Tommy Clufetos we wrześniowym numerze Perkusista Przejrzyj online >>Ulubiony kiosk
Wywiady

Tomas Haake (Meshuggah)

Dodano: 22.10.2012
Meshuggah to jeden z tych zespołów, w którym to właśnie silna sekcja rytmiczna gra pierwsze skrzypce. Co za tym idzie, postać perkusisty jest tutaj równie istotna i esencjonalna dla całego zespołu, jak chociażby obecność wokalisty.. 

Z Tomasem Haake, bębniarzem Meshuggah, rozmawialiśmy o jego tekstach, ewolucji stylu gry i wrodzonej skromności, która nie pozwala mu zaakceptować wizerunku jednego z najlepszych perkusistów w metalowym światku.

Rzadko zdarza się zobaczyć perkusistę w roli tekściarza i dorywczego wokalisty. Jak do tego doszło, że znalazłeś się w tej roli?


Wszystko zaczęło się tak naprawdę, kiedy byłem jeszcze dzieciakiem i zaczynałem pisać swoje własne teksty. W tamtym czasie bardzo fascynowała mnie muzyka Rush. Szybko wykryłem, że to Neil Peart, perkusista tego zespołu, pisze niemal wszystkie teksty. Pamiętam, że bardzo mnie to zdziwiło, gdyż do tamtej chwili nigdy nie przypuszczałem, że taki układ jest w ogóle możliwy. Zawsze wydawało mi się, że powinien to robić koleś, który będzie je śpiewał. Jak się jednak wtedy okazało, nie jest to złota zasada i jeśli czuję, że mam coś do powiedzenia to nie powinienem się przejmować konwencjami. Kiedy przystąpiłem do Meshuggah w zasadzie od samego początku zająłem się pisaniem. Nie bez znaczenia był w tym wypadku fakt, że w tamtym okresie to właśnie ja najlepiej z nas wszystkich posługiwałem się językiem angielskim. Pisanie tekstów nigdy nie było marzeniem Jensa i tylko w obliczu braku alternatywy zajął się tym tematem na początku istnienia zespołu. W przeciwnym wypadku chłopaki nie mieliby w ogóle o czym śpiewać (śmiech). O ile zatem w jego wykonaniu był to bardziej obowiązek, o tyle w moim szczera chęć przekazania czegoś słuchaczom. Zawsze fascynowała mnie ta część procesu tworzenia i przekuwania pomysłu w treść utworu. Od tamtego czasu wiele się nie zmieniło i każdy z nas jest chyba z tego zadowolony. Czasami zdarza się, że ktoś inny skrobnie z jeden czy dwa utwory, ale lwia część tego, co usłyszycie chociażby na nowej płycie, pochodzi ode mnie. Cieszę się, że jestem w zespole, który daje mi możliwość dzielenia się swoimi przemyśleniami ze światem. Czasami wystarczy obejrzeć wieczorne wydanie wiadomości, aby mieć o czym pisać. Na świecie jest tak dużo zła i nieprawości, że czasami jest to wręcz przytłaczające.


W takim razie jakie tematy poruszasz na najnowszym krążku?


Nie jest to album koncepcyjny, więc teksty nie są utrzymane w jednej konwencji i nie traktują o jednym temacie. Jeśli jednak miałbym wskazać na temat, który dominuje na tej płycie, to była to idea Boga i tego, jak jest postrzegany przez społeczeństwo. Wiąże się to dość dobrze z tytułem krążka - "Koloss" i projektem samej okładki. Pojawia się obraz człowieka, który staje się Bogiem w totalitarnym systemie władzy tak, jak to ma miejsce w Północnej Korei czy na Środkowym Wschodzie. Wszędzie tam, gdzie jeden człowiek otrzymuje za dużo władzy zacierają się granice pomiędzy nim a resztą społeczeństwa. Najczęściej wtedy właśnie pojawia się żądanie bezwarunkowego poddania woli przywódcy. Niesie to ze sobą oczywiście jarzmo niewoli, tyranii i okrucieństwa. W pewnym momencie jednak coś pęka i wybucha rewolucja, co kończy się zazwyczaj rozlewem krwi. Nie bez znaczenia jest również rywalizacja trzech największych monoteistycznych religii tego świata. To właśnie one mają niekiedy największy wpływ na obraz polityki międzynarodowej. Sposób, w jaki funkcjonują lub coraz częściej zawodzą, kształtuje nasze społeczeństwo. Osobiście przeraża mnie rozmiar dysfunkcji religii i to, jak fakt ten oddziałuje na życie nas wszystkich. Przestarzały i niezdatny system destabilizuje relacje między ludźmi i rodzi konflikty, które nie miałyby miejsca, gdyby nie on. Mniej więcej właśnie o tym traktuje ten album i to staramy się przekazać naszym fanom.


Meshuggah to jeden z tych zespołów, który stawia słuchacza przed niezwykle potężną ścianą dźwięku. Czy warstwa tekstowa jest w tym wypadku jedynie kolejnym instrumentem, wypełniającym lukę pomiędzy poszczególnymi dźwiękami?


Zdecydowanie tak. Głos Jensa traktujemy jako dodatkowy instrument, który komponuje się z dźwiękiem gitar i perkusji. Nie jest on bardzo melodyjny, dlatego ciężko się w nim doszukać znamion przewodnictwa sekcji instrumentalnej. Funkcjonuje bardziej jako narzędzie do przekazywania treści. Dzięki temu możemy wyrazić słowami to, co niesie ze sobą nasza muzyka i wzmocnić ten przekaz. Właśnie temu głównie służy warstwa wokalna w Meshuggah. W końcu, tak na dobrą sprawę, Jens nie tyle śpiewa, co wykrzykuje moje teksty (śmiech). To czyni z jego strun głosowych instrument na miarę strun gitarowych. Zawsze dużo czasu spędzamy na dopasowywaniu poszczególnych dźwięków utworu tak, żeby po złożeniu posiadał nie tylko odpowiednią moc, ale i dynamikę. Jak do tej pory układ ten sprawdza się dla nas idealnie.


W waszej muzyce jest wiele agresji. Czy te wszystkie negatywne uczucia towarzyszą ci w życiu codziennym?


Na szczęście potrafię się od tego odciąć i wyeliminować tak radykalną agresję z mojego codziennego trybu życia. Nie nabiera to na szczęście również wymiaru fizycznego. Szwecja jest jednym z niewielu krajów, które mogą się pochwalić raczej pokojowo ustosunkowanym społeczeństwem. Nie jest tu co prawda idealnie i podobnie jak inne kraje mamy swoje problemy, ale panuje tu dość bezpieczna atmosfera. Miedzy innymi dlatego nie piszę o tym, czego doświadczamy osobiście na co dzień, a raczej o zjawiskach, jakie kształtują nasz świat.


Wielu muzyków może się pochwalić często swoimi drugoplanowymi projektami, które służą im niekiedy za poligon doświadczalny. Nie zastanawiałeś się kiedyś nad założeniem takiego drugiego zespołu?


Osobiście nie czuję się w żaden sposób ograniczany przez zespół, w którym gram. Wszystkie decyzje, jakie podejmujemy, są zawsze demokratyczne i nikt nigdy nie zgłasza żadnych sprzeciwów. Jeśli z czegoś rezygnujemy lub coś akceptujemy to zawsze jako zespół i nigdy nikt nie miał jeszcze z tym problemów. Miedzy innymi dlatego chyba nie czujemy się przez nic ograniczani. Przez ostatnie 10 lat stanowimy tak naprawdę firmę, ze wszystkimi obowiązkami i problemami, jakie wiążą się z tym słowem. Sami zarządzamy finansami i i dbamy o najlepszy interes tej firmy. Jest to poniekąd taka sama praca, do jakiej udaje się większość z nas każdego dnia. Ja i Jens zajmujemy się głównie księgami finansowymi i fakturowaniem. Po tylu latach cała ta działalność stała się naszą pracą, którą wykonujemy między koncertami i nagrywaniem nowego materiału. Pomimo wielu plusów takiej sytuacji, jest też kilka negatywnych aspektów. Dobre jest przede wszystkim to, że mamy faktyczny wgląd w nasze finanse. Wiemy, na co idą pieniądze i ile de facto na czymś zarabiamy. Niestety, wszystko pochłania masę czasu, nie pozostawiając nam wiele miejsca na chociażby dodatkowe próby, że już nie wspomnieć o innych projektach muzycznych. W rezultacie więcej czasu spędzam nad papierkami niż w studiu. Między innymi dlatego staramy się ostatnio coś z tym zrobić i zatrudnić kilka osób, które pomogłyby nam w końcu uwolnić się od liczb i komputerów (śmiech).


Czy sytuacja, w której - jak sam mówisz - prowadzicie finanse zespołu i zarządzacie nim od strony biznesowej była dla was czymś naturalnym?


Poniekąd tak. Mogliśmy oczywiście zainwestować w sztab ludzi, którzy by się tym dla nas zajmowali tak, jak ma to miejsce w przypadku większości zespołów, ale wtedy stracilibyśmy kontrolę, na której nam bardzo zależało. Lata mijały i jakoś weszło nam to po prostu w krew. Nie było dla nas w tym nic dziwnego. Dopiero kilka lat temu, kiedy sprawy nabrały tempa, zaczęliśmy się zastanawiać nad wprowadzeniem kogoś z zewnątrz. Następstwem takiej sytuacji był oczywiście brak menadżera, który to zazwyczaj zajmuje się organizowaniem imprez i wszystkim, co związane z produkcją. Wszystko to naturalnie spoczywało na naszych barkach. Musieliśmy myśleć o wszystkim. Od zarezerwowania biletów na samolot przez nadzorowanie transportu sprzętu aż po nocleg. Meshuggah rosło, a razem z nim potrzeby i liczba obowiązków. W pewnym momencie zorientowaliśmy się, że taki stan przestał być już dla nas zdrowy. Nietrudno się domyślić, że decyzja o niezatrudnianiu menadżera była podyktowana dramatycznymi zdarzeniami, jakich doświadczały inne zespoły. Nie mieliśmy ochoty któregoś dnia być ciągani po sądach przez jakiegoś gościa, który uważa, że nasza twórczość i 20% wszystkiego, co zarobimy, należy do niego. Takie batalie nie służą dobrze zespołom i muzyce, a właśnie ta ostatnia jest dla nas najważniejsza. Na szczęście taka sytuacja nie jest regułą i większość zespołów trafia na porządnych ludzi, ale nam takie ryzyko nie było po drodze.


Czy zatem w obliczu tego dokuczliwego braku czasu pozostały jakieś elementy gry, nad którymi nadal pracujesz?


Jest tak naprawdę cała masa rzeczy, nad którymi pracuję, kiedy tylko mam ku temu okazję. W tym fachu nie można sobie pozwolić na ospałość i osiadanie na laurach. Cały czas pracuję nad tempem i staram się to robić w każdej wolnej chwili. Obecnie chyba nad tym elementem spędzam najwięcej czasu. Generalnie mam takie wrażenie, że chyba każdy muzyk pragnie rozwijać swoje zdolności. Nie znam nikogo, kto grając na swoim instrumencie nawet pół życia, stwierdziłby, że nic nie jest już dla niego wyzwaniem. W moim wypadku najwięcej uczę się podczas prac nad nowym materiałem. Właśnie wtedy spędzam przy swoim instrumencie najwięcej czasu i między innymi dzięki temu mogę się rozwijać. Nie ulega wątpliwości, że gdybyśmy mieli więcej czasu na próby, bylibyśmy najpewniej lepszymi muzykami.


Wspomniałeś, że bardzo wcześnie zapragnąłeś pisać teksty dla zespołu. Wspomagałeś również Jensa wokalnie. Dlaczego zatem wybrałeś perkusję - najmniej zdatny do rozwoju tych upodobań instrument w zespole?


Rzeczywiście, tak to może wyglądać, ale należy pamiętać o tym, że piosenki, w których udzielałem się wokalnie, nigdy nie trafiają na koncertową listę utworów. Nigdy nie mógłbym tego robić na żywo, grając w tym samym czasie na perkusji. Niemniej jednak, to właśnie to ostatnie było zawsze moim największym marzeniem. Pisanie tekstów i wstawki wokalne są dla mnie równie ważne, ale nigdy nie zrezygnowałbym dla tego z grania. Swój pierwszy zestaw dostałem, kiedy byłem jeszcze dzieckiem. Miałem wtedy 7 czy 8 lat. Perkusja towarzyszy mi przez całe życie i nie wyobrażam sobie nie grać czy nawet zajmować się czymkolwiek innym.


Może zatem również dlatego jesteś uważany za jednego z najlepszych metalowych perkusistów na świecie. Co sądzisz o tym wyróżnieniu?


Nigdy nie uważałem się za genialnego perkusistę i - szczerze powiedziawszy - nie do końca pasuje mi taka metka. Jest cała rzesza perkusistów w moim otoczeniu, którzy biją mnie na głowę, jeśli chodzi o grę. Między innymi dlatego nigdy nie potrafiłem zrozumieć, czym kierują się ludzie, którzy decydują o takich zaszczytach. Nasz zespół z uwagi na swój styl i estetykę eksponuje sekcję rytmiczną bardziej niż ma to miejsce w innych zespołach, przez co perkusja zyskuje na znaczeniu i staje w jednej linii z gitarami. Może właśnie ten czynnik decyduje o wyborze, ale sam nigdy nie uważałem siebie za wyjątkowego muzyka i nie lubię, kiedy ludzie mnie takim okrzykują. Z drugiej strony rozumiem, dlaczego mogą tak twierdzić. Meshuggah jest specyficznym zespołem. Zostawia bardzo dużo miejsca na ekspresyjną grę, która może się podobać. Nie zmienia to jednak faktu, iż scena metalowa obfituje w grono naprawdę rewelacyjnych perkusistów takich, jak chociażby Dirk Verbeuren z Soilwork, Gene Hoglan, Dave Lombardo, który z każdym rokiem staje się coraz lepszy, Brann Dailor z Mastodona, który wypracował swój własny unikalny styl czy Ray Luzier z Korna - wyjątkowo utalentowany perkusista. Jest ich tak wielu, że nie wystarczyłoby nam czasu, żeby wszystkich teraz wymienić. Mając to na uwadze, głupio mi chodzić z łatką "genialnego" perkusisty i chwalić się wszędzie, że niezły ze mnie kozak (śmiech). Okłamywałbym sam siebie i pluł im w twarz tak twierdząc. Jedyne, z czym jestem w stanie się zgodzić to, że jestem bezsprzecznie najlepszym perkusistą w zespole Meshuggah (śmiech), chociaż może to być związane z faktem, że nikt inny nigdy nie próbował.


Zestaw, na którym grasz dzisiaj jest dokładnie tym, o jakim zawsze marzyłeś? Jak ma się do niego twój własny styl?


W pewnym sensie tak. Należy jednak pamiętać, iż w przypadku tak wielu elementów zawsze jest miejsce na ewentualne poprawki. Wraz z kolejnymi zdolnościami, jakie nabywasz, kształtuje się twój zestaw. Można zatem powiedzieć, że to, na czym grasz, zmienia się wraz tym, jakim się stajesz perkusistą. Obecnie nie gramy już nic z poprzedniego albumu i szczerze powiedziawszy nie potrafiłbym tego zagrać, nawet gdyby mnie o to poproszono. Są takie rzeczy, które już nieodwracalnie straciłem w poszukiwaniu czegoś nowego. Jest to coś, co ewoluuje i podlega ciągłym zmianom - zupełnie jak żywy organizm. Kiedy dołączyłem do zespołu wiedziałem, że będziemy grali trochę inaczej niż większość metalowych zespołów. Pierwsze 2-3 lata były dla mnie naprawdę ciężkie i wymagały bardzo dużo energii, potrzebnej do opanowania stylu, w jakim grał Meshuggah. W tym czasie musiałem stać się perkusistą, którego wszyscy potrzebowaliśmy. Niekiedy było to dla mnie bardzo frustrujące doświadczenie. Miałem wtedy 19 lat, rozbuchane ego i nagle okazało się, że robię całą masę błędów, nad którymi muszę ciężko pracować. Do dzisiaj nad nimi pracuję, ale teraz przynajmniej rozumiem, że tak właśnie ma to wyglądać.


Która chwila w waszej karierze najbardziej utkwiła ci w pamięci?


Jeśli chodzi o koncertowanie, to zdecydowanie jednym z naszych najlepszych momentów było otwieranie koncertu Toola. Publika była wtedy szalona i niesamowicie liczna. Pikanterii dodawał również sam Tool, którego wszyscy jesteśmy ogromnymi fanami. Bardzo dobrze wspominamy również supportowanie Slayera na trasie po USA. To właśnie dzięki tym koncertom zdobyliśmy rozgłos i całą rzeszę nowych fanów. Dla mnie osobiście niezwykle ważny był również album Destroy Erase Improve, który pojawił się w doskonałym dla nas czasie. Wydawnictwo to pomogło nam zaistnieć na mapie metalu i otworzyło kilka bardzo ważnych drzwi.


Marcin Kubicki
Zdjęcia: Vic Firth


Galeria

Pozostałe

Paul Mazurkiewicz (Cannibal Corpse)

Dodano: 29.09.2016

Jeden z najsłynniejszych zespołów deathmetalowych na świecie współtworzy perkusista o bardzo swojsko brzmiącym nazwisku.

czytaj dalej

Nigel Glockler (Saxon)

Dodano: 22.09.2016

Pojawił się w zespole na tygodniowe zastępstwo, które ostatecznie przedłużyło się - z drobnymi przerwami - do dnia dzisiejszego.

czytaj dalej

Michał "Bandaż" Bednarz

Dodano: 08.09.2016

Bębni m.in. W Trzynastej w Samo Południe, w Full-X Trio Adama Fulary, absolwent Wrocławskiej Szkoły Jazzu i Muzyki Rozrywkowej, Jazzu i Muzyki Estradowej na Akademii Muzycznej we Wrocławiu.

czytaj dalej

Charlie Benante

Dodano: 26.08.2016

Ze swoim prawie 35-letnim stażem na scenie, Anthrax należy do legend ostrego grania. Przechodził różne wzloty i upadki, uczestniczył lub był świadkiem kolosalnych zmian w muzyce.

czytaj dalej

Jay Weinberg (Slipknot)

Dodano: 18.08.2016

Perkusyjnym światem tąpnęło, gdy Joey Jordison powiedział: "Odchodzę ze Slipknot!".

czytaj dalej
Zobacz wszystkie
Reklama