Tommy Clufetos we wrześniowym numerze Perkusista Przejrzyj online >>Ulubiony kiosk
Wywiady

Mark Brzezicki

Dodano: 07.05.2012
Grał ze Stingiem, The Cult i Procol Harum, ale jego pierwszą miłością zawsze było Big Country. Rozmawiamy z legendarnym Markiem Brzezickim.

Najpierw załatwmy jedną sprawę - nazwisko wymawia się /braez-i-ki/. Wydawać by się mogło, że prawidłowa wymowa nazwiska Marka Brzezickiego to sprawa oczywista tak, jak wymowa nazwisk DiCaprio czy Haagen-Dazs. Co więcej, gdyby nie Brzezicki, to co najmniej tuzin hitów od celtyckiego stadionowego rocka po gotyckie dokonania klubowe nie brzmiałyby tak samo.

Urodzony w 1957 roku w Berkshire, Brzezicki należy do najbardziej znanych brytyjskich bębniarzy sesyjnych lat 80-tych i 90-tych. Jest także perkusistą Big Country, jednego z największych szkockich kapel rockowych. Big Country, znane z epickich melodii i potężnego, stadionowego brzmienia, dawało sobie radę w latach 80-tych na równi z dwoma innymi wielkimi kapelami o celtyckim posmaku - Simple Minds i U2. Kiedy w połowie lat 90-tych kariera Big Country stanęła pod znakiem zapytania, Brzezicki zajął się graniem na sesjach nagraniowych i w klasycznych zespołach rockowych takich, jak Procol Harum, dzięki czemu zdobył reputację muzyka solidnego i wszechstronnego. Już wtedy odcisnął swoje piętno na scenie rockowej, grając z The Cult na ich ważnej płycie Love (1985), ale też dzięki dłuższym współpracom z artystami takimi, jak Pete Townshend, Fish i Thunderclap Newman. Dzięki temu stał się jednym z najbardziej poważanych perkusistów w kraju niezależnie od gatunku muzycznego.

Fani Big Country byli zszokowani w roku 2001 wiadomością o samobójstwie wokalisty Stuarta Adamsona. Wielu z nich doszło do wniosku, że zespół nigdy nie powróci na scenę. Jednak Brzezicki niedawno na nowo skompletował skład i ogłosił daty koncertów na 2011 rok. Nowym frontmanem zespołu będzie wokalista Alarm, Mike Peters. Brzezicki opowiada nam o tym, że trzeba wrócić w trasę ze wielkimi piosenkami Big Country...

Witaj Mark, świetnie widzieć Big Country z powrotem w trasie.


Jestem zachwycony tym, że znowu działamy. Minęło niemal 10 lat od śmierci Stuarta, a ta kapela jest dla mnie bardzo ważna. Śpiewać będzie Mike Peters z The Alarm i chociaż nikt nie zastąpi Stuarta, Mike na pewno z dumą będzie je wykonywać. Ma do tego ducha i odpowiednie podejście. W pewnym sensie nasze kapele były dawniej wrzucane do jednego worka - tak, jakbyśmy mieli własną podgrupę. To było bardzo życzliwe i Mike bardzo chce to robić. Ludzie piszą mi, że nigdy nie widzieli Big Country na żywo. Myślę, że te piosenki zasługują na to, żeby je grać.


Jak zaczęła się twoja przygoda z bębnami?


Zacząłem grać w wieku 16 lat przez zespół Brand X. Kiedy miałem 16 lat poszedłem do klubu Roundhouse i zobaczyłem ich supportujących kapelę Boxer. Grał tam leworęczny perkusista w ogrodniczkach i wielkiej brodzie; nie wiedziałem, kto to dopóki nie powiedziano mi, że to Phil Collins z Genesis. Miał niezwykły zestaw z przeźroczystymi naciągami na stopie i timbalesami zamiast tomów, każdy nastrojony inaczej. To było niesamowite, nigdy wcześniej czegoś takiego nie słyszałem.


Powiedziałeś kiedyś Collinsowi, jaki duży miał na ciebie wpływ?


Niedawno z nim pracowałem, gdy w Royal Albert Hall grał Prince?s Trust All-Star Band. Powiedziałem mu, jak dobry był ten album, w końcu mogłem to zrobić! Grałem z Prince?s Trust i Philem w latach 80-tych. Teraz poprosił mnie o zagranie jednego koncertu, bo miał problemy z plecami. Wspominaliśmy jego czasy z Brand X. Dla niego to też był szalony czas, ponieważ muzyka była pokręcona a perkusja dziwna. Był zadziwiony, że pamiętałem tytuły piosenek i ucieszył go fakt, że wyrażam moje uznanie za ten styl gry. Uważam, że nikt nie gra lepiej muzyki fusion. Phil ma bardzo unikalny sposób grania, który nadaje ton reszcie zespołu.


Jaka była twoja pierwsza perkusja?


Mój sąsiad miał w garażu mały zestaw Gigster w kolorze akwamaryny z jednym talerzem i jednym tomem bez studni. Kupiłem ten zestaw za pieniądze, które zarobiłem roznosząc gazety. Kosztował chyba 15 funtów. Grałem na nim w sypialni w nocy. Kładłem na niego koc, bo o 9 miałem iść spać. Kiedy przyjęto mnie do kapeli grającej covery, potrzebowałem samochodu do przewożenia perkusji, więc kupiłem od gitarzysty starego vana roboczego z czarno-żółtymi paskami. Nie mogłem nigdzie ćwiczyć - jeździłem na obwodnicę niedaleko lotniska Heathrow, ziemi niczyjej, gdzie ciężarówki obok zasuwały 100 kilometrów na godzinę. Zjeżdżałem na pobocze, rozkładałem perkusję w samochodzie i tak ćwiczyłem ze słuchawkami!


Jakie były twoje początki jako profesjonalnego muzyka?


Pierwszą kapelę założyłem z Simonem Townshendem, w której występował także Tony Butler (basista Big Country). Przedtem grałem covery, największe przeboje lat 70-tych. Głównie słuchałem fusion jazzu i muzyki progresywnej - nic ze śpiewem, szczerze mówiąc. Nie grałem nic progresywnego, ale bardzo się inspirowałem tą muzyką. Słuchałem Steve?a Gadda, Bernarda Purdie i Harvey?a Masona, wszystkich swoich idoli z lat 70-tych. Graliśmy muzykę bardzo zbliżoną do Genesis. Nic nie było w 4/4, same nieparzyste podziały. Potem słuchałem amerykańskich zespołów takich, jak Steely Dan, więc przejście do Big Country było dla mnie trochę niezwykłą zmianą stylu.


Jak tworzyłeś swoje partie w Big Country?


Dużo czasu spędzałem, wymyślając ciekawe sposoby na granie. Starałem się grać trochę marszowo, bo myślałem, że to będzie pasować do piosenek. Bardzo wpłynął na mnie kawałek 50 Ways To Leave Your Lover Paula Simona z 1975 roku ze Steve Gaddem. To piosenka z delikatnym marszowym podtekstem, która miała słodki rytm z dużą ilością ozdobników. Big Country pełen jest takich rzeczy. Miałem szczęście pracować z producentem Stevem Lillywhite, który mówił, żebym tak grał, a nie zostawiał tych zagrywek na album solowy. Grałem, jak chciałem.


Bębny to duża część Big Country, prawda?


Miałem świetne relacje ze Stevem Lillywhite. Dodatkowo pokój w RAK Studios miał drewnianą podłogę bez żadnego tłumienia, więc bębny świetnie brzmiały. W studio były okiennice z podwójnymi szybami i tyle. Zawsze lubiłem brzmienie Johna Bonhama i Keitha Moona - takie, jakbyś stał obok zestawu. Nieważne, że werbel brzęczał przy uderzeniu stopy. Właściwie to, jeśli tego nie robił -myślałem, że coś jest nie tak!


Jedną z najbardziej znanych sesji, w których brałeś udział, był album Love zespołu The Cult z 1985 roku.


To było szybkie nagranie. Wziąłem zestaw z Big Country do studia Guildford i słuchałem piosenek z zespołem. Chwilę pograliśmy, ale poza tym po prostu włączali nagrywanie. Na płycie jest jedno podejście od początku do końca. Jestem dumny z tego albumu, bo zwykle najlepiej mi idzie podczas pierwszych dwóch, trzech podejść. Potem zaczynam myśleć, że może powinienem odpuścić i grać spokojniej, bo mogę się łatwo pomylić! Album brzmi jak ja, co jest trochę śmieszne, ale tak to widzę patrząc w przeszłość.


Na jakiej perkusji grałeś, gdy Big Country stał się popularny?


Grałem na brzozowym Pearlu BLX. Na tej perkusji gram także podczas tej trasy. Dostałem ją w Japonii w 1984 roku. To czerwona perkusja z dwoma korpusami - włóknem szklanym od wewnątrz i klonem na zewnątrz. Śrubki odsuwają się na boki i możesz wtedy łatwiej zmienić naciągi. Używałem go non-stop na tej trasie, brzmi świetnie. Jakieś 15 lat temu kupiłem też perkusję North, którą wykorzystuję razem z nowym zestawem. Dostałem go od Pearla. W Royal Albert Hall grałem na perkusji Reference. Dodałem bęben North i oktobany po lewej stronie, żeby mieć różne brzmienia.


Denerwowało cię, gdy w latach 80-tych brytyjscy dziennikarze mówili o tobie "Mark Nazwiskoniedowymówienia"?


To mi nie przeszkadzało. Jestem dumny ze swojego nazwiska, mój ojciec był Polakiem. Właściwie to nawet dobrze, bo zawsze łatwo mi mnie znaleźć na listach. Ludzie pewnie pamiętają moje nazwisko przez to, że nie byli w stanie go wymówić (śmiech).


Przez kilka lat Big Country było bardzo popularne. Dlaczego zakończyliście działalność?


We wczesnych latach 80-tych odnosiliśmy dużo sukcesów. Potem graliśmy w Moskwie zaraz przed usunięciem muru berlińskiego. Stuart [Adamson] spędził dużo czasu w trasie i tęsknił za dziećmi, które w tym czasie dorastały. Uznał, że zespół osiągnął wszystko, co mógł i chciał go rozwiązać. Nie każdy o tym wie. Przyjmuje się, że to ja odszedłem, co nie jest prawdą. Stuart zrezygnował w 1989 roku, rozbił zespół i stwierdził, że każdy powinien iść w swoim kierunku.


Co się potem stało?


Już wtedy pracowałem z Fishem z Marillion i miałem grać trasę z Tears For Fears. Miałem też zaplanowaną pracę ze Stingiem - międzynarodową trasę promującą jego płytę Soul Cages. Potem pojechałem do Ameryki, gdzie podpisałem kontrakt z zespołem Huge Big Thing i dużo koncertowałem z Midge Ure. Sześć miesięcy później Stuart wrócił do Big Country, ale nie mogłem z nimi grać, bo byłem związany kontraktem z wytwórnią, chociaż nagrałem z nimi płytę w wolnej chwili. Dołączyłem do Big Country w 1992 roku, kiedy przedyskutowaliśmy nasze plany na przyszłość. W czasie tych trzech lat byłem bardzo zajęty, ale też szczęśliwy.


Potem grałeś z Procol Harum. Czym to się różniło od Big Country?


Było inaczej, gdyż zastępowałem wyśmienitego perkusistę, BJ Wilsona, który miał bardzo wyjątkowy styl. Kiedy byłem na wyspie Isle Of Man zadzwonił do mnie Gary Brooker z pytaniem, czy nie chciałbym zagrać kilku piosenek z Procol Harum. Zapytałem tylko o czas i miejsce. Nagraliśmy płytę zatytułowaną Prodigal Stranger, pierwszy w oryginalnym składzie od 15 lat. Grałem z nimi do 2007 roku. Potem reaktywował się Thunderclap Newman, w którym teraz śpiewam i gram na bębnach, gdy nie gram z Big Country.


Masz jakieś rady dla naszych czytelników dotyczące grania sesyjnego?


Trzeba być bardzo cierpliwym i umieć przyjmować krytykę. Nie można też mieć muzycznych uprzedzeń, bo to z miejsca ogranicza twój wybór. Nie można mówić "Ja lubię tylko heavy metal." Najważniejszą rzeczą, jakiej się nauczyłem to grać wszystko. I nigdy się nie poddawać!


Masz bardzo napięty grafik. Ciężko jest?


Nazywam to "kręceniem krążków". Biorę udział w wielu sesjach, ale bycie w zespole jest inne - daje twoim bębnom tożsamość. Zawsze miałem jakieś projekty na boku i starałem się mieć czas na coś dodatkowego. Tak bardzo podoba mi się muzyka, poza tym lubię czerpać z innych źródeł. Miałem duże szczęście grać z tymi wszystkimi zespołami, ale Big Country jest na pierwszym miejscu. Nie mogę się doczekać kolejnego rozdziału w naszej karierze.


Szymon Ciszek, Joel McIver


Galeria

Pozostałe

Paul Mazurkiewicz (Cannibal Corpse)

Dodano: 29.09.2016

Jeden z najsłynniejszych zespołów deathmetalowych na świecie współtworzy perkusista o bardzo swojsko brzmiącym nazwisku.

czytaj dalej

Nigel Glockler (Saxon)

Dodano: 22.09.2016

Pojawił się w zespole na tygodniowe zastępstwo, które ostatecznie przedłużyło się - z drobnymi przerwami - do dnia dzisiejszego.

czytaj dalej

Michał "Bandaż" Bednarz

Dodano: 08.09.2016

Bębni m.in. W Trzynastej w Samo Południe, w Full-X Trio Adama Fulary, absolwent Wrocławskiej Szkoły Jazzu i Muzyki Rozrywkowej, Jazzu i Muzyki Estradowej na Akademii Muzycznej we Wrocławiu.

czytaj dalej

Charlie Benante

Dodano: 26.08.2016

Ze swoim prawie 35-letnim stażem na scenie, Anthrax należy do legend ostrego grania. Przechodził różne wzloty i upadki, uczestniczył lub był świadkiem kolosalnych zmian w muzyce.

czytaj dalej

Jay Weinberg (Slipknot)

Dodano: 18.08.2016

Perkusyjnym światem tąpnęło, gdy Joey Jordison powiedział: "Odchodzę ze Slipknot!".

czytaj dalej
Zobacz wszystkie
Reklama