KRZYSIEK DZIEDZIC - POLISH DRUMMERS Perkusista Przejrzyj kwietniowe wydanie >>Ulubiony kiosk
Wywiady

Marek Napiórkowski

Dodano: 27.12.2011
"Młodzi perkusiści powinni więcej słuchać niż zajmować się wyłącznie rozwijaniem "porażającej" techniki. Żywe bębny to nie automat perkusyjny pozbawiony emocji". O bębniarzach opowiada Marek Napiórkowski.

O perkusistach wśród gitarzystów krążą traumatyczne dowcipy. Zna pan jakiś?


Znam kilka. "Z perkusistą jest jak z prezerwatywą. Bez - milej, z - bezpieczniej..." Ale wy z nas też się nabijacie. Bezdyskusyjne jest jednak to, że wszyscy jesteśmy sobie potrzebni... (śmiech)


Nie wiem, czy kiedyś to moi koledzy po pałce panu wybaczą, ale pogadajmy o bębniarzach na poważnie...


Nie ma ważniejszego i zarazem bardziej pracowitego muzyka na scenie, jak perkusista. Grać na bębnach, wydobywać z nich dobrą muzykę to wielka sztuka. Walić w bębny potrafi każdy, ale grać na nich - nie każdy...


Co takiego musi być w perkusiście, żeby mógł pan powiedzieć: "Lubię grać z tym gościem..."?


To skomplikowane. Muzyk ten nie powinien tylko równo trafiać w naciągi i blachy. Powinien zdawać sobie sprawę z tego, że jest sercem zespołu i w ogromnej mierze odpowiada za to, co dzieje się na scenie. Perkusista bardzo określa brzmienie zespołu. Część mojej działalności to gra bez perkusji, kiedy występuję w duetach czy triach. Jednakże, ilekroć gram z dobrym bębniarzem, dużo lepiej frazuję i gram ciekawiej rytmicznie. Dobry groove daje mi pewien stabilny grunt, po którym pewniej stąpam.


Wedle takiej koncepcji gitarzyści mogliby grać z metronomem albo maszyną perkusyjną...


Tu zaczyna się inny problem. To, co mnie interesuje w graniu z perkusistami, to przede wszystkim muzykalność bębniarza. Umiejętność słuchania i odnajdywania się w tym, co dzieje się na scenie. Nieistotne dla mnie jest to, jak szybko wymiata Gospel Chops czy pedałuje na twinie, lecz to, jak słucha i jak potrafi mnie inspirować.


Trzeszczące i dudniące bębny mogą inspirować?


Brzmienie to jeden z najważniejszych elementów muzyki. Jeśli bębny trzeszczą i dudnią, o ile nie jest to jakiś szczególny zabieg, to kłania się warsztat, który trzeba dopracować. Z drugiej strony w muzyce improwizowanej dziwne, zaskakujące brzmienia czasami bardzo inspirują...


A wersję dla słabszych można poprosić?


(śmiech) Są bębniarze, którzy grają bardzo cicho i pięknie brzmią. Są tacy, którzy grają bardzo mocno i też pięknie brzmią, lecz nie ma to żadnego związku z nieprzyjemnym hałasem. Bębny muszą mówić. Mogą krzyknąć, bo artykulacja to forma wypowiedzi. Niektórzy mają wrodzony talent do artykulacji czy brzmienia, jednak trzeba ciężko i świadomie pracować, by rozwinąć te elementy.


W ciągu 20-letniej przygody ze sceną profesjonalną, grał pan z rzeszą wybitnych bębniarzy. Poplotkujmy trochę o nich. Jak ich pan wspomina?


Grałem z masą genialnych muzyków. Szczególnym doświadczeniem było dla mnie spotkanie z naczelnym przeszkadzajkarzem świata - Minu Cinelu. To był istny kosmos. To było granie z człowiekiem, który doskonale rozumie intencję, w którą stronę idzie muzyka. Potrafi sprowokować rzeczy, które się wydarzą na scenie i ma nieprawdopodobne wyczucie rytmu. Nie metronomiczne, a bardziej etniczne. Grając z nim wpadaliśmy w swoisty trans. Podobną przygodę miałem z brazylijskim bębniarzem - Gello, który nie był symbolem perfekcyjnego odmierzania czasu, ale miał niesamowity, naturalny i bujający groove. Wspaniale gra mi się z Michałem Dąbrówką, który gra pulsem metronomicznym. Rodzaj stabilności i pewności groovu jest dla mnie ogromną frajdą. Gra dosyć głośno, ale nigdy hałaśliwie i jest dla muzyków ogromnym oparciem. Gramy razem w kwartecie z Krzysztofem Ścierańskim i Zbyszkiem Jakubkiem.

Kompletnie po drugiej stronie perkusyjnej barykady jest Michał Miśkiewicz, który grał na mojej płycie "Wolno". Bardzo brzmiące granie, stara dobra szkoła bębnów jazzowych, ale i brzmienia oparte o free jazz. Lubię w nim to, że eksperymentuje w miejscach, gdzie inni wbijają gwoździe na dwa i cztery. Zawsze uważny i skupiony. Bardzo specyficznie czuje puls i na swoisty sposób rozciąga czas. Innym niezwykłym doświadczeniem jest granie z Robertem Lutym. Graliśmy razem na mojej płycie "Nap", w zespole Doroty Miśkiewicz i całej masie sidemańskich okoliczności. Lutek lubi nas na scenie zaskakiwać. Może dlatego, że jest kierowcą rajdowym, widzi w muzyce zakręty, których my jadąc razem z nim jeszcze nie dostrzegamy. Ma dobrego czuja i feeling. Prowokuje nas nieoczekiwanie albo w równie nieoczekiwany dla nas sposób reaguje na nasze dźwięki?

Krzysztof Dziedzic to z kolei perkusista, który zadziwia mnie tym, że na jazzowych bębnach, które powinny brzmieć stonowanie, delikatnie, uzyskuje potworny cios, a w efekcie transowy mocny groove. Bardzo inspiruje mnie jego energia, selektywność artykulacyjna i wszystko to, co muszą znosić te biedne bębny :) Uwielbiam grać z Czarkiem Konradem. Muzyk wielkiego formatu. Wspaniały improwizator. Ogromny warsztat. Niezwykle uważnie słucha. Zawsze bierze wszystkie instrumenty do odsłuchu. Słucha bardzo uważnie tego, co się dzieje na scenie. Granie z nim jest zawsze grą na śmierć i życie. Świetny kompozytor... Na dniach wyjdzie koncertowa płyta trio z Czarkiem, Robertem Kubiszynem i ze mną. To oczywiście nie wszyscy muzycy warci wymienienia... Jest przecież Marcin Jahr z Funky Groove, Paweł Dobrowolski z zespołu Anny Marii Jopek, Łukasz Zyta i wielu innych.


Czego nie lubi pan u bębniarzy?


Tego samego, czego nie lubię u innych instrumentalistów. Na swoich warsztatach często pytam ludzi od kogo ich zdaniem zależy rytm w zespole. Pada odpowiedź: "- Od perkusisty", co nie jest prawdą, bo rytm zależy od wszystkich członków zespołu. Nie lubię, jeśli z rytmem jest źle. Z przykrością zauważam u młodych perkusistów to, że nie traktują bębnów jako instrumentu muzycznego, a coś w rodzaju maszyny treningowej, na której ćwiczy się głównie koordynację pracy rąk i nóg, a nie sposób wypowiadania się. Nie lubię, jeśli perkusista nie umie słuchać i nie jest muzykalny. Młodzi perkusiści powinni więcej słuchać niż zajmować się wyłącznie doskonaleniem "porażającej" techniki. Żywe bębny to nie maszyna perkusyjna pozbawiona emocji. Perkusista powinien myśleć, jak wpływać na sound zespołu, jak sprawić, by muzyka brzmiała lepiej w całości. Muzyka to interakcja i jest frajdą tylko wtedy, kiedy budujemy wspólną jakość.


Najbardziej traumatyczne doświadczenie z perkusistą...


O Chryste... Grałem kiedyś koncert z Krzysztofem Ścierańskim i legendarnym Carlem Palmerem. Hmm... To, co tam się działo za bębnami... Zero słuchania. Byłem szalenie zdziwiony fenomenem muzycznego egoizmu perkusisty. Dla mnie zjawisko totalnie amuzyczne.


Wojtek Andrzejewski
Zdjęcia: Marcin Kydryński



Galeria

Pozostałe

Kaz Rodriguez

Dodano: 23.03.2017

Jak osiągnąć sukces będąc perkusistą? Już wiele razy na naszych łamach udowadnialiśmy, że nie ma tej jednej jedynej drogi.

czytaj dalej

Brad Wilk

Dodano: 09.03.2017

Powiedzmy sobie szczerze, że gdyby nie ostatnia płyta Black Sabbath to nazwisko perkusisty Rage Against The Machine zostałby mocno przykurzone i odbierane bardziej jako historyczny fakt.

czytaj dalej

Gerald Heyward

Dodano: 23.02.2017

To bez wątpienia postać, którą każdy perkusista ceniący gospelowe granie pragnie zobaczyć na żywo. W świecie R&B to wciąż jeden z najbardziej znanych i pożądanych artystów.

czytaj dalej

Michael Schack

Dodano: 16.02.2017

To już prawie ćwierć wieku, jak mocno zakręcony Belg współpracuje z największym producentem perkusji elektronicznych na świecie. Przyjechał do Warszawy z prezentacją nowego zestawu, dlatego był to doskonały moment, by zapytać go o… zupełnie coś innego!

czytaj dalej

Glen Sobel

Dodano: 09.02.2017

Glen Sobel, perkusista Alice Coopera opisuje, jak praktycznie dostosował swój sprzęt do wymogów gry hardrockowego repertuaru z legendą rocka.

czytaj dalej
Zobacz wszystkie
Reklama