Tommy Clufetos we wrześniowym numerze Perkusista Przejrzyj online >>Ulubiony kiosk
Wywiady

Tommy Clufetos

Dodano: 29.10.2012
Alice Cooper, Rob Zombie, Ozzy Osbourne... jego CV czyta się jak hard rockowy przewodnik po legendach. 

Może i ma dopiero 32 lata, ale Tommy Clufetos jest bębniarzem, pracującym już trzecią dekadę. Przeszedł na zawodowstwo w śmiesznie wczesnym wieku 11 lat. Urodzony i wychowany w Detroit, szybko wyrobił sobie markę na lokalnej scenie muzycznej i dostał się do zespołu Teda Nugenta. Od tego czasu Tommy przeskakiwał z jednego dużego gigu na następny, zostawiając za sobą lśniący ślad wysoko-oktanowych występów i usatysfakcjonowane legendy rocka. Alice Cooper i Rob Zombie - obaj skorzystali z jego nieskazitelnych groove?ów i osadzonych rockowych zagrywek. Teraz Tommy przeskoczył na chyba najważniejszy swój "stołek", jakim jest obijanie bębnów u Ozzy?ego.

Jak zacząłeś bębnić?


Zacząłem grać na bębnach w wieku 7 lat. Mój ojciec był muzykiem i podarował mi perkusję na moje 7 urodziny. Od tamtego momentu dokładnie wiedziałem, co będę robił ze swoim życiem i że będę pracował tak ciężko, jak to tylko możliwe każdego dnia robiąc coś dla swojej kariery, żebym mógł żyć grając na bębnach. Jak dotąd opatrzność czuwa nade mną i mam tyle szczęścia, że mogę tak właśnie żyć.


Wystartowałeś tak wcześnie jako profesjonalista?


Mój ojciec miał zespół w Detroit. Zacząłem grać w jego kapeli w naprawdę młodym wieku, graliśmy w barach, klubach, na weselach i gdzie tylko się dało. Zacząłem koncertować 6 nocy w tygodniu i tak przez 10 lat, w różnych klubach w Detroit, nawet nie miałem 17 czy 18 lat. Właśnie tam rozpoczął się dla mnie gruntowny trening. Te wczesne lekcje są bezcenne w odniesieniu do tego, co teraz robię. Większe koncerty grałem już w wieku 11 lat. Ale nie z dzieciakami jak ja, to byli dorośli. Nauczyłem się wtedy, co mam robić, a czego nie - co jest równie ważne. Stałem się zawodowcem w 11 roku życia. Wtedy zacząłem zarabiać na muzyce. Najlepsze było to, że kochałem grać na bębnach, to sprawiało, że czułem się niesamowicie i dlatego chciałem to robić. I to nadal jest mój cel. Gdyby to nie było takie fajne to zostałbym lekarzem i zarabiałbym prawdziwe pieniądze.


Jak na przestrzeni lat przeskakiwałeś w górę w kontekście zdobywania profesjonalnych angaży?


Zacząłem grać z gościem, który nazywał się Mitch Ryder, a potem z Tedem Nugentem. Kiedy grałem z Tedem Nugentem, mieliśmy wspólną trasę z Alice Cooperem i tak dostałem się do gigów Coopera. Gdy grałem z Alicem, basista Roba Zombie, Blasko (teraz basista Ozzy?ego) zobaczył występ Coopera i w taki sposób dostałem się do Roba Zombie. Wszystko w mojej karierze w pewien sposób wychodziło z poprzedniej rzeczy. To nie przez wysyłanie kaset demo z nagraniami czy przesiadanie na imprezach - to wszystko wynikało z tego, jak bębniłem. Najlepszym sposobem na wejście do branży i dostania się na wyższy poziom jest dać 110% ze swojego bębnienia i profesjonalizmu, a potem? wszystko się może wydarzyć.


Co takiego jest w twoim stylu, co tak przyciąga te wszystkie ikony rocka?


Oni wszyscy chcą solidnego perkusisty, który będzie grał ich muzykę z najwyższym szacunkiem, a wszystkie te melodie zabrzmią tak, jak to było na nagraniu. Musisz mieć równowagę w grze i kontrolę. Uczono mnie o graniu z groovem, o prostym graniu. Zespół może brzmieć lepiej, jeśli nie będziesz starał się go zasłonić swoją grą. To, co grasz ma być grane dla całego zespołu, po to żeby brzmiał dobrze. Nie ma to nic wspólnego z pirotechniką, która teraz wdziera się do perkusyjnego świata. Takie rzeczy mnie smucą, ponieważ wszystkie te podstawy są jedyną przyczyną, dzięki której teraz gram. To zdecydowanie nie jest tak, że: "Jestem najlepszym na świecie solowym bębniarzem", to nie ma z tym nic wspólnego. To chodzi o to, że na przykład mogę grać wtedy, gdy Ozzy śpiewa, a on czuje się wtedy komfortowo. Myślę, że bardziej z powodu tego podejścia dostawałem się na te wszystkie gigi niż dlatego, że miałem jakieś wyjątkowe szczęście. Nie chodzi tu o granie dla samego siebie, ale o tych, z którymi właśnie gram, staram się, żeby muzyka brzmiała na tyle spójnie, na ile to tylko możliwe.


Jak doszło do występów z Ozzym?


Byłem wtedy z Robem Zombie, Ozzy zrobił sobie przerwę po swojej ostatniej trasie. Szukał nowego gitarzysty i przesłuchiwał akurat Gus?a G. Ich wspaniały bębniarz, Mike Bordin, nie mógł w tym uczestniczyć, więc poprosili mnie, żebym pomógł. Zrobiłem to i wyszło świetnie, Gus się dostał, dobrze się bawiliśmy i wszystko żarło między nami. Wystąpiłem z Ozzym może kilka tygodni później, kiedy Mike Bordin - nawet nie jestem w stanie wyrazić za jak niesamowitego perkusistę go uważam - nie był w stanie zagrać koncertu w Kalifornii. Moja obecność na tym koncercie to idealne połączenie dwóch rzeczy... To było właściwe miejsce we właściwym czasie i w tym wszystkim ja robiący to, co potrafię najlepiej. I jestem tu nadal, po dwóch latach.


Jakie podejście wybrałeś, aby nauczyć się tak obszernego katalogu materiałów?


Bombardowałem się, czym tylko mogłem. Jest to nowy zespół i tak do tego podchodziliśmy, chociaż tylko ja i Gus dołączyliśmy. Chcieliśmy cofnąć się i sprawić, żeby to brzmiało jak na nagraniach i doprowadzić to z powrotem do miejsca, gdzie czuliśmy, że powinno się znajdować. Grzebaliśmy w rzeczach o wiele trudniejszych. Słuchałem na YouTube starych klipów na żywo, kopałem i wciąż kopię w nagraniach, a kiedy już zaczynam to zazwyczaj robię sobie mały plan działania, ponieważ jest 40, 50, a nawet 60 kawałków, których trzeba się nauczyć, co może być nieco przytłaczające. Więc zaczynam od tego, a później słucham i słucham, i słucham, i tak w kółko od początku. To żadna tajemnica, po prostu trzeba być w tym maniakiem i powtarzać to tak długo, aż wreszcie zakorzeni się to w twojej pamięci mięśniowej, w sercu i w duszy, do tego stopnia, że zacznie to wychodzić tak, jakbyś faktycznie nagrywał ten utwór. Tak właśnie to robię. Kiedy zaczyna wychodzić mi to perfekcyjnie to po prostu powtarzam jeszcze i jeszcze. Tu nie chodzi o poznanie struktury, ale o poznanie bicia serca danego utworu.


Twoja wcześniejsza znajomość z basistą Ozzy?ego - Blasko - pomogła?


To, co naprawdę było pomocne, to takie samo spojrzenie na muzykę. To pomaga, pomaga wtedy, gdy starasz się z kimś dogadać. To takie osobiste połączenie, które można dodatkowo łączyć, by potem zrobić z tego kawałek dobrej muzyki.


Jakie są główne wyzwania w gigu Ozzy?ego?


Takie, jak wszędzie, być spójnym i zrobić tak, żeby puls był wyczuwalny. Wiele rzeczy w Sabbath jest płynne, więc musiałem się naprawdę w to zagłębić. Zagłębiałem się we wzloty i upadki muzyki. To nie tylko granie kawałków, to ten ruch, który ludzie chwytają - to wywołuje emocje. To zdecydowanie był priorytet, na którym skupiałem się, grając tę muzykę.


Czy Ozzy miał duży wkład, jeżeli chodzi o twoje partie perkusyjne?


Ozzy nie używa normalnej muzycznej terminologii, ale dokładnie wie, czego chce. On jest niezwykle muzykalny i wydaje mi się, że nie jest wystarczająco doceniony pod tym względem. On dobrze wie, co i jak, są takie partie Sabbath?ów, w których jest w stanie stwierdzić: "Ta partia przyspiesza." Klucz do współpracy z frontmanami jest taki, że musisz za nimi podążać, a czasami trzeba iść na równi z nimi. Czasami musisz odpuścić sobie właściwe tempo, ponieważ to oni są od tego, żeby publika ruszyła, dlatego musisz iść za frontmanem. Musisz się nauczyć i przewidywać, co mają zamiar zrobić na scenie. Uczysz się ich ruchów scenicznych i pozwalasz, żeby to, co ty robisz podążało za nimi. To ogromnie, ogromnie ważne w tym, co robię.


To brzmi, jakbyś wchodził "pod skórę" utworów.


A jest inny sposób? Gdy grasz z prawdziwym gościem, a cały zespół jest razem i jest mocą, to ludzie na to reagują. Ludzie reagują w niesamowity sposób. Wkładasz coś w swoją pracę - dostajesz nagrodę. To jest sekret życia, muzyka mnie tego nauczyła. Większość ludzi boi się wykonać pracę, która musi być zrobiona - jedynie wtedy talent cię prowadzi.


Masz dużo miejsca na zrobienie show?


Moje show jest wtedy, kiedy gram - z energią i pasją - to nie same sztuczki z pałkami, ani nic w tym stylu. Dla mnie, moje show to muzyka, którą odbierasz i to, co z tego wynika. Od chwili, gdy wychodzę na scenę jestem tym opętany, ponieważ tak bardzo kocham to, co robię.


Jeśli chodzi o twoje solówki, to o jakich elementach warto pamiętać, przygotowując solo do show Ozzy?ego?


Kiedy wykonuje się solówkę, należy pamiętać, dla kogo się ją gra, a ja gram dla rock?n?rollowej publiczności. Naprawdę muszę ich trafić już na samym początku i cały czas grać te duże efektowne rzeczy, które ludzie zdołają pojąć. Można grać solówki dla siebie albo grać solówki w kontekście całego występu. Muszę być skupiony na utrzymywaniu dynamiki ruchu w całej mojej solówce perkusyjnej tak, żeby się nie pogubić, bo następna piosenka to Iron Man. To moja praca, by umożliwiać ludziom uczestniczenie w tym wszystkim, zamiast pozwolić ludziom na wyjście w tym momencie do łazienki. To jest to, na czym koncentruję się równie mocno tak, jak na tym, co konkretnie gram, myślę o całym show i utrzymuję ludzi zaangażowanych. Musisz grać takie rzeczy, które będą chwytane przez masy.


Dołączyłeś do zespołu tuż po nagraniu ostatniego albumu Ozzy?ego Scream. Nie rozmawialiście o wejściu do studia?


Mówi się o tym. Nie wiemy, w jakim dokładnie okresie to będzie, ale Ozzy zdecydowanie chce zrobić w przyszłości nowy album.


Tak więc z jakim podejściem wszedłbyś do studia z Ozzym?


Chciałbym uzyskać naturalne brzmienie bębnów. Lubię bębny, które brzmią jak bębny. Mam już dość tego nadmiernie przetwarzanego gówna. Mam to gdzieś, czy mój werbel jest dźwięczny, chcę, żeby cała moja perkusja brzmiała dźwięcznie. Dla mnie perkusja najlepiej zasuwa, gdy jest zwyczajnie nagłośniona i brzmienie idzie prosto z mikrofonów. Nie mam żadnych wstępnych wyobrażeń, chcę tylko najlepszego brzmienia, jakie uda mi się uzyskać danego konkretnego dnia. Jeżeli na przykład chcesz uzyskać coś w stylu: "Chcę, żeby moje bębny brzmiały, jak na Czarnym albumie Metalliki" to wiedz, że wtedy bębny nie będą brzmiały, jak na Czarnym albumie. Dostaniesz gównianą wersję Czarnego albumu. To dobrze dawać sobie przykłady tak, żeby móc do czegoś dążyć, ale niektórzy ludzie, którzy są w początkowym stadium swojej kariery i nie pracują z bardziej utalentowanymi ludźmi, odchodzą od tego, co wychodzi im najlepiej, w kierunku kopiowania czyjegoś brzmienia. To ostatecznie nie działa na ich korzyść.


Brzmisz jak zaangażowany sympatyk robienia organicznych rzeczy w studio.


Zdecydowanie. Bardzo lubię usłyszeć piosenkę, nie myśleć o niej i zagrać pierwszą rzecz, jaka przyjdzie mi na myśl, bo to zazwyczaj jest najbardziej naturalne. Dla mnie, pójść do domu, zastanawiać się nad tym, a następnie wybrać jakieś partie bębnów to działanie pozbawione sensu. Uwielbiam spontaniczność gry. Według mnie najlepszy rock?n?roll to spontaniczny rock?n?roll, ale kontrolowany, dlatego może on być spontaniczny i energiczny jednocześnie. Nie można zapominać o tej specyficznej krawędzi bezpiecznej gry, nieważne, czy jesteś w studio czy na scenie.


Dostajesz mimo wszystko możliwość pozostawiania swojego własnego śladu w twórczości Ozzy?ego lub Alice Coopera.


O tak. W sekundzie, gdy po raz pierwszy uderzyłem pałeczką w bębny, pozostawiłem na tym swoją własną pieczęć. Myślę, że na tym etapie kariery jestem na swój sposób indywidualnym perkusistą. To nie jest to, jakie partie grasz, tylko jak je grasz. Jestem ze starej szkoły i tak właśnie na to patrzę.


A co z występami na żywo?


Pewne rzeczy stają się jednolite w całym show, ale to nie znaczy, że się nie zmienia małych rzeczy. Moje solo perkusyjne zmienia się każdej nocy w zależności od publiczności, od tego, jak ja się czuję, jak publiczność reaguje i gdzie je wykonuję. Trzeba próbować różnych, drobnych zmian, aby ulepszać show. To może być po prostu inne uderzenie w talerz albo wypełnienie w innym miejscu, małe triki, aby uczynić go lepszym, Ja zawsze tak robię.


Czy istnieją jakieś szczególne elementy twojej gry, nad którymi musiałeś popracować, gdy już dołączyłeś do tych wielkich występów?


Naprawdę musiałem koncentrować się na kontrolowaniu tej bestii w sobie, ponieważ jestem energicznym gościem i gram energicznie, ale nie można pozwolić, żeby to wyszło przed nas na pierwszy plan. Kontrolowanie energii jest bardziej wydajne dla twojego grania. Mam nadzieję, że stałem się bardziej spójny, mój bagaż doświadczeń jest większy - tak sądzę, a to efekt całych lat praktyki, które doprowadziły mnie do miejsca, gdzie wychodząc na scenę czuję się jak maszyna - w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Perkusiści muszą także popracować nad swoją wytrzymałością i pozostawać w formie. Jeżeli nie jesteś w formie i zaczynasz się męczyć podczas występów to się odbije na twoim brzmieniu. Jeżeli trzymasz pałkę zbyt mocno, to wpłynie na brzmienie. Każda najdrobniejsza mechaniczna rzecz, którą wykonujesz będzie wpływała na twoje czucie gry. Naucz się jak oddychać. Oddychanie jest bardzo ważną sprawą w grze na perkusji. Tak samo bycie zrelaksowanym, twoje ramiona muszą być rozluźnione. Może to wygląda, jakbym grał bardzo ciężko, ale tak naprawdę gram dużo z wyczuciem. Kiedyś uderzałem w bębny o wiele mocniej i może mój groove nie brzmiał tak dobrze jak teraz, ponieważ nauczyłem się uderzać bardziej zrelaksowany. Ale nie można być za bardzo zrelaksowanym! Patrzę na bębnienie nie w kategoriach perkusyjnych, patrzę na to, jakbyś był artystą sztuk walki. To bardziej kwestia mentalności aniżeli spisanych na kartce prawideł.


W jaki sposób uważasz, że twoja gra ewoluowała od momentu, gdy w wieku 11 lat stałeś się profesjonalnym bębniarzem?


Miejmy nadzieję, że po prostu stała się lepsza, z całą pewnością była naturalna, że tak to ujmę. Nie można niczego wymusić w tym biznesie, im bardziej starasz się coś wymusić, tym bardziej idzie w inną stronę. Musisz próbować i utrzymywać takie samo nastawienie, jak kiedy byłeś dzieckiem - po prostu wchodzisz do gry i bawisz się, a potem idziesz następnego dnia i znowu grasz i się bawisz. Będzie, co ma być.


Przygotowali:
Salemia, Kajko, Rich Chamberlain
Zdjęcia: Rob Monk


Galeria

Pozostałe

Paul Mazurkiewicz (Cannibal Corpse)

Dodano: 29.09.2016

Jeden z najsłynniejszych zespołów deathmetalowych na świecie współtworzy perkusista o bardzo swojsko brzmiącym nazwisku.

czytaj dalej

Nigel Glockler (Saxon)

Dodano: 22.09.2016

Pojawił się w zespole na tygodniowe zastępstwo, które ostatecznie przedłużyło się - z drobnymi przerwami - do dnia dzisiejszego.

czytaj dalej

Michał "Bandaż" Bednarz

Dodano: 08.09.2016

Bębni m.in. W Trzynastej w Samo Południe, w Full-X Trio Adama Fulary, absolwent Wrocławskiej Szkoły Jazzu i Muzyki Rozrywkowej, Jazzu i Muzyki Estradowej na Akademii Muzycznej we Wrocławiu.

czytaj dalej

Charlie Benante

Dodano: 26.08.2016

Ze swoim prawie 35-letnim stażem na scenie, Anthrax należy do legend ostrego grania. Przechodził różne wzloty i upadki, uczestniczył lub był świadkiem kolosalnych zmian w muzyce.

czytaj dalej

Jay Weinberg (Slipknot)

Dodano: 18.08.2016

Perkusyjnym światem tąpnęło, gdy Joey Jordison powiedział: "Odchodzę ze Slipknot!".

czytaj dalej
Zobacz wszystkie
Reklama