Tommy Clufetos we wrześniowym numerze Perkusista Przejrzyj online >>Ulubiony kiosk
Wywiady

Nicko McBrain

Dodano: 09.04.2012
Bębniarz legendarnej kapeli, która wkroczyła w kolejne dziesięciolecie nowym albumem i wielkimi koncertami. Jego charakterystyczny złamany nos i olbrzymi zestaw perkusyjny to jedne z wielu charakterystycznych elementów Iron Maiden. Zapraszam na krótkie spotkanie z szalonym londyńczykiem.

Mało który band może pochwalić się taką popularnością, bo nawet w ciężkim okresie swojego istnienia, jaki przypadł na drugą połowę lat 90-tych, zespół wciąż zapełniał wielkie hale i grał na olbrzymich festiwalach. Na całym świecie rośnie kolejne pokolenie fanów i raczej pewne, że na tym nie koniec. Zespół często gościł w Polsce i zawsze wspomina czasy, gdy podczas pierwszej wizyty w połowie lat 80-tych zagrał dla jaj na polskim weselu. Za wyjątkiem wspomnianej trasy z 1984 roku byłem na wszystkich koncertach Iron Maiden, jakie miały miejsce w Polsce i za każdym razem sobie mówiłem, że jak zespół przyjedzie to pójdę na ich koncert na pewno. Tym razem wizyta na Sonisphere miała dwa cele: pobawić się na koncercie i pogadać z muzykami.

Przed koncertem dzięki wielkiej uprzejmości menadżerów zespołu mieliśmy możliwość porozmawiać z Nicko McBrainem, który jak to ma w swoim stylu z wielkim poczuciem humoru zjawił się na czas w wyznaczonym miejscu. Na marginesie muszę dodać, jak wielką klasą i stylem charakteryzują się działania ekipy Mary Henry z Phantom Music Management. Doskonale wiedzą, na czym polega współpraca z prasą i wzajemny szacunek! Nic tylko brać przykład. Atmosfera na backstage była wręcz leniwa, wszystko przebiegało bez zakłóceń, Lemmy kroczył sobie spokojnie, Dickinson szukał jakiegoś dobrego polskiego piwa, ponieważ to, które było oficjalnie na festiwalu, uważał za delikatnie mówiąc niezbyt smaczne (i racja). Nicko wkroczył do naszego pomieszczenia w klapkach, z kurtką na plecach i od razu zagarnął "Perkusistę" do ręki, wertując uważnie każdą stronę.

Nie jesteś zmęczony trasą?


Nie spałem za dobrze ostatniej nocy. Tym bardziej, że pogoda jest jakaś popieprzona. Zeszłej nocy skończyłem ostatni antybiotyk, bo miałem zapalenie oskrzeli. Teraz biorę leki na astmę i przy takiej pogodzie nie wydaje mi się, żeby było lepiej. Ale co tam, nieważne. To część roboty, nic na to nie poradzę. Co to za werbel? (Nicko zatrzymał się na zestawie Jacka Pelca z numeru 3/11 "Perkusisty" - przyp. red.) Ludwig?


Tak, to jest Ludwig?


Mam pierdolca na punkcie werbli Ludwiga. Zbieram je, jak szalony, mam ich około sześćdziesięciu. Ostatnio kupuję stare 402, bo bardzo lubię ich brzmienie. Używam ich zresztą na żywo. Teraz przygotowuję nowy werbel z Premierem, który będzie właśnie w stylu 402. Powiedzmy sobie szczerze, co można zrobić z werblem metalowym o tych samych gabarytach? Jedynie nastroić łobuza inaczej, to wszystko.


Ciekawe, kiedy możemy się spodziewać tego werbla?


Werble powinny być na pewno dostępne na rynku od początku nowego roku, być może już w październiku. Jest też perkusja dla początkujących, nazwana "The Spirit of Maiden". Będzie to zestaw, składający się z 5 bębnów: 12, 13, 16, 22 oraz werbel w kolorze takim, jak cała perkusja. Na wszystkich bębnach będzie specjalna grafika. Poza tym będziemy udostępniać repliki wszystkich moich zestawów koncertowych, to znaczy tych, na których są grafiki. Innymi słowy można będzie kupić replikę każdego z sześciu zestawów, które są teraz w użyciu. Wypuścimy te perkusje na przełomie października i listopada. Wezmę jedną z replik (duży set, 11 bębnów) w trasę i będzie można ją potem kupić.


Trudno będzie je kupić w Polsce.


Są drogie, ale unikatowe. Osobiście projektuję te perkusje, blisko współpracuję z ludźmi odpowiedzialnymi za scenografię. Początkowo menadżer był niechętny, mówił, że to będzie komercjalizacja Eddie?go. Przy perkusji "Give Me Ed ?Til Im Dead" pewnie można tak powiedzieć, ale to zestaw zaprojektowany przeze mnie do konkretnej trasy. Można więc dostać tę perkusję, ale to nie jest zestaw Eddie?go, jest na niej tylko jego symbol. Po prostu Premier Elite Series z repliką grafik. Można także dostać set z tras "Piece of Mind" i "Dance of Death" z głębokimi tomami. Na oryginale cała grafika była zrobiona ręcznie. Ma unikatowe marmurowo-wiśniowe wykończenie. Tego tak dobrze nie widać, trzeba podejść bliżej. Planujemy zrobić pokazy perkusyjne na małej perkusji "Spirit Of Maiden", do której zaprojektowałem oznaczenia, kluczyk perkusyjny i inne akcesoria w stylu Iron Maiden. Przeznaczona jest dla dzieciaków, które chcą się nauczyć grać. Do tego jest perkusja ze średniej półki, którą zrobiliśmy z Premierem. Jest bardzo podobna do serii Genista (nawet ma ten sam osprzęt). Jedyną różnicą jest to, że wszystkie te perkusje zaprojektowane przeze mnie z licencją Iron Maiden mają ingerujące mocowanie tomów, żadnych niezależnych zawieszeń. Tak właśnie ustawia się cholerne bębny na statywach! Niezależne mocowanie jest do dupy. Ktokolwiek to wymyślił zarobił kupę kasy na tym pomyśle, bo wszystkie firmy to teraz robią a to jest lipne. Przede wszystkim bębny wszędzie latają, gibają się, szczególnie, jak na statywie masz jeszcze talerze. To moja opinia na temat takiego mocowania. Zaprojektowaliśmy też kilka dodatkowych rzeczy do limitowanej edycji zestawu z siedmiu bębnów, który będzie dostępny w przyszłym roku, bo musimy go dobrze zrobić.


Nie masz czasami dość grania?


Absolutnie nie, nigdy. Uwielbiam to! Czasami jedynie ostatnią rzeczą, jaką bym chciał zrobić, to usiąść za zestaw i zagrać koncert (śmiech). Dwa tygodnie temu, jak graliśmy w Offenbach, byłem naprawdę bardzo chory, myślałem, że nie dam rady. Kasłałem cały czas i nie mogłem się powstrzymać. Gramy numery dość długie, więc ciężko tyle wytrzymać. Od razu, jak kończyłem piosenkę, kasłałem, ile się dało. Nie mogłem się utrzymać czasami na stołku. Wiesz, jak to jest, spadek energii. Ale kocham bębnienie, kocham wszystko, co związane jest ze sprzętem, śledzę wszelkie nowości perkusyjne. (Nicko spojrzał na naszą relację z fabryki DW - przyp. red.) O, ci goście z DW są niesamowici, nieziemsko innowacyjni, te ich shell packi, wykończenia, wykorzystanie egzotycznych drzew? albo Solid Shell. Mówię do Johna (Good z DW - przyp. red.): "Ej, weź mi to daj!". (śmiech)


Jesteś już dość długo z Premierem.


Od chyba 1994 roku. Chciałbym, żeby Premier było tak wielkie jak DW. To stara brytyjska firma z tradycjami. Dlatego też nie przenoszę się do innych firm, ponieważ występuję sam pod flagą brytyjską. Mam nadzieję, że szefostwo jest tam teraz w pełni brytyjskie, ale w sumie to nie ma wielkiego znaczenia.


No i twój nowy zabójczy gong Paiste! Z Paiste też jesteś związany już dobrych parę lat?


Oooch, mój nowy gong. Jest wspaniały. Byłem bębniarzem Paiste 2002, wykorzystywałem także Dimension. Po jakimś czasie stałem się częścią "rodziny" i swego rodzaju ambasadorem firmy, stąd moje sygnatury Paiste i współpraca z działem odpowiedzialnym za rozwój i nowe brzmienia. W momencie, gdy mnie złapali, nie byłem jakimś tam super bębniarzem i zawsze płaciłem za swoje blachy. Nawet wtedy, gdy dołączyłem do Iron Maiden. Byłem wtedy w Sonorze i Paiste, i mówię im, że dołączyłem do wielkiego zespołu, który gra na całym świecie. Kiedy podpisywałem kontrakt z Paiste powiedziałem im, że zapłacę za pierwszy zestaw talerzy i nie będę grał na niczym innym, ale chcę kontrakt, dzięki któremu nie będę musiał więcej za nie płacić. Zapytali, czy chcę gong, ja im na to, że zapłacę też i za gong. Od tego czasu relacje układały się coraz lepiej. Byłem wtedy w fabryce, gdy Erik był jeszcze młodzikiem, już wtedy zostałem właśnie częścią "rodziny". Umowa była bardzo prosta w kontekście nowych brzmień czy darmowych talerzy i skończyłaby się, gdybym wykorzystywał inne blachy. To normalne. Wielu bębniarzy rzuca się na firmy celem darmowego sprzętu, a nie ma w sobie czegoś takiego jak lojalność.


Przyjaźnisz się też z Kelly Paiste.


Jest to wielce charyzmatyczna osoba. Pchnęła mocno firmę do przodu i była świeżym powiewem powietrza. Taka sekretna broń tej firmy. Jest świetnym fachowcem, ma doskonały zmysł i wykonuje olbrzymią robotę.


Kiedy do ciebie dotarło, że chcesz zostać profesjonalnym perkusistą?


Ciężko opisać, kiedy to się stało. (W tym momencie zadzwonił telefon. Dzwoniła żona Nicko, który szybko wyłączył dźwięk w swoim rozpadającym się starym telefonie, przewracając przy tym oczami - przyp. red.) Miałem chyba z 10 lat, kiedy zobaczyłem solo pewnego bębniarza w telewizji: "Tato, kto to jest?". "To jest Joe Morello, synu". Wtedy już mocno się zapaliłem, żeby grać na bębnach. Ojciec oczywiście mówił, że nigdy nie będę tak dobry, jak Joe Morello. Wtedy chyba wiedziałem, że chcę być jednym z najlepszych bębniarzy na świecie. Nigdy nie będę taki, jak Joe Morello, ale to on właśnie mocno zainspirował mnie do grania na bębnach. Pierwszy swój koncert grałem, gdy miałem 11 i pół roku, to było na święta. Matka oczywiście chciała, żebym poszedł do szkoły i miał normalny zawód. Ja jednak postanowiłem sobie, że zostanę profesjonalnym perkusistą. Tak też się stało, gdy ukończyłem 21 lat.


Show Iron Maiden to zazwyczaj duże koncerty. Co jest wtedy dla ciebie najważniejsze?


Publiczność jest dla mnie sprawą tak naprawdę drugorzędną. Staram się jak najbardziej skupić, by być w piosence, by być w groovie. Czasami niektóre numery graliśmy za szybko lub za wolno, a czasami we właściwym tempie. Ogólnie nie gram z klikiem, zaczynam tylko z nim piosenki. Na ostatnich czterech trasach miałem ze sobą metronom i każdą piosenkę zaczynam od niego. Niektóre numery gram jednak całe z klikiem, wszystko jest uzależnione od utworu i tego, co tam się dzieje. Zazwyczaj jest tak, że solo wyrywa się do przodu tak, jak np. dzieje się to w The Trooper. Problem pojawia się w przypadku Bruce?a, który - nie ukrywajmy - ma najciężej na scenie, śpiewać równo w określonym rejestrze, przecież on ma instrument w sobie. Dlatego metronomu używam jako punktu odniesienia, patrząc na niego czasami podczas grania sprawdzam w jakim tempie jestem, czy do przodu, czy do tyłu. Zawsze w jakiś sposób przyśpieszasz albo zwalniasz.


To normalne dla bębniarzy?


Nie wiem, jak ty uważasz, ale moim zdaniem są trzy możliwości grania równo z metronomem. Tak, trzy opcje grania równo w tym samym tempie. Możesz grać z przodu, możesz grać centralnie w uderzenie clocka albo też możesz grać do tyłu. Tak więc masz trzy możliwości, trzy kryteria gry w tym samym tempie i każde z nich jest różne.


Nie jesteś pałkerem, który często łamie pałki?


Powiem ci coś, co zauważyłem. Im mocniej uderzasz w bęben, tym słabsze jakościowo brzmienie uzyskujesz? Oczywiście, mówię o dobrych bębnach. W momencie, gdy uderzasz mocno, bębny się dławią, natomiast gdy uderzasz lżej, bębny bardziej oddychają. Ostatnio staram się właśnie w ten sposób grać. Podam ci przykład When The Wild Wind Blows, gdzie starałem się bardziej piosenkę wygroove?ić, zagrałem to niemal jak groove funk. Zabrzmiało to znaczniej szerzej. Im mniejszą siłę wykorzystasz w uderzeniu, tym większą reakcję instrumentu uzyskasz, takie jest moje zdanie.


To ciekawe, co mówisz, zawsze byłem zwolennikiem zdecydowanego uderzenia.


Zdecydowanego tak, ale nie mocnego, musisz spróbować sam.


Pamiętasz słynny show z niemieckiej TV, gdzie daliście niezły popis na scenie?


O, stary! Ojej, to był występ na żywo, graliśmy z Frankie Goes to Hollywood i kimś jeszcze? Już nie pamiętam. O rany, byliśmy nawaleni, wypiliśmy kilka drinków w garderobie. To były straszne jaja, muzyka leciała z playbacku i zaczęły się wygłupy. Bruce chyba zabrał mi hi-hat, później grałem na basie i śpiewałem. Adrian jako jedyny nie chciał tego z nami zrobić, ale my ciągle biegaliśmy i zamienialiśmy się instrumentami. Publika nie wiedziała, o co chodzi. (śmiech)


Powiedz mi, byłeś tyle razy w Polsce, ale pamiętasz dobrze pierwszą wizytę u nas w kraju. Jakie jest twoje zdanie o Polsce z tej perspektywy? To są inne czasy?


Tak, zdecydowanie. To są zupełnie inne czasy, jest bardziej kolorowo i widzisz uśmiechnięte twarze. Wtedy na ulicy wszyscy chodzili ponurzy. To był taki reżim, ze nie można było być szczęśliwym? Nie można było się śmiać? Wszystko było strasznie szare. Pamiętam, że w hotelach nawet kiedy siadałeś przy barze to mało co było, a jak było to nie każdy z obsługi wiedział, o co chodzi. W restauracjach też nie było zbyt kolorowo. Dla nas był to prawdziwy szok.


Przez tyle lat jeździłeś i wciąż jeździsz po świecie. Zauważyłeś jakieś większe zmiany odnośnie odbioru muzyki?


Nie, bo muzyka się nie zmienia, publiczność się nie zmienia. To tacy ludzie, jak ci, co przychodzili 20-30 lat temu na koncerty. Oczywiście, nie mam na myśli "tacy sami", że muzyka jest "taka sama", ale jest ta sama wibracja, ta sama pasja. Muzyka powinna rządzić światem, wtedy nie byłoby żadnych wojen.


Wciąż czujesz dreszcze na plecach przed koncertem? I nie chodzi mi o dreszcze wywołane temperaturą. (śmiech)


Za każdym razem, po prostu za każdym razem jest ta adrenalina. Naturalny odlot. Cały czas jest ta pasja i iskra. Obecnie może nawet i więcej niż kiedyś. Pamiętam, jak Bruce opuścił zespół w 1994 roku, zastanawialiśmy się: "No i co teraz robimy?". Nagraliśmy dwa dobre albumy, Blaze Bayley w roli wokalisty nie był może najlepszym zastępcą Bruce?a, ale to, co robił, robił z pasją i zaangażowaniem. Jest to część naszej historii, część Iron Maiden. Gdy Bruce wrócił do zespołu, jesteśmy już 12 lat w tym składzie i wciąż gramy, nagrywamy albumy, ja gram wciąż na bębnach. Nie pomyślałbym nigdy o tym.


Jesteś więc szczęśliwy?


Tak, jestem bardzo, bardzo szczęśliwy.


Serdecznie podziękowania dla Mary Henry za pomoc w realizacji wywiadu.
Foto: Ingo Baron




Galeria

Pozostałe

Nigel Glockler (Saxon)

Dodano: 22.09.2016

Pojawił się w zespole na tygodniowe zastępstwo, które ostatecznie przedłużyło się - z drobnymi przerwami - do dnia dzisiejszego.

czytaj dalej

Michał "Bandaż" Bednarz

Dodano: 08.09.2016

Bębni m.in. W Trzynastej w Samo Południe, w Full-X Trio Adama Fulary, absolwent Wrocławskiej Szkoły Jazzu i Muzyki Rozrywkowej, Jazzu i Muzyki Estradowej na Akademii Muzycznej we Wrocławiu.

czytaj dalej

Charlie Benante

Dodano: 26.08.2016

Ze swoim prawie 35-letnim stażem na scenie, Anthrax należy do legend ostrego grania. Przechodził różne wzloty i upadki, uczestniczył lub był świadkiem kolosalnych zmian w muzyce.

czytaj dalej

Jay Weinberg (Slipknot)

Dodano: 18.08.2016

Perkusyjnym światem tąpnęło, gdy Joey Jordison powiedział: "Odchodzę ze Slipknot!".

czytaj dalej

Mike Portnoy

Dodano: 10.08.2016

Perkusista, którego nie trzeba nikomu przedstawiać. Wywołuje wielkie kontrowersje, jedni go uwielbiają i niemal czczą, inni wręcz nienawidzą i gardzą

czytaj dalej
Zobacz wszystkie
Reklama