Zobacz porady i podpowiedzi od śmietanki perkusyjnej... Perkusista Zamów listopadowe wydanie >>Ulubiony kiosk
Wywiady

Chris Johnson

Dodano: 29.11.2012
Od grania w kościele swojego ojca do wyprzedanych aren z Rihanną, Chris Johnson opowiada, dlaczego mniej może oznaczać więcej i o wyjeździe na Hawaje ze Stevie Wonder'em.

Działo się to tuż przed świętami Bożego Narodzenia. Chris Johnson właśnie kończył serię wyprzedanych koncertów w londyńskiej arenie O2. Wcześniej, bo 6 grudnia, kontrowersyjna supergwiazda popu grała w Polsce, dając potężne show dla 13 tysięcy fanów zgromadzonych w łódzkiej Arenie. Można śmiało powiedzieć, że z tymi kontrowersyjnymi tekstami i strojami, Rihanna nie spotkałaby się z aprobatą w rodzinnym domu Chrisa. Dorastał on, grając gospel w kościele, gdzie jego ojciec był pastorem w Los Angeles.

"W moim rodzinnym domu tylko muzyka gospel była dozwolona" - mówi Chris, który - by zagrać - musiał czekać, aż jego starszy brat zwolni miejsce za perkusją. "Mój ojciec miał czterech synów, więc w zasadzie miał cały zespół." Chris urodził się leworęczny, ale granie w kościele na zestawie dla praworęcznych pozwoliło mu rozwinąć styl open-handed. "To na początku było trudne, ale lubię wyzwania. Po prostu troszkę oszukiwałem i stawiałem ride z lewej strony, żeby sobie to ułatwić."

Chris swoje pierwsze profesjonalne kroki stawiał z piosenkarką gospel - Donnie McClurkin, a pierwszy raz zakosztował międzynarodowych tras z Anastacią. "W rzeczywistości moja pierwsza trasa po arenach była w roku 2004 i 2005" - wspomina. "Nie zdawałem sobie sprawy, jak znana w Europie jest Anastacia. Mieszka w Stanach, ale chyba nie ma nikogo na świecie, kto by nie wiedział, kim ona jest. Trasa trwała dwa i pół roku, z przerwami. Dzięki temu wpasowałem się w ten świat. To była zabawna trasa."

W jaki sposób dostałeś się pierwszy raz na trasę z Rihanną?


Grając wszędzie w Los Angeles. Większość dyrektorów muzycznych jest cały czas w Los Angeles, więc jeżeli grasz gdzieś w kościele albo w lokalnych klubach, to jest pewne, że cię zobaczą, a wtedy podchodzą i mówią: "Brzmisz naprawdę dobrze. Jeżeli nie masz nic przeciwko, to chciałbym dowiedzieć się czegoś więcej o tobie." W ten sposób budujesz swoje relacje z nimi. Są wzywani na różne występy i może stać się tak, że trzy lub cztery koncerty są w tym samym momencie prowadzone przez tego jednego dyrektora muzycznego, więc to oznacza czterech różnych perkusistów, czterech gitarzystów i czterech klawiszowców. Jeden z tych dyrektorów, Tony Bruno, wezwał mnie na występ Rihanny. Nie było żadnych wielkich przesłuchań albo jakiegoś systemu rozmów, tylko po prostu: "Bądź na próbie w poniedziałek o 12:00."


Jak przygotowywałeś się do tej pierwszej próby?


Wysyłają listę utworów, żeby od czegoś zacząć, czasem wysyłają piosenki, albo proszą, żebyś wszedł na iTunes i je kupił, a później ci to zrekompensują. Jest całkiem sporo do załatwienia w przypadku występów zespołów o takim kalibrze. Granie popu nie wymaga całego nakładu twojej pracy. To samo w sobie nie jest trudne. Raczej wyzwaniem jest to, żeby nie grać tego, do czego się przywykło. Taki koncert wymaga dość sporej ilości elektroniki, więc to może stanowić przeszkodę dla bębniarzy którzy do tego nie przywykli. Siedzisz tam w słuchawkach, słuchasz ścieżek i zastanawiasz się, co grać, a czego nie. Żeby to sobie jakoś ułatwić, najlepiej chyba trzymać się dokładnie tego, co jest na nagraniu, a jeżeli jest tam coś, co wymaga jakiejś kreatywności, to możesz być twórczy w pewnym stopniu, ale mniej więcej piosenka powinna brzmieć tak, jak została nagrana.


Jak podchodzisz do próby powtórzenia brzmienia z oryginalnych nagrań?


Mam elektroniczne pady i triggery podłączone do mojego akustycznego zestawu. Bierzemy dużą część brzmień z nagrań i umieszczamy w samplerze, a potem triggerujemy poszczególne werble, stopy lub bell czy gwizdki i klaski. Zostało to stworzone w ten właśnie sposób, więc nie czuje się tego, jakby to grała maszyna. To pierwszy raz, kiedy gram elektronikę w takim zakresie na każdej piosence. Muszę zmieniać każdy zestaw sam, więc mam przełącznik nożny obok stopy hi-hatu i czasami, w środku piosenki, muszę w niego trafić. Troszkę mi zajęło, żeby się do tego przyzwyczaić, ale myślę, że już dobrze mi to wychodzi.


Jak dużo triggerów potrzebujesz?


Każdy bęben ma swój trigger. To dosyć rozległa sprawa. Gram na DrumKAT. Jest to elektroniczny kontroler, który jest triggerowany przez sampler Akai Z8. Mam możliwość grania na 16 kanałach w jednej piosence. Każdy dźwięk jest stereofoniczny, więc centrala jest na kanale 1 i 2, werble i klapsy na 3 i 4, a później masz całą resztę rzeczy od 5 do 16 kanału. Mam dwa zewnętrzne pady, a kontroler DrumKAT ma 11 padów. Trochę skomplikowane, ale po chwili można się do tego przyzwyczaić. Naprawdę dużo pomógł mi Chris Achzet w Los Angeles, on jest także technicznym Brian?a Frasier-Moore?a. Miałem szczęście, znałem go z poprzednich tras. Ostatnio nie był w stanie jechać, bo właśnie rozkręca swój biznes w Los Angeles - serwis perkusyjny. On wie o wiele więcej ode mnie, ale dam radę jakoś przeżyć z tym samplowaniem.


Jak triggery wpływają na sposób twojej gry?


Nie możesz zagrać ghostów na triggerach. Jeżeli grasz klask, który jest na płycie, a grasz go na głównym werblu to nie możesz zagrać w nim wypełnień. To absorbuje sporo myślenia, więc na takich koncertach sprawdza się powiedzenie: im mniej, tym lepiej. Nie chcesz przecież brzmieć głupio, grając klaski, które są na oryginalnym nagraniu na płycie? Muszę trzymać się scenariusza.


Czy taka gwiazda, jak Rihanna, jest mocno zaangażowana w proces prób z zespołem?


Był taki moment, że była częścią całego procesu tworzenia. My byliśmy na próbie w jednym pomieszczeniu, a ona w innym uczyła się choreografii, pracowała nad swoim wokalem, a później przychodziła gdzieś około 6 - 7 wieczorem. Graliśmy uzgodnione piosenki, a potem mówiła: "Tak, to mi się podoba, ale może moglibyśmy skrócić ten wers." Przechodziliśmy z piosenki do piosenki, dopóki nas coś nie zablokowało. To ogromna produkcja - 20 albo więcej ciężarówek, 10 busów trasowych. Graliśmy na wszystkich arenach. Teraz będzie nasz dziesiąty występ na O2. Zdaje mi się, że szczególnie artystki występują na O2. Zawsze jest tutaj pełno osób. To jest wprost niesamowite, jak ludzie kochają tę muzykę, żeby przychodzić tu po raz dziesiąty, zobaczyć ten sam występ. Jestem pewien, że to nie są inni ludzie za każdym razem. To zadziwiające.


Jaki był najważniejszy punkt tej trasy dla ciebie?


Praga była jednym z najlepszych tłumów na tej trasie. Śpiewali każdą piosenkę od początku do końca, wszyscy machali, niektórzy fani płakali. Widziałem dzieci na trybunach, które skakały, wymachując bannerami i świecącymi pałeczkami. Od tego momentu mam wrażenie, że to jest takie surrealistyczne, że jestem w stanie sprawić, żeby ktoś poczuł się lepiej w swoim życiu. Muzyka jest tym uniwersalnym językiem. Mimo całego kryzysu w zeszłym roku, ludzie nadal przychodzą i chcą słuchać muzyki. To nieistotne, czy jest to Rihanna czy The Black Eyed Peas, Jay-Z czy Shania Twain. Ktokolwiek by to nie był to kupują bilety. Kiedy podchodzę do bębnów i gram koncert, to myślę o tym, co mogę zrobić, aby zainspirować kogoś, albo sprawić, żeby poczuł się lepiej w życiu. Jeżeli każdy z nas podchodziłby do tego w ten sposób, to myślę, że muzyka mogłaby stać się jeszcze bardziej znacząca. Jeżeli mogę pomóc inspirując kogoś, żeby ktoś zainspirował innych, to całą zapłatą jest to wszystko, a ja czuję, że zrobiłem to, co do mnie należało. Przez większość czasu jestem w cieniu, bo ona jest w światłach reflektorów cały czas. Czasami rzucam pałeczki w tłum, a później ludzie piszą do mnie na Twitterze: "Złapałem jedną z twoich pałeczek. Dziękuję ci bardzo. Ale jestem szczęśliwy." To wspaniałe uczucie.


Nadal grasz w kościele, kiedy nie jesteś w trasach?


Pewnie, że tak. Moja żona właśnie urodziła dziecko, nasze drugie, dziewczynka - przyszła na świat w moje urodziny. Ostatniej nocy miałem taką rozmowę z moją żoną. Wróciłem do domu 23-go, czyli w piątek, zazwyczaj mamy służbę w niedzielę, a ja jej powiedziałem: "Chcę iść prosto do kościoła. Chcę grać i pobyć ze swoją rodziną", a ona odpowiedziała: "Tak, ja też". Jedyną niepomyślnością było to, że miała cesarskie cięcie, a okres powrotu do zdrowia to 6 tygodni. Musiałem być w domu, żeby jej pomóc i pomóc mojej starszej córce Madison, więc to nie będzie proste, żeby szybko wrócić do kościoła. Ale mam nadzieję, że już niedługo się uda. Kościół nie jest dla mnie tylko duchowym wyzwoleniem, ale także muzycznym. Granie na setkach występów, to samo każdego wieczoru? To robi się monotonne, powtarzalne. Chcesz grać też inne rzeczy, ale to tak nie działa. W kościele możesz robić praktycznie wszystko. Jeżeli masz ochotę zagrać coś rockowego w kościele, to możesz.


Pracujesz ze Stevie Wonder?em. To żywa legenda i wspaniały perkusista w jednej osobie. Jak do tego doszło?


Los Angeles to dosyć małe środowisko. Teddy Campbell był na koncercie i zadzwonił do mnie, żebym go zastąpił w kilku programach telewizyjnych. Zagrałem w The View, Regis and Kelly, Ellen DeGeneres i jeszcze jakimś innym programie, potem Teddy wrócił i pojechał w trasę po Europie i Japonii. Tak więc później Teddy już nie mógł tam grać. Ja byłem pierwszą osobą, do której dzwonili. To mnie uderzyło. "To jest Stevie Wonder, to nie jest jakiś zwyczajny występ, to jest naprawdę coś." Chodzenie na próby naprawdę szarpało mi nerwy, nie wiedziałem, czego się spodziewać. Możesz przesłuchać wszystkich starych nagrań Stevie Wonder?a, ale to i tak nie wystarczy, aby przygotować się na to, co przyjdzie ci robić na takim koncercie. Wszystkie piosenki, które graliśmy na próbach, były pisane w drodze na te próby, albo takie, które nigdy nie zostały jeszcze nagrane na żadnym albumie, więc granie na żywo w secie było ich jakimkolwiek pierwszym utrwaleniem. Dla mnie to było naprawdę stresujące. Nigdy nie zapomnę mojego pierwszego koncertu, to był prywatny występ na Hawajach. Tak jak piękne są Hawaje, siedziałem w swoim pokoju w słuchawkach i starałem się wykombinować coś, żeby przejść przez ten występ bez żadnych wpadek. Długa historia, w skrócie, graliśmy koncert, a później miałem okazję z nim rozmawiać. Powiedział do mnie: "Zrobiłeś kawał dobrej roboty. Chciałbym tylko, żebyś się bardziej rozluźnił, bądź sobą. Idź naprzód i graj." To bardzo poprawiło moje samopoczucie, po wszystkim poszedłem do baru, wziąłem drinka i pomyślałem: "Dzięki Bogu, że wszystko dobrze poszło."


Więc na próbach u Stevie?go chodzi tylko o utrzymanie zespołu, grającego razem, a nie o uczenie się muzyki?


Myślę, że te próby są bardziej jak ćwiczenia w footballu - to ma cię po prostu przygotować do gry. Siadamy i gramy. Może zacząć od perkusji. Wybija takt nogą i mówi: "Graj w ten sposób." Chodzi tak od jednego instrumentu do kolejnego, rozdzielając partie i mija godzina, zanim skończymy grać ten jeden groove. Potem zaczyna nagrywać, a następnie produkuje to w studiu i są dwie możliwości, albo to trafi na album, albo nie. On był niesamowity. Szansa pracy z nim była prawdopodobnie najlepszą rzeczą, jaka mogła mi się przytrafić. Rihanna jest wspaniała, to jest naprawdę fajne, ale muzycznie jest lata świetlne do tyłu.


Praca ze Stevie?m brzmi, jak bardzo naturalny sposób tworzenia muzyki.


O tak, nie ma żadnych metronomów, więc opierasz się wyłącznie na własnym wyczuciu czasu. Myślę, że to była najważniejsza rzecz dla niego. Miał różne sposoby, aby pokazać ci, że coś jest za szybko lub za wolno, ale jeżeli coś szło tak, jak trzeba, wtedy ruszał swoją głową z boku na bok. Jestem takim typem gościa, mogę grać w kościele albo ze Stevie Wonder?em czy Rihanną, nie chcę, żeby ktoś mnie poprawiał. Chcę mieć możliwość poprawienia samego siebie tak, żeby artysta mógł skoncentrować się na śpiewaniu. Jestem wdzięczny, że miałem możliwość współpracy z nim i mam nadzieję, że nie był to ostatni raz. Ciągle mam kontakt z jego dyrektorem muzycznym, więc może znowu uda się zrobić kilka pojedynczych występów.


Jakie masz plany po trasie z Rihanną?


Rodzina. Mam w domu tygodniową córeczkę. Mojej 4-letniej córki nie widziałem od trzech miesięcy. Kiedy już wrócę do domu, to wyłączę swój telefon. Nie było mnie tak długo, przegapiłem cztery miesiące z dorastania mojej córki, nosi już większe buty, wygląda na wyższą, gdy rozmawiamy przez Skype. To trochę boli, że nie ma mnie tam, a ona zaczęła grać w piłkę nożną, chodzi na zajęcia taneczne i karate, ale tatuś musi robić to, co robi. To są powody, które mnie napędzają. Nie chcę być nieszczęśliwy. Podróżuję po świecie, dostaję możliwości, aby spotykać się z nowymi ludźmi i grać na perkusji. Na początku, gdy dorastałem, mój ojciec mówił: "Ty chcesz to robić? Nie sądzę, żeby z grania na perkusji można było opłacić rachunki! Uważam, że nie dasz rady stworzyć rodziny, cały czas będąc w trasie." Lubię wyzwania i nie staram się udowodnić mojemu tacie, że nie miał racji, ale chciałem tego i udało mi się. Jeżeli masz jakąś pasję, to właśnie ona jest twoim paliwem napędowym do tego, aby osiągnąć to, co chcesz. To nie musi być gra na perkusji. Pozwól poprowadzić się swojej pasji i bądź pewny tego, co chcesz robić. To prawdopodobnie jest najlepsza rada, jaką mogę komukolwiek dać.


Opracowali: Salemia i David West
Zdjęcia: James Cumpsty


Galeria

Pozostałe

Luke Holland

Dodano: 01.12.2016

Luke to rocznik 1993 i jest doskonałym przykładem na to, jak nowe technologie wpłynęły na świat bębnów. Młody muzyk gra oczywiście w typowym zespole scenicznym, ale dla większości perkusistów jest on postacią znaną głównie z filmów na Youtube.

czytaj dalej

Szymon "Kanister" Jędrol

Dodano: 25.11.2016

Dla wielu punkowe granie nie idzie w parze z techniką i dobrymi muzykami. Z jednej strony coś w tym może i było 30 lat temu, z drugiej im prostsza muzyka, tym trudniej zagrać wszystko dobrze i w punkt.

czytaj dalej

José i Tomek Torres

Dodano: 18.11.2016

Ojciec nagrał kilkadziesiąt płyt z największymi gwiazdami naszej sceny muzycznej. Syn gra w jednym z najbardziej rozchwytywanych polskich zespołów rockowych.

czytaj dalej

Matt Nicholls (Bring Me The Horizon)

Dodano: 31.10.2016

Od małych metalowych klubów po wielkie hale jako gwiazda wieczoru. Minęło już 12 owocnych lat działalności Bring Me The Horizon.

czytaj dalej

Dariusz "Pisek" Piskorz

Dodano: 19.10.2016

I jak tu podejść do opisywania osoby naszego gościa? Perkusista zespołu Papa D jest (nie)typowym "człowiekiem renesansu".

czytaj dalej
Zobacz wszystkie
Reklama