Zobacz porady i podpowiedzi od śmietanki perkusyjnej... Perkusista Zamów listopadowe wydanie >>Ulubiony kiosk
Wywiady

Tim Yeung

Dodano: 23.04.2012
O tym, że to jeden z najbardziej utalentowanych perkusistów w ekstremalnej muzyce nie trzeba nikogo przekonywać. Debiutancki album Hate Eternal przeniósł granice brutalności i prędkości na nowy poziom.

Divine Heresy sprawiło, że dokonania Fear Factory zaczęły brzmieć delikatnie i spokojnie. Współpracował m.in. z Nile, Vital Remains, a od zeszłego roku zastępuje - i to z powodzeniem - dla wielu niezastąpionego Pete Sandovala w Morbid Angel. Przed Wami - Tim Yeung.

Witaj Tim, miło cię widzieć! Jak samopoczucie na trasie?


Witaj, miło mi cię poznać! Trasa idzie bardzo dobrze, za nami już pierwszy tydzień, czyli połowa, bo tym razem gramy w Europie tylko przez około 2 tygodnie. Tak więc niedługo wracamy do domu i potem po krótkiej przerwie lecimy do Ameryki Południowej, Japonii, a na listopad i grudzień planujemy większą, europejską trasę jako headliner.


Dla wielu młodych, metalowych perkusistów twoje umiejętności wydają się kosmiczne. Ile procent tego, co potrafi sz to talent, a ile efekt wieloletnich ćwiczeń?


Nie potrafię jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie. Bardzo trudno mi ocenić, na ile zawdzięczam swoją grę wrodzonym zdolnościom, a na ile ćwiczeniom. Gdy byłem młody bardzo dużo ćwiczyłem, grałem prawie codziennie po kilka godzin i moje umiejętności wraz z upływem czasu stawały się coraz większe. To nie był przeskok z dnia na dzień, dojście do obecnego poziomu zajęło mi kilkadziesiąt lat. I uważam, że to musi trwać. Nawet, jeśli masz talent, czy może nazwijmy to wrodzonymi predyspozycjami, to nie wystarczy kilka miesięcy czy rok, aby stać się dobrym perkusistą. Jeśli chcesz być naprawdę dobry, to musisz poświęcić bardzo dużo czasu, wysiłku i po prostu być oddanym temu, co robisz. Może to brzmi banalnie, ale tak właśnie jest, jeśli chcesz być naprawdę dobry, to nie ma drogi na skróty. A i tak zawsze można być jeszcze lepszym...


Czy grając tak ekstremalną odmianę muzyki musisz się jakoś przygotowywać przed trasą, czy przed samymi koncertami?


Gdy nie gram koncertów i tak ćwiczę, lub gram próby, tak więc nie mam potrzeby specjalnie przygotowywać się do tras. Natomiast przed wyjściem na scenę rozgrzewam się 20 - 25 minut. Wykonuję ćwiczenia, na jakie pozwala mi ilość miejsca w garderobie. Przede wszystkim rozgrzewam mięśnie, robię pompki, przysiady, skłony, jeśli jest możliwość mam ze sobą ciężarki i inne proste przyrządy do ćwiczeń i rozciągania. Chodzi o rozgrzanie i obudzenie organizmu, przygotowanie się do wysiłku. Piję też dużo wody, zazwyczaj 2-3 butelki przed wyjściem na scenę. Przy tak intensywnym graniu bardzo ważne jest, aby nawodnić organizm, szczególnie, gdy w klubie jest gorąco. Tak naprawdę większe problemy mam tylko, gdy gramy w miejscach, gdzie jest naprawdę zimno. Graliśmy w tym roku na festiwalu w Szwecji i było ekstremalnie trudno, ze względu na temperaturę na scenie. W takich warunkach musisz po prostu zmuszać swoje ciało do posłuszeństwa i ciężko jest czerpać pełną przyjemność z grania.


Czy są perkusiści, których gra miała na ciebie szczególny wpływ?


Oczywiście, są tacy perkusiści. Pozwól, że wymienię tylko kilku, jak: Tommy Lee, Charlie Benante, Dave Lombardo, Pete Sandoval i wielu innych. Obecnie bardzo mi się podoba wielu perkusistów spoza muzyki metalowej i od nich czerpię wiele inspiracji. Wszystko, czego słucham i co mi się podoba ma wpływ na to, jak gram, wydaje mi się jednak, że nawet jeśli przemycam od kogoś jakieś zagrywki, to i tak przetwarzam je po swojemu. Uczenie się nowych rzeczy to dla mnie ciągły proces. Nie jest tak, że któregoś dnia usiadłem i stwierdziłem, że jestem super i wystarczy. Ciągle mnie coś inspiruje, ciągle chcę się rozwijać. Gdyby było inaczej pewnie przestałbym grać.


Czy masz jakieś skojarzenia z naszym krajem?


Jasne. Kolesie z Behemoth to naprawdę mili goście, znam też Vader, chociaż nie miałem okazji poznać ich lepiej osobiście. Wierz mi lub nie, ale płynie we mnie trochę polskiej krwi. Moi krewni od strony matki mają polskie korzenie. Nie utrzymuję kontaktu z nikim w Polsce, ale rozmawiałem wczoraj z mamą, mówiłem jej, że będę grał w Polsce i była bardzo podekscytowana. Jak zapewne wiesz, niedaleko Spodka jest ciekawe muzeum, które udało mi się zobaczyć. (Muzeum Śląskie - przyp. autora) To bardzo fajne uczucie odwiedzać miejsca, skąd pochodzi twoja rodzina, nawet jeśli dzieli mnie z nimi wiele pokoleń.


Masz na swoim koncie kilka albumów, nagranych z różnymi zespołami, że wspomnę tylko o Divine Heresy, Hate Eternal i oczywiście Morbid Angel. Czy nagranie którejś płyty z twojej dyskografii było dla ciebie największym wyzwaniem i czy może jesteś z którejś szczególnie dumny?


Pracowałem z różnymi artystami i każdy album był dla mnie zupełnie innym doświadczeniem. Najwięcej wysiłku włożyłem prawdopodobnie w płyty Divine Heresy, ponieważ razem z Dino współkomponowałem całą muzykę. Przy obu płytach pracowaliśmy po kilka godzin dziennie, pięć dni w tygodniu. Cieszy mnie, że pomimo, iż muzyka Divine Heresy jest bardzo nowoczesna, to powstawała w bardzo tradycyjny sposób. Po prostu spotykaliśmy się na próbach, ogrywaliśmy różne pomysły i potem konstruowaliśmy z nich utwory. Tak powstały oba albumy, chociaż pierwszy był wyjątkowo trudny, ze względu na to, że szukaliśmy odpowiednich ludzi do składu i musieliśmy wypracować swoje brzmienie. Poskładanie materiału na pierwszy album zajęło nam w sumie kilka lat. Przy drugiej płycie dużo lepiej się znaliśmy i wyczuwaliśmy muzycznie, więc poszło sprawniej.

Nowy Morbid Angel też okazał się dla mnie dużym wyzwaniem, ze względu na te wszystkie elektroniczne dodatki. Gdy zaczęliśmy pracę, do wielu fragmentów nie miałem żadnych wytycznych, co do partii perkusji. Dostałem zestaw odjechanych i pokręconych dźwięków, w których musiałem się odnaleźć i to było dosyć szalone. Każda płyta wymagała pracy, ale też dzięki temu jestem bardzo zadowolony i dumny ze wszystkiego, co udało mi się nagrać. No, może prawie ze wszystkiego (śmiech). Podoba mi się, gdy mogę mieć większy wkład w muzykę, gdy nie jest tak, że po prostu dostaję gotowe wytyczne i tylko muszę je odegrać, chociaż oczywiście i tak zawsze dokładam coś od siebie. Lubię być częścią całego procesu twórczego, nie tylko budowania samych partii perkusyjnych, ale również aranżacji numerów.


Jak przebiegała praca nad "Illud Divinum Insanus"?


W przypadku Morbid, większość materiału była już gotowa, zanim zostałem zaproszony do pracy nad płytą. Pomimo tego Trey i David okazali się naprawdę wyluzowani i otwarci na moje propozycje i sugestie, dotyczące nie tylko perkusji, ale również i aranżacji całych utworów.


Nagrałeś z Morbid Angel najbardziej zaskakujący, inny i kontrowersyjny dla wielu fanów, album w ich historii. Na forach zagrzmiało od komentarzy, że Morbid Angel ma teraz komputerowe, programowane bębny. Jak powstały ścieżki perkusji do "Too Extreme", "Profundis - Mea Culpa" i innych, bardziej elektronicznych, fragmentów materiału?


Faktycznie ten album może być dla wielu zaskoczeniem, ale wiesz - ludzie po prostu lubią gadać, szczególnie w Internecie... Na "Illud" jest tylko jedno miejsce, gdzie są programowane bębny i jest to intro - "Omni Potens". Przyznam szczerze, że nie wiem, dlaczego tego nie nagrałem. Wydaje mi się, że dodali partie werbla już po tym, jak wróciłem do Los Angeles, bo, jak wiesz, nagrywaliśmy wszystko na Florydzie, podczas gdy ja mieszkam w L.A. Jednak "Too Extreme" i wszystkie inne elektroniczne partie zostały nagrane przeze mnie, z wykorzystaniem padów, czyli elektronicznej perkusji. Oczywiście w tych partiach wykorzystaliśmy sample, jednak to nadal ja grający na padach, z żywymi blachami i akustycznymi tomami.


Po raz pierwszy nagrywałeś przy pomocy elektronicznych instrumentów?


Tak, to była moja pierwsza sesja nagraniowa z użyciem tych wszystkich elektronicznych dodatków. Przyznam, że na początku mnie to zaskoczyło! Gdy do mnie zadzwonili i zaproponowali zagranie na nowej płycie, nie spodziewałem się takich utworów. Byłem bardzo podekscytowany, ale nastawiałem się na klasyczne dla MA partie, czyli bardzo dużo podwójnej stopy, blastów i szybkich rytmów. I takie partie oczywiście również są na "Illud", jednak spędziliśmy naprawdę wiele godzin nad elektronicznymi dodatkami. Musieliśmy znaleźć na to sposób, bo nigdy wcześniej tego nie robiliśmy, przez co okazało się to dużo większym wyzwaniem niż pozostałe numery na płycie. Ale wiesz - dla tych, którym nie podobają się te bardziej eksperymentalne - industrialne numery, na albumie jest też wiele klasycznie brzmiących utworów Morbid Angel!


Czy planujecie grać te bardziej eksperymentalne utwory na żywo?


Tak naprawdę nie wiem, czy będziemy je grać na koncertach, czy nie. Wiele razy o tym rozmawialiśmy i jeśli się zdecydujemy, będzie to tylko wymagało kilku dodatkowych prób. Nigdy nie graliśmy tych numerów w całości razem na próbach. Ja i Trey pracowaliśmy nad nimi sami, potem pojawił się David i dodał wokale, i bas. Tak więc musielibyśmy to przećwiczyć, ale jest to całkowicie wykonalne i jeśli się na to zdecydujemy, to będziemy w stanie zaprezentować je dokładnie w takiej formie, jak na płycie. Możemy wgrać wszystkie elektroniczne dźwięki do mojego modułu perkusyjnego, ponieważ i tak na koncertach używam zarówno mikrofonów, jak i triggerów do nagłośnienia bębnów. Tak więc możemy tylko dodać do zestawu pady i zaprogramować do nich wszystkie potrzebne brzmienia.


Minęło już trochę czasu, od kiedy dołączyłeś do MA - czy obawiałeś się zastąpienia tak charakterystycznego i lubianego przez fanów perkusisty, jakim jest Pete Sandoval?


To, że zaprosili mnie do współpracy było i jest dla mnie dużym zaszczytem, jednak byłem naprawdę pewny siebie i swoich umiejętności. I dlatego tu jestem. Wiesz, gdybym nie był pewny, że dam radę, to nie przyjąłbym zaproszenia. A ja byłem więcej niż pewny, że sprostam wyzwaniu! Czasami trafi ają się człowiekowi świetne okazje i trzeba stanąć na wysokości zadania. To zaszczyt zastępować Pete?a. Natomiast prawda jest też taka, że nie rozmawiałem z nim od czasu, gdy musiał podjąć leczenie. Wiem, że David i Trey są z nim w stałym kontakcie i z tego, co słyszałem, jego stan powoli się poprawia.


Z tego, co mówisz, wynika, że Pete nie brał udziału w pracach nad albumem, nie przekazywał ci żadnych wytycznych?


Prace nad płytą rozpoczęły się jeszcze z nim, tak powstał np. numer "Nevermore". Trey i Pete pracowali też nad kilkoma innymi piosenkami, ale Trey zazwyczaj komponuje, używając automatu perkusyjnego i przynosi nowe pomysły już ze szkieletem bębnów. Gdy ja dołączyłem do zespołu, słuchałem nagrań "Nevermore" z koncertów, na Youtube.com, starałem się wychwycić szczegóły tego, jak grał ten numer Pete i potem w studio moim celem było zagrać ten utwór w taki sposób, w jaki on go grał. Chciałem, aby czuł się z tym dobrze. W przypadku innych numerów po prostu zagrałem po swojemu, ale jak już wspominałem, Trey i David byli na to bardzo otwarci.


Nagrywaliście w kilku studiach, jak to wpłynęło na brzmienie?


Połowę płyty nagraliśmy w Mana Recording Studios, którego właścicielem jest Erik Rutan. Resztę dokończyliśmy w studiu RedRoom Marka Pratora. Wydaje mi się, że ostatecznie wyszło to na dobre całemu materiałowi. Niektóre utwory brzmią nieco inaczej niż inne, ale to też dlatego, że używałem dwóch różnych zestawów bębnów, czterech werbli i kilku zestawów blach. Bardzo mi się to podobało, ponieważ wcześniej przywykłem do pozostawania przy dokładnie takim samym zestawie do wszystkich numerów na płycie. Teraz miałem możliwość trochę poeksperymentować i sprawiło mi to sporo radości. Te wszystkie zmiany spowodowały też, że właściwie każdy numer na płycie wymagał nieco innego podejścia przy miksowaniu, co wyszło im tylko na dobre. Z każdego numeru staraliśmy się wydobyć jak najwięcej.


Ok, to wywiad dla Magazynu Perkusista, więc porozmawiajmy chwilę o sprzęcie. Od lat współpracujesz z firmami Sabian i Ddrum. Powiedz coś więcej o twoim zestawie.


Zgadza się. Współpracuję z nimi od lat, ponieważ z obiema fi rmami mam bardzo dobry kontakt i przede wszystkim bardzo cenię sobie ich produkty. Z Sabianem współpracuję już prawie 10 lat, a z Ddrum jestem od kiedy stworzyli akustyczną linię bębnów. Jeśli chodzi o blachy, w swoim zestawie mam ich 10 lub11. Gram na seriach AAX, AA, HH, ale mam też chinkę B8 18", czy crash APX 20". Oprócz klasycznego układu hi-hat, ride i 2 crashe, mam dodatkowo wspomniany 20" crash, drugi mini hi-hat 12", AAX splash 18" i cztery chinki: od dwóch małych AA 14", przez B8 Pro 18", do AAX X-treme 19". Mój zestaw Ddrum Dominion to dwie centrale 20x22", tomy: 7x8", 8x10", 8x12", 8,5x13" i fl or tom 14x16" oraz werbel 6,5x14". Do tego używam naciągów Evans, stopy AXIS i moich sygnowanych pałek VIC FIRTH 5AN.


Niedługo ma się ukazać na rynku twój sygnowany model werbla.


Tak. Pracuję z Ddrum nad sygnowanym przeze mnie werblem, który pojawi się w sprzedaży jeszcze w tym roku. Zainteresowani znajdą więcej szczegółów o tym werblu na www.ddrum.com. (http://www. ddrum.com/snare_tim_yeung_signature_snare.php) Jestem bardzo zadowolony z relacji, jakie mam z tymi fi rmami. Mają naprawdę dobre podejście do artystów. Również w przypadku mojego werbla, byłem bardzo zaangażowany w proces jego projektowania, od poszukiwania brzmienia po wygląd. Ludzie z Ddrum byli bardzo otwarci na moje sugestie. Od początku miałem jasną wizję tego, jak mój werbel powinien brzmieć, a oni dołożyli wszelkich starań, żeby spełnić moje oczekiwania. Werbel ma stalowy korpus, 6,5" x 14", jest czarny i brzmi naprawdę agresywnie. Co ważne, wersja sklepowa będzie dokładnie taka sama, jak mój oryginalny werbel.


Nasz czas powoli dobiega końca. Chciałbym cię jeszcze zapytać o twoje drugie poza muzyką hobby, czyli hot rody i samochody wyścigowe.


To zdecydowanie moje największe hobby poza muzyką i jestem w nie bardzo wkręcony. Gdy tylko jestem w domu i mam czas, spędzam go w garażu lub na torze. Mam między innymi Chevrolet?a Chevelle, dopiero co kupiłem Chevrolet?a Nova z 1967 roku, którego odbieram, jak tylko wrócę do Stanów. Szukam ciekawych modeli, jeżdżę nimi zarówno na co dzień, jak i na torze. Zbudowałem też garaż i warsztat przy moim domu, który pozwala mi samemu modyfikować, naprawiać i ulepszać samochody. Zdarza się, że gdy nie jestem w trasie, to w garażu spędzam dużo więcej czasu niż w domu (śmiech). Ty również interesujesz się hot rodami, czy samochodami wyścigowymi?


Powiedzmy, że moje zainteresowanie ogranicza się do programów w telewizji i przeszukiwania Internetu. W Polsce nie jest łatwo o takie samochody, no i po polskich drogach nie da rady jeździć wyścigowymi samochodami (śmiech).


Zauważyłem (śmiech). Ja mieszkam w Kalifornii i tam na szczęście nie mamy tego problemu.


Dziękuję ci bardzo za wywiad i życzę udanych koncertów!


To ja dziękuję, do zobaczenia!


Przemek Łucyan


Pozostałe

Luke Holland

Dodano: 01.12.2016

Luke to rocznik 1993 i jest doskonałym przykładem na to, jak nowe technologie wpłynęły na świat bębnów. Młody muzyk gra oczywiście w typowym zespole scenicznym, ale dla większości perkusistów jest on postacią znaną głównie z filmów na Youtube.

czytaj dalej

Szymon "Kanister" Jędrol

Dodano: 25.11.2016

Dla wielu punkowe granie nie idzie w parze z techniką i dobrymi muzykami. Z jednej strony coś w tym może i było 30 lat temu, z drugiej im prostsza muzyka, tym trudniej zagrać wszystko dobrze i w punkt.

czytaj dalej

José i Tomek Torres

Dodano: 18.11.2016

Ojciec nagrał kilkadziesiąt płyt z największymi gwiazdami naszej sceny muzycznej. Syn gra w jednym z najbardziej rozchwytywanych polskich zespołów rockowych.

czytaj dalej

Matt Nicholls (Bring Me The Horizon)

Dodano: 31.10.2016

Od małych metalowych klubów po wielkie hale jako gwiazda wieczoru. Minęło już 12 owocnych lat działalności Bring Me The Horizon.

czytaj dalej

Dariusz "Pisek" Piskorz

Dodano: 19.10.2016

I jak tu podejść do opisywania osoby naszego gościa? Perkusista zespołu Papa D jest (nie)typowym "człowiekiem renesansu".

czytaj dalej
Zobacz wszystkie
Reklama