Tommy Clufetos we wrześniowym numerze Perkusista Przejrzyj online >>Ulubiony kiosk
Wywiady

Alan White (Yes)

Dodano: 24.09.2012
Perkusista Yes ocenia prawie cztery dekady z gigantami prog-rocka i wyjawia nam, jak udało mu się nie postradać zmysłów przez cały ten czas.
Alan White obok Billa Bruforda, Neila Pearta i Carla Palmera, należy do elitarnej grupy perkusistów, którzy pomogli w stworzeniu progresywnego rocka. Jego zespół Yes jest nieprzerwanie popularny od jego założenia w 1968 roku dzięki różnorodnym wpływom, jakim ulegali jego członkowie, jak też wielowarstwowej muzyce wylewającej się wprost z krążków. Zespół zdobył także reputację grymaśnego przy nagraniach jak żaden inny. Krążą plotki, że niekiedy potrzebowali kilku tygodni, by zdecydować się na brzmienie werbla? To były czasy!

Po dziesięcioletniej przerwie White wraz z wokalistą Benoitem Davidem, gitarzystą Stevem Howe, basistą Chrisem Squire i klawiszowcem Geoffem Downesem zeszli się do nagrania nowego albumu Yes, Fly From Here. Jak zwykle zarówno rytmy, jak i feeling White?a są na mistrzowskim poziomie. Możemy jednak tylko gdybać, jak to jest być trzonem jednej z najbardziej ekscentrycznych kapel, jakie kiedykolwiek stąpały po scenie?

Fly From Here został wyprodukowany przez Trevora Horna, byłego członka Yes, Buggle, a także studyjnego guru i reżysera u boku Frankie Goes To Hollywod. Jak ci się z nim teraz pracowało?


Z Trevorem łączy nas kawał historii, więc było to dla nas bardzo proste. Aż zabawnie pomyśleć, jak wszystko się rozwinęło. Początkowo Trevor miał zrobić tylko jeden kawałek na nową płytę, ale wszystko zaczęło się kręcić dalej, aż w końcu stwierdził, że chciałby zrobić całą. Właściwie to był bardzo dobry pomysł, by z nim znów pracować. Trevor świetnie się sprawdza jako producent, bo ma wielką wiedzę na temat tego, co dokładnie chce usłyszeć, a to moim zdaniem jest najważniejsze.


Korzystaliście z wielu zestawów podczas nagrań?


Właściwie to użyliśmy jednego zestawu Ludwiga na prawie całej płycie. Strój był ten sam. To było proste, o wiele prostsze niż początkowo mi się zdawało, że będzie. Wiele pracy wykonał nasz inżynier. Wiedział dokładnie, jak ustawić perkusję, by zabrzmiała tak, jak chciałem.


Niezwykłe jest to, że część materiału z nowej płyty została napisana lata temu. Nagrywałeś perkusję do nowych wersji tak samo, jak do oryginałów?


Jedna z piosenek, We Can Fly From Here, była początkowo kandydatem na płytę Drama, nagraną w 1980 roku, ale nie użyliśmy jej i ukazała się jedynie na płycie koncertowej w formie demo. Teraz została przearanżowana na kształt hymnu nowej płyty i spisała się naprawdę dobrze. Większość perkusji w tej piosence jest dokładnie taka sama, jak w oryginalnej wersji demo. Dodałem jedynie kilka partii a inne ulepszyłem. To świetna piosenka, składa się z kilku różnych części.


Czy twój styl jakoś ewoluował?


To ciekawe, bo akurat myślałem o tym kilka dni temu. Tego lata mija 39 lat mojej gry z chłopakami, nie mogę w to uwierzyć! Po tylu latach już wiesz, co jest potrzebne muzyce w każdej piosence. Partie bębnów w Yes są w większości przypadków dosyć skomplikowane, a dodatkowo z racji tego, jak współpracujemy w sekcji rytmicznej z Chrisem Squire, w mojej grze pojawia się wiele różnych stylistyk. Najważniejsze dla mnie jest grać tylko to, co konieczne dla muzyki, jaka cię otacza. Inaczej nie zostawiasz miejsca piosence, by płynęła. Także nie dajesz szansy innym muzykom, by grali w sposób, w jaki by chcieli, a piosenka tego potrzebuje.


Jak wszyscy giganci prog-rocka z lat 70-tych, Yes jest znany z długich, skomplikowanych aranżacji. Jak radzisz sobie z trudniejszymi partiami?


Moje podejście do bardziej skomplikowanych rytmów to grać je w taki sposób, by przeciętnemu odbiorcy wydawało się, że to 4/4. Dzięki temu do tej muzyki można tańczyć. To sekret pisania dobrej muzyki. All You Need Is Love Beatlesów to klasyczny przykład: zwrotka jest w 5/4, ale dzięki prostej perkusji ludziom wydaje się, że jest w 4/4. To najprostszy rytm na świecie, ale można go wymyśleć tylko poprzez uważne słuchanie ludzi dookoła. W piosenkach Yes wiele się dzieje, bo taki jest charakter tej muzyki, więc wypracowujesz sposób, by sobie z nią radzić. Pomaga mi w tym fakt, że inspiruje mnie wiele rodzajów muzyki - klasyczna, jazz, rock?n?roll, R&B i inne. Wiele z tych wpływów łączę w jedno i tak powstaje mój styl.


Yes było dawniej znane z tego, że długo nagrywało albumy. Czy teraz jest prościej nagrać płytę niż w latach 70-tych?


O tak, na pewno, a to dzięki fantastycznemu sprzętowi w studiu. Można teraz sprawić, by zespół brzmiał, jakby nagrywał wszystko na taśmę, co preferujemy. Pamiętam czasy, gdy nagrywaliśmy perkusję i bas na maszynie szpulowej z taśmą. Teraz nie trzeba tego robić, bo zajmuje się tym sprzęt.


Przez lata skład Yes zmieniał się wielokrotnie. Czy wpłynęło to na ciebie jako bębniarza?


Nie za bardzo. Zagłębiam się w sekcję rytmiczną i mam w głowie jedną zasadę: w perkusji nie ma żadnych zasad. Zmieniam swoje partie z piosenki na piosenkę. W konkretnym fragmencie jednej piosenki lubię rozwijać konkretny rytm pod wokal, zamiast wpasować się w partie basu. To z drugiej strony robię w innym miejscu. Znowu gdzie indziej tworzę partie pasujące do klawiszy albo gitary tak, by wszystko ciągle się zmieniało. To sprawia, że muzyka jest interesująca, bo jest różnorodna.


Grałeś na płytach z Jimmy?m Pagem, Billym Prestonem, Paulem Kossoffem i wieloma innymi, ale jednym z najważniejszych momentów w twojej karierze sesyjnej to nagranie płyty Imagine Johna Lennona w 1971 roku. Jak to wyglądało?


Musisz zrozumieć, że gdy z nim pracowałem miałem dopiero 20 lat, więc myślałem, że będzie to po prostu kolejny etap mojej kariery! Mój Boże, ależ byłem naiwny. Ludzie podchodzili do mnie pytając: "Naprawdę grałeś z Johnem Lennonem?". A ja im odpowiadałem: "Tak, i co z tego?". (śmiech) Była to dla mnie po prostu kolejna sesja. Dziesięć lat później zrozumiałem to. Nie mogłem uwierzyć, że to ja to nagrałem. Była też płyta All Things Must Pass George?a Harrisona i Instant Karma Lennona?


Piosenka Imagine ma bardzo prostą partię bębnów. Czy było to zamierzone?


Cóż, czasami mniej to więcej i nie liczy się to, co grasz, ale jak to grasz. Jak już mówiłem, trzeba grać rytm, który dopełni piosenkę, i znów przykładem na to jest Imagine. To jedna z najprostszych możliwych partii. Musiała taka być, bo piosenka tego wymagała.


Twoja ostatnia solowa płyta, White, została wydana w 2006 roku. Planujesz już coś nowego?


Z przyjemnością nagrałem tamtą płytę. Od pierwszej (Ramshackled, 1976) minęło trzydzieści lat. Nieźle, co nie? (śmiech) Rzeczywiście pracuję nad nową muzyką i chcę ją nagrać w studio, jak tylko będzie możliwość.


Łatwo jest być członkiem Yes? Z zewnątrz wygląda to na kawał ciężkiej roboty, nawet jeśli zespół jest tak szanowany.


Nie, to nie jest łatwy zespół! Bycie jego częścią to duże wyzwanie. Ale tak to jest. Jeśli w składzie są duże osobowości to po prostu trzeba sobie z tym radzić. Kiedy wchodzisz na scenę wszystko się zmienia i stajemy się zespołem. Nie ma innej możliwości.


Jakie masz rady dla czytelników, którzy chcieliby zostać profesjonalnymi perkusistami?


Na warsztatach i lekcjach zawsze mówię dzieciakom o tym, że zaczynałem bardzo wcześnie i grałem, bo mi się to podobało. Zawsze wolałem grać niż zajmować się szkołą. Nawet ostatnio badania w USA wykazały, że jeśli dziecko uczy się gry na instrumencie to lepiej wychodzi mu nauka, więc mówię dzieciakom, by grały i się nie poddawały. Z czasem zaczyna się rozumieć, jakiej perkusji potrzebuje piosenka i jak taką partię jej dostarczyć.


Prog-rock w ostatnich latach zaczyna się odradzać. Nadal słuchasz starych nagrań?


Tak. Starsza muzyka jest inna niż ta nowsza, która nas dzisiaj otacza, ale słucham jej z taką samą przyjemnością, jak tej nowej. Bardzo lubię słuchać Dream Theater i Porcupine Tree, tego typu muzyki. Te zespoły starają się pchać muzykę do przodu, ale nie grać w sposób taki, jak starsze zespoły. Co jeszcze? Lata temu byłem wielkim fanem King Crimson, ale nie słuchałem za bardzo ich ostatnich dokonań, chociaż ostatnio nagrałem przez Internet album z ich basistą Tonym Levinem i amerykańskim gitarzystą Davidem Tornem. Muzyka jest niesamowita - to było tylko małe trio, ale było przy tym dużo zabawy.


Jesteś fanem nowoczesnego progresywnego metalu?


Częściowo tak. Nie podam ci listy albumów, których słucham, ale mam wiele pojedynczych piosenek, które uważam za świetne. Są zespoły, które robią na mnie wielkie wrażenie. Na przykład Tool są wielkimi fanami Yes. Przyszli nas zobaczyć, gdy graliśmy trasę z Dream Theater. Lubię ich wszystkich jako ludzi. To świetni muzycy, których słucham w domu.


Czy kolejnego albumu Yes mamy się spodziewać dopiero za kolejne 10 lat?


Mam nadzieję, że nie. Jeden reporter powiedział mi, że powinniśmy nagrać kolejny jak najprędzej! To by dopiero wprawiło ludzi w zakłopotanie?


Materiał przygotowali: Joel Mciver i Szymon Ciszek
Zdjęcia: Jerry and Lois Photography, Zildjian


Galeria

Pozostałe

Nigel Glockler (Saxon)

Dodano: 22.09.2016

Pojawił się w zespole na tygodniowe zastępstwo, które ostatecznie przedłużyło się - z drobnymi przerwami - do dnia dzisiejszego.

czytaj dalej

Michał "Bandaż" Bednarz

Dodano: 08.09.2016

Bębni m.in. W Trzynastej w Samo Południe, w Full-X Trio Adama Fulary, absolwent Wrocławskiej Szkoły Jazzu i Muzyki Rozrywkowej, Jazzu i Muzyki Estradowej na Akademii Muzycznej we Wrocławiu.

czytaj dalej

Charlie Benante

Dodano: 26.08.2016

Ze swoim prawie 35-letnim stażem na scenie, Anthrax należy do legend ostrego grania. Przechodził różne wzloty i upadki, uczestniczył lub był świadkiem kolosalnych zmian w muzyce.

czytaj dalej

Jay Weinberg (Slipknot)

Dodano: 18.08.2016

Perkusyjnym światem tąpnęło, gdy Joey Jordison powiedział: "Odchodzę ze Slipknot!".

czytaj dalej

Mike Portnoy

Dodano: 10.08.2016

Perkusista, którego nie trzeba nikomu przedstawiać. Wywołuje wielkie kontrowersje, jedni go uwielbiają i niemal czczą, inni wręcz nienawidzą i gardzą

czytaj dalej
Zobacz wszystkie
Reklama