Tommy Clufetos we wrześniowym numerze Perkusista Przejrzyj online >>Ulubiony kiosk
Wywiady

Aynsley Dunbar

Dodano: 25.06.2012
Grał z Frankiem Zappą, Davidem Bowie, Whitesnake i wieloma innymi. Z Aynsleyem Dunbarem rozmawiamy o jego aktualnych projektach i niesamowitej karierze.

Być może najbardziej znacie Aynsley?a Dunbara z gry w projektach progresywnych i hard rockowych, ale on sam dorastał w kręgach jazzowych. Urodzony w Liverpoolu w 1946 roku, Aynsley zaczął grać na perkusji w wieku 11 lat. Poza udzielaniem się na scenie jazzowej, Dunbar był także częścią kwitnącej sceny rockowej i R?n?B w Liverpoolu w 1963 r. Grał z taki zespołami, jak Derry Wilkie And The Pressmen, Freddie Starr And The Flamingos, The Excheckers oraz Stu James And The Mojos. W latach 60-tych Aynsley współpracował z Peterem Greenem i Johnem McVie z John Mayall?s Bluesbreakers oraz grał z Rodem Stewartem i Ronem Woodem w Jeff Beck Group. Był także liderem swojego zespołu The Aynsley Dunbar Retaliation (w 1967 r.), a potem założył progresywny zespół Blue Whale.

Wszystkie te muzyczne doświadczenia wydały plon, kiedy Frank Zappa zaproponował Aynsleyowi przeprowadzkę do Ameryki, by grał z jego nowym zespołem. Po tej przygodzie i nagraniu kilku płyt z Zappą we wczesnych latach 70-tych, Aynsley kontynuował swoją wybitną grę na płytach Davida Bowiego i Lou Reeda. Potem zaczął szukać zespołu grającego rock i fusion i został członkiem Journey. Wspólnie napisał i nagrał z nimi cztery albumy, w tym przełomowe Infinity. W latach 80-tych nadal nagrywał hity, między innymi z Jefferson Starship, gdzie zagrał na trzech albumach oraz na przebojowym krążku Whitesnake, zatytułowanym po prostu Whitesnake.

W kolejnej dekadzie Dunbar nadal obracał się w kręgach gitarowego rocka, grając w studio i na żywo z Patem Traversem, UFO, Johnem Lee Hookerem i Michaelem Schenkerem. Nowe millenium dla Aynsleya to trasa z grupą World Classic Rockers. Bez problemu można stwierdzić, że żaden inny bębniarz nie grał ze znanymi zespołami o tak szerokim repertuarze.

W jakim projekcie się aktualnie udzielasz?


Gram z zespołem World Classic Rockers. Składa się on z członków starszych kapel. Gramy przeboje każdego z nas. Regularnie koncertujemy.


A co z nagraniami?


Robiliśmy różne kawałki, ale nic wielkiego. Zrobiłem kilka numerów z Mickey?em Thomasem (byłym wokalistą Jefferson Starship) pod nazwą Blues Masters.


Co sądzisz o postępie w technologii studyjnej?


Cóż, ta cała cyfrowa strona jest w porządku, ale problemem jest to, że nie można stwierdzić, czy ktoś umie grać czy nie. Wszystko jest poprawiane tak, że kiedy coś jest skończone to jest idealne. Dla mnie pozytywną rzeczą jest to, że można zrobić trzy podejścia i nagrać jedno na drugie. To też jest klejenie nagrania, ale jest logiczne. Po zagraniu trzy razy z zespołem czasem wszystko może się pomieszać. Kiedy grasz sam nie musisz się martwić o błędy innych.


Z których projektów jesteś najbardziej dumny?


Jeśli chodzi o te późniejsze, to na pewno z płyty Whitesnake ( Whitesnake, 1987). Ona wyszła bardzo dobrze.


Jak wyglądało nagrywanie tej płyty?


Było dziwnie. Zabrało nam to więcej czasu niż powinno. Nagrałem ścieżki w 1985 roku a album wyszedł w 1987. Pozwałem ich do sądu i w ramach ugody nie mogę rozmawiać o szczegółach. Moim najlepszym przyjacielem był dobry prawnik (śmiech)! Jeśli robisz cokolwiek z wielkim bandem upewnij się, że masz wystarczająco dużo kontraktów i daj je do przejrzenia prawnikowi. Pamiętaj o tym!


Uważasz, że jako perkusiści powinniśmy być uznani za jednych z autorów muzyki, jako że nasze rytmy i przejścia są tak samo ważną częścią piosenki, jak inne nuty, akordy i melodia?


Tak. Dlatego gram tylko z zespołami, w których dzielimy się autorstwem i płaci się nam po równo.


Co doprowadziło do twojej współpracy z Jefferson Starship?


Zagrałem na kilku sesjach z Pete?m Searsem, basistą formacji. On też jest Anglikiem, więc często rozmawialiśmy poza nagraniami. Spędzaliśmy ze sobą dużo czasu, gadaliśmy o tym, co się dzieje na świecie. Pete mnie polecił i zaprosił do zespołu.


Jak wyglądało nagrywanie z Journey?


Graliśmy próby pięć dni w tygodniu, od 10 rano do 4 po południu. Pojawiały się piosenki, nad którymi pracowaliśmy, by były coraz lepsze. Potem przyszedł człowiek z wytwórni, żeby nas posłuchać i nagrać demo, a następnie zdecydować, co jest dobre, co złe i co trzeba wrzucić na krążek.


W jaki sposób wkręciłeś się w grę z Davidem Bowie?


Kiedy grałem z Zappą, ówczesny basista Jim Pons był zakochany w muzyce Bowie?go, więc dawał mi go czasem do posłuchania. Bardzo podobały mi się jego popowe piosenki. Nagrywałem album Lou Reeda Berlin i miałem dzień wolny. Bowie zadzwonił do mojego pokoju w Londynie i spytał, czy nie chciałbym przyjechać na koncert i posiedzieć z Jeffem Beckiem. Odpowiedziałem, że bardzo chętnie i że zapytam Lou, czy też by nie chciał. Zadzwoniłem do niego - momentalnie zdecydował, że będziemy nagrywać tego wieczora. Poszliśmy do studia i przez cztery godziny nic nie robiliśmy! Powiedziałem potem Lou, że teraz już musi iść ze mną na tę imprezę. Stosunki między Lou i Davidem nie były wtedy najlepsze, mieli do siebie jakieś urazy. Wspólnie siedzieliśmy, żartowaliśmy i w końcu się na tyle wyluzowali, że się pogodzili. Wtedy Bowie zaprosił mnie do zespołu. Lubiłem Davida i jego muzykę, więc z nim grałem.


Jak ci się grało z Frankiem Zappą?


Był wspaniały. Miałem kompletną wolność artystyczną. Kiedy dorastałem w Liverpoolu, mieliśmy w Anglii fatalne radio. Na liście przebojów znajdowało się wszystko od orkiestry marszowej, po operę i jazz. Ta różnorodność była niesamowita. Przyzwyczaiłem się do słuchania marszów i ćwiczyłem do nich na werblu. Kiedy Zappa pokazywał różne fragmenty utworów, grałem po prostu to, co miałem w głowie. Jeśli był to marsz czy polka, po prostu dopasowywałem się do tego. Dla mnie było to proste, ale Frank nie mógł do tego zmusić żadnego amerykańskiego bębniarza. Zaproponował mi grę w zespole i przeprowadzkę do Ameryki. Mieszkałem w jego domu przez osiem miesięcy i dzieliłem z nim pokoje hotelowe na trasie. Podobały mu się wszystkie dziwaczne rzeczy, które wymyślałem. Frank potem używał tych pomysłów, fraz itd. Spędzał całe godziny i dni nad materiałem w studio.


U Zappy było dużo nut i rozpisek?


Na początku wszystko opierało się na pamięci. Trzeba było zapamiętać trzy godziny skomplikowanej muzyki, a po wejściu na scenę wszystko się zmieniało! Frank w fantastyczny sposób uczył, jak rozumieć najbardziej dramatyczne fragmenty. Mówił, że mam pamięć jak słoń, bo wszystko potrafi łem zapamiętać. Przy Waka/Jawaka i The Grand Wazoo zaczęliśmy używać rozpisek rytmicznych.


Czy żałujesz, że nie wymyśliłeś jakiegoś rytmu albo riffu?


Raczej nie. Nie słucham riffów, tylko muzyki, i po prostu gram. Nie studiuję wcześniej muzyki, wolę improwizować.


Nadal ćwiczysz? Jakie masz rady w tym zakresie?


Cóż, uważam to za bardzo ważne. Pamiętam, jak Joe Morello mówił, że trzeba ciągle być zwinnym. Musiał ćwiczyć codziennie, nawet kiedy miał 35 lat. U mnie to nie był problem, ale tak czy siak to robiłem, bo główna rada Joe to żeby ćwiczyć. Widziałem go w Liverpoolu zaraz po wydaniu Take Five. Byłem pod wrażeniem tego, jaki jest dobry. Przed graniem rozgrzewam się minimum godzinę. Jeśli tego nie robię, to płacę za to potem na scenie.


Grasz zarówno chwytem tradycyjnym, jak i matched. Który jest dla ciebie wygodniejszy? Dostosowujesz go do sytuacji?


Cały czas się dostosowuję (śmiech)! Wygodniej grało mi się tradycyjnym, byłem w nim też lepszy technicznie. Zmieniłem chwyt na matched przy grze z Journey. Byłem w trasie i nie miałem czasu, żeby przez trzy miesiące uczyć się na nowo, jak trzymać pałki. Musiałem więc wychodzić na scenę i udawać, że coś umiem, co się udawało. Sytuacja zmusiła mnie do grania matched więcej niż bym kiedykolwiek chciał. Teraz większość czasu gram w ten sposób. Od czasu do czasu zmieniam chwyt, kiedy najdzie mnie ochota.


Uważasz nagrywanie siebie w czasie ćwiczeń za pomocne?


Nie cierpię oglądać moich własnych nagrań i nie cierpię odsłuchiwać koncertów. Ciągle tylko słyszę każdy niuans, każdy błąd, i to mnie zniechęca. Jeśli się do tego przyzwyczaisz to może być pomocne, szczególnie, jeśli ma się tendencję do przyspieszania pod koniec przejść, co jest problemem wielu młodych perkusistów. Trzeba to słyszeć.


Dużo pracowałeś z metronomem w studio?


To zależy od zespołu. W dzisiejszych czasach wszystko robi się z pomocą Pro-Tools, więc wszędzie jest klik. Można wtedy użyć różnych wersji tego, co nagrałeś. Wszystko ma być zsynchronizowane. Czuję się w miarę swobodnie z metronomem, nie zmienia to mojego feelingu. Używam go w trakcie ćwiczeń.


Grałeś z wieloma gitarowymi zespołami. Zmieniałeś swoje podejście do sekcji rytmicznej i basu czy za każdym razem było tak samo?


Cóż, zawsze słucham gitary. Lubię słyszeć i "gonić" instrument wiodący. Mam to od słuchania i grania jazzu. Kiedy wspierasz saksofonistę i temu podobne instrumenty, zawsze starasz się dać im jakiś punkt podparcia. Staram się tak grać w sekcjach rockowych, jednocześnie nie robiąc tego na jazzowo, aby dać im coś do użycia w solówkach. Perkusista gra tak, jakby oglądał fi lm z muzyką. Kiedy gra zespół, perkusista tworzy muzykę do fi lmu. Oni puszczają "obraz", my gramy to, czego oni nie mogą.


Używasz dwóch centralek albo podwójnej stopy?


Korzystam z twina, bo jest zbyt wiele problemów z nagrywaniem i nagłaśnianiem dwóch bębnów taktowych na scenie.


Jakie jest twoje podejście do grania na podwójnej stopie?


Jeśli używam dwóch bijaków, kiedy jest śpiew, to nie gram pierwszych nut ćwierćnuty - zostawiam tam puste miejsce na werbel. Gram między nimi, na ?e? ?i? ?a?. Brzmi to tak, jakbym grał każdą nutę, ale jeśli uważnie posłuchasz, to werbel jest wyraźnie głośniej niż gdyby miał pod spodem stopy. Jeśli grasz każdą szesnastkę to werbel traci swoją moc, znika.


Jesteś znany ze swoich solówek. Czy masz jakieś szkice, wokół których grasz?


Mam kilka gotowych pomysłów, z których korzystam w zależności od tego, na co mam ochotę. Jeśli wszystko dobrze brzmi, to zagłębiam się bardziej. Jeśli jest odwrotnie, to gram coś, co ma sens i jest pełne werwy. Chociaż korzystam z odsłuchów dousznych, pomieszczenie może grać na niekorzyść i sprawić, że nie słyszę wszystkiego. Duże znaczenie ma to, jakie masz wobec gry odczucia. Gram na wyczucie. Zawsze tak robiłem.


Rozmawiali: Chuck Parker, Szymon Ciszek, Kajko


Galeria

Pozostałe

Nigel Glockler (Saxon)

Dodano: 22.09.2016

Pojawił się w zespole na tygodniowe zastępstwo, które ostatecznie przedłużyło się - z drobnymi przerwami - do dnia dzisiejszego.

czytaj dalej

Michał "Bandaż" Bednarz

Dodano: 08.09.2016

Bębni m.in. W Trzynastej w Samo Południe, w Full-X Trio Adama Fulary, absolwent Wrocławskiej Szkoły Jazzu i Muzyki Rozrywkowej, Jazzu i Muzyki Estradowej na Akademii Muzycznej we Wrocławiu.

czytaj dalej

Charlie Benante

Dodano: 26.08.2016

Ze swoim prawie 35-letnim stażem na scenie, Anthrax należy do legend ostrego grania. Przechodził różne wzloty i upadki, uczestniczył lub był świadkiem kolosalnych zmian w muzyce.

czytaj dalej

Jay Weinberg (Slipknot)

Dodano: 18.08.2016

Perkusyjnym światem tąpnęło, gdy Joey Jordison powiedział: "Odchodzę ze Slipknot!".

czytaj dalej

Mike Portnoy

Dodano: 10.08.2016

Perkusista, którego nie trzeba nikomu przedstawiać. Wywołuje wielkie kontrowersje, jedni go uwielbiają i niemal czczą, inni wręcz nienawidzą i gardzą

czytaj dalej
Zobacz wszystkie
Reklama