Zobacz porady i podpowiedzi od śmietanki perkusyjnej... Perkusista Zamów listopadowe wydanie >>Ulubiony kiosk
Wywiady

Mike Mangini

Dodano: 02.04.2012
Bitwa o najbardziej pożądany stołek w perkusyjnym świecie zakończona. Mike Mangini opowiada nam, jak to jest zastąpić legendę bębnienia...

Dream Theater
nigdy nie robiło niczego po łebkach. Najsłynniejsi prog-metalowcy świata wiedzieli, że kiedy jeden z założycieli zespołu i półbóg bębnienia, Mike Portnoy, opuszczał skład po 20 latach wspólnej gry, znalezienie następcy będzie graniczyć z cudem. W końcu, jak wielu perkusistów potrafi tak machać pałeczkami jak wielokrotnie nagradzany Portnoy? Wokalista James LaBrie, gitarzysta John Petrucci, basista John Myung i keyboardzista Jordan Rudess wynajęli ekipę filmową i spędzili większość 2010 roku organizując tajne przesłuchania siedmiu najbardziej doświadczonych perkusistów na rynku... Pod koniec roku cały metalowy świat wstrzymywał oddech, gdy ogłoszono, że podjęli decyzję. Wtedy jeszcze nie powiedzieli nam, co się dokładnie dzieje. W przeciwieństwie do Portnoya, który w międzyczasie przystąpił do kilku nowych projektów, wiadomości z obozu DT pojawiały się rzadko. Pięć miesięcy później zespół przerwał milczenie i okazało się, że nowym perkusistą jest Mike Mangini, doświadczony bębniarz z kapel takich, jak Annihilator, Extreme, Steve Vai; zdobywca trzech rekordów prędkości na bębnach (miażdżące pokazy można obejrzeć na YouTube), nauczyciel Berklee i sesyjny gigant współpracujący w przeszłości m.in. z LaBrie. Jest to więc muzyk mający wiele do zaoferowania Dream Theater.

Koniec lipca, pełnia wakacji, ludzie korzystają z uroków tegorocznego lata przemieszczając się w kajakach po chodnikach i ulicach. Na szczęście tego dnia pogoda dość łaskawie obeszła się z przybyłymi do Katowic fanami Dream Theater i kilka wiszących chmurek nie siało większego spustoszenia. Eksperci od prog rocka z firmy Rock Serwis zapraszali do Spodka na pierwszy polski koncert Dreamów bez Portnoya. Wszyscy dobrze wiedzieli, że stanowisko garowego obsadził Mike Mangini, który przeżywa renesans swojej kariery rozchwytywany na każdym kroku przez perkusyjnych dziennikarzy. Przed koncertem spotkaliśmy się w jednym z katowickich hoteli w godzinach wczesnopopołudniowych.

Mike wyszedł z mokrymi od kąpieli włosami i lekko opuchniętą twarzą, co świadczyło o tym, że muzyk dopiero wstał. Mieliśmy ograniczony czas ze względu na nagrywanie przez zespół teledysku. Zamiast gnić w dusznym hotelu z wielce przesympatyczną i urodziwą panią recepcjonistką zdecydowaliśmy wyjść pod parasole, rozstawione w hotelowym ogródku (niestety, pani recepcjonistka nie mogła z nami wyjść). Mike wyciągnął wielkie cygaro i zakurzył je, otaczając się dymem niczym KISS w finalnej części swoich teatralnych koncertów. Wziął w ręce numer Perkusisty celem sprawdzenia jakości gazety. Od razu roześmiał się szeroko, gdy zobaczył na okładce swojego kolegę - Erica Singera (właśnie z KISS). Rozpoczęliśmy rozmowę, która tradycyjnie już przybrała bardziej formę luźnej konwersacji aniżeli typowego Q&A. Z tego obrotu sprawy Mike był bardzo zadowolony. Mógł poczuć się swobodniej, co było dość istotne w perspektywie kolejnego zestawu "ćwiczeń z matmy", jakie przed nim stały tego wieczora.

Minęła godzinka, gdy z hotelu wynurzył się John Myung, który powiedział jedynie "Hi" i czmychnął do autobusu. Za chwilę pojawili się również "Pietrucha" z synem i Jordan. Na samym końcu pokazał się James, który posiedział z nami chwilę i zamienił kila słów na temat naszego kraju. Mike otrzymał od nas zestaw polskich filmów (z angielskimi napisami), co wprowadziło go w jeszcze lepszy nastrój mimo, że chłop jest tak sympatyczny i uprzejmy, że prawdopodobieństwo wyprowadzenia go z równowagi graniczy zapewne z niemożliwością. Po koncercie mieliśmy się spotkać raz jeszcze, ponieważ strasznie "odgrażał się" w temacie swojej solówki i ciekaw był, jaka będzie moja opinia na ten temat.

Gratulujemy przyjęcia do DT. To chyba jak spełnienie marzeń, co?


Rzeczywiście. Kilka dni po ogłoszeniu powiedziałem o tym rodzicom, więc nikt nie powinien myśleć, że dowiedział się o tym jako ostatni!


Zostałeś przyjęty pod koniec 2010 roku, ale ogłoszono to publicznie dopiero 29 kwietnia 2011. Ciężko było ci siedzieć cicho przez ten czas?


To było okropne (śmiech). Powiedziałem o tym tylko mojej żonie. Stawka była duża: bardzo, bardzo drogi projekt dokumentalny, który miał być prezentem dla fanów, swoją drogą to najszczodrzejsza rzecz, jaką widziałem, a także moje słowo. Jestem teraz z nową rodziną, która chciała zaufania. Wszystko było dwa-trzy razy cięższe, bo około tuzina osób wiedziało o przesłuchaniu i nie dostało odpowiedzi jak mi poszło! Czytałem wiele postów na Internecie od fanów, którzy utrzymywali, że ktoś z obozu DT na pewno wie, kim jest nowy perkusista, ale to nieprawda. Moja własna rodzina nie wiedziała. Nie mogli się dowiedzieć, inaczej nie byłby to sekret.


Zgodziłeś się od razu na przesłuchanie do Dream Theater?


Ani przez chwilę nie miałem wątpliwości! Pierwsze, co mi wpadło do głowy po otrzymaniu zaproszenia, to oprócz frustracji na różne trudności życia, świadomość, że tak musi być. Naprawdę chciałem zagrać, czułem się jak rezerwowy na meczu piłki nożnej, który rwie się do gry.


Mike, chyba nikt nie zadał ci tego pytania tak naprawdę? Dlaczego? Dlaczego chciałeś grać w Dream Theater? Pomijam życiowe aspekty, chodzi mi o kwestie muzyczne.


Jest to pewne sfinalizowanie tego, czym jestem. Gdy rozstawiam mój zestaw i nikogo nie ma, nie obchodzi mnie kto co myśli, mam wtedy pełno radochy. Wszystko, co wtedy zagram, jest w porządku za każdym razem i właśnie z tym zespołem właśnie jest tak samo, że jak gram to wszystko jest w porządku. Jest to swego rodzaju zwieńczenie tego, co robiłem do tej pory. Oni dobrze rozumieją, dlaczego używam takiego zestawu perkusyjnego z centralami 26, 22 i 18. Rozumieją to, inkorporują, wspomagają, kumają, o co chodzi. Kiedy patrzę na swój zestaw nareszcie widzę, że mogę go w pełni wykorzystać! Ponieważ są tego przyczyny, dlaczego mam to wszystko. Ci goście myślą tak samo, jak ja i jestem kawałkiem tego wszystkiego. To właściwy zespół dla mnie, a ja jestem właściwym człowiekiem dla nich.


W przesłuchaniu wzięło udział siedmiu bębniarzy. Jak wyglądało twoje?


Moje przesłuchanie było pierwsze. Cały czas myślałem: "Kurczę, w Idolu zawsze zapomina się o tych na początku!". Przesłuchanie miało miejsce 18 października. Wszyscy mieliśmy trzy tygodnie na przygotowanie. Graliśmy w Nowym Jorku w SIR Studios, jakieś cztery godziny pociągiem od mojego domu. Była tam cała kapela plus ekipa filmowa, ich menadżer i kamerzyści. Każdy dostał trzy piosenki do nauczenia się, a trzy kawałki dla Dream Theater oznacza pół godziny grania! Zagraliśmy A Nightmare To Remember, The Spirit Carries On i The Dance Of Eternity.


Jak dowiedziałeś się, kim są pozostali kandydaci?


Wszyscy byli adresatami zbiorowego e-maila (śmiech). Bardzo ich podziwiam, ale nie kontaktowaliśmy się ze sobą. Rozmawiałem tylko z Marco Minnemannem, bo graliśmy razem trasę w tym roku. Po prostu się wspólnie cieszyliśmy - jak przyjaciele.


Na jakiej perkusji grałeś w trakcie przesłuchania?


Używałem tego, co było na miejscu, czyli wynajętego zestawu. Miałem natomiast swoje blachy, bo skontaktowałem się z Zildjianem, który dostarczył odpowiednie talerze. Bycie pierwszym na przesłuchaniu ma swoje minusy, na przykład to ja musiałem wszystko rozkładać. Każdy po mnie miał już przynajmniej tomy na statywach i resztę osprzętu na swoim miejscu.


Byłeś bardzo zestresowany?


Nie, i powiem ci dlaczego. Jedną z rzeczy, jakie robię w ramach przygotowań do przesłuchania jest wyobrażanie sobie siebie już w jego trakcie. Jeśli więc ogrywam piosenki i robię błędy, wyobrażam sobie, jak gram na przesłuchaniu i się mylę, żeby czuć się swobodnie z tą myślą. Wszystko było więc świetną zabawą z jednym wyjątkiem: kiedy zacząłem grać nie byłem rozgrzany. Chciałem to zrobić, bo konfiguracja wynajętej perkusji była całkiem inna od tego, na czym normalnie gram, a osprzęt nie pozwalał mi na wygodne ustawienie.


Dlaczego?


Moja perkusja jest ustawiona w sposób unikatowy; tomy nie zmniejszają się od lewej do prawej, idą od środka na zewnątrz, chociaż jestem praworęczny. Musiałem grać "na zimno" i pomimo głosów malkontentów, że nie gram mocno, bo widzieli moje filmy z pobijania rekordów prędkości (co kompletnie nie świadczy o tym, jak mocno gram), uderzałem z taką siłą, że rozkręciłem jedno ramię od blachy przy pierwszym uderzeniu. Musiałem wstać i je poprawić, kiedy wchodziłem na przejście. Poza tym wszystko było dobrą zabawą.


Robiłeś jakieś błędy w trakcie przesłuchania?


Grałem partie Mike?a dokładnie na tyle, ile mi uszy pozwalały, z wyjątkiem kilku poprawek. Mówiąc bardzo konkretnie poprawiłem kilka przejść, żeby pasowały do tego, co gra reszta muzyków. Na przykład: w każdej piosence był jakiś fragment, gdzie w solo Johna czy Jordana wybierałem ulubioną zagrywkę i dopasowywałem do niej perkusję. Wybierałem też ulubione partie, które śpiewa James i akcentowałem je blachami. Podobnie było z Johnem Myung?iem. Od razu zauważałem, kiedy tylko grał coś chociaż troszkę inaczej niż na nagraniu, które znałem. Miałem z nim intensywny kontakt wzrokowy, patrzyłem na to, jak rusza nogą i mogłem przewidzieć, co zrobi, bo starałem się go wyczuć. Wiedziałem, kiedy oczekiwał nuty zamiast ją grać.


Co się działo po tym, jak zagrałeś te trzy piosenki?


Usiedliśmy i pytano mnie o różne rzeczy, na przykład: co mógłbym wnieść do zespołu, dlaczego jestem na tym przesłuchaniu. Od razu dałem im do zrozumienia, że uwielbiam to, co robią muzycznie, ale też to, że wykorzystują w pełni swoje talenty. Teraz parafrazuję, bo ciągle do nich coś gadałem i gadałem, ale po prostu chciałem, żeby wiedzieli, że pomimo tego, co mówią krytycy, że grają za dużo, rozumiem to, że szanują swój talent i umiejętności, i nie boją się ich wykorzystać. Chciałem też im powiedzieć, że uwielbiam wcześniejsze partie perkusji i Mike?a Portnoya. To dla mnie ważne - przed Dream Theater byłem już znany na tyle, żeby dwa razy być na okładce czasopism perkusyjnych w 2010 roku, więc to nie jest tak, że przychodzę znikąd. Czułem jednak, że to ważne, by wiedzieli o moim szacunku dla nich.


Więc jesteś fanem gry Portnoya?


Chcę zapewnić świat, że zachowam spuściznę Mike?a. Nie żartuję. Znam go od 15 lat, wielokrotnie się spotykaliśmy i zawsze był dla mnie bardzo miły. To jego miejsce do cholery, a ja na pewno to uszanuję. Mówię serio. To ważne, nie tylko na poziomie etyki, ale i muzyki.


Jak dowiedziałeś się o tym, że zostałeś wybrany?


Pierwszy powiedział mi to James LaBrie. Wspólnie do mnie zadzwonili dwa tygodnie po przesłuchaniu.


To musiały być dwa stresujące tygodnie...


Tak, z 27 wykrzyknikami! Każdy z zespołu po kolei ze mną rozmawiał. Niesamowicie było słyszeć ich ekscytację związaną z przyszłością zespołu.


Pewnie chcieli kogoś zarówno z odpowiednimi umiejętnościami, jak i charakterem.


Tak. Jeśli mam spać w busie obok kogoś to też bym patrzył na jego osobowość!


Spójrzmy na twoją karierę aż do teraz.


Cóż, pierwszym dużym zespołem był Annihilator w 1993 roku. Nigdy nie zapomnę przyjazdu do Londynu na koncert w klubie Underworld ani uczucia, kiedy wchodziłem na scenę, mając cały materiał porządnie przygotowany. Słyszałem zza sceny krzyki ludzi i nie mogłem ich zrozumieć. Tak mi się to podobało, że mógłbym za to zapłacić, by tam być.


Przeszedłeś do Extreme w 1994 roku. Czy była to duża zmiana stylistyki?


W pewnym sensie i tak i nie. Świat nigdy nie usłyszy nas z materiałem, który opracowaliśmy. To jedna z najsmutniejszych rzeczy w mojej karierze. Jest jedna piosenka z nowej płyty Extreme zatytułowana Comfortably Dumb - z czasów, gdy z nimi grałem. Dużo podobnych piosenek wyszło z moich rytmów. Potem przeniosłem się do Los Angeles, żeby grać ze Stevem Vai.


To musiała być ciekawa zabawa.


O tak. To było świetne połączenie. Steve dyktuje partie perkusji swoim bębniarzom, czego część z nich nie lubi, ale mnie się to podobało, bo miał świetne pomysły, które były dla mnie wyzwaniem. Prosił mnie o granie rzeczy, gdzie musiałem ruszać ramionami w inny sposób niż zwykle, co doprowadzało mnie do śmiechu. Prosił np. o zagranie na konkretnym talerzu w konkretnym miejscu. Orkiestracja tego była wymagająca, bo kiedy jestem w trakcie gry to moje ramiona były np. po drugiej stronie zestawu.


Która z sesji nagraniowych była dla Ciebie najtrudniejsza?


Największym problemem podczas sesji jest zawsze fakt, że nie mam wystarczająco czasu na to, żeby poznać cały materiał, by znaleźć najlepsze rozwiązania. Większość płyt, jakie nagrywałem, nie było poprzedzone próbami. W przypadku Ultra Zone Vaia mieliśmy okazję poćwiczyć, ponieważ nagrywaliśmy to u niego w domu. Później słyszę materiał i myślę sobie: "O nie, mogłem to zagrać zdecydowanie lepiej". Teraz Dream Theater sesja wyszła bardzo naturalnie. W sumie tym największym problemem jest to, że mam wiele różnych pomysłów i nie wiem, który będzie pasował najlepiej.


A pamiętasz swoją pierwszą poważną sesję w studio?


Tak. Byłem koszmarny? To była sesja ze Stevem Perry z Journey. To było wielkie nazwisko i nie mogłem w ogóle grać. Miałem tego samego dnia klinikę perkusyjną i nie mogłem się zupełnie skoncentrować, nie dawałem nawet rady zapamiętać formy. Na drugi dzień było już zdecydowanie lepiej, ale ten pierwszy raz był po prostu koszmarny i nigdy tego nie zapomnę. Steve Perry myśli, że jestem leszczem.


Pewnie zobaczy jakiś magazyn perkusyjny z tobą na okładce i pomyśli: "Co ten cienias robi w Dream Theater?"


(śmiech) Pewnie tak. No cóż, wszyscy jesteśmy ludźmi, uczę się każdego dnia. Tak też moje solo się rozwija z każdego występu na następny. Po koncercie musisz mi powiedzieć, co sądzisz na ten temat.


Grasz na jakimś innym instrumencie, pianinie czy gitarze, komponujesz?


Tak, gram trochę na innych instrumentach. Z komponowaniem jako perkusista jest dość specyficzna sprawa. Perkusista jest wtedy kompozytorem, gdy muzyka jest pisana przez niego, tylko i wyłącznie. Jako przykład podam fragment numeru z dorobku Extreme, gdzie zostawiono mnie samego i skomponowałem pewien układ hi-hatów. Wtedy perkusista może nazywać siebie kompozytorem, nigdzie indziej. W przypadku Dream Theater kompozytorami są John Petrucci, John Myung, Jordan Rudess i James LaBrie, z czego głównym kompozytorem jest John Petrucci. Ja w chwili obecnej muszę zadowolić ich swą grą, by pasowała do skomponowanej przez nich muzyki. Muszę mieć pewność, że to, co gram będzie pasować do tego, co oni stworzą, więc tak naprawdę ja w tym momencie nie komponuję.


Jakbyś podsumował swój styl gry?


Nauczono mnie perkusji pod kątem orkiestrowym, ale pasjonuje mnie progresywny rock i heavy metal. Wystarczy popatrzeć na zespół, w którym gram! (śmiech) Mój styl pasuje do Dream Theater, bo niezwykle pasjonuje mnie granie na konkretnym bębnie/talerzu w danym miejscu i uwzględnianiu jego wysokości. Kiedy zespół gra riff, ja nie gram po prostu jakiegoś przejścia. Gram z nimi ten riff, najbardziej nuta w nutę, jak tylko mogę. Mój zestaw pozwala mi na to, czego nie można zrobić na tradycyjnej perkusji.


Jak doszedłeś do tej wyjątkowej konfiguracji?


W szkole grałem w orkiestrze marszowej. Grałem na bębnach o nazwie tri-toms, co oznaczało, że wysoki bęben był w środku, średni po lewej i niski po prawej. Gdyby nie hi-hat na kablu nie mógłbym tego zrobić!


Kopiujesz partie Portnoya czy nadajesz im własny kształt?


Oczywiście trzeba odcisnąć swoje piętno, myślę, że każdy robi to naturalnie. Raczej nie zmieniam rytmów i przejść. Gram jego partie, tylko może zagram na tomie 12" a nie 14" - to zależy. Są momenty, kiedy upiększam to, co grają inni, bo on nagrał oryginalne partie przed tym, jak wiedział, co reszta w końcu zagra. To samo robiłem z Jamesem LaBrie. Kiedy słuchałem płyty mówiłem "O, nie wiedziałem o tym, opuściłem to i to!" Jeśli chodzi o to, czego ludzie się spodziewają na trasie - powinni po prostu słuchać płyty, bo głównie na niej będę się opierał.


Czy zespół dał ci jakieś instrukcje, co do grania, jak Portnoy albo odwrotnie?


Piosenka to piosenka. To nie chodzi tylko o Mike?a, ale bardziej o zespół jako kolektyw. Werbel musi być w danym miejscu, bo zespół jest do tego przyzwyczajony.


Opowiedz nam o swojej niezwykłej konfiguracji stopek w zestawie Pearl?a.


Mam 26" centralkę po lewej, dwie 22" w środku i 18" po prawej, a do tego trigger elektroniczny na każdą stopę, więc mam osiem pedałów, bo dochodzą do tego jeszcze dwa hi-haty na kablach. Pracowałem nad tym ustawieniem od lat i nie wiedziałem, gdzie mógłbym go użyć (śmiech)! Gram gęsto po lewej stronie, bo nie lubię brzmienia dwóch takich samych centralek chyba, że w standardowym rytmie na dwie stopy. Lubię różne dynamiki, uderzę w stopkę 26" w mocnych punktach taktu a na 18" w mniej ważnych miejscach. Dużo ludzi pyta, czemu mam tak dużo centralek i mówi, że powinienem to robić na jednym bębnie, bla bla bla...


Teraz nie zdobędą się na to, od kiedy jesteś w Dream Theater.


Ha ha! Chociaż raz! Ale posłuchaj: ludzie, którzy mnie znają wiedzą, że lubię też grać na prostym zestawie. Myślę, że świetnie byłoby zagrać kiedyś akustyczny koncert Dream Theater na małej perkusji - jeden hi-hat, cztery bębny. To byłaby świetna zabawa. Każdy z nas rodzi się z pewnymi darami, które później przedstawiamy światu. Coś, nad czym nie mamy kontroli, na co nie mamy wpływu, to czyni nas indywidualnościami. Mimo to jesteśmy odpowiedzialni za kształtowanie tych darów, bo inaczej nie mamy żadnych praw do wykorzystania ich, musimy się najpierw ich nauczyć. Dla mnie moim darem jest moja muzykalność. Mój zestaw nie jest przedłużeniem mojej techniki samej w sobie, jest to narząd mojej muzykalności, mojego konceptu muzyki. Nie potrafiłem od razu grać lewostronnie! To wszystko jest swoistym darem, boskim darem. W przypadku zestawu, który wykorzystuję teraz, jest to kombinacja tego, co używał Mike z moim dotychczasowym układem. Zestaw jest wyrazem muzykalności, a nie wyrazem umiejętności technicznych. Bo nie mam wystarczających umiejętności technicznych, by grać w pełni tak, jak bym chciał.


Nie uważasz, że jest obecnie obłęd pod kątem sprzętu?


Wiesz co, najpierw trzeba poćwiczyć. (śmiech)


Jakie są inne ważne części twojego zestawu?


Jak już mówiłem, tomy rozchodzą się od środka i używam sygnaturowego werbla. Długie tomy mam wysoko, bo nie ma na nie miejsca niżej. Zestaw jest tak ustawiony, bo chcę wykorzystywać mój potencjał - taki muzycznie jestem. Nie gram tradycyjnych przejść, gdzie tylko się jeździ przez całą perkusję. Przynajmniej nie zawsze. Gram na niej linie melodyczne.


Pamiętasz swoje koncerty w Polsce?


Pamiętam swój show w Opolu, klinikę. Pamiętam też koncert ze Stevem Vaiem w Warszawie. Mówię ci, moje solo jest teraz 10 razy lepsze niż wtedy. (śmiech)


Co sądzisz o tym regionie Europy?


Najpiękniejsze kobiety na świecie, najpiękniejsze. Uwierz mi, byłem już wszędzie, ale tutaj są najpiękniejsze kobiety.


Co było najtrudniejsze, gdy zaczynałeś grać na bębnach?


Chyba dla wszystkich najtrudniejszą rzeczą było nie przyspieszać. Należy trzymać time, nie przyśpieszać.


Jak wygląda sprawa twojego nauczania w Berklee?


Mój czas nauczania w Berklee zakończył się już dawno. Musiałem stamtąd odejść, wyrwać się, nie mogłem tego dalej robić. Nie jestem nauczycielem w pierwszej kolejności? Nikt nie jest nauczycielem w pierwszej kolejności! Ludzie, którzy myślą inaczej, są chyba szaleni. Najpierw jesteś muzykiem, a później nauczycielem, bo nauczasz tego, co sam potrafisz. Jak możesz nauczać czegoś, o czym nie masz pojęcia?


Co sądzisz o Internecie i ściąganiu muzyki?


Internet sam w sobie jest tym, czym jest. Nic poza tym. Tutaj chodzi o to, jacy są ludzie. Dobrzy lub źli, bo tak skonstruowany jest ten świat. Internet niesie za sobą wiele rzeczy, które są w porządku lub nie i teraz jedyną kwestią, jest jak ludzie będą to wykorzystywać. Zobacz na przykładzie Youtube i filmów tam zamieszczanych. Z jednej strony jest to moja muzyka i moja twórczość, jestem jedyną osobą uprawnioną do tego, by to sprzedawać i czerpać z tego profity, ale z drugiej strony ludzie na całym świecie mogą zobaczyć szalejące tłumy na naszych koncertach. A to jest fajne i nie mam nic przeciwko temu. Oczywiście, fajnie by było mieć możliwość zadecydowania, co tam zamieścić, chociażby w przypadku mojej solówki. Zobacz, przed pierwszym koncertem w Rzymie miałem jedną próbę przed dwugodzinnym setem? Jedną próbę. Jedną!


Dla ciebie to i tak za dużo. (śmiech)


Jasne? Mów mi jeszcze, nie wydaje mi się? Ekhem. Trzeba to wszystko spamiętać pod kątem, kiedy ma być większa przerwa, chwila oddechu, całe tempo koncertu.


Co cię wkurza podczas koncertów, gdy grasz?


Moje włosy. Wkurzają mnie włosy, bo nie jestem w stanie ich ciągle odgarniać do tyłu. Przez to też dostaję odcisków. Jak odgarniam włosy, ręce stają się mokre i ściskam za mocno pałeczki, i to mnie wkurza!


Opowiedz nam o nowej płycie Dream Theater. Są tam jakieś ciężkie partie na bębny?


Skończyłem nagrania dobrych kilka tygodni temu i tak! Staram się uświetnić to, co słyszę i było kilka momentów, które musiałem ćwiczyć godzinami, bo opierały się na koordynacji. Musiałem przyzwyczaić mięśnie do uderzania z prędkością, siłą i wyczuciem. Nie mówię tylko o uczeniu się partii - musiałem połączyć prawą i lewą półkulę mózgową.


Czułeś potrzebę odbicia na płycie swojego piętna jako ?ten nowy??


I tak, i nie. Z jednej strony oczywiście, bo i tak bym to zrobił. Ale tak jak poniekąd wspomniałem wcześniej, nie brałem udziału w pisaniu płyty - chciałem zobaczyć, co wymyśli reszta. Tu nie chodzi tylko o przeszłość z Mike?m Portnoy?em, chodzi też o przyszłość ze mną. Chciałem sprawdzić, co zrobią bez żadnego perkusisty. Oni też chcieli pisać płytę jako kwartet. Kiedy John Petrucci mi o tym powiedział, zgodziłem się, szczególnie, że miał dużo pracy z nowym zestawem. Musiałem nosić parę ton sprzętu przez trzy piętra. Dostałem nowy sprzęt, musiałem rozłożyć stary i złożyć wszystko jeszcze raz, bo przygotowywałem jeden zestaw do płyty w jednym pokoju i zmieniałem studyjny w drugim.


Wciąż jesteś tak szybki, jak wtedy, gdy ustanawiałeś rekordy prędkości?


O tak. Nigdy nie trenowałem specjalnie do pobijania tych rekordów, po prostu się rozgrzewałem. Ćwiczyłem jako nastolatek. Szczerze mówiąc, mogę wstać rano z łóżka i od razu zagrać przez 10 sekund z prędkością 20 uderzeń na sekundę. Pamięć mięśniowa tego nie zapomina. Moje nogi to jednak inna historia; nigdy ich prawidłowo nie ćwiczyłem i miałem nieprzyjemną kontuzję kolana, gorszą niż zwykłe naderwania. Wszystko leczyło się trzy razy dłużej. Mając dwójkę małych dzieci opuszczałem dużo zajęć rehabilitacyjnych. Po operacji w 2009 roku mogłem grać do tempa 100bpm i musiałem się przygotować do majowej trasy warsztatowej. Wtedy nadal grałem poniżej 200bpm, ale miałem potem więcej czasu na ćwiczenia, więc wszystko wygląda już dobrze.


Masz rodzinę?


Tak. Dlatego głównie odszedłem od Steve?a Vaia. Postanowiłem, że założę rodzinę i zostanę wykładowcą. Tak też zrobiłem. Powiedziałem sobie, że zrobię przerwę i później wrócę, i tak się stało. Moja żona powiedziała mi, że powinienem wracać, grać z kapelami, zanim stanę się za stary. (śmiech)


Szczególne podziękowania za pomoc dla ekipy Rock Serwis, Boba Wiczlinga z Zildjian, Silesia Music Center, Pearl Drums, Alex Dziduszko oraz dla Rikka Feulnera.




Galeria

Pozostałe

Tommy Clufetos (Black Sabbath)

Dodano: 08.12.2016

Ostatni marsz Black Sabbath przez światowe stadiony i hale koncertowe. Najważniejszy zespół w historii muzyki metalowej przechodzi do historii i żegna się z fanami.

czytaj dalej

Luke Holland

Dodano: 01.12.2016

Luke to rocznik 1993 i jest doskonałym przykładem na to, jak nowe technologie wpłynęły na świat bębnów. Młody muzyk gra oczywiście w typowym zespole scenicznym, ale dla większości perkusistów jest on postacią znaną głównie z filmów na Youtube.

czytaj dalej

Szymon "Kanister" Jędrol

Dodano: 25.11.2016

Dla wielu punkowe granie nie idzie w parze z techniką i dobrymi muzykami. Z jednej strony coś w tym może i było 30 lat temu, z drugiej im prostsza muzyka, tym trudniej zagrać wszystko dobrze i w punkt.

czytaj dalej

José i Tomek Torres

Dodano: 18.11.2016

Ojciec nagrał kilkadziesiąt płyt z największymi gwiazdami naszej sceny muzycznej. Syn gra w jednym z najbardziej rozchwytywanych polskich zespołów rockowych.

czytaj dalej

Matt Nicholls (Bring Me The Horizon)

Dodano: 31.10.2016

Od małych metalowych klubów po wielkie hale jako gwiazda wieczoru. Minęło już 12 owocnych lat działalności Bring Me The Horizon.

czytaj dalej
Zobacz wszystkie
Reklama