Zobacz porady i podpowiedzi od śmietanki perkusyjnej... Perkusista Zamów listopadowe wydanie >>Ulubiony kiosk
Wywiady

Steve Smith

Dodano: 10.09.2012
Podróżowanie po całym świecie w podwójnej roli - jako lider zespołu, ale także sideman - wymaga nieprzeciętnej organizacji. Steve Smith mówi Perkusiście, jak pozostać cały czas na szczycie.
Jak niemal zawsze, Steve obecny jest na targach NAMM, gdzie permanentnie otoczony jest przez szereg fanów, głównie są to jednak perkusiści starsi, którzy chętnie pytają mistrza o kilka cennych wskazówek. Steve jest ciągle w ruchu mimo, że nie wygląda na człowieka, który by się gdzieś spieszył. Ciągle zapracowany - na własne życzenie - ma jak zawsze w pełni zapełniony grafik. W ostatniej dekadzie Steve Smith grał w Ronnie Scott (znany jazzowy klub w Anglii nieżyjącego już słynnego angielskiego jazzmana - przyp. red.) jako lider swojego własnego zespołu Vital Information albo w trybucie dla Buddy?ego Richa - Buddy?s Buddies. W 2011 Steve wrócił do Scotta jako gościnny sideman w trio razem z niesamowitą japońską pianistką Hiromi oraz wspaniałym kontrabasistą/basistą Anthony Jacksonem.

Steve był mocno zaangażowany w sprawy Simona Phillipsa. "Hiromi robiła album półtora roku temu z Simonem i Anthonym" - wyjaśnia Steve (pisaliśmy o tym przy okazji wywiadu rzeki z Simonem w numerze 1-2011 Perkusisty - przyp. red.). "Simon miał plan pojechać w trasę, ale później okazało się, że ma trasę od połowy czerwca do połowy lipca z Toto." Tak więc Steve został poproszony o dołączenie do tych poważnie zaplanowanych koncertów. "Byłem pod wielkim wrażeniem, jak Simon zinterpretował muzykę Hiromi. Zrobił niesamowitą robotę biorąc zapisaną stronę i zmieniając ją w cudowną muzykę. Nauka tej muzyki była dla mnie doskonałym sprawdzianem. Zapamiętałem ją na przestrzeni miesięcy, więc w momencie, gdy zaczęliśmy koncertować nie potrzebowałem jej czytać."

No dobra, ale umówmy się, bycie jednym z najlepszych perkusistów, najbardziej uzdolnionych i szanowanych, posiadających olbrzymie umiejętności i możliwości gry w różnych gatunkach stylistycznych było z pewnością pomocne. Będąc w tak wielkiej formie na przestrzeni ponad trzech dekad nasuwa się spostrzeżenie, że wymagane jest poświęcenie czegoś więcej niż tylko (aż) muzyki.

Postanowiliśmy więc wspólnie przyjąć nieco odmienny kurs naszej rozmowy z mistrzem. Chcieliśmy, by podzielił się z nami nieco swoim sekretami długowieczności w szczególności, jeżeli chodzi o nawigowanie po światowej scenie jazzowego koncertowania. Nawet nie wyobrażacie sobie, jak w praktyce Steve musi mieć kontrolę nad tym, co się dzieje w tym ciężkim, trudnym, a obecnie jeszcze węższym finansowo wycinku rynku muzycznego. Wymaga to nieskończonej administracji działań, nie wspominając już o wytrzymałości i odporności psychicznej. Poniżej Steve szczerze opowie Wam, jak to u niego dokładnie wygląda.

Steve, jak wygląda cały proceder w momencie zakontraktowania na trasę?


Pierwszym krokiem jest otrzymanie informacji o kontrakcie od promotora trasy, czy to jestem sidemanem, czy liderem zespołu z Vital Information, Steps Ahead lub Hiromi. Niektórzy wynajęci perkusiści po prostu mówią, jaki zestaw bębnów potrzebują. Idzie to w riderze i promotor odpowiedni sprzęt wynajmuje. Ja jestem jednak bardzo specyficzny, więc pracuję z Thomasem Barthem, odpowiedzialnym za kontakt z artystami w Europie w firmie Sonor. Robię wtedy bardzo dokładny rider i tak na przykład na ten tour mam dokładną specyfikację na każdy koncert: 20", 8", 10", 12", 14", 16" - nie przykładam tak dużej wagi do głębokości - oraz werble 14" i 12". Później kontaktuję się z Mattem Connorsem z Remo. Zazwyczaj to on wysyła do lokalnych dystrybutorów naciągi, których używam - Controlled Sound Clear Black Dots.

W Stanach graliśmy w San Diego i w L.A., więc Sonor sprowadził mój specjalny zestaw, jaki mam na Zachodnim Wybrzeżu. Na Wschodnim Wybrzeżu podczas koncertów grałem na moim tamtejszym zestawie. W klubie Ronnie przywożą mi mój specjalny zestaw z Niemiec. W Paryżu firma backline?owa współpracuje z Sonorem, przez co zaopatrują mnie w bębny na miejscu. Vital Information gra w Dżakarcie w Indonezji, więc mam Sonora stamtąd. Jedziemy na festiwal do Izraela, a tam już czeka na mnie przygotowany zestaw.  Z tego, co widzę, robię więcej w porównaniu z większością bębniarzy, jeżeli chodzi o zachowanie pewności co do mojego konkretnego brzmienia, jakie chcę. Muszę z tego miejsca podziękować Sonorowi za współpracę. Jest to jeden z moich najważniejszych elementów przy zawieraniu współpracy endorserskiej z producentami perkusyjnymi.


Jak wygląda twoja rutyna koncertowa?


Kiedy pojawiam się na miejscu zawsze zaczynam wszystko od początku. Noszę ze sobą dwa komplety naciągów w mojej torbie Zildjiana. Jest to wewnątrz otwarta torba, bez przegrody, bo inaczej nie mógłbym tego robić. Naciągi są na wypadek, gdyby bębny były ze starymi, zbitymi naciągami, co jest dość powszechne w przypadku wypożyczonych bębnów. Dolne naciągi są zazwyczaj "oryginalne", co znaczy: w bardzo złym stanie! Werbel także jest w większości zniszczony. Zaczynam od zdjęcia dwóch naciągów z centralki i założenia Powerstroke3 jako naciąg uderzeniowy oraz biały PS3 z moim logo na przodzie z filcowym paskiem z każdej strony. Następnie luzuję oba naciągi na floor tomie 16" i zaczynam strojenie bębnów aż do tomu 8". Na końcu zajmuję się werblem. Noszę ze sobą około 10 różnych sprężyn Puresound i zakładam na werbel zupełnie nowe. Mam ich wystarczająco dużo, więc mogę spokojnie je później zostawić. To bardzo dobra promocja dla firmy. Naprawdę robią dużą różnicę w brzmieniu instrumentu. Jestem bardzo praktyczny, więc nie powierzam nikomu strojenie mojego zestawu. Stroję je do swojego brzmienia według własnego systemu. Mam naciąg, który jest totalnie luźny, kładę rękę w środku i naciskam mocno, później zakręcam śruby aż do momentu, kiedy znikną zmarszczki na naciągu. Jeżeli zrobię tak z obu stron to bęben jest bardzo bliski nastrojenia. Wreszcie zaczynam właściwe strojenie wszystkich lugów, które są niemal równo naciągnięte dookoła. Nie stroję do konkretnego dźwięku, ale zależy mi na uzyskaniu konkretnych interwałów. Jest to robota na dobre dwie godziny.


Masz technicznego?


Przy współpracy z Hiromi menadżer zatrudnił technika - Tyler Soifer, który pomaga mi i zajmuje się miksem. Jeżeli z Vital Information mam wystarczający budżet biorę dźwiękowca, który mi także pomaga. Zazwyczaj tak się nie dzieje, więc działamy zespołem, oczywiście chyba, że poproszę w riderze o asystenta. Zaraz, kiedy kończy się koncert zasadniczo biorę się za demontaż. Jeżeli czekam zbyt długo to ktoś inny za to się bierze i później muszę się męczyć i szukać moich własnych gratów. Na przykład w Chorwacji bębny przyszły bez naciągów Controlled Sound, więc musiałem użyć moich własnych, a po koncercie zdjąć je wszystkie z powrotem. Noszę ze sobą także własne mikrofony oraz Korga Wavedrum z kablami i przejściówkami na odpowiednie wtyczki, mój podwójny pedał DW 9000 oraz paski filcowe na centralkę, tak więc mam przygotowaną listę swoich rzeczy. Zazwyczaj nadzoruję cały proces składania bębnów, ponieważ mam bardzo dobre relacje z Sonorem i chcę mieć pewność, że otrzymają zestaw z powrotem w dobrej kondycji.


Jak zarządzasz swoim bagażem?


Noszę ze sobą 3 pięćdziesięciofuntowe torby (jakieś 22 kilo każda - przyp. red.). Pierwsza to moja podstawowa walizka, druga jest identyczna, ale z moim sprzętem: pedał stopki, mikrofony, torba na pałki, holder na pałki, dodatkowa maszynka do hi-hatu, filce i podkładki do statywów talerzowych, ponieważ to kolejna rzecz, jakiej często brak. Dlatego mam pełną listę do sprawdzenia, by upewnić się, że wszystko jest. Trzecia walizka przeznaczona jest na talerze. Nie noszę ich ze sobą na pokład samolotu, bo mam ich za dużo.


Nie jest to zbyt ryzykowne, by narażać tak talerze?


Nigdy nie miałem z tym problemów, ale co roku zmieniam torbę - jest zawsze nieźle zniszczona. Jest to standardowa torba na talerze Zildjiana z kółkami. Nie noszę ze sobą werbla, chociaż bym bardzo chciał, ale to już by było nieco za dużo. Jako bagaż podręczny dźwigam swojego Wavedrum. Latam tylko i wyłącznie Star Alliance, czyli sojuszem linii lotniczych. Latam ponad 100 000 mil rocznie, więc mam status "1k". Przelatałem ponad milion kilometrów liniami Star czyli mogą być to United Airlines lub Lufthansa czy Singapore, tak więc te wszystkie trzy walizki mogę przewozić bez dodatkowych opłat. Jeżeli ktoś zatrudnia mnie i wsadza do samolotu, dajmy na to British Airways, to mam wtedy niezły kłopot! To kolejny trik podróżniczy - koncentrujesz się na jednej linii, starasz się zdobyć złote członkostwo. Wtedy zdobywasz dodatkowe przywileje.


Jaka jest dodatkowa odpowiedzialność w momencie, gdy jest się liderem zespołu?


Jest to kolejny poziom całej roboty administracyjnej. Nie stać mnie na zatrudnienie menadżera, który weźmie kolejne 15 procent. Mój agent bierze 15 procent, ale jest tego wart, ponieważ załatwia mi koncerty. W momencie, gdy przychodzi do bukowania lotów i hoteli robię to wszystko sam. Mam agenta od spraw międzynarodowych w Monachium w Niemczech. W USA robię wszystko sam poprzez united.com. Współpracuję z lokalnymi promotorami w kontekście hoteli, tak więc jestem w ciągłym kontakcie z moim agentem i każdym miejscem, gdzie gram. Zazwyczaj wynajmuję busa oraz jedną lub dwie osoby do obsługi trasy w zależności, jak dobrze płatna jest trasa. No i oczywiście koordynacja muzyczna, co mamy zamiar zagrać! Tak więc jest to olbrzymia liczba zadań do wykonania.


Vital Information wozi ze sobą rockowy zestaw sprzętu. Nie jesteś tylko nastawiony na akustyczne sety.


Dokładnie. Granie jazzu czy fusion jest bardzo kosztowne i jest to jedna z przyczyn, dlaczego Dave Weckl przestał to robić. Kiedy mieliśmy trasę po Stanach, która była dość gęsta, jeździliśmy 5-6 godzin dziennie, więc mogliśmy wozić wszystko ze sobą. Głowę basową, dwie mniejsze gitarowe głowy, bębny, klawisze, nie musieliśmy wynajmować żadnego sprzętu. Uwielbiam być liderem zespołu i mieć możliwość grać swoją muzykę, ale trzeba pamiętać, że wiąże się to z dużymi kosztami. Poświęcasz miesiące swojej pracy, na którą nikt nie zwraca uwagi, której nikt nie docenia i często nie rozumie. Jest to normalne przed i w trakcie trasy. Gram jednego dnia i już muszę się zastanawiać, co będzie się działo za dwa dni. W końcu dochodzi do kwestii wynagrodzenia i tu pojawiają się często problemy, gdy ktoś nie płaci ci pełnej umówionej kwoty, ponieważ potrąca ci za to i za to. Członkowie zespołu są na umówioną stawkę, niezależnie od czegokolwiek. Czasami bywa tak, że zarabiają więcej ode mnie.


Jest wystarczająco do roboty?


Nie wystarczająco, by sobie żyć po pańsku, ale wystarczająco, żeby było to dobrym wsparciem do życia. Dlatego robię wiele innych rzeczy jak bycie sidemanem i nagrywanie płyt. Lubię robić kliniki, które są nieźle płatne, bo to tylko jedna osoba. Jeżeli spojrzysz na historię jazzu, tylko niewielu z perkusistów było w stanie żyć jedynie ze swoich zespołów. Możemy je przytoczyć, to był Art Blakey i Buddy Rich, i to chyba wszystko (śmiech). Mimo wszystko, Buddy miał wysoką stawkę to i tak mógł grać jeszcze z Frankiem Sinatrą. Tony Williams miał swój własny zespół, ale mógł zarobić więcej grając z Herbie Hancockiem, podobnie Wayne Shorter. Tak więc jest to swoista tradycja. Możesz mieć swój własny zespół, ale będziesz prządł lepiej, jeżeli wystąpisz jako muzyk innego zespołu, dlatego pojechałem z Billem Evansem, Randy Breckerem lub Steps Ahead. Jest to niemalże urlop, jesteś poza tymi wszystkimi odpowiedzialnymi obowiązkami lidera zespołu.


Masz wtedy większe wynagrodzenie?


Tak. Większe sale i festiwale jazzowe płacą lepiej. Zdecydowanie więcej zarabiam, będąc sidemanem, aniżeli grając z własnym zespołem w klubach. Nie mam zamiaru się mimo to poddawać z własnym zespołem. Kocham to. Jest to kwestia zachowania pewnego balansu.


Muzyka jazzowa jest głównie muzyką instrumentalną, dlatego też perkusista może być liderem, jak to było np. z Chickiem Webbem, podczas, gdy w rocku rolę tę przejmuje głównie wokalista.


Jest kilka większych lub mniejszych przykładów, gdzie w muzyce rockowej perkusista wiedzie przewodnią rolę w zespole, np. Lars i Metallica. Jako perkusista i jednocześnie lider możesz także odnieść sukces w pewnym stopniu. Nie widzę jednak takich perkusistów, którzy byliby liderami na skalę niektórych pianistów, saksofonistów, gitarzystów. Coś jak Pat Metheny, Hiromi, Chick Corea lub John Scofield. Jeżeli cofniesz się do czasów zespołu Tommy?ego Dorseya, gdzie zaczynali zarówno Buddy Rich i Frank Sinatra to zauważysz, że mimo tego, iż Buddy miał piękną karierę to nie była ona tak wielka, jak kariera Franka. Nie znaczy to, że jesteśmy mniej utalentowani. To kwestia siły, jaką jest głos. Pewna grupa będzie doceniać prace perkusisty, ale reszta muzyków będzie miała większe poparcie. No chyba, że jesteś basistą! Jest mniej liderów grających na basie niż liderów perkusistów? albo puzonistów!


Jaka jest ostatnia twoja rada, której możesz udzielić wszystkim perkusistom, chcącym robić karierę w jazzie?


Cóż, istnieje błędne pojęcie, że zarobisz więcej pieniędzy będąc rockowym, a nie jazzowym perkusistą. Wydaje mi się, że jest więcej jazzowych perkusistów, mogących dostatnio się utrzymać, podobnie jak perkusiści rockowi. Szczególnie speed metalowi bębniarze mają całkiem fajnie. Znam wielu speed metalowych perkusistów. Ich twarze są często na okładkach magazynów, więc ich notowania są bardzo wysoko. Do tego są zespoły "na dwie stopy", które nie są duże, ale są widoczne. Ci perkusiści zasadniczo zarabiają mniej niż najbardziej znani perkusiści jazzowi. Możesz więc zarabiać pieniądze w jazzie, ale będziesz musiał pogodzić się z rolą sidemana. No i oczywiście musisz być bardzo dobry - to jest moja rada. Zostań prawdziwym sukinpałkerem!


Materiał przygotowali: Maciej Nowak oraz Geoff Nicholls
Zdjęcia: Steve Smith


Galeria

Pozostałe

Luke Holland

Dodano: 01.12.2016

Luke to rocznik 1993 i jest doskonałym przykładem na to, jak nowe technologie wpłynęły na świat bębnów. Młody muzyk gra oczywiście w typowym zespole scenicznym, ale dla większości perkusistów jest on postacią znaną głównie z filmów na Youtube.

czytaj dalej

Szymon "Kanister" Jędrol

Dodano: 25.11.2016

Dla wielu punkowe granie nie idzie w parze z techniką i dobrymi muzykami. Z jednej strony coś w tym może i było 30 lat temu, z drugiej im prostsza muzyka, tym trudniej zagrać wszystko dobrze i w punkt.

czytaj dalej

José i Tomek Torres

Dodano: 18.11.2016

Ojciec nagrał kilkadziesiąt płyt z największymi gwiazdami naszej sceny muzycznej. Syn gra w jednym z najbardziej rozchwytywanych polskich zespołów rockowych.

czytaj dalej

Matt Nicholls (Bring Me The Horizon)

Dodano: 31.10.2016

Od małych metalowych klubów po wielkie hale jako gwiazda wieczoru. Minęło już 12 owocnych lat działalności Bring Me The Horizon.

czytaj dalej

Dariusz "Pisek" Piskorz

Dodano: 19.10.2016

I jak tu podejść do opisywania osoby naszego gościa? Perkusista zespołu Papa D jest (nie)typowym "człowiekiem renesansu".

czytaj dalej
Zobacz wszystkie
Reklama