" /> Zobacz porady i podpowiedzi od śmietanki perkusyjnej... Perkusista Zamów listopadowe wydanie >>Ulubiony kiosk
Wywiady

Krzysztof Pakuła (Lebowski)

Dodano: 16.01.2012
Debiutancki albumu Lebowskiego "Cinematic" wywołał sporo zamieszania na szeroko rozumianej scenie art rocka. Nie mogliśmy więc odpuścić okazji do zadania kilku pytań perkusiście zespołu, Krzysztofowi Pakule.

Na początek pytanie rozgrzewkowe - Mike Portnoy czy Mike Mangini?


Niestety, nie potrafię odpowiedzieć jednoznacznie na to pytanie. Dream Theater nigdy nie przekonał mnie do swej twórczości, dlatego nie będę wyrokował, który bębniarz jest lepszy czy też, który bardziej przypadł mi do gustu.


Co sądzisz o telenoweli, którą cały perkusyjny światek oglądał przez długi czas - zamieszaniu z Portnoyem, jego teatralne wahania, publiczne żale, wreszcie medialny spektakl z wyborem jego następcy, itd.?


Tak jak wspominałem nie przepadam za Dream Theater, dlatego nie śledziłem owego spektaklu, co więcej, nie miałem o nim zielonego pojęcia.


Ok, przejdźmy więc do Lebowskiego. Wasz debiut liczy już sobie rok. Jak z perspektywy tego czasu odbierasz "Cinematic" i bardzo ciepłą reakcję, z jaką spotkał się ze strony fanów i mediów?


"Cinematic" to płyta, która była dla nas dużym wyzwaniem i przedsięwzięciem pod każdym względem. Staraliśmy się temu wszystkiemu sprostać, no i myślę, że wyszło nie najgorzej. Zwłaszcza, gdy weźmie się pod uwagę odzew ze strony fanów i mediów. To bardzo miłe i wciąż dla nas zaskakujące, gdy publiczność żywiołowo reaguje na materiał z Cinematika, jak i ten zupełnie nowy.


Jestem trochę z innej bajki i ogólnie rozumianą scenę progresywnego czy też art rocka obserwuję raczej z boku, jednak wydaje mi się, że wasz album wniósł sporo świeżości do takiego grania. Zgadzasz się z tym?


To zupełnie tak jak ja. Cały czas gdy graliśmy na próbach tworząc materiał na płytę, zastanawialiśmy się co to za muzyka, może nie jaki to gatunek ale w ogóle, co to jest. I nie potrafiliśmy sobie odpowiedzieć na to pytanie, pozostaliśmy przy tym, że jest po prostu nasza. Dopiero w momencie, gdy Marcin Grzegorczyk (gitara) nawiązał kontakt z Wiktorem Franko, twórcą okładki do Cinematika, znaleźliśmy osobę, która potrafiła zdefiniować nasze dźwięki. Może nie do końca się z tą szufladką zgadzamy, ale to akceptujemy, może dzięki temu innym ludziom łatwiej nas sklasyfikować. I może to jest właśnie odpowiedzią na twoje pytanie.


Wracając jeszcze do panów, o których mówiliśmy na początku. Jesteś zupełnie innym typem bębniarza. Czy najlepiej czujesz się w oszczędnym, delikatnym stylu, czy po prostu w ten sposób dostosowujesz się do stylistyki obranej przez Lebowskiego?


Zdecydowanie bardziej odpowiada mi granie osadzonej sekcji, a niżeli rozdrabnianie się i przeszkadzanie chłopakom nieustannymi przejściami i "wysypywaniem kartofli". Staram się w optymalny sposób wykorzystywać swoje możliwości i wpasować się do muzyki, tak aby wszystko było jak najbardziej klarowne.


Michał Urbaniak w wywiadzie dla naszego magazynu powiedział, że bębny w nadmiarze są męczące, a najgorsze, co może się zdarzyć, to perkusista popisujący się cyrkowymi umiejętnościami. Co o tym myślisz?


W pełni zgadzam się z Mistrzem Urbaniakiem, nic dodać nic ująć.


Słuchając "Cinematic" nie da się nie zauważyć, że pierwsze skrzypce grają tam Marcin Grzegorczyk i Marcin Łuczaj (klawisze). Jednak na żywo twoje partie są wyraźniejsze. Grasz mocniej i jakby ciekawiej. Wiadomo, że koncert to inne warunki, ale trochę brak mi tego na krążku studyjnym. Tobie nie?


Tak, koncert to naprawdę coś niesamowitego. Kontakt z publicznością wywołuje nowe emocje i nowe wyzwania, które powodują czasem totalne spięcie, a czasem niewiarygodną wolność i rozluźnienie. A studio, to całkowite skupienie na tym, aby idealnie wszystkie "klocki" poskładać, tak więc raczej mało tu miejsca na żywiołowość. Co nie znaczy, że mi tego nie brak ...


Za muzykę na "Cinematic" odpowiada dwójka Marcinów. Czy miałeś swobodę w układaniu partii bębnów na albumie?


Z reguły sam układam swoje partie, aczkolwiek zdarzają się pewne sugestie ze strony Marcina Grzegorczyka i w większości przypadków się z nimi zgadzam. Z resztą muszę przyznać, że Marcin ma niesamowite wyczucie w aranżowaniu utworów.


A skoro poruszyliśmy temat koncertów. Ino-Rock, na którym wystąpiliście w tym roku, okazał się dla was chyba dużym sukcesem. Z tego co widziałem, kolejka chętnych po autografy wcale się nie zmniejszała (śmiech). Jak oceniasz tę imprezę?


Ino-Rock to nadzwyczajna impreza, perfekcyjnie zorganizowana, począwszy od  miejsca, poprzez wybór artystów i techniczną oprawę, a kończąc na cudownej publiczności. A to, co się działo pod sceną w trakcie i po koncercie Lebowskiego, przerosło nasze najśmielsze oczekiwania.


Na żywo gracie już nowe kawałki. Kiedy zaczynacie rejestrację nowego albumu i czy tym razem również zamierzacie ominąć komercyjne studia?


Zamierzamy jeszcze w tym roku zarejestrować nowy materiał. Ale tym razem raczej nie zdecydujemy na całkowitą samodzielność. Cały czas zastanawiamy się, jak to wszystko zorganizować pod kontem logistycznym, bo na brak utworów raczej nie możemy narzekać.


Jak zaczęła się twoja przygoda z perkusją i dlaczego wybrałeś właśnie ten instrument?


To zaczęło się na przełomie podstawówki i liceum. Już teraz nie potrafię powiedzieć co tak naprawdę skłoniło mnie do perkusji. Prawdopodobnie było to The Wall i Nick Mason.


Jak wyglądał twój pierwszy zestaw?


Mój pierwszy zestaw to oczywiście Polmuz, ale nie cały. Zbierałem go sukcesywnie w zależności od dopływu gotówki i tego, co było w sklepie, to były zupełnie inne czasy niż teraz.


Dawno temu grałeś razem z Marcinem Grzegorczykiem w metalowym No Way Out. Czy zdarza ci się jeszcze grać w tym stylu? Czy znajdujesz dziś coś inspirującego w metalu?


No Way Out był pierwszym poważnym zespołem, w którym grałem. Nagraliśmy dwie płyty, które ukazały się tylko w wersji kasetowej i zagraliśmy sporo koncertów w całej Polsce, ale nie udało się. Może nie trafiliśmy na odpowiedni moment, ale było warto i z perspektywy czasu uważam, że był to kawał dobrej muzyki.


Muszę zapytać o jeszcze jeden epizod z przeszłości. Krzysztofa Pakułę znajdujemy w zespole Dum Dum, z Piotrem Banachem i Kasią Nosowską w składzie. To ty? Powiesz o tym parę słów?


Dum Dum było kapelą przed No Way Out. Jeszcze byłem w wojsku, kiedy Piotr Banach zaproponował mi współpracę. Faktycznie, przez dłuższy czas na początku śpiewała tam Kasia, ale potem odeszła i skład się zmieniał. W pewnym momencie poznałem Marcina i za porozumieniem stron przeszedłem do N W O. Zresztą, jak wszyscy wiedzą Kasia i Piotr znowu się zeszli i tak powstało Hey, ale to już zupełnie inna historia.


Grasz na zestawie Yamaha Rock Tour Custom i werblu Pearl Free Floating Brass. Dlaczego właśnie ten sprzęt?


Do tej pory grałem na Sonorze Force 2001 ale szukałem czegoś bardziej profesjonalnego. I nie musiałem szukać daleko, bo kolega z sali prób Lech Groszek Grochala (m in. Indios Bravos) zaproponował bym pograł na jego zestawie. No i zakochałem się, nie dość, że prawie same grają, to są jeszcze zabójczo piękne. Tak stałem się posiadaczem dwudziestoletniej Yamahy Rock Tour Custom (o bardzo niskich numerach seryjnych). Werbel, to też zasługa Groszka. Na podobnym przez Niego użyczonym ale klonowym nagrałem płytę i jestem do tej pory nim zachwycony. Trafiła się okazja, tym razem w wersji brass i jestem szczęśliwym posiadaczem rewelacyjnego werbla Pearl Free Floating Brass.


Jakich talerzy używasz i dlaczego?


To może rodzaj przekory, bo kiedyś głównie liczył się Zlidjian i Paiste, a ja zdecydowałem się na Sabian. Bardzo odpowiada mi ich brzmienie, jasne i wyraziste. Używam serii AAX, HHX i B8Pro. Ale mam również crash Istambul Marmara 19", przywieziony prosto z Turcji, piękne, ciemne i bardzo wybuchowe brzmienie.


Czego życzyć ci na koniec?


Chyba przede wszystkim wytrwałości w tym co robimy, a głównie w perspektywie nagrywania nowej płyty. Pozdrawiam!


Szymon Kubicki
Małgorzata Napiórkowska-Kubicka


Zdjęcia: Małgorzata Napiórkowska-Kubicka



Galeria

Pozostałe

Luke Holland

Dodano: 01.12.2016

Luke to rocznik 1993 i jest doskonałym przykładem na to, jak nowe technologie wpłynęły na świat bębnów. Młody muzyk gra oczywiście w typowym zespole scenicznym, ale dla większości perkusistów jest on postacią znaną głównie z filmów na Youtube.

czytaj dalej

Szymon "Kanister" Jędrol

Dodano: 25.11.2016

Dla wielu punkowe granie nie idzie w parze z techniką i dobrymi muzykami. Z jednej strony coś w tym może i było 30 lat temu, z drugiej im prostsza muzyka, tym trudniej zagrać wszystko dobrze i w punkt.

czytaj dalej

José i Tomek Torres

Dodano: 18.11.2016

Ojciec nagrał kilkadziesiąt płyt z największymi gwiazdami naszej sceny muzycznej. Syn gra w jednym z najbardziej rozchwytywanych polskich zespołów rockowych.

czytaj dalej

Matt Nicholls (Bring Me The Horizon)

Dodano: 31.10.2016

Od małych metalowych klubów po wielkie hale jako gwiazda wieczoru. Minęło już 12 owocnych lat działalności Bring Me The Horizon.

czytaj dalej

Dariusz "Pisek" Piskorz

Dodano: 19.10.2016

I jak tu podejść do opisywania osoby naszego gościa? Perkusista zespołu Papa D jest (nie)typowym "człowiekiem renesansu".

czytaj dalej
Zobacz wszystkie
Reklama