Tommy Clufetos we wrześniowym numerze Perkusista Przejrzyj online >>Ulubiony kiosk
Wywiady

Lucass

Dodano: 26.11.2012
Ręce do góry, nadciąga Łukasz Krzesiewicz i jego ekstremalny cyklon!

Xtreme Drumming Technix to pierwsze wydawnictwo DVD w Polsce dotyczące ekstremalnej gry na bębnach. I to jakie! Większość z Was spodziewała się, że taki materiał przygotuje któryś z najbardziej znanych na zachodzie polskich drummerów w osobach plugawego antychrysta Inferno lub krwistego heretyka Daraya, tymczasem cały ogrom pracy (naprawdę, to jest potężna walka z przeciwnościami) wziął na siebie Lucass bębniarz Sammath Naur i wyszedł z tego rewelacyjny efekt. Perkusista prezentuje na dwóch płytach ogrom zagadnień od rozstawienia sprzętu po? grę na gitarze. Ciężko w kilku słowach opisać całość wydawnictwa, dlatego też porozmawiajmy z Lucassem na temat płyty, a także o nim samym. Nadstawiać tyłki!

Gratuluję ci wydawnictwa, wygląda imponująco!


Siemano! Dzięki bardzo! Przyjmuję komplement w jego i swoim imieniu. Mnie też się bardzo podoba. (śmiech) Poza tym to piękne uczucie móc dodać do swojej dyskografii wydawnictwo pionierskie na skalę kraju. Ciężko o to w dzisiejszych czasach.


Konkretnie - co skłoniło cię do stworzenia płyty DVD?


Jak wiesz, przez kilka lat uzbierałem sporą kolekcję filmów na youtube. Pokazuję tam różne rzeczy: od blastów przez przejścia po rytmy i urywki treningów. Jest też miejsce na wygłupy, raporty z sesji nagraniowych oraz występy live. Na tyle weszło to społeczności YT, że wystawiali duże ilości komentarzy, wysyłali wiadomości i prośby o wyjaśnienie tego, czy tamtego? I po pewnym czasie nazbierało się tego tyle, że nie byłem w stanie na wszystko regularnie odpowiadać. Postanowiłem coś z tym zrobić. Wymyśliłem sobie, że nagram jeden długi film ze wszystkimi instrukcjami i załaduję go na swoje konto. Zaraz potem przyszła myśl: "Ej, Kollias i Roddy nagrali swoje DVD, czemu ja nie mogę?" Spisałem wszystkie pomysły, sporządziłem stosowny scenariusz i? tak się zaczęło.


Wielu znanych ekstremalnych bębniarzy stwierdziło, że wydanie materiału edukacyjnego pomogło im bezapelacyjnie w rozwoju kariery. Również masz tego świadomość?


Minęło kilka miesiące od premiery Xtreme Drumming TechniX, ale powiem szczerze, że już odczułem pozytywne skutki, jakie wydanie takiego materiału za sobą niesie. Choćby majowa trasa warsztatów "XDTour" - totalna miazga, jak dla mnie super rzecz. Zauważam większe zainteresowanie swoimi poczynaniami zarówno wśród znajomych, jak i nieznajomych - to bardzo miłe, kiedy ktoś napisze ci kilka ciepłych słów, pogratuluje, kupi DVD? Liczę, że dalej pójdzie mi już co najmniej tak, jak Derekowi czy Georgowi. (śmiech)


Od czego zaczynałeś pracę nad DVD? Jak się za to zabrałeś?


Jak wspomniałem wcześniej, najpierw był skrypt czyli dokładny spis wszystkich pomysłów, potem uporządkowanie tego w odpowiedniej kolejności, wyszczególnienie podrozdziałów, ogarnięcie detali, jak np. rozplanowanie ujęć, aranżacja poszczególnych scen i ogólnie rzecz biorąc - cała organizacja. Generalnie scenariusz zawierał 40 stron formatu A4, wypełnionych po brzegi tym, co ma się tam znaleźć. Napisanie tego zajęło mi niespełna miesiąc. Zebrałem odpowiednią ekipę, zorganizowałem miejsce, zgrałem wszystko w czasie i? poszedł pierwszy klaps! 2 dni zdjęciowe i po sprawie. Krótka piłka. Jak zaplanowane, tak zrobione. Jedyne, co nie poszło wg planu to pierwszy dzień zdjęciowy, który poszedł się? bo operator tragicznie zdupczył ostrość na jednej z kamer. Dlatego też musiałem zarejestrować cały materiał w jedyne 2 dni. To był niezły kop w dupę!


Co sprawiało najwięcej problemów podczas składania takiej sterty rzeczy?


Ha! Wszystko właściwie. Nie mogłem znaleźć nikogo wystarczająco kompetentnego, kto byłby w stanie poskładać to do kupy tak, jak ja to widzę. Dlatego w rezultacie musiałem zrobić to sam. Wciąż jednak problemem był komputer, który nie dawał rady z tak ogromnym projektem, dlatego XDT montowałem na wynajętym sprzęcie. Jestem bardzo ogarnięty w kwestiach planowania i organizacji, dlatego końcową wizję poszczególnych ujęć, kadrowania - ogólnie całego DVD - miałem w głowie jeszcze na długo przed nagraniem całości. To, co miało być jedynie formalnością (montaż), stało się tak naprawdę zmorą tej produkcji. Ale to była dla mnie ważna lekcja. Wiem, jakich błędów nie popełniać na przyszłość. Całe to przedsięwzięcie to mega doświadczenie, ogromnie się cieszę, że to zrobiłem.


Patrząc na podziękowania ciężko dopatrzeć się sterty firm ze sprzętem?


No, za sprzęt musiałbym podziękować samemu sobie. (śmiech) Nie jestem łowcą endorsementów. Jestem zdania, że jeśli będę wystarczająco zauważalny to firmy same się do mnie odezwą i zaproponują współpracę. A jeśli nie to c*uj, stać mnie na własne graty. W kwestii sprzętu obecnie gram na zestawie Pearl JJ Signature, który kupiłem głównie ze względu na gabaryty, przyzwoite brzmienie oraz przystępną cenę. Wszystko na naciągach Evansa. Gram na stopach Axis serii A w wersji Longboards, reszta hardware?u to Pearl, Gibraltar oraz Mapex. Co się tyczy blach, mój set jest bardzo zróżnicowany. Mam w nim Sabiany, Zildjiany, Istanbul?y, Alchemy, Dirile i Wuhana. Po trosze ze wszystkiego. Razem tworzy to bardzo oryginalną mieszankę rozmaitych, acz spójnych brzmień. Elektronika to moduł Alesis DM5 i E-Kit Axis. Pałki to ProMark 5AN, ale niebawem przeskakuję na BN. Planuję rozbudowę swojego parku perkusyjnego o drugi zestaw. Tym razem totalnie customowy, również z dwoma kopami. Chcę w nim zawiesić na ramie 5 tomów, postawić dwa werble (z czego jeden jest już w moich rękach - jest to 13-calowy Bertrand Lucass Signature Blast Master) i ułożyć symetrycznie po obu stronach blaszki różnej maści. Planuję także przeskoczyć nieco wyżej ze stopami - chodzi mi po głowie Axis A21 Laser (już niedługo będzie w moich rękach!) - oraz innymi elementami hardware?u.


Życie ekstremalnego bębniarza to ciężki kawałek chleba?


I tak, i nie. Ciężko było mi pogodzić granie ekstremy na przykład z uczelnią. Jakimś cudem udało mi się zrobić licencjat, jednak magisterkę już olałem - wolałem jeździć na trasy niż kuć bez sensu jeszcze dwa lata. Nie uważałem, żeby było mi to potrzebne. Następna w kolejności była rezygnacja z pracy. Tak, tak! Wylałem się z roboty, żeby móc grać. Dla niewtajemniczonych, byłem nauczycielem angielskiego w gimnazjum. Na chwilę obecną bębnienie stało się moim zawodem, i cholera, niezmiernie się z tego cieszę, że mogę w końcu do woli robić to, co tak naprawdę kocham. Następnym aspektem, który towarzyszy mi, od kiedy skończyłem 18 lat jest ciągła zmiana miejsca zamieszkania. Przeprowadzka do Krakowa była bodajże moją dwunastą w życiu. Teraz czas na trzynastą - kierunek Bydgoszcz! Mam nadzieję, że właśnie tu zagrzeję swoje miejsce na dłużej.

Te wszystkie niedogodności tracą jednak na wadze, gdy wziąć pod uwagę wolność i satysfakcję, jakie płyną z zawodu profesjonalnego muzyka. Nie narzekam, nie głoduję, a wręcz uważam, że mam lepiej niż niejeden Kowalski na etacie, wstający codziennie rano do łagru. Wszystko mam pod kontrolą i doskonale wiem, co robię. Jest mi pięknie i nie wyobrażam sobie siebie w żadnej innej roli. Jeśli jeszcze dodać do tego fakt, że prywatnie i zdrowotnie wszystko się zgadza i że nie narzekam na brak dobrze płatnych, sesyjnych zleceń - cały sens grania ekstremy na bębnach widać jak na dłoni. Potrzeba po prostu determinacji, uczucia do tego, co się robi i zaradności na wypadek cięższych chwil. Co ważne, w tak niszowym środowisku, jakim jest śmierć metal, czy inna odmiana tegoż surowca, nie można stanąć w miejscu, bo wszystko przepadnie. Trzeba nieustannie pielęgnować to, co się ma, zaznaczać swoją obecność, wspinać się wyżej i omijać zręcznie wszelkie przeszkody, jakie stawia na naszej drodze społeczeństwo, zdrowie, niekiedy nawet rodzina, czy sytuacja finansowa. Wszystko da się obejść. Ważne, by pozostać w zgodzie z samym sobą i być szczęśliwym.


Jaki element życia perkusisty w naszym kraju doprowadza cię do pasji??


Od zawsze wku*wiało mnie targanie całych beczek i pakowanie ich do samochodu. Taka pierdółki. (śmiech) Nie znoszę tego, zwłaszcza, gdy nie ma nikogo wokół do pomocy. W moim zestawie wszystko jest na statywach, a sama "zemsta" waży ok. 80-90 kg. Poza tym jest bardzo git. Jestem bardzo optymistycznie nastawiony do wszystkiego wokoło i raczej dopatruję się tych pozytywnych rzeczy. Nie będę narzekał na zapyziałe kluby, akustyków, którzy nie ogarniają muzy powyżej tempa disco czy inne pierdoły, bo tak już jest i trzeba sobie z tym radzić. Kiedy wyłazisz na scenę, to widać po tobie i po tym, jak grasz czy jesteś kozak czy pi*da. Kropka.


Jak wygląda twój codzienny perkusyjny dzień?


W domu wstaję sobie, kiedy czuję, że nadeszła "ta" pora, (śmiech)? Praktycznie nie ustawiam budzika. Po prostu wstaję, jak się wyśpię, chyba, że jest coś pilnego do załatwienia z rana. Ale zwykle jest śniadanko, kompik - tutaj robię często lewą rękę na padzie; następnie wypadzik na miasto - zwykle autem, bo nie lubię łazić; potem obiadek - tu bawię się w kucharza; troszkę ćwiczeń z padami w międzyczasie nie zaszkodzi; pod wieczór sala prób, tak średnio od 20:00 i do 4-5h; lub jakieś nagrywki albo komponowanie muzyki. To zależy, na co mam ochotę. Po powrocie z sali tudzież po sesyjce z instrumentem strunowym jest kolacja, prysznic, może jakiś filmik - a podczas filmiku często wskakuję na pady, edytuję tudzież ewentualnie jakieś materiały do neta - i idę przytulić moją piękną panią przed snem. Ale wiadomo - są różne dni? A w trasie, jak to w trasie. Musi być dyscyplina, żeby wszystko płynnie szło. Zwykle wszystko odbywa się wg ridera czyli: pobudka, papu, przelot do klubu, targanie gratów, ustawienie sceny, soundchecki? Później jest oczekiwanie na gig, podczas którego słucham innych kapel i walnę obiadek oraz jedno czy dwa piwka. Rozgrzewkę zaczynam zwykle na jedną kapelę przed moją i wychodzę na scenę z pewnością, że nic się nie wysypie. A na scenie jest pełna kur*a! 120% za każdym razem! Nie ma, że "dziś się nie wyspałem" albo, że "aaaaa, dziś zagram tak sobie?" Nie! Podczas koncertu ma być Szatan i maksimum kopa w ryja! To death metal, a nie głaskanie niemowlaczka po pupci. Zaraz po gigu jest szybkie ogarnięcie gratów ze sceny i czas dla siebie. To doskonały moment na spotkanie z ludźmi, wymianę poglądów przy wyżej wymienionym trunku, jakieś zdjęcia, autografy itd. Na koniec wieczoru, z reguły jest to późno w nocy, składamy wszystko z powrotem do busa i zawijamy się do hotelu. Tam sobie siadamy przy kominku z resztą załogi, śpiewamy piosenki i gramy w karty. (śmiech) I tak co dzień. Musi być automatyzacja i systematyka całego procesu, inaczej trasy byłyby nieuporządkowanym szambem, w którym ciężko byłoby się odnaleźć.


Jaki element swojej gry chcesz teraz rozwinąć, a nad czym bolejesz?


Nie jestem z tych, co "boleją". Po prostu rozwijam to, co w danym momencie uważam za potrzebne, szukam nowych technik, rozwiązań i ćwiczę do upadłego. I robię to do momentu, aż efekt będzie mnie w 100% zadowalał. Jeśli coś uważam za nieprzydatne to po prostu się tego nie tykam. Jestem ze sobą na maksa szczery, wiem, na co mnie stać i czego mogę od siebie wymagać. A mogę jeszcze dużo. (śmiech) Przez ostatnie kilka lat moim celem było zrównanie szybkości rąk i nóg oraz stron prawej z lewą. Teraz jest już ok i spokojnie mogę zabrać się za nowe rzeczy. Obecnie skupiam się mocno na poznaniu mechanizmów i opanowaniu ruchów bezwarunkowych oraz impulsów nerwowych, umożliwiających uzyskanie nienaturalnych wręcz szybkości. Wymaga to zajebistej dyscypliny i skupienia. Oprócz tych dwóch czynników, niezmiernie istotna jest znajomość fizjologii własnego ciała oraz praw fizyki rządzących tymi mechanizmami. Także sporą rolę odgrywają tu cechy charakteru oraz wytrzymałość psychofizyczna. Opanowanie tego typu odruchów jest rzeczą niezmiernie trudną, ale osiągalną. Pracuję nad tym. Przygotowuję się powoli do bicia rekordów Manginiego i Watersona, i to właśnie ma mi w tym pomóc. Jestem na dobrej drodze. Do tego udoskonalam technikę stóp: jedynki pump i Moeller. Wpadłem na to podczas domowych ćwiczeń na padzie i uważam, że granie na stopach w ten sposób jest najbardziej wydajne i oszczędne. W tym celu trzeba już naprawdę dobrze znać swój sprzęt a świadomość ruchów ciała musi być ogromna. Rękoma mam zamiar przysiąść niebawem do push-pull. Jestem ciekaw tej techniki. Dodatkowo chcę się pobawić w granie na stopach z jednoczesnym lub naprzemiennym użyciem dwóch pedałów hi-hatu, stworzyć w ten sposób nowe beaty i urozmaicić przez to swój styl. Lista rzeczy do zrobienia jest długa - zawsze znajdzie się coś, co należałoby doszlifować. Jest na to czas. Mam dopiero 26 lat.


Dobra, jesteś aktywnym muzykiem. Pozbierajmy obecne twoje projekty do kupy.


Numer jeden to Sammath Naur. Tutaj jest pompa, wydaliśmy ostatnio 2 albumy i ciśniemy do przodu. Numer dwa to Seth Ect - industrialny band rodem z Turcji. Zaraz wychodzi EP-ka, gdzie zadebiutuję jako oficjalny członek; a na jesień nagrywamy drugą w dyskografii zespołu pełnometrażową płytę. Zajebista muza! Mój trzeci zespół to death-grindowa Gnida, gdzie piszę i nagrywam całą muzę. Płyta S.Y.F. lada moment będzie dostępna - polecam wszystkim fanom przyjmowania mocnych cepów na łeb. To muza całkowicie szczera, brutalna i surowa. Poza wymienionymi trzema nie mam więcej projektów, w których działam full-time. Był Esqarial - obecnie w stanie zawieszenia, było Rebelium, które z braku czasu odstawiłem do lamusa, był także punkowy Fort BS - po którym ni stąd ni zowąd słuch zaginął. Dałem sobie również spokój z jazzem. Oprócz tego udzielam się w kilku kapelach jako muzyk sesyjny. Jednym z nich jest trójmiejski Tehace, któremu nagrałem beczki na nowe LP. Chłopaki mozolnie dłubią. Czekam na efekty z niecierpliwością. Dalej mamy grecki Cease of Breeding - mamy za sobą promówkę i występy live w perspektywie. Kolejny temat to nowo powstały norweski Mork, którego promo jest już niemalże gotowe. Niebawem się podzielę. Dodatkowo na jesień nagrywam beczułki dla Lady Maggot - zadomowiony w Irlandii gotycki metal. Będzie to też LP. Jakby tego było mało, nagrałem ślady perki na singiel Krystiana K-Jah Walczaka odpowiedzialnego m. in. za płytę Day by Day grupy Rastasize. Dla odmiany jest to muza reggae. A jak! Trzeba być wszechstronnym! Poza tym od czasu do czasu trafia się jakaś propozycja trasowa typu Vile, Crionics, Vital Remains czy Thy Disease. Jeśli znajduję na to czas to oczywiście staję na wysokości zadania. W tej nawałnicy różności to jednak SN jest moim macierzystym zespołem i to jemu poświęcam się w największym stopniu.


Powiedz mi, które swoje nagranie cenisz najbardziej, uznałbyś za swoją wizytówkę, cv?


Fuck, jest tego trochę? Ale gdybym miał postawić na konkretne nagranie to postawiłbym na Beyond the Limits Sammath Naur. A jeszcze konkretniej, 2 kawałki: The Endless Cycle oraz The Sinister Manifest of Power. Cała płyta dość ostro popłynęła w kwestii aranży i temp, ale te właśnie dwa numery, moim zdaniem najlepiej oddają to, jak lubię grać. Jest szybkość, energia, siła, jest od groma blaściorów różnej maści, są stopy takie, śmakie, jest rock?n?roll, pulsik, łamania, mnóstwo przejść i ogólnie jest "nakurw" (śmiech). Generalnie lubię, kiedy w muzie dużo się dzieje i kiedy bęben znajduje odbicie w gitarach oraz ciekawie płynie z całością. Staram się podkreślać wszelkie niuanse, dużo akcentować, grać szybko, ale finezyjnie. Myślę, że jest to słyszalne na tej płycie.


No to teraz powiedz mi proszę, na jakim nagraniu innego zespołu chciałbyś zagrać?


Oooo, super pytanie! Ja, powiem ci, od zawsze widziałem się w jakiejś nietuzinkowej, mega-brutalnej kapeli ze Stanów. Dying Fetus jest chyba takim moim docelowym bandem marzeń. Descend into Depravity to dla mnie esencja brutalności w metalu i to z zajebistym groovem. Te riffy idealnie wbijają się w kanon tego, co kocham: mięcho, potęga i zniszczenie. Dodawszy do tego te przedupcone wokale mamy miazgę na sto dwa! Posadziłbym tam blasty z dziką rozkoszą? Oj tak! Na razie nie zapowiada się u nich jednak na zmiany, ale kto wie, co to będzie za jakiś czas? A jak nie Dying to Origin. Lubię sobie pojamować w próbowalni z Antithesis na uszach. Jest tempo, jest gęstwina, dużo stóp i fajnego bujania. To także jest mi bardzo w smak.


Lucass, nie unikniemy tego, ponieważ działasz piorunująco na scenie, ale wciąż nie wszystkim znana jest twoja postać. Pytam dopiero teraz, ale muszę? Jak zacząłeś grać na garach? Ta-da!!!


Jaja, panie? Kiedy to było! Właściwie należałoby zacząć od tego, o czym niewiele osób wie, że pochodzę z miejscowości Bogatynia na Dolnym Śląsku. Grało w tamtejszym MDK-u swego czasu (koniec lat 90) kilka zespołów, na których próby i koncerty latało się ze znajomkami? Członkowie tych zespołów płacili za użytkowanie sali prób po kilka złotych na łeb i pykali sobie co tydzień. To właśnie tam zaczęła się moja przygoda z bębnami. Miałem 13 lat, jak zobaczyłem to wszystko z bliska, zacząłem poznawać, obserwować, jak grają ci bardziej doświadczeni i? ZAKOCHAŁEM SIĘ PO USZY! Zapragnąłem grać tak, jak oni, więc któregoś dnia, w maju 2000, wyżebrałem od mamy jakieś 5 zł, pożyczyłem pałki od kolegi ze szkoły i popędziłem do MDK-u ponaparzać. W momencie, kiedy wszedłem na salkę - pamiętam ten zapach wilgoci wewnątrz sali - moim oczom ukazał się ten ogromniachny zestaw Amati, który miałem do tej pory okazję jedynie obserwować na próbach innych kapel. Pamiętam, że były czarne, na naciągach Remo, na ramie, było tam pięć tomów wiszących, mnóstwo blach i podwójna stopa - czyli wszystko co do piekielnej młócki było konieczne. Bez chwili namysłu zacząłem naparzać skanki najszybciej, jak potrafiłem i pruć, ile sił w łapach. Było przepysznie! I właziło od początku! Trwało to ładne 2 godziny, dopóki się nie zdyszałem. (śmiech) Następny raz był już w towarzystwie kilku znajomych, w tym gitarzysty, z którym założyłem w 3 miesiące później pierwszy zespół. Szybko dobraliśmy resztę składu. Ojciec wspomnianego gitarzysty miał cały potrzebny sprzęt - w tym bębny Polmuza - oraz warunki do robienia prób. No to heja! Początkowo, mając po te 13 lat, graliśmy jako zespół szkolny, a ja dostałem owego Polmuza pod opiekę, mogę więc powiedzieć, że był to mój pierwszy zestaw perkusyjny. Odrestaurowałem go, okleiłem, odmalowałem, założyłem naciągi Power Beata, kupiłem nawet podwójną stopę tejże firmy i zestawik hulał jak złoto! Muszę przyznać, że od samego początku graliśmy bardzo dużo gigów, jakieś konkursy, przeglądy, festiwale, festyny i inne gówna. Ba! Nawet imprezy Mikołajkowe dla maluchów! Było super. Ale skończyło się babci sranie i po dwóch latach zaczął się srogi nakurw. Zmieniliśmy nazwę na Rebelium Sadisticum, przetasowaliśmy szeregi i poszły konie po betonie! Blasty, siara i dablbejsy! Potem były kolejne zespoły, więcej koncertów, pierwsze sesje w studio itd.

Impulsem w stronę miazgi był bezapelacyjnie mój starszy o 3 lata brat, Tomek, z którym dzieliłem przez wiele lat pokój. Pamiętam, jak przynosił od kolegów kasety przeróżnych zespołów metalowych, oczywiście, były wśród nich Metallica, Iron Maiden i Slayer. Słuchaliśmy tego całymi dniami a ja klepałem Mat Maxami po pufie i "robiłem stopy" o drewnianą posadzkę przy moim biurku (śmiech). Masakra! Chłop rzadko miał okazję w spokoju posłuchać sobie muzy. Po prostu naparzałem do wszystkiego, co leciało, jak popierdzielony! Tomek przynosił coraz więcej muzy, nowe rzeczy, potem kupowaliśmy muzę sami, zapoznałem się także bliżej z bibliotekarzem w mojej szkole - Jackiem, wiernym fanem muzy heavy, który przegrywał mi materiały z oryginalnych płyt, na taśmy - wszystko ogrywałem oczywiście na każdy możliwy sposób? I wtedy weszły płyty. To był boom - zamawialiśmy z list od piratów wszystko, czego dusza zapragnie: Morbid Angel, Cannibali, Death, Cradle of Filth, Deicide, Panterę? No wszystko, co popadnie. Potem był Panzerchrist - do dziś jedna z moich ulubionych kapel? Był też czas na jedynie polskie rzeczy, jak Vader, Behemoth, Yattering, Illusion i inne? Wszystko oczywiście ogrywałem niemiłosiernie na pufce i podłodze. Poznałem od groma kapel, znałem na pamięć riffy, całe kawałki, płyty, byłem w stanie odtworzyć wszystkie ścieżki beczek kropka w kropkę! Aż przyszedł moment na total extreme nadupc i rozpierdziel - czyli grind. Tu już się kończyły żarty. Koledzy mojego brata zapodawali nam takie rzeczy, że się w pale nie mieściło: Internal Suffering, Brodequin, Cinerary, Disgorge i caaaaaałe tony takich kapel, że po prostu mózg staje. Miażdżące indeed. I co Łukaszek zrobił? WSZYSTKO OGRAŁ! (śmiech) Wszyściuteńko. Nie było lekko głównie z racji natłoku dźwięków oraz zabójczych temp. Ale dało radę. Przyszła szybkość i jako taka sprawność. Za swoje wzorce perkusyjne od początku miałem i mam do dziś Richarda Christy?ego (m. in. Burning Inside, ex-Death) oraz Reno H. Kiilericha (ex-Panzerchrist). Ci dwaj kolesie to zajebiście skromne postaci, ale mają tak bogate życie muzyczne, że tylko pozazdrościć. Grali we wspaniałych zespołach, popełnili doskonałe albumy, które moim zdaniem nigdy się nie zestarzeją. Przy tym kocham style ich obu i nie ukrywam, że stworzenie takiej jakby ich hybrydy zdaje mi się być wzorcem znakomitości w dziedzinie metalowego bębnienia.

Podsumowując, od zawsze uwielbiałem muzę i ciężkie brzmienia. Od początku miałem ambicje w tym kierunku, stawiałem sobie cele, do których twardo dążyłem i nigdy nie dawałem za wygraną. Za swoją domenę obrałem sobie hasło: "Nie być jak milion innych domorosłych perkusistów i sięgać, jak najwyżej się tylko da!" Od początku wiedziałem, co robię.


Fajna historia. Wróćmy do twojego DVD. Powiedz, czy są jeszcze jakieś elementy, które chciałbyś dodać do swojej szkoły?


Nie. Nie ma. Jest tam wszystko, co chciałem, aby się na tym wydawnictwie znalazło. Uważam, że materiał jest na tyle bogaty, że nikt nie powinien narzekać na jakiekolwiek braki. Zdradzę jednak, że w przygotowaniu mam już wstępny projekt zupełnie nowego DVD, które będzie kontynuacją Xtreme Drumming TechniX. Tu planuję pocisnąć już z najgrubszej rury, z jakiej się tylko da. Nie będzie klepania po pupce.


Słuchaj, jaki jest twój cel?


Nagrać nowe DVD i ruszyć z własną działalnością? To najważniejsze. Chcę także skompletować nowy zestaw - prawdziwą machinę zagłady, taką na sterydach i z nitro! (śmiech) Niebawem dotrze do mnie też drumometr ze Stanów; cel, jak wspomniałem wcześniej, jest tutaj jeden - zniszczyć szybkościowo Manginiego i Watersona! Oczywiście będę także grał, nagrywał, wydawał płyty, koncertował, rozwijał się i miażdżył jeszcze bardziej i to tak, żeby nie było co zbierać! Nie widzę innej przyszłości.  Generalnie moje plany są wielkie a głowa pełna pomysłów? Jeszcze w tym roku ruszam z nowymi inicjatywami, które chcę, aby pozostały tajemnicą na ten moment. Ale wiedz, że jestem z tych, co to jak sobie postawią jakieś cele, to nie spoczną dopóki ich nie spełnią. Wszystko w swoim czasie, ale już wiem, że się uda i będzie grubo!


A teraz coś, co lubię, znęcać się nad wami drodzy perkusiści. Proszę mi tu zareklamować DVD Xtreme Drumming TechniX!


Proszę bardzo! Jeśli chcecie się dowiedzieć, jak naku*wiać dobrze metal na garach to kupujcie! Żadne inne wydawnictwo tego typu Wam w tym nie pomoże tak, jak XDT - GWARANTUJĘ!!!


Ha! Dzięki Lucass, jesteś prawdziwy Badass!


Dzięki za super rozmowę i danie możliwości poznania mojej skromnej osoby tak szerokiemu gronu czytelników. Było mi niezmiernie miło! Śledźcie moje poczynania i dopingujcie - przyda się! Do zobaczenia i usłyszenia już niebawem! Pozdro!


Zdjęcia: Jakub Purej


Galeria

Pozostałe

Nigel Glockler (Saxon)

Dodano: 22.09.2016

Pojawił się w zespole na tygodniowe zastępstwo, które ostatecznie przedłużyło się - z drobnymi przerwami - do dnia dzisiejszego.

czytaj dalej

Michał "Bandaż" Bednarz

Dodano: 08.09.2016

Bębni m.in. W Trzynastej w Samo Południe, w Full-X Trio Adama Fulary, absolwent Wrocławskiej Szkoły Jazzu i Muzyki Rozrywkowej, Jazzu i Muzyki Estradowej na Akademii Muzycznej we Wrocławiu.

czytaj dalej

Charlie Benante

Dodano: 26.08.2016

Ze swoim prawie 35-letnim stażem na scenie, Anthrax należy do legend ostrego grania. Przechodził różne wzloty i upadki, uczestniczył lub był świadkiem kolosalnych zmian w muzyce.

czytaj dalej

Jay Weinberg (Slipknot)

Dodano: 18.08.2016

Perkusyjnym światem tąpnęło, gdy Joey Jordison powiedział: "Odchodzę ze Slipknot!".

czytaj dalej

Mike Portnoy

Dodano: 10.08.2016

Perkusista, którego nie trzeba nikomu przedstawiać. Wywołuje wielkie kontrowersje, jedni go uwielbiają i niemal czczą, inni wręcz nienawidzą i gardzą

czytaj dalej
Zobacz wszystkie
Reklama