Zobacz porady i podpowiedzi od śmietanki perkusyjnej... Perkusista Zamów listopadowe wydanie >>Ulubiony kiosk
Wywiady

Jack Lawrence-Brown (White Lies)

Dodano: 15.05.2012
Perkusista wychwalanej indie-rockowej kapeli White Lies rozmawia z nami o swoim potężnym brzmieniu, nagrywaniu nowego krążka Ritual i pozwalaniu fanom na samodzielne odkrywanie muzyki.

Trzeba mieć dużo samozaparcia, by zrobić wokół siebie taki szum, jak White Lies. Na szczęście udało się to tym trzem londyńczykom, których podnosząca na duchu syntezatorowa muzyka z pogranicza mrocznego indie a?la Joy Division i Editors jest na ustach całej sceny niezależnego rocka.

Na muzykę zespołu składa się emocjonalny śpiew Harry?ego McVeigha, grooviący bas Charles?a Cave?a i potężne rytmy Jacka Lawrence-Browna. Koncerty White Lies są tak fenomenalne, jak zainteresowanie nimi. Wspomagani keyboardzistą i drugim gitarzystą, ich mocne brzmienie inspirowane latami 80-tymi wypełnia stadiony, jak rok temu, kiedy supportowali Muse. Mieliśmy okazję porozmawiać z Jackiem w czasie próby dźwięku przed koncertem w Bristol w ramach aktualnej trasy po Wielkiej Brytanii.

Dlaczego bębny? "Kupiłem perkusję, bo naiwnie myślałem, że to jedyny instrument, do którego nie potrzeba lekcji" - wyjaśnia Jack. "Tak naprawdę tak się nie da. W pewnym momencie trzeba usiąść i chwilę nad tym pomyśleć, ale wtedy wydawało się to fajnym buntem przeciwko godzinom ćwiczeń przy fortepianie."

Po odstawieniu lekcji na fortepianie i saksofonie, 15-letni Jack kupił perkusję i od razu założył z chłopakami z White Lies zespół Fear Of Flying. Trio wydało dwa single oraz zdobyło znaczącą liczbę fanów dzięki supportowaniu zespołów takich, jak Jamie T, Laura Marling i Maccabees. Pomimo obiecujących perspektyw zespół zdecydował się zmienić nazwę i podążył doroślejszą i mroczniejszą ścieżką.

"Założyliśmy Fear Of Flying, kiedy miałem 16 lat, a gdy mieliśmy po 18-19 lat to wszystko nie znaczyło dla nas już tego samego. Ludzie odnosili się do nas, jak do 16-latków. To tak, jakby ktoś znalazł opowiadanie, które napisałeś w wieku 13 lat - wstydzisz się go, bo już taki nie jesteś. Chcieliśmy jasno to wyrazić, bo muzyka stawała się bardziej, jak ta w White Lies i doszliśmy do wniosku, że nie zrobilibyśmy tego pod tym samym szyldem."

Tworzenie profilu


Trzeba mieć dużo pewności siebie, by świadomie tworzyć szum wokół siebie zanim wypuści się swoją muzykę na światło dzienne, ale nowo powstały White Lies rozpoczął pracę nad nowym materiałem i opóźniał swój pierwszy występ przez pięć miesięcy, aby zaciekawić publiczność. Ich pewność siebie opłaciła się. W ciągu dwóch tygodni od pierwszego koncertu w 2008 roku podpisali kontrakt z Fiction Records. Wkrótce potem zostali zaproszeni do NME Radar Tour, wstępniaka BBC Radio One Big Weekend oraz programu Jools Holland.

"Jako Fear Of Flying spędzaliśmy dużo czasu na promowaniu siebie na różne sposoby i zdaliśmy sobie sprawę, że jeśli napastujesz ludzi swoją muzyką to to nie działa. Ludzie lubią odkrywać muzykę. Uwielbiam znajdować jakiś zespół samemu i potem kupować całą dyskografię. Wokół naszej kapeli media zrobiły dużo szumu, ale nie zalewaliśmy publiki kawałkami. Daliśmy temu trochę czasu i to chyba najlepsza rada, jaką mogę dać zakładającym kapelę - nic na siłę. Jeśli jesteście wystarczająco dobrzy i macie porządne piosenki, to prędzej czy później ktoś was odkryje."

Debiutancki krążek To Lose My Life został w końcu wypuszczony na rynek w 2009 roku. Do potężnego brzmienia perkusji przyczyniły się mocne rytmy Jacka i jego skąpa gra. Nadały takim utworom, jak Death, To Lose My Life i Farewell To The Fairground metronomiczny fundament o dynamice, jak karabin maszynowy, a także pomogły w pociągnięciu albumu na szczyt brytyjskiej listy przebojów. Przez cały ten czas Jack doskonalił swoją technikę w trakcie licznych koncertów promujących krążek. "Na początku nie byłem dobry" - przyznaje. "Przez lata na trasie stawałem się coraz lepszy i teraz jestem pewny siebie. Bębnienie dzień w dzień zmienia sposób, w jaki myślisz o swojej grze."

Zestaw Jacka także się rozwijał. "Pozbyłem się drugiego toma nad centralą, bo lubię mieć ride w łatwo dostępnym miejscu. Drugi fl oor tom dodaje więcej dynamiki a chimesy są w zestawie od około 3 miesięcy. To fajny sposób na zmianę brzmienia i sprawienie, by ludzie usłyszeli coś, czego nie ma na płycie. Nigdy nie chcemy po prostu odtwarzać nagrania."

W czasie nagrania:


Po wydaniu To Lose My Life chłopaki z White Lies nie spoczęli na laurach i zajęli się od razu nagrywaniem kolejnego krążka - Ritual. Zespół najwyraźniej nie miał kompleksów na punkcie drugiej płyty, która jest mieszanką pompatycznego grania z nutą stylizowanego na lata 80-te pop-rocka w stylu Japan czy Duran Duran.

"Pierwszy album był trudniejszy, bo dopiero co podpisaliśmy kontrakt na płytę i mieliśmy jedynie pięć kawałków przed wejściem do studia" - relacjonuje Jack. "Tym razem wytwórnia dała nam cały 2010 rok na odpoczynek. Zrobiliśmy sobie miesiąc przerwy i szybko zaczęliśmy się nudzić, więc zdecydowaliśmy o powrocie do pracy. Mieliśmy tak dużo czasu, jak chcieliśmy i właściwe nie zajęło nam to długo, bo nie było żadnej presji. Bardzo sprawnie szło nam pisanie i nagrywanie. W studiu spędziliśmy około sześciu tygodni, czyli jak na nas nie za długo, bo jesteśmy dość precyzyjni i staramy się doprowadzać wszystko do perfekcji."

Czym różniło się nagrywanie tej płyty w stosunku do poprzedniej?

"Tym razem mieliśmy dużo sampli i industrialnie brzmiącej perkusji. Cały dzień spędziliśmy na samplowaniu fragmentów zestawu i wydobywania różnych hałasów z talerzy, potem je programowaliśmy, żeby dodać nagraniu kolejny wymiar. Dodatkowo mieliśmy drugą perkusję, rozłożoną w wytłumionym pomieszczeniu do nagrania momentów, gdzie chcieliśmy zabrzmieć bardziej precyzyjnie."

Jack omówił także, dlaczego do zestawu dodał elektroniczną perkusję. "Na pewno do tego nagrania potrzebne były placki elektroniczne, bo jest kilka momentów, gdzie puszczona jest maszyna perkusyjna. Traktuję to jak przerwę w koncercie. Lubię mieć chwilę wytchnienia i słyszeć elektroniczną stopę. Nasz realizator Rob ma pada do modulowania sampli hi-hatu, którym wszystko pięknie połączył."

Dynamika gra ważną rolę w brzmieniu White Lies. "Chcemy mieć garby i niziny. Chyba nigdy nie napisaliśmy piosenki, w której nie ma jakiegoś ważnego momentu, a przed nim często jesteśmy bardzo wycofani. Dla mnie najważniejsza jest tu prostota. Nie jestem wielkim fanem gęstego grania na bębnach. Reszta chłopaków bardziej woli solówki na perkusji. Ja sobie z tym nie radzę. To pewnie kwestia techniki - kiedy zaczynałem, nigdy nie byłem w stanie dodać tych ozdobników. Ale dla mnie to jedna z rzeczy, dzięki którym nasza muzyka jest dobra - jest bardzo prosta, ale liczy się też podejście, czyli pomysły, które kryją się za twoją grą." - wyjaśnia.

Podczas koncertów czuć chemię między Jackiem i basistą Charlesem. "Graliśmy razem, od kiedy mieliśmy po 15 lat. Nauczyłem się przy nim grać na perkusji, więc wiem, co zamierza zrobić i nigdy nie musiałem myśleć o tym, co zagrać. To coś, co można wypracować, grając z kimś przez bardzo długi czas."

Poza nowoczesnymi ulubieńcami takimi, jak Simone Pace z Blonde Redhead?s czy Josh Garza z Secret Machine okazuje się, że Jack jest także fanem Ringo Starra. "To geniusz. Gra na bębnach w taki sposób, że nie przeszkadza niczemu, co się dzieje, ale jednocześnie jego gra ma charakter. Oglądam też na Youtube bębniarza z The Walker Brothers (Gary Walker). Ma wyczucie i świetnie brzmi."

Jeśli chodzi o nieustanne poprawianie techniki, Jack ma jeden nieprzyjemny problem... "Uderzam w bębny dość mocno i z okropną szybkością łamię pałki. To spoko rozwalić kija raz na jakiś czas, ale jeśli łamię cztery pałki na koncert, to zaczyna mnie to wkurzać, bo muszę grać połowę piosenki połową pałeczki i znaleźć odpowiedni moment na zmianę. Staram się więc w przyszłości wypracować delikatniejsze uderzenie, głównie przez ogrywanie do znudzenia rudymentów. Chcę móc nagrać kolejną płytę w inny sposób - żeby wszystko było subtelniej i delikatniej, bym mógł nadać łagodny ton, kiedy będzie trzeba."

Szymon Ciszek, Chris Burke, Maciej Nowak


Galeria

Pozostałe

Tommy Clufetos (Black Sabbath)

Dodano: 08.12.2016

Ostatni marsz Black Sabbath przez światowe stadiony i hale koncertowe. Najważniejszy zespół w historii muzyki metalowej przechodzi do historii i żegna się z fanami.

czytaj dalej

Luke Holland

Dodano: 01.12.2016

Luke to rocznik 1993 i jest doskonałym przykładem na to, jak nowe technologie wpłynęły na świat bębnów. Młody muzyk gra oczywiście w typowym zespole scenicznym, ale dla większości perkusistów jest on postacią znaną głównie z filmów na Youtube.

czytaj dalej

Szymon "Kanister" Jędrol

Dodano: 25.11.2016

Dla wielu punkowe granie nie idzie w parze z techniką i dobrymi muzykami. Z jednej strony coś w tym może i było 30 lat temu, z drugiej im prostsza muzyka, tym trudniej zagrać wszystko dobrze i w punkt.

czytaj dalej

José i Tomek Torres

Dodano: 18.11.2016

Ojciec nagrał kilkadziesiąt płyt z największymi gwiazdami naszej sceny muzycznej. Syn gra w jednym z najbardziej rozchwytywanych polskich zespołów rockowych.

czytaj dalej

Matt Nicholls (Bring Me The Horizon)

Dodano: 31.10.2016

Od małych metalowych klubów po wielkie hale jako gwiazda wieczoru. Minęło już 12 owocnych lat działalności Bring Me The Horizon.

czytaj dalej
Zobacz wszystkie
Reklama