Zobacz porady i podpowiedzi od śmietanki perkusyjnej... Perkusista Zamów listopadowe wydanie >>Ulubiony kiosk
Wywiady

Łukasz Jeleniewski (Lipali)

Dodano: 18.06.2012
Lipali to zespół trzech osobowości. Lipa i Qlos dla większości fanów mocnej muzyki są znani z Illusion i Tuff Enuff. Jednak muzyczna droga Luka wykracza daleko poza ramy muzyki rockowej.

O walce z przeciwnościami losu, podwójnej stopie i współpracy z ekipą Steve Wondera opowiedział mi Łukasz Jeleniewski, perkusista zespołu Lipali.

Jesteście świeżo po wydaniu waszego pierwszego DVD, zawierającego zapis akustycznego koncertu. Czy podczas akustycznych występów używasz tego samego zestawu, co na elektrycznych?


Nie. Podczas elektrycznych koncertów używam dużych bębnów, które mają soczyste, niskie brzmienie. Duże tomy: 14, 16, 18, centrala 26 na 16. Niestety, ten zestaw nie sprawdza się na akustycznych koncertach, gdzie musi być bardziej subtelnie. Dlatego mam drugi, znacznie mniejszy zestaw, centralka 20, tomy 12, 16 i to jest w zupełności wystarczające. Na takim zestawie można się fajnie pobawić, można grać jazz, fusion itd. Oczywiście, jak się potrafi. (śmiech)


Oprócz samych bębnów masz trochę dodatkowych przeszkadzajek.


W tej chwili używam afrykańską d-jambę, która ma świetne brzmienie, dzwonki chimsy, cowbelle, mam też tamburyn. Używam także więcej różnego rodzaju pałeczek, czyli filcowych, szczoteczek, hot rootsów. Podczas akustycznych występów mam więcej zabawy i możliwości improwizacji, więc również instrumentarium jest bogatsze.


Jesteś endorserem Ddrum i Stagg, powiedz coś więcej o twoim zestawie i współpracy z tymi firmami.


Mam dwa zestawy Ddrum Custom USA Dominion i Ddrum Dios z drewnianymi naciągami. Jestem endorserem Ddrum na Polskę od kilku lat, tak samo blach Stagg i jestem z nich w pełni zadowolony. A zaczęliśmy współpracę trochę przez przypadek. Ddrum wszedł na polski rynek w czasie, gdy podczas koncertów na wschodzie Polski poznaliśmy Piotra Filipowicza, który jest właścicielem FX-Music. Padła propozycja. I tak z przyjemnością współpracujemy do tej pory.


Na solowej płycie Lipy, programowałeś i samplowałeś bębny. Od PI zawsze nagrywałeś żywe. Czy rozważaliście, aby pójść za obecnymi trendami i programować bębny również przy kolejnych płytach?


PI to nasza pierwsza wspólna płyta. Jeśli chodzi o kolejne płyty Lipali - dla mnie to jest proste - jeśli chcesz nagrać płytę rockową, autentyczną, to muszą być żywe bębny i inaczej się nie da. Próbki elektroniki i obróbki, nadanie wyrazu takiego, a nie innego, pojawiają się w dwóch lub trzech utworach na płycie PI. Sampli zawsze używamy jako tęczy po deszczu (śmiech) i zazwyczaj specjalizuje się w tym Tomek.


Lipa i Qlos przynoszą najwięcej pomysłów, jednak? czy czasami punktem wyjścia do nowych kompozycji są bębny?


Tak, są takie utwory. Zazwyczaj to Lipa przynosi pomysły, melodie, riffy, które kleimy w jedną, spójną, zespołową całość. Spora cześć kompozycji jednak powstaje przez improwizacje, są też numery, dla których punktem wyjścia był rytm perkusyjny.


Nieraz graliście z Mazzollem i transowymi podkładami, macie też z Qlosem nowy projekt z jego udziałem, grałeś z DJ-ami. Jak się odnajdujesz, grając z elektronicznymi podkładami?


Od strony technicznej granie takich rzeczy nie jest dla mnie problemem. A jak jest, to trzeba dobrze poświrować (śmiech). Natomiast jest to świetna zabawa i fajny eksperyment, pozwalający otwierać się na muzykę szeroko pojętą. Z Jerzym Mazzollem współpracujemy już od wielu lat. Był pomysł, więc wcielamy go w życie, a co nam wyjdzie się usłyszy. Roboczo przygotowaliśmy parę numerków. Są spoko, choć wymagają jeszcze pracy, patrząc wstecz Mazzoll zagrał w dwóch utworach na płycie PI. Zaprosił mnie też do swojego projektu Arythmic Brain, gdzie zastąpiłem wówczas świetnego perkusistę, nieżyjącego już Jacka Majewskiego?


Pamiętam, że gdy zacząłeś grać w Lipali, to było twoje pierwsze spotkanie z podwójną stopą - ciężko było ją okiełznać?


To ewoluowało powoli. Nie było takiego momentu, że musiałem natychmiast zacząć grać na podwójnej stopie. Posiadałem mechanizm dwustopowy Iron Cobra, jeden z moich pierwszych. Gdy robiliśmy nowe utwory zacząłem robić różne wstawki na dwa kopyta i powoli zacząłem się wyrabiać. W naszej muzyce są fragmenty w kilku numerach, oparte na podwójnej stopie, ale to nie jest dominująca część mojego grania. Ale jeśli jest potrzeba i jest pomysł, to gram.


Lipali powstało w 2003 roku, jednak ty grasz z Lipą już 11 lat. Jak oceniasz ten czas z dzisiejszej perspektywy?


Wspaniale! Początki były bardzo ciężkie. To była walka o przetrwanie, o zespół, o to, żeby coś się zaczęło dziać, o pewność i miłość do muzyki, którą chcemy robić razem. Było kolorowo, były momenty zwątpienia, ale się udało. Pierwszy okres, od solowej płyty Lipy do 2003 roku, był martwym okresem. Nie graliśmy koncertów, nikt o nas nic nie wiedział. Natomiast mieliśmy naprawdę dużą determinację, robiliśmy swoje, tworzyliśmy materiał. W 2003 roku pojawił się Qlos, którego zaprosiliśmy po rozstaniu ze Sławkiem Czarnatą. Zresztą pamiętasz, jak to było, ale chyba nie będziemy tu wymieniać wszystkich nazwisk, które się w tamtym okresie pojawiły w zespole. Ogólnie można wyodrębnić trzy etapy, w pierwszym było naprawdę ciężko, w drugim było lepiej, a w trzecim było i jest świetnie! Od kilku lat jest naprawdę dobrze, rozumiemy się, szanujemy, znamy swoje słabości i zalety.


Czy był jeden przełomowy moment, po którym nagle wszystko ruszyło pełną parą?


Przed wydaniem PI był taki moment, gdy zostaliśmy tylko we dwóch, Lipa i ja. Tomek udzielał się w tym czasie w Acid Drinkers i przez chwilę zastanawialiśmy się, co dalej będzie. Ówczesny basista przestał się angażować, zwątpił i na jego miejsce pojawił się Qlos. Powstała płyta PI i po niej BLOO. Przełom nastąpił właśnie po płycie BLOO w 2007 roku. Jeżozwierz stał się często granym singlem w Trójce. Po sześciu czy siedmiu miesiącach był na pierwszym miejscu listy przebojów. Wskoczył na Eskę Rock. Zaczęliśmy znacznie lepiej funkcjonować i pokazywać naszą muzykę coraz szerszemu gronu słuchaczy.


Czyli opłaca się być w Polsce perkusistą?


Opłaca się być perkusistą Lipali, ze względu na atmosferę w zespole, osobowości i muzykę. A czy się opłaca z innych względów to nie wiem, nie znam się. (śmiech)


Kiedy nowa płyta?


Materiał powstaje. Nagraliśmy demo, nie doszlifowane diamenciki, trzeba jeszcze nad tym popracować, ale jakieś 70% materiału jest gotowe. Planujemy nagrać płytę na początku roku i wydać na wiosnę 2012.


Pamiętam, że przez kilka lat byłeś jedynym członkiem Lipali, który nie miał żadnych tatuaży. Od jakiegoś czasu skutecznie to nadrabiasz, złapałeś bakcyla?


Tatuaże podobały mi się, od kiedy pamiętam. Piękna sztuka. Długo obmyślałem wzory, w końcu zrobiłem pierwszy i trwa to do dziś. Nie wiem, jak daleko chcę się w tej materii posunąć, mam jeszcze kilka pomysłów, które chciałbym sobie zrobić, a później zobaczymy.


Lipali i projekt z Mazzollem to nie wszystko, w co jesteś zaangażowany.


W tej chwili angażuję się również w pomysł i płytę mojego brata Maćka, taki Nikifor polskiego jazzu. (śmiech) Tytuł płyty to Stop The Time. Swoimi marzeniami i determinacją, co widać po zmęczonej twarzy, zaprosił kilka świetnych osobistości i legend muzyki: Jarka Śmietanę, Wojciecha Karolaka, Karen Edwards (Prince, Steve Wonder), Mirosław "Carlos" Kaczmarczyk, Robert Jakubiec, Jerzy Mazzoll i oczywiście Tomasz Lipnicki? Ja też mogę dać kawałek siebie, co mnie bardzo cieszy. Pojawiam się również gościnnie w Tuff Enuff. Zastępuję Mariana, który od wielu lat udziela się w zespole Piersi i Kukiz, i nie zawsze jest w stanie zagrać koncert z Tuff Enuff. Ostatnią mini trasę w maju grałem ja, zagraliśmy też jeden koncert w Oslo na bardzo ciekawym kulturowo, etnicznym festiwalu. Być może zagram również niektóre z nadchodzących sztuk. To jest dla mnie bardzo dobra szkoła, bo to jest zupełnie inne granie, metalowe, gdzie po prostu muszę zagrać cudze partie, jak należy i to inaczej niż gram na co dzień, więc jest to wyzwanie.


Dużo ćwiczysz?


Skupiam się głównie na pomysłach. Na ćwiczeniach się nie skupiam, ale to jest zgubne i nie polecam. To jest moje lenistwo zwykłe. Oczywiście, mam dni, kiedy diabelsko tłukę do bólu, trzeba sobie wypracować metody. Natomiast, żeby zagrać te koncerty z Tuffami potrzebowałem dobrego miesiąca, na ogarnięcie się z materiałem i przygotowanie, przestawienie się na metalowe tory. (śmiech)


Zdarzało ci się dawać lekcje gry?


Nie, bo nie potrafię. Do tego trzeba mieć cierpliwość i wiedzę, a ja ich nie mam.


Chciałbyś coś poprawić w swojej grze?


Są takie niuanse, które chciałbym dopracować. Lubię cały czas coś zmieniać w swoim ustawieniu, coś podnieść, coś opuścić, przesunąć, żeby uzyskać w niektórych zagrywkach większą precyzję. Żeby znaleźć takie ustawienia i tak to wyćwiczyć, żeby gra była naturalna dla ciała, żeby nie sprawiała bólu ręki, łokci itd. Oprócz tego czasami przydałoby mi się więcej szybkości. Ale nie takiej szybkości death metalowej (śmiech), bo to zupełnie inny sposób gry. Mnie chodzi o to, żeby zdążyć zagrać to, co sobie wymyślam, pauzy i przejścia swobodnie, w określonych tempach. Chciałbym, żeby szybsze przejścia nadal były bardzo dynamiczne. Nad tym trzeba pracować.


Ważniejsza jest technika czy feeling?


Dusza jest najważniejsza. Zawsze zwracałem większą uwagę na feeling. Technika jest ważna, ale nigdy mi tak nie imponowała, jak feeling i sposób myślenia perkusisty. 70% sukcesu perkusisty to jest pomysł na zagranie bębnów. A technika po prostu musi być na takim poziomie, żeby móc zagrać to, co się chce i jak się chce. To jak umiejętność jedzenia widelcem i nożem - musi być.


Przemek Łucyan


Galeria

Pozostałe

Luke Holland

Dodano: 01.12.2016

Luke to rocznik 1993 i jest doskonałym przykładem na to, jak nowe technologie wpłynęły na świat bębnów. Młody muzyk gra oczywiście w typowym zespole scenicznym, ale dla większości perkusistów jest on postacią znaną głównie z filmów na Youtube.

czytaj dalej

Szymon "Kanister" Jędrol

Dodano: 25.11.2016

Dla wielu punkowe granie nie idzie w parze z techniką i dobrymi muzykami. Z jednej strony coś w tym może i było 30 lat temu, z drugiej im prostsza muzyka, tym trudniej zagrać wszystko dobrze i w punkt.

czytaj dalej

José i Tomek Torres

Dodano: 18.11.2016

Ojciec nagrał kilkadziesiąt płyt z największymi gwiazdami naszej sceny muzycznej. Syn gra w jednym z najbardziej rozchwytywanych polskich zespołów rockowych.

czytaj dalej

Matt Nicholls (Bring Me The Horizon)

Dodano: 31.10.2016

Od małych metalowych klubów po wielkie hale jako gwiazda wieczoru. Minęło już 12 owocnych lat działalności Bring Me The Horizon.

czytaj dalej

Dariusz "Pisek" Piskorz

Dodano: 19.10.2016

I jak tu podejść do opisywania osoby naszego gościa? Perkusista zespołu Papa D jest (nie)typowym "człowiekiem renesansu".

czytaj dalej
Zobacz wszystkie
Reklama