Tommy Clufetos we wrześniowym numerze Perkusista Przejrzyj online >>Ulubiony kiosk
Wywiady

Jason Bonham

Dodano: 17.04.2012
Najstarszy dzieciak z sąsiedztwa wraca do gry. Rozmawiamy z nim na temat ojca - rzecz jasna, najnowszych projektach, a także współpracy z jedną z największych legend w historii muzyki.

Wraz z końcem 2007 roku Jason Bonham zagrał koncert życia obok Roberta Planta, Jimmy'ego Page'a i Johna Paula Jonesa jako Led Zeppelin. Zespół zagrał reaktywacyjny koncert przy pełnej sali w 02 Arena w Londynie.

Zajmując stołek, który od trzech dekad był pusty z powodu śmierci jego ojca, Jason, jak sam to ujmuje, wypełnia swoje przeznaczenie. Na tym się jednak nie skończyło, gdyż oprócz Planta, który zajął się karierą solową, reszta zespołu zajęła się pracą nad nowym materiałem.

Jason o jamach z Led Zeppelin: "Czułem się jak król na tronie, siedzisku Johna Bonhama." To jednak nie trwało długo. Z czasem reszta członków Led Zeppelin straciła zapał i rozwiązano działalność. Dla Jasona był to trudny moment. "To było ciężkie, czułem, jak zapada mi się ziemia pod nogami." - wyjaśnia. Zbawieniem okazał się zespół Black Country Communion, założony przez producenta Kevina Shirleya. Obok Bonhama w skład wchodzi cudowne dziecko gitary i tytan nowoczesnego bluesa - Joe Bonamassa, huczący basem Glenn Hughes i były klawiszowiec Dream Theater - Derek Sherinian.

Ich debiut z 2010 roku był przepełniony rockowymi kawałkami z bluesowym zacięciem, a kontynuacja - genialnie zatytułowana 2 - muzycznie zaczyna się tam, gdzie skończył się pierwszy krążek, dodając do mikstury jeszcze więcej chemii, która wytworzyła się w zespole. Nie było jednak łatwo nowej kapeli pić z przeklętego kielicha, zarezerwowanego dla supergrup. Układy biznesowe poza sceną oraz ich wybujałe ego okazały się niemalże zabójcze dla składu jeszcze przed startem. Mając to wszystko na uwadze, było o czym rozmawiać z Jasonem, kiedy wrócił do grania, tym razem wspierając weterana rocka i byłego lidera zespołu Free - Paula Rodgersa. Rozmyślaliśmy wspólnie o nowych kawałkach pisanych z Pagem i Jonesem, duety z ojcem i tworzeniem własnej spuścizny z Black Country Communion.

Nowy album 2 brzmi, jakby nagrał go zespół całkowicie zgrany, gdzie między członkami jest dużo swobody.


Tym razem przy nagrywaniu było to naturalne, szczególnie, że mieliśmy luksus grania w studio przez dziesięć dni a nie cztery. Jeśli chodzi o piosenki, to nic nie było do końca napisane. Do ostatniej minuty wprowadzaliśmy poprawki. Najpierw zrobiliśmy to, co miało zarysy wszystkich partii, a na drugi tydzień zostawiliśmy sobie motywy, nad którymi musieliśmy popracować. Dzięki Bogu, tak nam dobrze poszło w pierwszym tygodniu, że mogliśmy sobie wziąć wolne w weekend i na świeżo wejść do studia w poniedziałek.


Utwór Save Me napisany został podczas sesji z Led Zeppelin w 2008 roku, prawda?


Byłem bardzo zadowolony z tego, że mogłem skończyć piosenkę napisaną z Jimmym i Johnem Paulem. Móc brać udział w tym dobrym dla nas okresie było niesamowite, szczególnie, gdy Jimmy zapytał mnie, czy mam jakieś pomysły, nad którymi chciałbym popracować. To było w 2008 roku, kiedy pracowałem z Jimmym i Johnem Paulem. Puściłem ten kawałek chłopakom z Black Country Communion, kiedy nagrywaliśmy pierwszy album, ale nie mieliśmy czasu nad tym siąść i popracować. Cieszę się, że ujrzał światło dzienne. Jak się nad tym zastanowić, to ten kawałek jest przecież taki stary - ma już ze cztery lata. Cieszę się z tego, jak to skleiliśmy; właściwie napisaliśmy ten kawałek jako zespół.


Jak do niego doszliście?


Miałem dwa motywy. Jeden wziąłem od Chrisa Blackwella, bębniarza, z którym grał Robert Plant. Zapytałem go, czy ma jeszcze jakieś piosenki podobne do Calling To You i wysłał mi jeden utwór. Był taki sobie, ale miał jeden fragment, który mi się spodobał. Kiedy więc kończyłem tą piosenkę pomyślałem, że jeśli lekko zmienimy tempo to będzie pasować do reszty. Miałem więc dwa riffy - jeden swój i jeden Chrisa. Joe dodał bridge, Derek wymyślił sekwencję akordów do refrenu, a Kevin napisał wstęp. To była wielka kolaboracja.

Glenn zapytał, czy mam jakieś pomysły na tekst do piosenki - odpowiedziałem, że chcę, by mówił o byciu na granicy niepowodzenia. Opowiedziałem mu o tym i pamiętam, jak mówiłem wiele różnych rzeczy, aż zadzwonił do mnie tej nocy i pytał, czy wszystko w porządku. Powiedział, że to, o czym mówiłem to ciężkie sprawy i pytał, czy na pewno jest to historia, którą chcę opowiedzieć. Odpowiedziałem, że po tylu latach trzeźwości można zacząć myśleć, czy wszystko z tobą w porządku i zaczyna się kwestionować wszystko, co się robi. Było to po prostu wołanie o pomoc. Glenn chciał się upewnić, że wszystko jednak w porządku, a ja na to, że tak, żeby się nie martwił i jak coś będzie się dziać to pierwszy się o tym dowie. Tak dużo dla mnie znaczyło skończenie tego kawałka. Wreszcie zrobiłem utwór, z którym przeżyłem tak dużo dobrego.


Z sesji z Led Zeppelin zostało ci dużo materiału?


Nie było tego przesadnie dużo. John Paul zawsze wszystko nagrywał. Właściwie to bardzo chcę z nim pogadać o kilku motywach. Było parę momentów, gdzie zaczynaliśmy grać, nagrywaliśmy i nam się to podobało. Mieliśmy strasznie dużo sprzętu, nasza malutka sala była po prostu zagracona. Miało to jednak swój cel. Każdy najmniejszy pomysł wymyślony był na innym instrumencie tak, jak to było z BCC. Joe nie miał na miejscu tylu gitar po to, byśmy widzieli, jak dużo ma sprzętu. Korzystał z każdej, bo wszystkie miały swoje brzmienie. Dzieli tą cechę z Johnem Paulem i Jimmym.


Pracowanie z członkami Led Zeppelin musiało być fantastycznym doświadczeniem.


To dwóch gości, przy których co chwila mówiłem: "Wow, to jest zajebiste!". Jimmy od czasu do czasu mówił mi, bym przestał się zachowywać jak fan, ale nie mogłem się powstrzymać. Wiesz, jak to jest odpowiedzieć komuś w rozmowie na pytanie z kim pracujesz, że grasz z takimi ludźmi jak John Paul Jones czy Jimmy Page?


W końcu jednak nic z tego nie wyszło.


Strasznie długo po tym dochodziłem do siebie. Naprawdę. BCC na pewno mi w tym pomogło, ale bardzo źle się czułem przez dwa lata. Wiesz, jakie to było uczucie otrzymać telefon z wiadomością, że już nie gramy? To był najszczęśliwszy okres w moim życiu. Czułem się świetnie, chociaż dopiero co odszedłem od Foreigner. To był dla mnie kolejny krok i coś, o czym zawsze marzyłem. No, może w marzeniach był w składzie jeszcze Robert, ale zawsze przyjmę granie z Jimmym i Johnem Paulem. Gdy odszedłem bez mrugnięcia okiem i powiedziałem Mickowi (Jones, Foreigner), że muszę iść za swoim przeznaczeniem, powiedział, że jest mu bardzo źle, że odchodzę, ale to rozumie. Był dla mnie bardzo dobry.


Wspominałeś o tym, że BCC był wielką pomocą, ale jeszcze chwila i nigdy byście nie zaczęli grać.


Dużo się wtedy działo. Myślałem, że to wszystko idzie zbyt gładko, że musi być jakiś haczyk. Nie rozumiałem tego. Myślałem sobie: "Co to ma znaczyć, to wytwórnia Joego? Wytwórnia, w której ma kontrakt? A, wytwórnia, której jest właścicielem? To nie fair! Czemu wszyscy nie możemy być właścicielami wytwórni?". Poddawałem w wątpliwość wszystko i niczego nie byłem pewien, bo wydawało mi się nie w porządku. Pogubiłem się w tych wszystkich biznesowych sprawach. Moi ludzie mówili mi, żebym się na to nie pisał, ale w końcu podzwoniliśmy do siebie i tak to ustaliliśmy. Muzycznie było świetnie, po prostu otoczyła mnie strona finansowa i wiele rzeczy mnie przez to zawiodło. Bałem się też czerpania zbyt dużej przyjemności z tego projektu, bo jeszcze niedawno to, w co włożyłem całe serce i duszę zostało mi zabrane. Byłem zdawkowy w okazywaniu entuzjazmu. Bałem się, że to przepadnie, ale potem zmieniłem nastawienie na optymistyczne i od razu dostałem zastrzyk energii.


Nowy album brzmi jak kontynuacja poprzedniego. Jak wyglądało tworzenie materiału?


W większości przypadków każdy pisał je po trochu. Mieliśmy dyskusję przez telefon o utworze Crawl. Powiedziałem, że musimy mieć piosenkę w stylu Rage Against The Machine! Tak właśnie powstał. Joe powiedział, że nie dałem im żadnych akordów, ale moja energia sprawiła, że wszystko doszło do końca. Jak każdy miałem malutkie riffy, które wcześniej wymyśliłem. Wszyscy mieliśmy swoje riffy a do tego mieliśmy piosenki, które stworzyliśmy jamując. The Outsider był jamem, każdy mógł się w nim wyrazić.


Więc 2 wydaje się być bardziej spójny od debiutanckiej płyty...


Na pierwszym krążku tak naprawdę jeszcze nie wiedziałem, o co chodzi. Nie rozumiałem tego do końca, wciąż byłem sceptyczny i to przez długi czas. Nawet gdy dobrze nam poszło w Anglii po premierze krążka myślałem, że muszę to jeszcze raz przesłuchać. Teraz się dogadujemy i uważam, że będzie coraz lepiej, gdyż czujemy się ze sobą coraz swobodniej. Nagrywamy koncert we Włoszech do pełnego DVD - będziemy się do niego przygotowywać w połowie trasy. Kevin przyjeżdża na tę okazję. Naprawdę miał wizję dla tego zespołu, a ja mówię w podziękowaniach do albumu, że teraz wierzę w ten projekt i go rozumiem, i mam nadzieję, że jesteśmy tam, gdzie by chciał. To Kevin wpadł na pomysł, by nas wszystkich wrzucić do jednego pomieszczenia. Kto by o tym pomyślał?


DVD koncertowe jest dobrym pomysłem, bo na scenie odkrywacie swoją drugą stronę.


Można się zrelaksować. To jedna z tych kapel, w których możesz dużo mieszać, a takich nie ma wielu. Mogę grać dużo. Przy grze na żywo musieliśmy zaszaleć i tak zrobiliśmy. Kevin to potem odsłuchiwał i mówił, że troszkę za gęsto gramy, ale ja myślę, że to część występu. Można bawić się ponad rytmem. Zawsze mówiłem, że w końcu gram w dorosłej kapeli - takiej, jakiej mógłbym słuchać, kiedy chodziłem do klubu Baked Potato i słuchałem tych wszystkich świetnych bębniarzy takich, jak Chad Wackerman i Dennis Chambers, kiedy wychodzili poza rytmy, gdy reszta zespołu grała.


Jako inspiracje przy 2 wymieniałeś kiedyś Chada Smitha i Phila Collinsa.


Muszę być jednym i drugim na raz. Mój sposób na ekspresję w muzyce to ciągłe odnośniki do innych. Niektórzy tego nie cierpią. Mówię na przykład, że ten fragment ma klimat Genesis, jak w utworze Crossfire a w zwrotce gram swój rytm a'la Chad. Kiedy nagrywaliśmy, był w studio w drugim pomieszczeniu. Wiedzieliśmy, że są obok, więc często wołałem: "Hey, Chad, otwórz czasem hi-hat!". Początkowo podkręciłem werbel do góry a Kevin spytał, czemu chcę brzmieć jak ktoś inny. Powiedziałem, że potrzebuję tej górki na werblu do piosenki, ale on odparł, że mam się trzymać werbla Jasona Bonhama i z powrotem otworzyć hi-hat. Udało mi się w końcu znaleźć rozwiązanie pomiędzy - kiedy zaczyna się śpiew zamykam hi-hat i gram w w stylu Chada. Nigdy nie analizowałem, jak dużo gram na otwartym hi-hacie, ale robię to często. To chyba część mnie. Tata nie robił tego tak dużo, ku mojemu zdziwieniu - wydawało mi się, że częściej tak grał. Phil Collins zawsze miał na mnie wpływ, szczególnie na sposób, w jaki ustawiam bębny. Wróciłem do trzech tomów nad centralką. Grałem tak od Airrace aż do UFO. Dopiero sześć lat temu wróciłem z powrotem do jednego toma.


Skoro już jesteśmy przy perkusji - przeszedłeś z Ludwiga do DW. To była niespodzianka.


Tak wyszło, ale nie było nieprzyjemnie. Jeśli chodzi o osprzęt, to cały czas byłem z Ludwigiem. Zawsze kochałem Vistalite i do nich wróciłem. Świetnie się zgrały z kampanią reklamową "Drums Remain The Same" ("Bębny pozostają te same"). Do DW przyszedłem ze starą fotografią, na której siedzę za starą perkusją z trzema tomami i wizją nowego zestawu. Grałem wtedy na jednym tomie. Cofnąłem się do momentu, gdy zaczynałem i powiedziałem sobie, że czasem, żeby zrobić krok do przodu trzeba zrobić krok do tyłu. W DW powiedzieli mi, że to świetne i że powinienem pracować w reklamie! Potem spytałem, czy mogą zrobić mi zestaw Vistalite, żebym mógł zagrać na nich z osprzętem DW w czasie koncertu Led Zeppelin Experience. Powiedzieli, że zrobią to raz - specjalnie dla mnie.


Mówisz o Led Zeppelin Experience. Jakie rzeczy się z tym wiążą?


Ostatnio graliśmy w Los Angeles przy pełnej sali. Było tam wielu moich starych znajomych takich, jak Chad Smith, Jason Sutter, Kenny Aronoff i chłopaki z Kiss. To był świetny koncert. Zrobiło to na organizatorze takie wrażenie, że powiedział, że musimy wrócić i zagrać jeszcze jeden koncert w The Greek Theatre. Gramy trzy godziny - 90 minut, przerwa i drugie 90 minut. Zaczynamy od początków Zeppelin, potem gram Moby Dick z tatą, co samo w sobie jest emocjonalnym przeżyciem. Dodaliśmy właśnie In The Light, Achilles Last Stand i The Rain Song. Pomiędzy tym jest Kashmir, Stairway To Heaven i When The Levee Breaks z tatą, wszystko ze sobą działa. To projekt, do którego początkowo byłem sceptycznie nastawiony, ale to się zmieniło, kiedy zacząłem wszystko łączyć z klipami ojca z czasów, kiedy byłem dzieckiem i dzielić się tymi wspomnieniami z publicznością. To był mój tato, ktoś, kto pytał, czy odrobiłem pracę domową. Odpowiadałem, że nie muszę, bo jestem synem legendy rocka. On na to: "Czy mam cię uderzyć?" - "Nie możesz mnie bić, ała! OK, idę się uczyć." Albo mówił po prostu "Idź do swojego pokoju." Użyłem tego na żywo, jest zabawnie.


Czy to sedno całego występu - pokazywanie ludziom, jak to wszystko naprawdę wyglądało?


Był po prostu normalnym gościem. Nie miał w domu swojej perkusji. Jeśli grał, to zwykle na mojej. Nigdy nie miałem okazji z nim pograć. Nie był muzykiem w domu. Mogę się tym podzielić z ludźmi. Nigdy nie chciałem, żeby to była emocjonalna podróż, ale nie mam nic do ukrycia. To całkiem cierpkie stało się emocjonalnym przeżyciem dla fanów, którzy ich widzieli albo nie, także młodych ludzi, którzy nie mieli możliwości ich zobaczyć. Przychodzą na występ ludzie z różnych generacji. W pewnym momencie chciałem przestać to robić, bo pewien angielski fotograf wypowiedział się o mnie w okropny sposób i stwierdziłem, że nie chcę brać udziału w zawodach na wyzwiska. Ci, którzy widzieli ten występ byli jednak tak wdzięczni, że rozpocząłem trasę. To było ciężkie, ale wspaniałe. Zawsze znajdzie się ktoś, komu się to nie podoba. Niezależnie od tego, co robisz - możesz być w najlepszej kapeli na świecie, a i tak znajdą się ludzie, którzy będą chcieli cię zniechęcić. Dobrze, że więcej jest pozytywnych stron.


Może w takim razie występ w Wielkiej Brytanii?


Mamy nadzieję na zorganizowanie tego, bo gramy koncert BCC w Moskwie pierwszego października, więc mam nadzieję zostać i zagrać w Europie. Chciałbym to zrobić pod koniec października albo w grudniu. Moim celem jest zagranie w Anglii, bo to show na to zasługuje.


Niedawno nagrałeś Black Dog z Nicole Scherzinger z The Pussycat Dolls...


Zrobiliśmy to do reklamy play-offów NBA dla telewizji ESPN. Dziewczyna z Pussycat Dolls śpiewająca piosenkę Led Zeppelin - mój Boże, potrafi znakomicie śpiewać. Świetna wokalistka, całkowicie mnie zszokowała. Nicole potrafi o wiele więcej.


W tym roku także grasz trasę z kolejną ikoną klasyki rocka - Paulem Rodgersem.


Zawsze wydaje mi się, że lepiej gram i dogaduję się z ludźmi w wieku taty. Może to dlatego, że stawiam ich na piedestale i traktuję jak "ojców". Zwykle dobrze mi idzie w starszych zespołach, gdzie jestem młodzikiem. Nigdy nie jest fajnie, jeśli jestem najstarszy. Nie jestem na tyle odpowiedzialny pomimo tego, że mam 45 lat! Tyle razy mnie nazywano dzieciakiem, chyba jestem najstarszym młodzikiem w okolicy. Mam już 45 lat i nie mam włosów - jak można mnie tak nazywać!?


Rich Chamberlain, Szymon Ciszek, Maciej Nowak


Galeria

Pozostałe

Nigel Glockler (Saxon)

Dodano: 22.09.2016

Pojawił się w zespole na tygodniowe zastępstwo, które ostatecznie przedłużyło się - z drobnymi przerwami - do dnia dzisiejszego.

czytaj dalej

Michał "Bandaż" Bednarz

Dodano: 08.09.2016

Bębni m.in. W Trzynastej w Samo Południe, w Full-X Trio Adama Fulary, absolwent Wrocławskiej Szkoły Jazzu i Muzyki Rozrywkowej, Jazzu i Muzyki Estradowej na Akademii Muzycznej we Wrocławiu.

czytaj dalej

Charlie Benante

Dodano: 26.08.2016

Ze swoim prawie 35-letnim stażem na scenie, Anthrax należy do legend ostrego grania. Przechodził różne wzloty i upadki, uczestniczył lub był świadkiem kolosalnych zmian w muzyce.

czytaj dalej

Jay Weinberg (Slipknot)

Dodano: 18.08.2016

Perkusyjnym światem tąpnęło, gdy Joey Jordison powiedział: "Odchodzę ze Slipknot!".

czytaj dalej

Mike Portnoy

Dodano: 10.08.2016

Perkusista, którego nie trzeba nikomu przedstawiać. Wywołuje wielkie kontrowersje, jedni go uwielbiają i niemal czczą, inni wręcz nienawidzą i gardzą

czytaj dalej
Zobacz wszystkie
Reklama