" /> Tommy Clufetos we wrześniowym numerze Perkusista Przejrzyj online >>Ulubiony kiosk
Wywiady

Mirek Muzykant

Dodano: 06.08.2012
Na wywiad z Mirosławem Muzykantem czekałem dwa lata. Muzyk nie chciał spotkać się ze mną wcześniej, bo... obawiał się, że gdy opowie mi, co gra i jak wykonuje, sklasyfikuję go jako kogoś kto "zatracił kontakt z rzeczywistością", podobnie jak zrobiła to większość muzyków, m.in. wykładowców różnych uczelni muzycznych, których prosił o wsparcie.

"Dlatego postanowiłem na własną rękę zrealizować materiał video, gdzie pokazuję, że można m.in. wykonać osiem różnych linii rytmicznych w utworze, w niezależnym metrum" - mówi 43-letni muzyk ze Śląska. Pozyskał sponsora na nagranie DVD z 33 wariacjami na perkusję w trzech działach, które do góry nogami wywracają współczesne zasady gry na zestawie perkusyjnym, łamiąc dotychczasowe konwenanse. Mirek jest nieoszlifowanym diamentem w świecie perkusji, o którego zaczynają zabiegać zachodnie studia nagrań.

Rozmawiając z tobą kilkakrotnie przez telefon odnosiłem wrażenie, że nie lubisz dziennikarzy, mediów...


Nie lubię szumu wokół swojej osoby. Opowiadając o swoich fascynacjach związanych z polimetrią i polirytmią zauważyłem, że w większości ludzie zachowują duży dystans. Wielokrotnie zwracałem się do różnych muzyków m.in. wykładowców uczelni muzycznych z propozycją udziału w moim projekcie. Spotykałem się jednak z niezrozumieniem typu "Pan to chyba za długo w sali siedział, co? To jest wykonalne? Możliwe?". Bałem się, że gdy spotkalibyśmy się dwa lata temu, nim nagrałem DVD, zareagowałbyś tak samo a może nawet odesłał do psychiatry (śmiech) Teraz, gdy wszystko stało się faktem - mamy o czym rozmawiać.


Grasz od 27 lat. Twoja kariera tak naprawdę rozpoczęła się od warsztatów muzycznych w Wilkasach, gdzie poznałeś m.in. Jerzego Piotrowskiego?


Tam zakończył się jakiś etap mojej młodzieńczej drogi. Jerzy zrobił na mnie piorunujące wrażenie. To był bodajże rok 1985-86. Piotrowski przyjechał z Józefem Skrzekiem i razem grali, pokazując nam - młodym zapaleńcom - jak powinno się tworzyć muzykę. Później Piotrowski wyjechał, a Skrzek pozostając na miejscu, nagrywał dla Polskiego Radia utwór "Sabat Czarownic". Widząc, że radzę sobie za bębnami (firmy Pałka z Wrocławia, które kupiłem po Polmuzie) dał mi szansę zagrania ze sobą. Wcześniej, gdy byłem mały, dużo słuchałem różnej muzyki takiej z lat 50, 60, 70, The Beatles, Rolling Stones, Procol Harum, Jimi Hendrix, Deep Purple, Led Zeppelin, Black Sabbath. To za sprawą mojego ojca, który przez całe lata grał w zespole big beatowym na gitarze, mama tam udzielała się w chórkach, czasem wujek śpiewał, a chrzestny grał na perkusji (śmiech) I to był mój pierwszy kontakt z instrumentem. Mimo, że zdałem egzaminy do szkoły muzycznej nie mogłem do niej uczęszczać. Po wielu latach powróciłem zdając egzamin do PSM drugiego stopnia w klasie perkusji, którą udało mi się ukończyć nieco wcześniej. Przed szkołą muzyczną były kapele blues, punk, nowa fala, reggae, rock, metal. Nie było Internetu, a tyle się słuchało, jeździło na koncerty.

Wracając do tematu szkoły, profi l PSM poświęcony był wyłącznie muzyce klasycznej, którą na owe czasy, byłem średnio zainteresowany. W roku 1990 pojechałem na warsztaty perkusyjne do Bydgoszczy i tam załamka. Perkusiści grali tak świetnie, że nawet nie mogłem sobie przy nich stanąć. Prowadził je prof. John Beck z Eastman Scholl of Music. Potem czas mozolnej pracy, trio jazzowe z muzykami piątego wydziału AM w Katowicach, udział w Jazz Juniors w Krakowie. W 1993 roku warsztaty jazzowe w Puławach, gdzie miałem przyjemność posłuchać wielu wspaniałych perkusistów. Następnie był zespół U.M.P. i Eric Marienthal, stypendium w Berklee College of Music, którego nigdy nie wykorzystałem należycie i krótki pobyt w USA... Po powrocie do Polski, przy okazji jakiegoś koncertu spotkałem Józefa Skrzeka, z którym zacząłem grać. Później powstał zespół Incorpore. Wraz z Piotrem Wojtasikiem, wokalistkami, tancerzami m.in. moją żoną Violą. W tym czasie Jerzy Piotrowski miał poważne problemy zdrowotne...


...i zastąpiłeś go za bębnami zespołu SBB. Na krótko, bo szybko opuściłeś skład. Co się stało?


To był rok 1998. Józef Skrzek, z którym współpracowałem już wcześniej w innych projektach, miał bardzo jasną wizję tego, jak mają brzmieć bębny SBB. Wplatałem tam trochę nowatorskiego brzmienia. Rozmijaliśmy się w zdaniach. Oni chcieli zachować starą linię brzmienia. Ja chciałem dać coś, co nie spotkało się z ogólną aprobatą. Z zespołem wystąpiłem w Giżycku, Sali Kongresowej, Filharmonii Warszawskiej, Bydgoskiej, w Sali Koncertowej Programu 3 Polskiego Radia, Katowickim Spodku oraz za granicą w Budapeszcie i Dortmundzie, uzyskując bardzo dobre opinie i komentarze w ważniejszych czasopismach muzycznych. Rozstaliśmy się w dobrej atmosferze. Z czasem zrozumiałem ich stanowisko. Nie żałuję, bo poszedłem w zupełnie inną stronę, która pozwoliła mi rozwinąć skrzydła w tym, co robię dzisiaj.


Masz gruntowne, wyższe wykształcenie muzyczne. Po rozstaniu z SBB zacząłeś pisać muzykę do teatru.


Szukając siebie założyłem Zespół Instrumentów Różnych. Realizowałem w nim swoje pomysły muzyczne, podgrywałem na fortepianie, ale na bębnach grali inni ludzie. Poznałem w tym czasie profesora Józefa Patkowskiego, który był współtwórcą Warszawskiej Jesieni. Patkowski zainteresował się muzyką, którą pisałem. Czerpałem i po dziś czerpię z klasyki. Zaadoptowałem bębny do Haendla, Bacha, Prokofiewa, Szostakowicza. Napisałem dla Teatru Tańca muzykę do wielu spektakli. Ściśle analizowałem twórczość Bartoka, Strawińskiego. Obserwowałem, jak tancerze interpretują poszczególne głosy. To wszystko zaowocowało tym, że wszedłem w świat zupełnie innej interpretacji dźwięków, a w efekcie zupełnie innej muzyki wykonywanej na bębnach, niż to, co grałem w SBB czy innych zespołach. Pewnego razu na próbie Teatru zauważyłem, że sam potrafię rozwiązać problem trzech smyczków, grających w różnym metrum. Pokazałem to muzykom. Z partiami innych instrumentów poszło mi równie dobrze. Moi współpracownicy zauważyli, że wychodzi to spójnie. Wtedy właśnie zadałem sobie pytanie, czy tych wszystkich linii rytmicznych, w formie orkiestrowej nie mógłbym wykonać na perkusji? Zacząłem jeszcze mocniej zgłębiać zagadnienie polimetriorytmii. Kompletnie pochłonął mnie ten temat. Pomogła mi analiza czeskiego dyrygenta i teoretyka Metoda Doleżila, który jest autorem podręcznika solfeżu.. Następną muzykę dla teatru pisałem już zainspirowany jego teorią. Po nocach siedziałem nad bębnami, przekładając partie smyczków i innych instrumentów na perkusję. To, co się działo wówczas w mojej głowie, można nazwać kosmosem. Wojną nuklearną. Nie miałem już ochoty zajmować się muzyką stricte rozrywkową. Całkowicie pochłonięty polimetrią i polirytmią całe dnie spędzałem za bębnami ćwicząc.


Ale nie zwariowałeś?


Nie... (śmiech) Mimo tego, że gram waląc głową w kozie kopytka i gwiżdżę - nie, nie zwariowałem. (śmiech)


Trochę wcześniej także kombinowałeś za bębnami razem z muzykiem Chicka Corei?


Tak. Było to dla mnie bardzo ważne, jazzowe doświadczenie. Mega otwarci ludzie na innowacje. Wplątałem tam swoje pierwsze próby polimetrii. Nagrałem ciekawą płytę i cenię sobie to doświadczenie.


Pogadajmy trochę o tych 33 wariacjach na perkusję.


O nagraniu "E pluribus unum" myślałem od 2003 roku. Cały czas projekt ten ewoluował. W 2009 roku nagrywałem to w trzy dni w Gliwicach. Udało mi się zaprosić muzyków potrafiących zagrać równocześnie w kilku tempach, jak i niezależnym metrum. Ja byłem jakby wspólnym mianownikiem, zbierającym te wszystkie podziały polimetriorytmiczne w całość. Stąd nazwa płyty "E pluribus unum". Czyli "jedno uczynione z wielu". Myślę, że dałem obraz nowej jakości gry na bębnach i wykorzystaniu perkusji świecie muzyki. Po 25 latach gry powstało DVD, które nie jest szkołą, lecz prezentacją moich możliwości wydobycia z bębnów czegoś kompletnie nowego pod względem wykonawczym dziejach muzyki. Materiał zawiera trzy działy: Symultaniczne przykłady polimetryczno-rytmiczne, jak i związane z nimi cykle następstw, realizowane na zestawie perkusyjnym. II Idea gry na zestawie perkusyjnym w kontekście następstw polimetryczno-rytmicznych. III. Collocatum in conscientiae (umieścić  świadomości).


Nie jesteś sam w tej pasji. Ze znanych bębniarzy Virgil Donati jest asem, który zapędza się w klimaty polirytmiczne i polimetryczne...


Pewnie, że nie jestem sam. Na YouTube. com znajduje się ciekawe wideo datowane na 2008 rok. Poparte certyfikatem rekordu świata - cztery niezależne rytmy. Ja gram osiem. Ale nie podchodzę do tego w kategorii sportu. U mnie osiem metrum wzięło się z tego, że komponowałem muzykę na orkiestrę i zastanawiałem się, jak przełożyć to na bębny tak, by jedna osoba zagrała to wszystko. I się udało. Bardzo bym się cieszył, gdyby Virgil obejrzał "E pluribus unum". (śmiech)


Ty idziesz jeszcze dalej niż on. Po co? Zastanawiam się, jakie to ma zastosowanie w muzyce?


Mnogość linii rytmicznych, granych w różnych metrach i różnych tempach tworzy nową przestrzeń dla innych muzyków, którzy w efekcie nadają muzyce nową jakość oraz kształt. Na DVD zamieściłem wiele przykładów zastosowania polimetrii i polirytmii w klimatach jazzowych i innych gatunkach muzycznych. Wcześniej inspirował mnie w tym taniec, gdzie polimetriorytmia się sprawdziła. Czy sprawdzi się w muzyce rozrywkowej? Nie wiem. To ocenią inni. Ja pokazuję jedynie, że można.


Czy możesz opisać, jak technicznie pogodziłeś osiem metrum w "Mentis Penetralia"? Ja nie ogarniam tego swoim rozumem...


Dokładnie wyjaśniam to na nagraniu, na którym przedstawiam krok po kroku, aż do finalnego wykonania całości. http://www.youtube.com/user/ MiroslavMusicant


You need to a flashplayer enabled browser to view this YouTube video

Podobno opracowałeś do tego celu swój własny zapis nutowy?


Owszem. W niektórych przykładach pięciolinia okazała się niefunkcjonalna. Pracuję na grafogramach... To jest jak matematyka.


Jak można uczyć się polimetrii i polirytmii? Zastanawiam się, czy jest to kwestia warsztatu czy raczej szczególnych predyspozycji do grania wielu dźwięków w różnych czasach i metrach?


Nie powiem nic nowego uważając, że sukces to tylko 1 procent talentu i 99 procent ciężkiej pracy. Nawet największy talent nie wypłynie, jeśli nie zostanie poparty ciężką pracą, no i oczywiście przydałoby się trochę szczęścia?.


Zatem jak pracować? Co ma robić młody bębniarz, który po obejrzeniu Twojego kanału na YouTube.com albo "E pluribus unum", zapragnie śmigać na bębnach polirytmię i polimetrię?


Jest mnóstwo materiałów poświęconych tej dziedzinie. Polecam przerobić tablice rytmiczne Metoda Doleżila, słuchać dużo muzyki i odnaleźć w tym pasję.


Nie walczysz o to, żeby grać w topowej kapeli, łapać topowe joby, zamiast pisać muzykę do teatru i zapisując grafogramy mnogością głosów?


Nie, nie pcham się tam. Jest tylu genialnych perkusistów. Ja robię swoje. Przez różne prywatne, życiowe historie, inaczej wartościuję życie. Jestem szczęśliwy, że mogę zajmować się polimetriorytmią. Staram się robić to najlepiej, jak potrafię. Cieszę się najbardziej z tego, że ludzie, którzy widzą, co robię, nie patrzą na mnie już jak na idiotę. A co inni zrobią z "E pluribus unum" - to już nie mam na to wpływu.


Wielu już zauważyło na YouTube.com twój kanał. Podobno względem "E pluribus unum" dostałeś ciekawą propozycję od ważnego w branży człowieka zza oceanu?


Napisał do mnie Bob Gatzen, ten, który nagrał szkołę Be A  DrumHead z Willem Kennedym, zapraszając mnie do współpracy. Zaciekawił go mój pomysł, demonstracja. Po prostu - miałem pomysł na siebie, inaczej postrzegam muzykę i w inny sposób podchodzę do perkusji. Jest mi miło, że piszą do mnie ludzie z całego świata i pytają o to, co wyprawiam, grając głową, gwiżdżąc i zauważają sens istnienia tych dźwięków. I to, że są one ukonstytuowane w  zapisie nutowym. I że człowiek jest do tego zdolny.


Jak często ćwiczysz?


Jeśli to możliwe sześć dni w tygodniu. Bębny to moje życie. Ciągle myślę, jak tu jeszcze bardziej udoskonalić swój warsztat. Kocham to, to mój konik. I tak zostanie. Nie byłbym sobą, gdybym po tym, co zrobiłem, powiedział, że nie zamierzam więcej pracować nad swoim rozwojem, szukać w sobie możliwości zagrania jeszcze lepiej, odkrywając nowe nieznane mi obszary...


Rozmawiał: Wojciech Andrzejewski
Fot. Archiwum Mirosława Muzykanta



Galeria

Pozostałe

Nigel Glockler (Saxon)

Dodano: 22.09.2016

Pojawił się w zespole na tygodniowe zastępstwo, które ostatecznie przedłużyło się - z drobnymi przerwami - do dnia dzisiejszego.

czytaj dalej

Michał "Bandaż" Bednarz

Dodano: 08.09.2016

Bębni m.in. W Trzynastej w Samo Południe, w Full-X Trio Adama Fulary, absolwent Wrocławskiej Szkoły Jazzu i Muzyki Rozrywkowej, Jazzu i Muzyki Estradowej na Akademii Muzycznej we Wrocławiu.

czytaj dalej

Charlie Benante

Dodano: 26.08.2016

Ze swoim prawie 35-letnim stażem na scenie, Anthrax należy do legend ostrego grania. Przechodził różne wzloty i upadki, uczestniczył lub był świadkiem kolosalnych zmian w muzyce.

czytaj dalej

Jay Weinberg (Slipknot)

Dodano: 18.08.2016

Perkusyjnym światem tąpnęło, gdy Joey Jordison powiedział: "Odchodzę ze Slipknot!".

czytaj dalej

Mike Portnoy

Dodano: 10.08.2016

Perkusista, którego nie trzeba nikomu przedstawiać. Wywołuje wielkie kontrowersje, jedni go uwielbiają i niemal czczą, inni wręcz nienawidzą i gardzą

czytaj dalej
Zobacz wszystkie
Reklama