 piosenek grałem z nim. Wiesz, jeden robił swoje, drugi robił swoje. Ja nagrywałem z Paulem, ale np. Tommy (Thayer, obecny wioślarz KISS - przyp. red.) nagrywał z Genem. Oni pracowali wtedy zupełnie oddzielnie i mieli ze sobą nie-Kissowych współpracowników. Po nagraniu God Gave? pojechałem w trasę z Alicem, po czym zadzwonił do mnie Paul i powiedział, że mają problem z nagraniami ze względu na Erica, czy mógłbym przyjechać i pomóc im nagrać parę ścieżek. Potem Paul powiedział: "Hej, to może nagrasz całą płytę?". Przyjechałem, zrobiłem swoje i zaraz po wyjściu ze studia, na drugi dzień leciałem do Europy na trasę z Alicem! Dochodziły do mnie jakieś plotki w stylu - czy jestem nowym bębniarzem w KISS? Ale ja nic na ten nie wiedziałem, zrobiłem swoje i pojechałem. Dowiedziałem się później, że Eric jest naprawdę ciężko chory. W momencie, gdy już było bardzo, bardzo źle, poproszono mnie, bym dołączył. To był strasznie niezręczny moment dla mnie, wchodzić do zespołu w takich okolicznościach, ale? powiedzmy sobie szczerze, gdybym ja tego nie zrobił, zrobiłby to ktoś inny.


Co było dla ciebie najcięższe w momencie, gdy zaczynałeś grać na bębnach?


Chyba każdy ma podobne problemy w momencie, gdy zaczyna grać na bębnach. Chodzi tu głównie o pracę nad niezależnością i koordynacją. Jedną z podstawowych rzeczy jest próba trzymania time?u dzięki wystukiwaniu tempa lewą nogą. Zawsze staram się to robić, nawet jak gram solo to staram się trzymać time właśnie poprzez stukanie lewą nogą. W studio, wiadomo, nie potrzebujesz często uderzać w hi-hat nogą podczas grania na reszcie zestawu, wręcz jest to niepotrzebne. Chociaż w sumie? Uzależnione jest to od gatunku muzyki i tego, co masz zagrać, a także omikrofonowania zestawu. Jeżeli masz mieć czyste brzmienie danego przejścia nie możesz sobie na to pozwolić, ja akurat tak czy inaczej starałem sobie stukać nogą obok hi-hatu tak, by ta lewa noga była w ruchu i trzymała time. Oczywiście, jest to jedna z wielu metod, jaką można sobie pomagać z trzymaniem groove?u.


Pojawi się autorski materiał ESP?


Nigdy tego nie robiliśmy, ale może to nie jest zły pomysł, by coś takiego wreszcie przygotować. Kilka coverów i kilka własnych kompozycji. Podłożem tego jest to, co mówił zawsze Doc McGhee, menadżer KISS, że jeżeli jedziesz grać do ludzi to musisz mieć ludziom coś do powiedzenia. Coś musi za tym wszystkim stać, podobnie jest z nową sceną, kostiumami, czymkolwiek. Jeżeli chodzi o trasę muzycy na nią jadą, ponieważ płyty nie sprzedają się tak, jak to było kiedyś. Więc jeżeli powstałaby jakaś płyta musiałaby stać za tym jakaś historia.


Opowiedz mi o swoich przełomowych momentach kariery.


Pierwszym na pewno było dołączenie do zespołu Lity Ford. Stało się to ze względu na to, że byłem na konkursie perkusyjnym Carmine?a Appice, tam poproszono mnie o numer telefonu i trafiłem na przesłuchanie do Lity. Carmine jeździł w tym okresie po całej Ameryce ze swoimi konkursami, zawodami, nie wiem, jak to nazwać... To było wtedy dla mnie coś naprawdę dużego, dołączyć do Lity Ford. Wszystko, co robisz w życiu prowadzi cię do kolejnej rzeczy, do kolejnych zdarzeń. To, że gram z kimś dziś lub będę grał w przyszłości uzależnione jest od tego, co zrobiłem, z kim się spotkałem. Uważam, że jest to taki łańcuch zdarzeń, powiązanych ze sobą. Dlatego powtarzam - to, że gram w danym momencie dziś jest wynikiem tego, że zrobiłem coś kiedyś w przeszłości i kogoś poznałem. Wielkim przeżyciem i wielką nauką była dla mnie także współpraca z Garrym Moore. To był wielki muzyk i wielki gitarzysta. Za każdym razem, gdy grałem z nim na scenie, czułem się, jakbym chodził do szkoły. Wcześniej nie grałem zbyt dużo tras, grałem w kilku projektach, ale nie miałem wielkiego doświadczenia w trasie, dlatego na każdym koncercie z Garrym uczyłem się czegoś nowego z życia muzyka scenicznego. Wielki muzyk, wielka osobowość, za każdym razem musiałem podnosić sobie poprzeczkę, stawiać sobie większe wyzwania, by podnosić swoje kwalifikacje i umiejętności.


A jeżeli chodzi o przeżycia?


Tu z pewnością wspomnę koncerty z Brianem Mayem, ponieważ zawsze byłem olbrzymim fanem Queen. Z perspektywy czasu mogę nawet powiedzieć, że były to moje najszczęśliwsze muzyczne przeżycia i doznania. Właśnie dlatego, że strasznie uwielbiam Queen, a Brian jest fenomenalnym gościem i podobała mi się jego muzyka.


Bywasz zmęczony, masz dość bębnów?


Tak. Powiem ci, że po ostatnim koncercie KISS w zeszłym roku 4 października w Meksyku odłożyłem pałeczki na 5 miesięcy. Nie grałem nic, zupełnie. Na początku marca zrobiłem dwie próby z KISS, zagraliśmy trzy koncerty, a tak przez ten okres od października zupełnie nie dotykałem się do bębnów, zupełnie. Trzy próby i trzy koncerty z Kiss, trzy próby z chłopakami i dziś mamy piąty koncert w trasie. To wszystko, jeżeli chodzi o moją styczność z grą na perkusji od października 2010, w ogóle z pałeczkami perkusyjnymi. Szczerze przyznam, że nie jestem teraz w najlepszej formie i podczas każdego koncertu czuję się coraz lepiej i wchodzę na wyższy poziom. W momencie, gdy wejdę do studia z KISS powinienem być już z powrotem w formie. To jak z jazdą na rowerze. Nie jeździłeś przez jakiś czas, wskakujesz i jesteś trochę niepewny, ale po paru godzinkach śmigasz już jak kiedyś.


Nie grałeś przez 5 miesięcy, więc domyślam się, że na co dzień nie ćwiczysz intensywnie?


Nie ćwiczę. Wiesz, w pewnym momencie kariery dochodzisz do takiego punktu. Znasz swoje możliwości i wiesz na co możesz liczyć. Ja już się nie koncentruję tak na ćwiczeniach. To tak, jak Kobe Bryant, on już nie ćwiczy z Lakers. On robi z nimi rozgrzewkę w dniu meczu i gra. Po meczu, gdy ma tyle minut na parkiecie w nogach, wsiada w samolot i wraca. Wszedł na poziom profesjonalny w wieku 18 lat i od 15 lat jest na tym najwyższym poziomie zawodowym. Pamiętaj, mówię tu o prawdziwych zawodowcach i profesjonalistach. Na takim poziomie nie pozostaje mu nic innego, jak utrzymywać swoją formę i zabezpieczać się przed kontuzjami. Oczywiście, ćwiczy sobie sam celem zachowania formy, ale nie poświęca tyle energii na dodatkowe ćwiczenia. Na takim etapie energię trzeba oszczędzać na mecz. Dokładnie tak samo jest w pewnym szczeblu profesjonalnej gry na bębnach. Trzeba do tego podchodzić bardzo rozsądnie i mądrze. Trzeba się wysypiać wystarczająco? Przynajmniej próbować? Jeść zdrowo, dbać ogólnie o swoje zdrowie. To jest najważniejsze. Gdy wchodzę na scenę z KISS muszę być w pełni przygotowany i skoncentrowany, jestem pełen energii, gotowy do akcji. Reszta, czyli 22 godziny doby pracują na te dwie godziny koncertu. Muszę dbać, by moje ciało odpoczęło, by zregenerować energię na koncert i tam dać jej upust. Teraz, w tym roku nie będę miał tak dużo koncertów z KISS, więc będę miał czas i siły na to, by wrócić do pewnych ćwiczeń, np. do ćwiczeń na werbel, przypomnieć sobie o nich, bo zwyczajnie wiele rzeczy zapomniałem na przestrzeni lat. Zwykło się mówić - albo wykorzystujesz umiejętności albo je tracisz. Do następnej trasy chcę popracować nad sobą tak, bym był w najlepszej formie. Trzy aspekty - pójdę na siłownię, żeby zadbać o swoje ciało, zadbam o swoje zdrowie i zadbam o swoją grę. Chcę być mocniej skoncentrowany i mieć większą pewność. Łatwo się o tym mówi, kiedy jest się młodszym, bo to zwyczajnie się dzieje, samo robi, ale przychodzi pewien moment, gdzie trzeba o to zadbać bardzo roztropnie.


Masz jakieś problemy ze swoim zdrowiem, spowodowane bębnami?


Obecnie nie, ale ta długa przerwa dużo mi dała, bo miałem problemy z dolną partią pleców. Dyski mocno naciskały na siebie i zacząłem odczuwać ból. Klasyczny przypadek perkusisty ciągle grającego. Potrzebowałem przerwy, żeby odzyskać siły. Wiesz, ja gram na bębnach już ponad 40 lat.


Wielkie podziękowania dla Silesia Music Center, dystrybutora Pearl na Polskę
oraz dla całej ekipy wariatów z KISS Polska www.kiss-polska.com, a w szczególności dla Jacka Bilskiego.

zdjęcie: Alberto Cabello




Pozostałe

Nigel Glockler (Saxon)

Dodano: 22.09.2016

Pojawił się w zespole na tygodniowe zastępstwo, które ostatecznie przedłużyło się - z drobnymi przerwami - do dnia dzisiejszego.

czytaj dalej

Michał "Bandaż" Bednarz

Dodano: 08.09.2016

Bębni m.in. W Trzynastej w Samo Południe, w Full-X Trio Adama Fulary, absolwent Wrocławskiej Szkoły Jazzu i Muzyki Rozrywkowej, Jazzu i Muzyki Estradowej na Akademii Muzycznej we Wrocławiu.

czytaj dalej

Charlie Benante

Dodano: 26.08.2016

Ze swoim prawie 35-letnim stażem na scenie, Anthrax należy do legend ostrego grania. Przechodził różne wzloty i upadki, uczestniczył lub był świadkiem kolosalnych zmian w muzyce.

czytaj dalej

Jay Weinberg (Slipknot)

Dodano: 18.08.2016

Perkusyjnym światem tąpnęło, gdy Joey Jordison powiedział: "Odchodzę ze Slipknot!".

czytaj dalej

Mike Portnoy

Dodano: 10.08.2016

Perkusista, którego nie trzeba nikomu przedstawiać. Wywołuje wielkie kontrowersje, jedni go uwielbiają i niemal czczą, inni wręcz nienawidzą i gardzą

czytaj dalej
Zobacz wszystkie
Reklama