Zobacz porady i podpowiedzi od śmietanki perkusyjnej... Perkusista Zamów listopadowe wydanie >>Ulubiony kiosk
Wywiady

Tommy Aldridge

Dodano: 06.09.2012
W przypadku tego bębniarza trzeba powiedzieć wprost - żywa legenda.
Jest to z pewnością jeden z najbardziej uznanych perkusistów hard-rocka wszech czasów. Jest kwintesencją perkusisty typu "heavy" rodem ze "starej szkoły", gdzie to właśnie on był jednym z tych, który przecierał szlaki i wyznaczał trendy w mocnym bębnieniu. Przyjechał do Polski na zaproszenie organizatorów Drum Fest, by zademonstrować styl gry, jaki w naszym pięknym kraju jest niespotykany.

Z jego usług korzystali chociażby Ozzy Osbourne, Whitesnake, Gary Moore, Thin Lizzy, Pat Travers, Ted Nugent czyli artyści, którzy w encyklopediach muzyki rozrywkowej zajmują dość sporo stronic. Tommy mocno się do tego przyczynił swoją grą, co do tego nie ma najmniejszych wątpliwości. Żeby zobrazować słowami chociaż odrobinę, jak wygląda styl gry tego pana, trzeba wziąć dwóch naszych rodzimych pałkerów - Piotra Pniaka i Ślimaka. "Pniaken" to czysta moc i precyzja zegara atomowego, wzorcowa dynamika i wyczucie, "Ślimator" znów to niewyczerpane źródło energii, bębniarz, który nie potrzebuje żadnych sztuczek w stylu kręcenie, rzucanie pałkami, stawanie na głowie, klaskanie uszami, by zrobić widowiskowy show. Każdy cios Macieja sprawia wrażenie, jakby jego zamiarem było rozwalenie bębnów. Aldridge łączy cechy obu panów. Atomowy, precyzyjny cios zza ucha w huraganowym ataku. Ciężko wskazać jakiś polski odpowiednik Tommy?ego, używając jednego nazwiska. Oczywiście, nie chodzi o kogoś, kto naśladuje jego styl, ale żeby przynajmniej swoim charakterem był tak samo charyzmatyczny w swych rockowych wojażach.

Podczas nagłaśniania opolskiego pokazu, który odbył się w dość pokaźnej sali koncertowej szkoły muzycznej, chłopaki "za gałkami" rzucili absolutnie serio: "Werbla to my może już nie będziemy nagłaśniać?". Prawda, Aldridge po prostu niszczy! Niesamowite jest to, że perkusista potrafi przez kilkuminutowy szybki numer uderzać z tą samą dynamiką, tak samo przeraźliwie mocno, że aż wydaje się, że połamie sobie ręce od tych wgniatanych wręcz uderzeń. Widać to wyraźnie, gdy siedzi się za jego plecami i próbuje opanować to, co wyprawia ten, uwaga, sześćdziesięciolatek!!! Oczywiście, perkusista wie, kiedy jest czas na wygięcie statywu od werbla, a kiedy trzeba ochłonąć i poszumieć w szuwarach, o to możecie być spokojni, jednak bardzo widoczne jest to, że fortissimo to jego ulubiony poziom dynamiczny.

Zagrał pokazy we Wrocławiu i Opolu. W tym drugim mieście zasiadł dodatkowo w jury konkursowym Mapex Drummer of Tomorrow, co, jak się okazało, było dla perkusisty sporym przeżyciem. Po pokazie został zaproszony tradycyjnie na oficjalną kolację, a my mieliśmy mu później towarzyszyć w drodze powrotnej do hotelu, ponieważ piękny wieczór idealnie pasował na spacer po uroczym Opolu. Zanim ruszyliśmy, udało nam się zarejestrować nieco z naszej konwersacji. Tommy, jak zauważycie poniżej, każdy z wątków rozwijał i odchodził od pierwotnego pytania czy zagadnienia, wtrącając bardzo dużo spostrzeżeń i doświadczeń ze swojej bujnej kariery.

Ile zestawów bębnów posiadasz?


Zestawów bębnów? Cóż? Nie zbieram perkusji, ale na pewno mam ich za dużo. Kilka to naprawdę bardzo ciekawe egzemplarze.


Powiedziałeś dziś ważną rzecz, a mianowicie, że to, co robisz to po prostu twoja praca. Nie pozostaje w tobie trochę infantylności?


Oczywiście, za każdym razem ciągle z tego nie wyrosłem. Moja mama zawsze myślała, że wyrosnę z bębnów i zajmę się czymś poważnym. Póki co, to się jeszcze nie zdarzyło. Ale wracając do tego, co powiedziałem na temat pracy i bębnów. Nie chodziło mi oczywiście o to, by zminimalizować bębny tylko i wyłącznie do pracy. Miałem bardziej na myśli to, że dla mnie to nie był i nie jest jedyny styl życia. Nie możesz oceniać mnie jako osoby po tym, jak gram. Jeśli ktoś powie coś negatywnego o twojej grze to wcale nie znaczy, że powinieneś przeżywać jakieś załamanie nerwowe, ponieważ dotyczy to ciebie jako osoby. Nie, nie. Mam wielu przyjaciół, którzy są muzykami, ale nie żywimy się tylko koncertami rockowymi, bo przecież sami je gramy niemal co wieczór. Po prostu odmawiam definiowania mnie jako człowieka ze względu na to, jak gram.


Rozmawiałem kiedyś z Dougiem Aldrichem na temat tych wszystkich fanek, które piszczą na koncertach na jego widok. On mi odparł ze spokojem i politowaniem, że przecież większość z nich jest w takim wieku, że mogłyby być jego córkami.


Zawsze trzymałem się tego, że perkusja to nie całe życie. Z drugiej strony jeszcze nawet, kiedy nie grałem w wielkich zespołach, na wielkich stadionach, gdy żyłem razem z rodzicami to tak naprawdę w graniu nie chodziło mi o nic więcej, jak właśnie o grę. Nie zrozum mnie źle, oczywiście, kto nie lubi otaczać się pięknymi kobietami, ale nie stałem się perkusistą po to, żeby być wyłącznie bogatym i wyłącznie otaczać się pięknymi kobietami. Żeby dobrze spędzić czas, nie muszę otaczać się ludźmi, którzy myślą, że jestem świetnym bębniarzem. Staram się patrzeć z tej perspektywy, że to nie jest moje całe życie. Staram się zachować ten dystans do tego jako pracy. Jeżeli czytasz recenzje na swój temat, to wiadomo, masz recenzje dobre i złe. Jeżeli cieszysz się tymi dobrymi recenzjami to logicznie musisz także brać pod uwagę te negatywne, dlatego staram się trzymać z tym na dystans i nie przejmować się za bardzo jakimikolwiek recenzjami. Ciężko pracuję w pocie czoła, mam więcej odcisków na rękach niż mój ogrodnik. Żyję wciąż na walizkach i jeżdżę po świecie mieszkając co noc w innym hotelu, ale dlaczego nie, to moja praca właśnie. Wiele osób myśli, że to dwie godziny na scenie, a reszta "glamour" i wielka zabawa. Pozostałe 22 godziny też bywają ciężkie. Oczywiście, lubię się spotykać z miłymi ludźmi i rozmawiać na ciekawe tematy, zjeść w dobrej restauracji, ale tak samo lubię być też u siebie w domu. Staram się zachować to rozróżnienie między moim stylem życia a pracą. W innym przypadku staniesz się ofiarą tego, co robisz. Tak naprawdę nie potrzebuję tego, żeby ktoś na ulicy poprosił mnie o autograf i wtedy ja poczuję się lepiej. Jest to miłe, oczywiście, ale to nie jest główny cel.


Mówiłeś też o poświęceniu się temu, co robisz. Wiele osób poświęca się, ale mimo wszystko im się nie udaje. Tobie się udało.


Każda decyzja, jaką podejmujesz, przynosi za sobą długodystansowe skutki, naprawdę długodystansowe. Zajęło mi trochę czasu zanim to zrozumiałem. W momencie, gdy podejmowałem decyzję, co chcę robić w życiu, starałem się wybiec jak najdalej w przyszłość, by wyobrazić sobie, jakie skutki spowoduje moja decyzja. Nie jestem dumny do końca ze wszystkich rzeczy, jakie zrobiłem w swoim życiu, ale? hm?


Jesteśmy tylko ludźmi??


Dokładnie, jesteśmy ludźmi, każdy ma jakieś wady, nie jesteśmy idealni, w pewnym stopniu jesteśmy zepsuci. Gdybyś mnie zapytał, czy chciałbym cofnąć się w czasie i coś zmienić odpowiedziałbym, że tak, z pewnością, ale przecież nie mogę. Dlatego nie poświęciłem tak zupełnie wszystkiego w swoim życiu. Wspominając o tym nie chciałem udzielać nikomu rad, bo jestem jakimś mędrcem, nie. Chciałem tylko podzielić się swoim doświadczeniem, jakie zdobyłem przez całe swoje życie. Pokazać, że to i to u mnie nie poskutkowało, stąd też, jak ktoś mnie o coś pyta to staram się odpowiedzieć i służyć swoją zdaniem i doświadczeniem. Ten respekt działa w obie strony, jeżeli ja dla kogoś jestem taki, to może ten ktoś odwzajemni się tym samym. Jeżeli mogę komuś pomóc to zawsze staram się być dostępnym. Wracając do tematu. Poświęciłem się dużo w momencie, gdy dorastałem, każdy tak musi, prawnik, dentysta? Jeżeli chcesz robić coś dobrze musisz w tym okresie się temu poświęcić. Nie możesz być przecież w tym samym czasie w dwóch różnych miejscach. Oczywiście, chciałbym być w trasie po Europie i jednocześnie nagrywać w studio w L.A. (śmiech), ale jest to niemożliwe.


Która sesja nagraniowa była twoim największym wyzwaniem?


To dobre pytanie? Najbardziej wymagająca sesja? hm? To będzie chyba z Patrickiem Rondat, francuskim gitarzystą, z którym grałem na płytach Amphibia i On The Edge. To był czas, gdy przeżywałem? swój rozwód, z osobą, którą naprawdę kochałem i która ostatecznie zdecydowała się na zostawienie mnie. Była to osoba, z którą po raz pierwszy związałem się na tak długo, więc ciężko mi było przetrwać w całości to rozstanie. W momencie, gdy przyjechałem do Francji nie byłem do końca skoncentrowany na tym, co robię. Tym bardziej, że wszystko chcieliśmy nagrać na żywo, bez żadnych cięć i było to w sumie stopień wyżej od tego wszystkiego, co nagrałem wcześniej. To był bardzo stresujący moment dla mnie, mentalnie byłem gdzie indziej, myłem włosy, zamykałem oczy i nagle traciłem równowagę? Tak, to był ciężki okres. Patrick jest naprawdę świetnym gościem, jednak ja ze swojej strony musiałem dać z siebie wszystko. Zapłacono mi za przybycie do studia i chciano bym to ja właśnie nagrywał, dlatego musiałem poczuć tę odpowiedzialność i próbować się skoncentrować najmocniej na grze. Patrick miał bardzo wysokie mniemanie na mój temat. To jest właśnie to, co chciałem dziś przekazać na warsztatach, że czasami ludzie potrafią mieć bardzo wysoką opinię na twój temat, czasami aż za wysoką w stosunku do tego, jak jest naprawdę. Musisz wtedy zrobić wszystko, by ich nie zawieść. Często słyszę, że na scenie wydaję się wyższy (śmiech). Podobnie w filmach, w okolicy, gdzie mieszkam, ma swoje domy również sporo znanych osób kina i na filmach wydają się znacznie więksi. Szczególnie młode dzieciaki mają takie wyobrażenie w chwili, gdy stoisz na wysokiej scenie podświetlany światłami.


Jesteś gwiazdą perkusyjną?


Dziękuję, to duży komplement z twojej strony, ale stanowczo nie uważam się za gwiazdę. Miło to słyszeć, naprawdę, ale zupełnie tak nie jest. To, co ty uważasz za gwiazdę, ja nie uważam za gwiazdę.


Dobrze, ale chciałbym zapytać ciebie jako gwiazdę bębnów, więc poczuj się przez chwilę gwiazdą, ok?


(śmiech) Ok. Nie czuję się z tym komfortowo, ale skoro tak chcesz?


Co jest najlepsze w byciu perkusyjną gwiazdą?


Powiem ci, że w byciu tym kimś, za kogo mnie uważasz (śmiech) najlepsze jest to, że otrzymuję telefony z różnymi ofertami od wielu ludzi, którzy mają podobną percepcję muzyczną, co ja. Jako przykład podam ci chociażby dzisiejszy dzień. Dziś po raz pierwszy w życiu siedziałem w jury konkursu perkusyjnego (Mapex Drummer Of Tomorrow - przyp. red.), po raz pierwszy uczestniczyłem w czymś takim. Dla mnie gra na bębnach to nie jest żaden konkurs. Tym bardziej dziś, gdzie jeden bębniarz grał w klimatach big bandowych, inny znów funk, inny metalowo, a inny nuta w nutę. Zgodziłem się na to, ponieważ uwielbiam Wojtka (Wojciech Lasek, głównodowodzący Drumfest - przyp. red.) i uważam, że robi świetną robotę dla bębniarzy, wspomaga ich i promuje. To moja opinia. Tak więc siedząc w jury bardzo mocno zmagałem się z tym wszystkim. Miałem przed sobą np. gościa, który świetnie zagrał nutka w nutkę przygotowane rzeczy, po czym w momencie, gdy doszło do dżemowania z gitarzystą i basistą sprawiał wrażenie, jakby miał trzy latka i kompletnie nie wiedział, o co chodzi. Koleś zagrał cudownie rzeczy big bandowe, a nie potrafił zaimprowizować do prostego rockowego podkładu. Nie jestem jazzowym bębniarzem, ale jakbyś posadził mnie z jazzmanami znalazłbym jakiś sposób, żeby się odnaleźć.

Najlepszą drogą do wygrania konkursów perkusyjnych jest po prostu bycie sobą i bycie kreatywnym. To najlepsza metoda, ponieważ dzisiaj chciałem usłyszeć coś, czego nie słyszałem i nieważne, jak szybko grasz, jak skomplikowane rzeczy robisz. Musi być w tym życie, a nie brzmienie jak jakieś midi. Nie słyszałem dziś nic, czego bym nie słyszał wcześniej. Poszukuję kogoś kreatywnego i obecnie jednym z niewielu perkusistów, którzy robią na mnie wrażenie jest Ray Luzier. Nieważne, że masz świetną prędkość i potrafi szzagrać potrójne paradidle zza głowy, bo tych rzeczy można się nauczyć. To tak, jak z piękną kobietą, ona nie nauczyła się być piękną, co najwyżej może robić wszystko, żeby dbać o siebie. Podobnie ma się sprawa z talentem. Należy skromnie podejść do całej sprawy, podziękować za komplement i wytrwale robić swoje, pielęgnując ten talent. Miałem przyjemność współpracować z wieloma muzykami i zdecydowana większość z nich to ludzie skromni, którzy pamiętają, skąd są i kim byli, i ile pracy włożyli, by znaleźć się tam, gdzie są. To nie są dupki i primadonny, oni pamiętają, skąd się wywodzą.


Co cię jeszcze zaskoczyło podczas dzisiejszego sędziowania?


Dobre pytanie, ponieważ dotyczy nie tylko dzisiejszego dnia, ale ogólnie problemu młodzieży. Nie rozumiem, dlaczego wielu młodych perkusistów usilnie stara się grać rzeczy, które są bliższe dla mnie i moich rodziców aniżeli coś zupełnie nowego. Uwielbiam słuchać takiej muzyki, ale nie gram tego i zastanawia mnie dlaczego 15-, 16-latkowie decydują się grać taką muzykę obecnie. Nie chodzi mi w tym momencie o technikę i umiejętności, mówię bardziej pod kątem czegoś, co mogłoby zainteresować swoją świeżością i nowością. Dziś szukałem kogoś, kto nie byłby super technicznym bębniarzem, ale byłby w stanie zagrać solidny time, być spontanicznym. Mogłoby być coś prostego, ponieważ porwać kogoś prostą grą jest ciekawsze niż nawalić pełno dźwięków. Wiele się dziś nauczyłem będąc w jury.


Odnośnie nowych bębniarzy wspomniałeś Raya Lauziera?


Wiesz, Ray ma ponad 40 lat (śmiech).


Mam na myśli nową falę perkusistów, chowaną na Youtube.


Widziałem kilku takich, że aż chciałem wrócić do domu i odciąć sobie ręce, niektórzy są naprawdę niesamowici, ale zasadniczo staram się nie oceniać, ponieważ nie widzę odpowiedniej miary do tego, by oceniać kogokolwiek. Moje podejście może być np. niewłaściwe do oceny gry danego perkusisty.


W takim razie kto ci imponuje?


Och, jest ich bardzo wielu z równie wielu względów! Wielu z nich pozostaje dla mnie anonimowych, ale jest grono bębniarzy, którzy mi ostatnio zaimponowali. Lubię perkusistów takich, jak Ray Luzier, którzy grają z pewnością i przekonaniem, którzy drążą beat. Gra na bębnach uwarunkowana też jest od środowiska, kultury w jakiej się żyje, od tego, w jakim otoczeniu się dorastało. Czasami widzę to podczas podróży po świecie np. po Europie, że czasami brakuje tutaj tego uderzenia, nie mówię tego jako krytyk, tylko stwierdzam pewien stan rzeczy. Te różnice kulturowe, jakie wpływają na stan rzeczy. W Ameryce dorastaliśmy z tym na co dzień, z przeświadczeniem swojej wspaniałości i w pewnym momencie stało się to dla nas swego rodzaju problemem. Podróżując widzę, jakie są różnice, jak zmieniają się kolejne generacje. To, o czym mówię, dotyczy tego, jak życie w danej społeczności ma wpływ na to, co robisz. W Polsce jest wielu świetnych perkusistów?


Tak, wiem o tym (i tu dodałem lekki uśmieszek).


Mówię poważnie, podróżuję i widzę, jak to wygląda. Mam tę perspektywę i skalę porównawczą z innymi dzieciakami. W czasach, gdy dorastałem w Ameryce, wszystkim się wydawało, że wszędzie powinno być tak samo jak u nas. To na tyle duży kraj, że ludzie z zachodniego wybrzeża nie wiedzą często co dzieje się na wschodnim i odwrotnie. Ci znów nie mają pojęcia o tym, co się dzieje wewnątrz kraju. Jak żyjesz w takie bańce twój światopogląd nie jest zbyt szeroki. Oczywiście, nie zrozum mnie źle, uwielbiam Amerykę, to najfajniejsze miejsce na ziemi (śmiech), ale tak, jak każdy mamy swoje problemy.


Co napawa cię dumą w twojej grze, jakiś album, koncert?


Odpowiem w ten sposób, wbrew pozorom nie znajduje się to na żadnym albumie tudzież DVD. Jest to ta ciągłość - koncert za koncertem. Gdy mając 60 koncertów na trasie jestem w stanie zagrać je jak najlepiej. Ta możliwość wychodzić na scenę każdego wieczoru, dzień po dniu, połączona z jak najlepszą dyspozycją za każdym razem. Nie jesteśmy idealni i nie uda nam się zawsze zagrać perfekcyjnie. Chodzi o to, że schodząc ze sceny mogę sobie powiedzieć, że nie było źle mimo, że jestem chory czy tam mam skaleczoną dłoń. Dla publiczności sytuacja wygląda nieco inaczej, ponieważ przychodzą i widzą ten jeden koncert, tymczasem dla muzyków jest to kolejny w trasie, gdzie grany jest ten sam repertuar. Czasami jesteś już tym znudzony, jednak musisz zagrać to tak, jakby to był świeży numer. Często powtarzam, że mam wielu szefów. Chodzi mi o to, że kiedy jestem na scenie przed 50-tysięczną publicznością to mam po prostu 50 tysięcy szefów, przed którymi muszę wypaść jak najlepiej. Zapłacili za bilety, żeby cię posłuchać i zobaczyć, więc musisz dać z siebie wszystko. Nie próbować grać po pijaku czy naćpanym? Nie chcę tu brzmieć jak jakiś tatusiek, ale to naprawdę istotne.


Pamiętasz dobrze ten klimat szalonych koncertów z lat 80-tych. Nie brakuje ci tego?


Oj, to były szalone czasy w Kalifornii, mam w pamięci bardzo dużo wyśmienitych koncertów, jakie wtedy zagrałem. Z biegiem czasu okazało się, że dla mnie nie ma większego znaczenia, ile osób jest na publice. Tak, jak dzisiaj, gdzie było mało ludzi podczas, gdy wczorajszy koncert był pełny. Zagrałem dziś mimo wszystko tak samo, jak wczoraj, dałem im z siebie to, co potrafię najlepiej robić.


Więc na co zwracasz uwagę na scenie najmocniej?


Wszystko, wszystko jest bardzo ważne i wszystko trzeba mieć na uwadze. Czy to chodzi o kontakt z publicznością, groove, kontakt z zespołem. Każda z tych rzeczy jest ważna. Jeżeli grasz dobrze swoje partie to wszyscy w zespole będą zadowoleni, to znów przekłada się na zadowolenie wszystkich ludzi w pomieszczeniu. Wszystko obraca się wokół wzajemnych relacji. Cały świat obraca się wokół wzajemnych relacji, dlatego odpowiedź na to pytanie jest wbrew pozorom bardzo prosta. Trzeba dbać o dobre relacje, by czuć się komfortowo. Mówi się "Starajcie się naprzód o królestwo, a to wszystko będzie wam dodane", jest to zwrot biblijny, który ma sens i przełożenie, ponieważ jeżeli ja zadbam o wszystko, co jest w mojej mocy to nie muszę się martwić o resztę i o innych na scenie, jeżeli także będą w myśl tej zasady postępować.


Trzeba nam zaprezentować twoje umiejętności na podstawie jednej płyty lub nagrania. Co by to było?


To trochę nieuczciwe pytanie? (śmiech) Ciężko mi powiedzieć. Nie mogę wyróżnić tej jednej płyty z racji, że grałem na wielu, wielu różnych płytach. Oprócz tego punkt widzenia słuchacza jest zupełnie inny w każdym przypadku. Mógłby to być koncertowy album z Ozzym, Tribute album dla Randyego, ale z mojej perspektywy mógłbym rzec, że jest koszmarny, znajduje się tam wiele rzeczy, które nie powinny być utrwalone, ale znów konwencja tego wymagała. Tak więc to ciężkie pytanie, na które nie mogę jednoznacznie odpowiedzieć. Każde nagranie mógłbym zrobić lepiej, patrząc z perspektywy czasu. Już gdy nagrywam pytam, czy mogę zrobić jeszcze jedno podejście, ok, następne, ok, następne? Nie, już wystarczy (śmiech). Chodzi mi o to, że zawsze może być lepiej.


Jak więc wygląda sesja w twoim wykonaniu?


Jeżeli nagrywam nie chcę wiedzieć, które ujęcie wchodzi na płytę. Nagrywam trzy podejścia i przechodzę do następnej piosenki, trzy podejścia i następna. Nie zastanawiam się, które jest które, ponieważ każde jest oparte o inne myślenie. Dopiero na sam koniec dnia jestem zaskakiwany, gdy pytam, które ujęcie wejdzie na płytę: "Zgadnij". Lubię załatwiać wszystko w ok. trzech ujęciach, ponieważ nie będę lepiej przygotowany niż jestem. Przygotowuję się do sesji i w trzech ujęciach zawarte jest wszystko, więc nie ma sensu grać tego cały czas. Szczególnie teraz, gdzie studio jest drogą sprawą, do tego opłacenie inżyniera, producenta, techników, hoteli? ach? pełno tego! Wtedy zapala się czerwona lampka w studio i nie ma czasu na zastanawianie się.


Pamiętasz swoją pierwszą sesję nagraniową?


Oczywiście.


Bałeś się?


Nie, ponieważ byłem zbyt młody i zbyt podjarany faktem nagrywania, żeby się denerwować. Byłem zbyt głupi na nerwy. (śmiech)


Zauważyłem, że nie używasz techniki Moellera.


No nie? Zawsze grałem zza ucha. Wielu moich przyjaciół jak np. Steve Smith trzymają pałeczki niemal w ich połowie, ja zawsze grałem bardzo mocno. Gdy zaczynałem, grałem mniejszymi pałeczkami, bardziej rzeczy stonowane, jazzowe, później gdy byłem starszy zacząłem grać inne style i przerzuciłem się na uchwyt "matched grip". Grałem z ludźmi, którzy grali bardzo głośno, ja znów nie miałem monitorów odsłuchowych. Najtrudniejszą rzeczą dla mnie na przestrzeni lat była umiejętność gry z taką samą dynamiką przez kilka godzin. Nie jest to do końca kwestia siły, lecz bardziej wytrzymałości. Potrzebujesz dużej dawki energii. Mam szeroką dynamikę gry, oczywiście nie jest analogiczna do dynamiki Dave?a Weckla, on operuje w nieco innych rejestrach. Nie przykładam większej uwagi do gry miotełkami czy akustycznych występów w jakimś trio, tam nie ma możliwości zarobków (śmiech).


Często o to pytam, więc zapytam też i ciebie, wybrałbyś dodatkową rękę czy nogę?


Zdecydowanie rękę, zdecydowanie? Bardzo duży nacisk przykładałem do rozwoju techniki i pracy nóg, dlatego ręka byłaby mi bardzo pomocna.


Wielu bębniarzy mówi, że chciałby mieć dodatkowe coś innego... Wiesz, co mam na myśli?


Domyślam się (śmiech), ale to jest chyba wręcz poza dyskusją. Ale wśród nóg i rąk wybieram dodatkową rękę.


Kto ci jest bliższy, Gene Krupa czy Buddy Rich?


Ojej? Obaj są przerażający (śmiech), oczywiście w pozytywnym sensie.


Powiedz mi, Tommy, na koniec, co twoim zdaniem jest najważniejsze w życiu?


Najważniejszymi rzeczami w życiu są te, których nie można fizycznie poczuć i zobaczyć. Jest to miłość, uprzejmość, współczucie? Wielkie rzeczy, których fizycznie nie ma. One są najważniejsze.


Zdjęcia: Juan Ramon Felipe (www.musifota.com) oraz Paiste
Serdeczne podziękowania dla ekipy Drumfest (www.drumfest.pl)


Galeria

Pozostałe

Luke Holland

Dodano: 01.12.2016

Luke to rocznik 1993 i jest doskonałym przykładem na to, jak nowe technologie wpłynęły na świat bębnów. Młody muzyk gra oczywiście w typowym zespole scenicznym, ale dla większości perkusistów jest on postacią znaną głównie z filmów na Youtube.

czytaj dalej

Szymon "Kanister" Jędrol

Dodano: 25.11.2016

Dla wielu punkowe granie nie idzie w parze z techniką i dobrymi muzykami. Z jednej strony coś w tym może i było 30 lat temu, z drugiej im prostsza muzyka, tym trudniej zagrać wszystko dobrze i w punkt.

czytaj dalej

José i Tomek Torres

Dodano: 18.11.2016

Ojciec nagrał kilkadziesiąt płyt z największymi gwiazdami naszej sceny muzycznej. Syn gra w jednym z najbardziej rozchwytywanych polskich zespołów rockowych.

czytaj dalej

Matt Nicholls (Bring Me The Horizon)

Dodano: 31.10.2016

Od małych metalowych klubów po wielkie hale jako gwiazda wieczoru. Minęło już 12 owocnych lat działalności Bring Me The Horizon.

czytaj dalej

Dariusz "Pisek" Piskorz

Dodano: 19.10.2016

I jak tu podejść do opisywania osoby naszego gościa? Perkusista zespołu Papa D jest (nie)typowym "człowiekiem renesansu".

czytaj dalej
Zobacz wszystkie
Reklama