Tommy Clufetos we wrześniowym numerze Perkusista Przejrzyj online >>Ulubiony kiosk
Wywiady

Brendan Buckley

Dodano: 13.02.2012
Odkrywamy, jak Brendan odnalazł perfekcję w popie i pomógł w sprzedaży milionów albumów Shakiry, która ostatnio odwiedziła także nasz kraj i nawet przyciągnęła za sobą piłkarza Barcelony.

Kiedy Brendan Buckley przystąpił do nagrywania z Shakirą hiszpańskojęzycznego albumu Donde Estan Los Ladrones? w 1998 roku, niewiele wskazywało na to, że jego uczestnictwo w karierze piosenkarki będzie większe niż kilka sesji w studio. Jednak, kiedy album sprzedał się w więcej niż 10 milionach egzemplarzy, ten perkusista z New Jersey nagle znalazł się na jednym z najgorętszych występów w okolicy. I jest tam do teraz, a w międzyczasie zagrał na kolejnych pięciu płytach Shakiry, w tym na ogólnoświatowym hicie Laundry Service oraz czterech gigantycznych trasach koncertowych na wszystkich kontynentach.

Podczas tych kolejnych 13 lat zainteresował się realizacją dźwięku i produkcją, zagrał na niezliczonej ilości sesji, ale zawsze wracał do swojego sztandarowego występu, sprzedając kolejne dziesiątki milionów płyt i grając co noc na wypełnionych po brzegi arenach.

Dowiedzieliśmy się, co tak właściwie jest potrzebne, żeby grać co noc perfekcyjnie nuta w nutę dla krzyczących fanów i jak małe kłamstewko otworzyło mu drogę do perkusyjnej sławy.

Jak zaczęła się twoja przygoda z perkusją?


Podobnie, jak wiele dzieciaków, zacząłem od lekcji fortepianu w wieku siedmiu czy ośmiu lat, potem przerzuciłem się na trąbkę. To było fajne, jednak często też obserwowałem sekcję perkusyjną szkolnej kapeli. Kiedy poszedłem do liceum skłamałem dyrygentowi, że gram na bębnach. Schowałem trąbkę, kupiłem pałeczki i zacząłem się kręcić wokół sekcji perkusyjnej. Ponieważ umiałem czytać nuty, wystarczyło nauczyć się rudymentów.

Kupiłem zestaw perkusyjny i zacząłem grać w zespołach. Bardzo ciekawił mnie punk i heavy metal, ale dołączyłem do szkolnego jazzbandu i zacząłem brać lekcje. Poznałem Tommy?ego Igoe, który zaczął dawać lekcje w mojej szkole. Uczyłem się u niego przez trzy lata. Dzięki niemu przestałem myśleć o graniu, jak o hobby, tylko jak o czymś poważniejszym. Przed tymi lekcjami nie miałem żadnego doświadczenia ani pomysłu na to, jak zostać perkusistą.


Wygląda na to, że wziąłeś sobie to do serca.


W college?u moi rówieśnicy byli fenomenalnymi perkusistami, co sprawiło, że ćwiczyłem jak oszalały i odkrywałem różne style muzyczne takie, jak be- -bop, muzyka etniczna, afrykańska, brazylijska, masa tego typu rzeczy, z którymi wcześniej nie miałem styczności. Nocami grałem koncerty z zespołami, dzięki czemu przejście na zawodowstwo było troszkę łatwiejsze. Nie było tak, że skończyłem szkołę i pomyślałem, że chcę zawodowo grać. To było stopniowe przejście.


Znajomość wielu gatunków musiała być zaletą, gdy znalazłeś się w studio.


Oczywiście. Uważam, że nie ma jednego sposobu na wykonanie danej rzeczy. Są perkusiści, którzy grają tylko jedną rzecz, ale w niej są wybitni. Mnie tak nie uczono. Mój styl to robienie wszystkiego. Nie wiem, czy każdą rzecz gram dobrze, ale gram wszystko! Jeśli mam grać muzykę latynoską, to gram w tym stylu. Jeśli mam zagrać jazz, to gram na jazzowo. Nie muszę być kameleonem, nie muszę w jeden dzień udawać Tony?ego Williamsa, a w drugi Tito Puente. Po prostu staram się być sobą i znać różne kierunki w muzyce. Dawniej próbowałem naśladować moich ulubionych bębniarzy, ale potem doszedłem do tego, że muszę to wszystko wymieszać i stworzyć własny styl. Czy jestem wynajęty do gry z folkowym wokalistą, czy zespołem funkowym, staram się grać tak samo. Jeśli wszystko pójdzie dobrze, to moja nauka i gust sprawią, że w obu przypadkach wszystko pójdzie dobrze!


Czy granie to ciągła nauka?


Tak, jeśli podchodzisz do tego poważnie. Każdy, kto myśli, że wie już wystarczająco dużo, że może na tym jechać do końca kariery albo nie traktuje jej wystarczająco poważnie, albo ma złe aspiracje artystyczne. Może kiedyś mi też się to zdarzy, ale nie jestem jeszcze znudzony perkusją. Jest jeszcze tyle do odkrycia. Zawsze gdy słyszę kogoś nowego, jak gra fajne rzeczy to mam ochotę siąść i ćwiczyć.


Jak przeszedłeś od brania lekcji w szkole do grania sesyjnego?


Grałem w zespołach rockowych, kwartetach jazzowych i kapelach coverowych. Potem dołączyłem do zespołu Fulano de Tal, który dostał kontrakt z wytwórnią, kiedy byłem jeszcze w college?u. Nagraliśmy płytę i zaczęliśmy grać małe trasy. Po skończeniu szkoły dostałem granie u Julio Iglesiasa. Byłem w trakcie sesji nagraniowej i ktoś zadzwonił do producenta w studio z pytaniem, czy zna kogoś do grania trasy z Julio. Producent przysunął się do mnie, zapytał - a ja oczywiście się zgodziłem! Dwa dni później byłem już w trasie. Grałem na niej przez sześć miesięcy, dopóki nie zadzwonił znajomy z wiadomością, że produkuje płytę, która okazała się potem pierwszym albumem Shakiry. To było w 1998 roku i do tego czasu jestem w jej zespole. W międzyczasie grałem z Damienem Rice, Minnie Driver, do tego wiele okazjonalnych pojedynczych występów.


Rezerwujesz czas dla Shakiry, kiedy grasz z innymi?


Shakira pracuje bezustannie, więc nawet, jeśli dostaję inne propozycje to nie palę tego mostu, bo jest dla mnie priorytetem. Musiałem odrzucić kilka propozycji, które wydawały się bardzo fajne, ale myślę, że większość perkusistów ma jeden zespół, który uważają za swój główny. Pracują wtedy z innymi ludźmi, kiedy mają jakiś przestój.


Pracowałeś w różnych stylistykach. Opłacało się chyba brać na początku lekcje?


Czasami mam koncert, gdzie gram tylko miotełkami. Potem znowu popowy, gdzie trzeba mocno grać. To dobrze, że lubię taką muzykę, ale chodzi przede wszystkim o służenie jej. Nie myślę o zmienianiu biegów, tylko o tym, co jest dobre dla danego występu - głośność, tempo, feeling, tego typu sprawy. Niezależnie od zespołu i tego, czy jestem zaproszony przez basistę, artystę czy dyrygenta, idę na pierwszą próbę i muszę znaleźć prawidłowe podejście. Myślę, że moje doświadczenie pomaga, ale to zasługa także wrażliwości na to, co jest naprawdę ważne i czego wymaga dana muzyka.


Musisz być otwarty na cokolwiek Shakira, czy ktoś inny z kim pracujesz, chce żebyś zagrał?


Myślę, że tak. Każdy jest inny i prosi o inne rzeczy. Ludzie mają czasami kompletnie sprzeczne życzenia. Najpierw zagram z kimś kto lubi brzmienie otwartego hi-hatu, a zaraz z kimś, kto nie cierpi talerzy i chce, żebym grał tylko po tomach i werblu. Trzeba po prostu dowiedzieć się, co lubią. Nadal grasz na perkusji tak, jak chcesz, w swoim stylu, ale to oni śpiewają czy występują, a ty jesteś tylko tym "nowym" i masz się odnaleźć w swojej roli najszybciej, jak to możliwe.


Czy jest to współpraca między tobą i artystą?


Niektórzy lubią rozmawiać. Czasami masz spotkanie na temat tego, jak ma brzmieć muzyka. Wysyłają ci demka i wyjaśniają, jak ma wszystko wyglądać, inni nie lubią dyskutować i pozwalają ci dojść do wszystkiego samemu. Zdarzało mi się przylatywać na trasę i zaczynać granie bez żadnych prób, nagrań czy rozmów na temat tego, co będzie grane. Po prostu chcieli, żebym za nimi szedł. Czasami jest duży nacisk na współpracę, czasami wszystko zostawione jest tobie. To fajne, kiedy ludzie wynajmują cię z pełnym zaufaniem.


Czy to frustrujące, kiedy artysta ma jakieś brzmienie w głowie, z którego nie chce rezygnować?


Jeśli ktoś jest wybredny i wymagający albo ma konkretny pomysł, to niekoniecznie, bo ja też tak czasem mam. Co może być frustrujące to fakt, że czasem są grymaśni i wybierają partie perkusji, które są bez sensu - nie łączą się z basem albo przejścia nie współgrają. Starasz się grzecznie im powiedzieć, że spróbujesz czegoś innego, ale oni chcą to dokładnie tak, jak sobie wymyślili. To może być frustrujące, bo wiesz, że możesz zrobić to lepiej, ale ci nie pozwalają. Trzeba wtedy zagrać nieczysto. To może być żenujące, bo musisz noc w noc grać groove, który nie groovi. Ja się uśmiecham i mówię im, że nauczę się tego dokładnie, jak sobie życzą. Gram tak raz, a potem powoli zmieniam ten rytm tak, że nie zwracają na to uwagi, a pod koniec trasy wszystko jest tak, jak ja chcę. Nagrywamy potem wersję live i wszystkim się podoba!


Miałeś przeczucie, że jedna sesja z Shakirą przerobi się w tak długą współpracę?


Wciąż jestem zdziwiony, że trwa to tak długo. Najpierw wynajęto mnie do zagrania na płycie, potem do jednego koncertu w Nowym Jorku i dla MTV Unplugged. Potem koncertów zaczęło przybywać i w końcu znalazłem się w zespole. Z biegiem czasu zacząłem się pojawiać w klipach, wyprodukowałem i pisałem dla niej piosenki. Shakira lubi mieć dookoła siebie ludzi, z którymi dobrze się czuje i którzy potrafi ą robić wiele rzeczy na raz. Przez te lata nauczyłem się obsługi Pro-Tools, programowania, gram też trochę na basie, gitarze i klawiszach, więc jeśli ona ma czterech takich kolesi w pokoju to ma wrażenie, że może zrobić wszystko. Czasami jestem z nią w pokoju i zajmuję się realizacją dźwięku. Myślę sobie wtedy: "Nie jestem realizatorem, ale to jest dzisiaj moja praca!". To fajne, Shakira wciąż mnie popycha w różne kierunki.


Wszystko sprowadza się do wszechstronności.


Jestem jednym z tych ludzi, którzy jeśli są o coś proszeni, to przytakują, a potem się uczą, jak to zrobić. Jeśli cię ktoś zapyta, czy grasz na instrumentach z Azji Mniejszej, a ty na to, że oczywiście, po czym idziesz na szybki kurs przed koncertem, to jest to większe wyzwanie i jest też dla mnie ciekawsze.


Jakie są najbardziej wymagające aspekty występu?


Koncerty są wymagające na wiele sposobów. Jednym z nich jest fakt, że Shakira jest bardzo konkretną osobą. Jestem w szczęśliwej sytuacji, bo tak długo już jestem w zespole, że mam jej zaufanie, ale i tak, kiedy gramy próby to uczę się wszystkiego dokładnie tak, jak to jest na płycie. Gram tak przez wszystkie próby aż do momentu, kiedy wszystko jest bardziej wyluzowane i możemy zacząć co nieco improwizować. Jak już coś polubi, to chce, żeby tak było co wieczór, to kwestia dokładności. Niektóre trasy są bardziej oparte na muzykalności i improwizacji, inne kręcą się wokół precyzji i perfekcyjnego zagrania noc w noc przez 120 koncertów. Dodatkowo w tym wypadku gram na bębnach akustycznych, elektronicznych i perkusjonaliach, więc ciągle skaczę dookoła zestawu. Jestem w kilku miejscach na raz, ale muszę sprawić, żeby to brzmiało spójnie i solidnie, a nie jakbym był dzieckiem w sklepie z zabawkami i walił po wszystkim, jak popadnie.


Czujesz się sfrustrowany brakiem okazji do improwizacji?


Doszedłem do takiej pozycji w zespole, że nie muszę grać wszystkiego dokładnie tak samo każdej nocy, jeśli tylko nie zaskoczę jej jakimś przesuniętym linearnym rytmem, który ją zdezorientuje. W trakcie prób gram cały czas to samo, bo ona pracuje nad swoją choreografią, chce dobrze śpiewać, a jeśli gra na gitarze to chce się dobrze czuć. Chodzi o to, by ona czuła się swobodnie, a kiedy co noc wszystko świetnie jej wychodzi, to zmieniam przejścia, dodaję duszki czy bawię się trochę stopą. Frazy i tempa są ustalone z góry, ale mam wolność, jeśli chodzi o szczegóły. Shakira nie ustala przejść ani rytmów, które mam grać. To chyba część psychologii wolnego strzelca, że samemu trzeba dojść do tego, kiedy wokalista dobrze się czuje.


W koncertowym zespole Shakiry jest także perkusjonista. Czy jest to kolejne wyzwanie?


Na każdej trasie był perkusjonista. Granie z nim czasami może być wyzwaniem. Jeśli jest to muzyk na wysokim poziomie, to nie ma problemów z nierówną grą czy nakładaniem się ścieżek, ale są też różne typy perkusjonistów. Niektórzy wtopią się w tło, są praktycznie niewidoczni i brzmią jak przedłużenie ciebie, jakbyś miał kilka dodatkowych kończyn. Inni z kolei siedzą ci na karku i duszą swoją grą. Możesz się wkurzyć, jeśli grasz na perkusji, a ten gość gra głośne i gęste przejścia co cztery takty.


Przechodząc do sprzętu - używasz płytkiej stopy podczas koncertów z Shakirą. Dlaczego?


W tym momencie na trasie mam centralę głębokości 16", dawniej była 14". Popatrz na stare zestawy - wszystkie mają 14 cali głębokości i mają świetne, ogromne brzmienie. W latach 80 i 90 zaczęliśmy produkować te - wielkie jak armaty - centrale w nadziei, że będą miały potężniejsze brzmienie i dłużej będą wybrzmiewać, co wydaje mi się nie zostało potwierdzone. Zdarzało mi się w studio, że im głębsza centrala, tym bęben miał mniej dołu i kopa. Wielu moich znajomych produkuje bębny i wydaje mi się, że powrót do centralek głębokich na 14" i 16" spowodowany jest tym, że to optymalny rozmiar, gdzie można uzyskać dużo dołu, ale powietrze porusza się szybko i jest kopnięcie. Jeśli bęben jest zbyt głęboki, to może powietrze po prostu więcej się porusza i gubi zanim dotrze do przedniego naciągu. Lubię używać głębokości 14" w studio i do małych koncertów, a na większe występy, np. na arenach, wyciągnę 16".


A elektronika?


Do zestawu wrzucona jest perkusja V-Drum, jest też Octapad. Jest bardzo dużo rzeczy wrzuconych do perkusji, żeby pokryć tak rozległy repertuar, bo gram wszystko od piosenek rockowych po ballady i disco. Nie lubię bałaganu. Nie przynoszę niczego, z czego nie będę korzystać. Jeśli nie uderzam czegoś wystarczająco dużo, to każę technicznemu to wywalić. Denerwuje mnie syf w moim życiu - na biurku, w walizce, w zestawie. Właściwie to mam już tak dużo rzeczy przypięte do setu, że zaczynam się bać!


Granie na tak dużych popowych występach musi być bardzo atrakcyjne.


Uwielbiam podróżować i każda okazja do wyjazdu do tych wszystkich wspaniałych krajów jest atrakcją. Jestem zafascynowany każdym nowym językiem i kulturą, nowym jedzeniem w każdym kraju, jaki odwiedzam. Także możliwością grania w tylu miejscach, do których sam chodziłem. Kiedy dorastałem, byłem na wielu koncertach, a teraz kiedy dorosłem do bycia perkusistą, mogę grać w tych miejscach - to jest dopiero ekscytujące!


Szymon Ciszek, Rich Chamberlain, Maciej Nowak


Galeria

Pozostałe

Paul Mazurkiewicz (Cannibal Corpse)

Dodano: 29.09.2016

Jeden z najsłynniejszych zespołów deathmetalowych na świecie współtworzy perkusista o bardzo swojsko brzmiącym nazwisku.

czytaj dalej

Nigel Glockler (Saxon)

Dodano: 22.09.2016

Pojawił się w zespole na tygodniowe zastępstwo, które ostatecznie przedłużyło się - z drobnymi przerwami - do dnia dzisiejszego.

czytaj dalej

Michał "Bandaż" Bednarz

Dodano: 08.09.2016

Bębni m.in. W Trzynastej w Samo Południe, w Full-X Trio Adama Fulary, absolwent Wrocławskiej Szkoły Jazzu i Muzyki Rozrywkowej, Jazzu i Muzyki Estradowej na Akademii Muzycznej we Wrocławiu.

czytaj dalej

Charlie Benante

Dodano: 26.08.2016

Ze swoim prawie 35-letnim stażem na scenie, Anthrax należy do legend ostrego grania. Przechodził różne wzloty i upadki, uczestniczył lub był świadkiem kolosalnych zmian w muzyce.

czytaj dalej

Jay Weinberg (Slipknot)

Dodano: 18.08.2016

Perkusyjnym światem tąpnęło, gdy Joey Jordison powiedział: "Odchodzę ze Slipknot!".

czytaj dalej
Zobacz wszystkie
Reklama