Tommy Clufetos we wrześniowym numerze Perkusista Przejrzyj online >>Ulubiony kiosk
Wywiady

Vinnie Colaiuta

Dodano: 24.12.2012
Czy trzeba przedstawiać Wam bliżej sylwetkę jednego z najlepszych perkusistów świata? Tak, w jego przypadku można użyć takiego zwrotu, ponieważ jego dorobek i osoby, z którymi współpracował to doskonały wykładnik tego kompletnego od A do Ż bębniarza.

Vinnie wrócił na trasę z zespołem Stinga. Wiele się mówiło o ich wspólnych relacjach i ciężko było dowiedzieć się, jak było naprawdę, ale to już przeszłość. Panowie grają razem i robią to naprawdę rewelacyjnie. Niedługo będziemy mieć okazję spotkać ich na koncercie w Polsce, gdzie Vinnie Colaiuta za zestawem Ludwiga będzie sumiennie sadził groove, mając do pomocy zastęp nowiutkich Paiste. Zdecydowanie fakt przejścia Vinniego do szwajcarskiej firmy odbił się szerokim echem na całym świecie. Jako pierwsi (chyba nawet pierwsi na świecie) poinformowaliśmy Was o tym transferze. Wiemy też, że z Vinniem negocjacje prowadził sam Fredy Studer czyli pan, który ściągnął do Paiste Johna Bonhama. To także mówi samo przez się, z kim mamy do czynienia. Spotkaliśmy się na NAMM Show, gdzie Vinnie dobijał chyba interesy z nowymi firmami. Posturą przypominał Bukę z Muminków, stał w wyciągniętej koszuli, w lekko przybrudzonych trójpaskowych dresach z dość parszywą starą reklamówką w ręku, brzuszek wyglądał jakby był doczepiony i nie przypominał pana, którego widzicie na zdjęciach? Tymczasem była to cisza przed burzą - cały Wincenty!

Czy znaliście jego historię? Wielu z was zapewne nie, tymczasem warto przyjrzeć się drodze, jaką pokonał, ponieważ swoją skalą i rozmachem jest imponująca i mam nadzieję, że zainspiruje Was do tego, by kiedyś reprezentować podobny poziom, co sympatyczny okularnik ze Stanów? Zapraszam do wywiadu z Vinniem, który odbył się w marcu, podczas trasy ze Stingiem zaraz po lutowych koncertach w Warszawie.

Świetnie cię widzieć z powrotem ze Stingiem. Jak idzie na trasie Back To Bass?


Dobrze, bardzo dobrze? Stara gwardia - Sting na basie, Dominic Miller na gitarze i ja na bębnach. Dołączył do nas na gitarze rytmicznej Rufus - syn Dominica. Peter Tickell na smykach i Jo Lawry na smykach i wokalu. Trasa ma odrobinę świeżości, ponieważ gramy rzeczy, których nigdy wcześniej nie graliśmy ze Stingiem, będącym skupionym także mocno na narracji. Mamy świetny materiał, świetne piosenki, świetne opowieści i wydaje mi się, że jest to bardzo ważne, żeby być w stanie móc przekazać to publiczności na każdym z tych poziomów. Spójrzmy prawdzie w twarz, Sting jest mistrzem operowania słowem, jego świadomość, jak zawrzeć coś w piosence jest na bardzo wysokim poziomie. Jest to sztuka pisania piosenek połączona z muzykalnością, tego typu struktura wymaga takiego zestawu umiejętności. Jest bardzo niewiele sytuacji w obecnych czasach, które wymagałyby takich umiejętności na tylu różnych poziomach tworzenia. Jako muzyk, jeżeli jesteś uprzywilejowany, by cieszyć się tego typu doświadczeniem, to jak pożywka dla duszy - jest to dla ciebie dobre. I chcesz dać z siebie jak najwięcej.


Byłeś na trasie z Frankiem Zappa, gdy po raz pierwszy spotkałeś Stinga, prawda?


Było to w okolicach Zenyatta Mondatta, nasz dźwiękowiec obudził mnie i powiedział, że idziemy zobaczyć The Police. Poszliśmy na backstage, gdzie był Stewart (Copeland), który rozgrzewał sobie ręce, a Sting ciągle wchodził i wychodził? Kiedy zaczęli grać, nie mogłem wprost uwierzyć w brzmienie, jakie dochodziło ze sceny od zaledwie trzech ludzi. To była ikona, byli innowacyjni, przełamywali bariery i jakość tych piosenek w połączeniu z głosem Stinga była niesamowita.


Przesłuchanie do zespołu Stinga w 1990 roku było z twojej strony dość zuchwałym zagraniem, ponieważ spędziłeś wiele lat na budowaniu swojej udanej kariery studyjnej?


Tak było, ale szczęśliwie, jak pojechałem w trasę, udało mi się od razu wejść w rytm pracy. To nie jest ot tak - po prostu, nawet dla mnie, mówię to z dużą pokorą. Robię to od 33 lat, przetrwałem drum maszyny, nowych ludzi pojawiających się na mieście, ale teraz mamy do czynienia z czymś globalnym i to czymś bardzo realnym, ponieważ ludzie nie kupują już płyt. Nie mówię, że nie ma dobrej muzyki, którą można by wydać, ale problemem jest to, że wszelkie wrota zostały otwarte i każdy przekrzykuje się z każdym do takiego stopnia, że nie słyszysz nikogo. Wszystko zostało udostępnione, przez co straciliśmy arbitrów, strażników jakości, którzy regulowaliby ilość wody, przepływającej przez śluzę. Na dnie tego wszystkiego może być kolejny prawdziwy talent, który zginie w tym całym hałasie.


Pierwsze koncerty ze Stingiem były na trasie jego trzeciej solowej płyty The Soul Cages. Wydaje się, że wszystko zatoczyło wielki krąg, ponieważ trasa Back To Bass powraca do Europy na jesieni tego roku, a David Sancious dołączy na klawiszach, żeby dopełnić oryginalny skład.


Dokładnie, to będzie oryginalny skład plus Jo i Pete na wakacyjne koncerty. Cała nasza czwórka zna się wzajemnie od bardzo dawna i łączy nas wiele historii, więc jest ten dodatkowy element kamractwa starych druhów. W pewnym stopniu taki koncert to jak wskoczyć w starą parę wygodnych butów, ale z drugiej strony wszyscy się zmieniliśmy i ciekawe jest, jak nasze nowe wcielenia się odnajdą razem.


Tłukłeś w naczynia swojej mamy, gdy po raz pierwszy zobaczyłeś The Beatles w programie Eda Sullivana tyle lat temu. To był ten występ Ringo, który dolał oliwy do ognia, prawda?


Zgadza się - po raz pierwszy zobaczyłem prawdziwą perkusję w TV. Po obejrzeniu Ringo byłem totalnie zdesperowany, by zdobyć mój własny zestaw. Jako dzieciak naprawdę interesowałem się nauką, ale zawsze obok była muzyka i jak większość młodych bębniarzy tłukłem w naczynia i garnki. Kiedy pierwszy raz spróbowałem zagrać, z jakichś powodów wychodziło mi to, nie miałem żadnych problemów z graniem jedną nogą tego, a drugą tego. Miałem bardzo dużo szczęścia, ponieważ moi rodzice trzymali rękę na pulsie. To właśnie moja mama bardzo sprytnie zachęciła mnie do tego, żebym wziął lekcje gry na perkusji po tym, jak zobaczyła pewnego dnia moje granie z kawałkiem Motown Temptation. To śmieszne, ale rok później nagrywałem z nimi.


Pierwsza lekcja wywarła na tobie bardzo dużo piętno?


Poszedłem zobaczyć się z dyrektorem zespołu w mojej szkole, który dał mi książkę i pad, później pokazał mi, jak trzymać pałeczki - tradycyjnym uchwytem. Cóż? To byłoby tyle. Wyszedłem po 30 minutach czując, jakbym machał nad głową młotem. To był ten pierwszy jasny moment, gdzie uzmysłowiłem sobie, że chcę być profesjonalnym bębniarzem. Większość dzieciaków myślało, że dostać książkę i pad to totalna porażka, ale nie ja. Dostałem fioła i pożerałem to szybciej niż się dało!


Twoje oddanie do samodoskonalenia się jest legendarne i nawet, gdy byłeś bardzo młody, chciwie pożądałeś nauki - to prawda?


Robiłem wszystko - jazz, orkiestra, orchestral rock, zespoły marszowe, obozy perkusyjne, wszystko? Byłem dobrym uczniem w zdobywaniu informacji, a te znów były drogocenne, ponieważ był to początek całego procesu rozwoju, który zajmuje lata. Jako nastolatek przyswajałem informacje bardzo szybko, ale to z czego sobie nie zdawałem sprawy aż do później to fakt, że te informacje muszą w tobie dojrzewać. Kiedyś jesteś młody myślisz, że jesteś kozak, gotowy na wszystko, ponieważ grasz razem z płytami i znasz różne sztuczki. Tu jest jednak pies pogrzebany - nie wiesz, jak i dlaczego ci bębniarze grali to, co grali, dopóki nie nabierzesz doświadczenia. Pociłem się niemiłosiernie i wsadziłem mnóstwo pracy w to, co robię. Obecnie wiele osób nie jest przygotowanych do tego, by poświęcić tyle pracy i wysiłku. Każdy chce być od razu Supermanem i jest to kreowane przez media, gdzie wszystko jest nagle dostępne. Proszę, nie zatrzymujcie się jedynie na dwóch aspektach, jakim jest groove i zagrywki, ponieważ będzie to wyglądać tak, jakbyście patrzyli tylko w dwóch wymiarach. Tymczasem jest ich znacznie więcej. Wszystko jest wielkim procesem, ale nasze całe życie to trwający proces. Wybaczcie mi, że walę trochę frazesami, ale zabawa właśnie tkwi w tym procesie, gdzie zawsze jest coś nowego, do czego trzeba dążyć.


W momencie, gdzie piękną sprawą jest być inspirowanym przez innych perkusistów, najważniejszą rzeczą jest być sobą?


Bingo! Zbierz wszystko, co robisz, pozostań sobą - i najważniejsze - ciesz się być sobą, ponieważ to wszystko, co masz. Wzorowanie się na kimś jest ważne, ale musisz ruszyć z miejsca, pozostawić imitowanie i czuć się wygodnie z własną tożsamością.


Nieraz mówi się o wielkich perkusistach, którzy są rozpoznawalni ze względu na ich tożsamość.


Słyszysz Steve Gadda przez pół taktu i od razu wiesz, że to on. Spójrz na bebop - zasadniczo wariacje na tym samym beacie z lekką niezależnością i wrzucone w to esy-floresy, prawda? Cóż, jeżeli tak jest, to dlaczego Art Blakey, Max Roach, Charlie Persip, Shadow Wilson, Tony Williams i Elvin Jones nie brzmieli tak samo? Ponieważ każdy z nich miał własną osobowość i brzmienie swojego instrumentu.


I to brzmienie nie musi być efekciarskie, żeby było efektywne, prawda?


Ostatni raz, gdy widziałem Elvina Jonesa, grał prościej niż kiedykolwiek wcześniej, wbił mnie totalnie w ziemię. Dosłownie obsunąłem się na krzesło patrząc, jak gra mu ride. Grał zupełnie inaczej na tym talerzu w porównaniu z tym, co widziałem u niego wcześniej. Niebo się dla mnie otworzyło, ze względu na to, co on mówił tą prawą ręką. To był ciągle on, ciągle rozpoznawalny on.


Powiedziałeś nam o swoim pierwszym jasnym momencie w karierze, a drugi?


Cóż, spotkałem innego perkusistę na obozie muzycznym, gdy miałem jakieś 12 lat. Zapytał, kto jest moim ulubionym perkusistą. Odpowiedziałem, że Buddy Rich - byłem mocno zainspirowany Buddym w tym czasie. Kiedy zadałem mu to samo pytanie odpowiedział, że Tony Williams. Nigdy o nim nie słyszałem i często zastanawiam się, co się stało z tym dzieciakiem, ponieważ, chłopie, wymienić z nazwiska Tony'ego w tym wieku - dobrze wiedział, o co chodzi! Tak czy inaczej poszedłem prosto do lokalnego sklepu z płytami, gdzie znalazłem Ego, kupiłem, poszedłem do domu i włączyłem. Od początku brzmiało to dla mnie, jak inny język, wyższa inteligencja próbuje do ciebie przemówić, a ja tego nie mogłem zrozumieć. Następnego dnia włączyłem to ponownie i? bang - łapię to! To był moment, w którym Tony zmienił moje życie.


Kolejnym kluczowym momentem w twojej karierze perkusisty było przyjęcie do Berklee?


Tak było, studiowałem u Gary'ego Chaffee, który w tym czasie zbierał swoje pomysły (później zostały wydane w serii książek). Miałem podstawową wiedzę, zanim dostałem się na studia, co pomogło mi przejść przez program Gary'ego całkiem szybko, ale nie postrzegałem studiów jako pracę, rozumiesz? Całkiem przeciwnie, w rzeczywistości nie miałem dość i wchłaniałem wszystkie nowe informacje niczym gąbka.


Spośród twoich znajomych na studiach w Berklee można wskazać innego młodego adepta o imieniu Steve Smith?


Steve i ja znaliśmy się przed przyjściem na studia do Berklee i po spotkaniu się na inauguracji trzymaliśmy się zawsze razem - tak samo, jak kolejny nasz kolega Frosty.


I trzech z was wpakowało się na lekcję z mistrzem groove Bernardem Pretty Purdiem. Jak to się stało?


Steve słyszał, że Purdie uczy w Nowym Jorku. Tak więc pojechaliśmy go zobaczyć. Po tym, jak dał nam czekoladę i ciasteczka, pierwszą rzeczą, jaką Bernard nam powiedział, było: "Nigdy nie kłócić się z inżynierem dźwięku!" Później zaprosił każdego z nas, by usiąść i zagrać z nim solo na rudymenty, co zrobiliśmy, później zagrać groove, co też zrobiliśmy, a raczej wydawało nam się, że jest to groove. Bernard usiadł i zagrał nam jeden... Miałem szczęście stać zaraz za nim i był to trzeci jasny moment w mojej karierze, poniosło całe moje ciało - to jest funk! Gdy wyjeżdżaliśmy, Bernard powiedział nam, żebyśmy wrócili z esejem, czego się dziś nauczyliśmy. Nigdy go nie napisałem i nigdy nie wróciłem. Cóż... Zobaczyłem, co potrzebowałem zobaczyć - było to wielkie objawienie - ale wiedziałem, że było to coś, czego nie mogę być nauczony. Albo to w sobie masz albo nie, ja miałem - wielki moment!


Chciałeś kontynuować studia na Berklee, ale nie byłeś w stanie finansowo temu podołać, prawda?


Nie stać mnie było na to, po prostu. Chaffee powiedział mi, że muszę przenieść się do Nowego Jorku i zdobyć granie. Dokładnie tak miałem zamiar zrobić tylko, że w ostatniej chwili przeniosłem się do Kalifornii. Paru moich znajomych w Los Angeles oferowało mi miejsce do grania, więc wsiadłem w autobus z moimi bębnami, walizką i 80 dolarami? Wydaje mi się, że człowiek jest szczęśliwy robiąc taką rzecz, kiedy ma 21 lat i jedyne, o czym mogłem myśleć, było dobre miejsce do grania muzyki, którą kocham.


Jak nowemu chłopakowi w mieście udało się dostać do wielkiego Franka Zappy?


Poznałem Toma Fowlera - który grał na basie u Franka - w małym klubie w Venice, gdzie grałem za 5 dolców lub piwo! Pewnego dnia powiedział mi, że Frank szuka nowej sekcji i dał mi numer telefonu, gdzie mam zadzwonić. Niezła ironia, bo właśnie zaczynałem słuchać ponownie twórczości Franka i uwielbiałem płytę koncertową Zappa In New York And Roxy & Elsewhere... Tak czy siak zadzwoniłem i zostałem odesłany z kwitkiem, ale pilnowałem tematu. Pewnego dnia otrzymałem telefon, to management. Powiedzieli mi, że mam być w Culver Studios o 6 wieczorem w środę. Culver było wielkim studiem filmowym i nie mogłem uwierzyć w to, co zobaczyłem na miejscu. Trzy ogony - kolejki ludzi, na każdy instrument... Każdy koleś wchodził na scenę i może po 15 sekundach słyszał, jak Frank mówi "Następny!". Wyglądało to, jak kolejka po zupę i kiedy przyszedł mój czas wiedziałem, że albo popłynę, albo utonę.


Miałeś przesłuchanie na słynnym zestawie Terry?ego Bozzio, czarny Gretsch z dwoma centralkami, prawda?


Tak, nigdy nie grałem na dwie centralki. Usiadłem i Frank zaczął wyliczać rzeczy, jakie mam zagrać. Było to: "Zagraj groove... Solo... Graj na 21... Teraz sprawdzę twoje zapamiętywanie frazy, powtarzaj za mną..." Komendy padały krótko i szybko, ale pamiętam, że myślałem o tym, że muszę już tu siedzieć dłużej niż 15 sekund, więc było nieźle! Po wszystkim Frank postawił mnie na stronę i jego menadżer podszedł i powiedział, że chcą mnie zatrudnić. Moja pierwsza myśl była: "Super! Mam robotę, teraz mogę wynająć własne mieszkanie!" Tej nocy Frank przyjechał po mnie swoim Rolls-Roycem i zabrał do Spago (dobra restauracja w L.A. - przyp. red.) na kolację, a później do siebie do domu, żebym poznał jego żonę. Skończyłem właśnie 22 lata, więc był to dla mnie całkiem wyjątkowy wieczór. Zdobycie roboty u niego znaczyło dla mnie bardzo dużo, ponieważ był on bardzo ważną częścią moich lat w ogólniaku i było to niesamowite, że mogłem teraz być tam, gdzie w sumie zaczynałem.


Jako muzyk musiałeś u niego stawać przeciw wielu wyzwaniom.


Tak było - to był młyn. Mieliśmy próby przez dwa miesiące po osiem i pół godziny, i podczas tych prób zmieniał rzeczy kilkukrotnie, oczekując od nas, że zapamiętamy każdą wersję. Czasami graliśmy jeden koncert wieczorem, a czasami dwa i zawsze robiliśmy bardzo długie próby dźwięku przed każdym z nich, mimo, że koncert trwał ok. 2,5 godziny łącznie z solówką na bębnach. To było wyczerpujące, ale byłem młody i chwytałem to. Przechodziliśmy przez cały katalog muzyki, komponowanej nuta po nucie i podczas koncertu Frank odwracał się i krzyczał numer tej, którą mamy grać. Wszyscy w półmroku próbowaliśmy znaleźć nuty, żeby zagrać to prawidłowo. Frank dawał sygnał ręką, gdy była zmiana time'u, czy czegokolwiek. W momencie, gdy chciał solo po prostu odwracał się, pokazywał na ciebie, było to mocno wymagające!


Twoje umiejętności gry a vista są dość legendarne?


Wcześniej bardzo mocno byłem w tym temacie i wydaje mi się, że zdobyłem pewną reputację. Ciągle potrafię czytać całkiem dobrze, ale nie muszę tego robić tak często, jak kiedyś. Jeżeli nie jesteś muzykiem orkiestrowym tego typu zdolności umykają. To jest jak z językiem. Jeśli mówisz płynnie, a później masz przerwę to, gdy chcesz mówić z powrotem możesz zacząć się jąkać. Kiedy mam sesję nagraniową - mam tendencję do używania ściąg lub rozpisek rytmów.


Po trzech intensywnych latach z Frankiem podjąłeś decyzję o opuszczeniu zespołu i rozpoczęciu realizacji swojego marzenia bycia sesyjnym bębniarzem?


Miałem tę możliwość grać na dwóch płytach, czego naprawdę chciałem. Jedna była z Gino Vannelli, a druga z zespołem zwanym Pages. Chciałem zawsze robić sesje, ale problem tkwił w tym, że byłem w trasie z Frankiem i grałem w klubach. Kiedy przyszła oferta zagrania tych płyt czułem, że jeżeli nie złapię okazji, to mogę stracić moją szansę na zawsze. Frank to zrozumiał i tak to się wszystko zaczęło. Po tych dwóch pierwszych płytach ktoś zadzwonił i zacząłem pracować z Tomem Scottem, który polecił mnie komuś innemu itd. Powoli się to budowało w latach 80-tych aż do momentu, gdzie byłem w stanie zagrać 3 lub 4 sesje dziennie. Później pojawił się Sting.


Jak osiągnąłeś taką liczbę różnorodnych sesji w tamtym czasie?


Twój umysł zaczyna pracować w taki sposób, że twoje umiejętności i kreatywność działają natychmiast. Jesteś tu, by służyć muzyce, więc przeszukujesz swoje możliwości w poszukiwaniu tego, co właściwe, ufając swojemu gustowi, ponieważ do tego jesteś trenowany. Jest to kwestia bycia profesjonalistą i umiejętności włączenia w sobie przycisku "on" i "off", ponieważ nie ma czasu na obijanie się i niezdecydowanie. Kiedy zaczynałem, byłem wystraszony, ale nie możesz pozwolić, by opanował cię strach. Zebrałem trochę "miłych" słów od innych muzyków - musisz być zdolny przyjmować te ciosy - ale tak to funkcjonuje, kiedy wchodzisz do studia musisz być przygotowany na różne sytuacje. Zawsze słucham basisty - oni trzymają twoje plecy, jeżeli wiedzą, że stosujecie swoją grę do siebie wzajemnie.


Pojawienie się Pro-Toolsa oraz wszystkich tych urządzeń edycyjnych zmieniło środowisko studyjne na zawsze?


Kiedy pojawił się ten cały fenomen cięcia, kopiowania, loopowania pojawił się ten marny żart, że grasz tylko cztery takty i z pokoju kontrolnego widzisz kciuk podniesiony do góry. Co stało się z byciem profesjonalnym muzykiem? Pracowałem kiedyś z gościem, który uparł się przesunąć moje backbeats. Spojrzał na nie na monitorze na siatkę programu i z racji tego, że był obok. Wyrównał je. Kiedy tego słuchałem później brzmiało to okropnie i wiedziałem, że to, co słyszę, to nie byłem ja. To, co ten koleś nie mógł pojąć to fakt, że grałem tak, ponieważ tak było trzeba. Mogę wsadzić uderzenie równo w siatkę, nie ma problemu, ale ma to brzmieć równo i nie musisz patrzeć na ekran komputera, by to stwierdzić - użyj swoich uszu!


Mówisz także o braku interakcji pomiędzy muzykami podczas sesji.


Taaa... To kolejna opowieść... Dlaczego aktualnie nie gram z basistą?! Jeżeli nie ma ścieżki basu to wyprowadza mnie to z równowagi, ale chodzi o to, że was dwóch grających razem znaczy, że synergia jest większa niż suma dwóch różnych partii. Jeżeli gram i nie ma basu, owszem, mogę wyjść z patentami, przejściami, refrenem, ale teraz basista jest zamknięty w tym, co zagrałem. Jeżeli gramy razem, cóż, jest tyle różnych możliwości ze strukturą, a bas i bębny są kompletnym fundamentem. Ta interakcja została utracona i jest bardzo ważne, żeby nauczyć się, jak pracować i komunikować się z innymi ludźmi. Jeśli to odeszło to co mamy? Jest to refleksja nad tym całym wirtualnym światem, w którym żyjemy. Ponadto jest teraz tyle różnych rzeczy do komunikacji, a tak naprawdę nie uczymy się, jak komunikować się dobrze bezpośrednio!


Razem z wirtualnym światem przyszedł też czas na piratowanie muzyki, co akurat mocno cię dotknęło...


Czy ludzie naprawdę zdają sobie sprawę z tego, co robią czy robią to, bo wszyscy tak robią? To jak: "Jedz gówno - miliony much nie może się mylić!" Powiedz mi, dlaczego jesteś zdolny do zabrania czyjejś pracy bez ponoszenia żadnych kosztów? Można to porównać do wejścia do sklepu, zabrania chleba, wyjścia bez płacenia. Oczywiście, wszystko nazywa się "dzieleniem się plikami". Jest to jedynie ubranie w takie słowa, żeby brzmiało to ładnie. Niektórzy ludzie będą mnie negować, uznają mnie za zgreda, opornego na zmiany albo za podstarzałą gwiazdę rocka, bo myślą, że żyję życiem glamour. Mam jednak dla was newsa... Po prostu staram się tu żyć pomiędzy ogromną liczbą innych muzyków.


Patrząc na twoją karierę pracowałeś z niewiarygodnymi składami. Musi być ciężko wybrać te najjaśniejsze momenty, ale moment w 1982 roku, w którym odbierasz telefon i jesteś proszony na sesję z Joni Mitchell (pani, która powinna chyba teraz mieć na drugie imię Grammy - przyp. red.) wydaje się być nieco szokujące?


To było nieziemskie, niesamowita okazja. Chwilę przed tym miałem szczęście oglądać sesję, jaką miał na płytę Mingus z Jaco Pastoriusem na basie, Waynem Shorterem na saksofonie. To, czego byłem świadkiem, jest nie do opisania i niesamowite jest, jak cała trójka funkcjonowała - jak jeden umysł. Nigdy tego nie zapomnę. Nagrałem z Joni Wild Things Run Fast, co doprowadziło do trasy koncertowej i współpracy z zespołem - Larry Klein na basie, Michael Landau na gitarze i Russ Ferrante na klawiszach - co było najwspanialszym przeżyciem. Miałem dużo szczęścia być wciągniętym w te piosenki i ten poziom muzykalności.


Opowiedz nam o swojej współpracy z Jeffem Beckiem...


Cóż mogę powiedzieć? To kolejny z moich bohaterów, ikon, z tym swoim wyjątkowym głosem. Wywarł na mnie bardzo duży wpływ i pierwszy raz, gdy go usłyszałem, od razu zauważyłem, jak dużo świeżości wniósł do rock and rolla. Nasze drogi zeszły się dość wcześnie w mojej karierze, ale nic nie działo się do momentu, gdzie obaj byliśmy zaangażowani w projekt trybutu dla Lesa Paula. Tam spotkaliśmy się ponownie, zaraz potem otrzymałem telefon. Zespół z Talem Wilkenfeldem, Jeffem i mną był kolejnym specjalnym wydarzeniem w moim życiu. Jeden z najlepszych muzycznych projektów, w jaki byłem zaangażowany.


Herbie Hancock to twój kolejny bohater, z którym ostatecznie współpracowałeś?


Spotkałem Herbiego zaraz po tym, jak wylądowałem w Los Angeles i ostatecznie praca z nim była fantastyczna! Mieliśmy możliwość współpracy wcześniej i myślałem, że szansa minęła bezpowrotnie. Nie wiesz jednak, co życie przyniesie, a ja wierzę, że co ma się stać to się wreszcie stanie - kiedy masz naprawdę coś do powiedzenia innemu muzykowi. Tak więc lekcją jest, żeby być cierpliwym i cieszyć się tym, co masz w danym momencie, ponieważ nic nie jest stracone.


Kolejny specjalny moment to chyba zdobycie Grammy z Five Peace Band, gdzie byłeś razem z obsadą: Chick Corea (pianino), John McLaughlin (gitara), Kenny Garrett (sax) i Christian McBride (bass).


Znowu niesamowite i nierealne - wygrać z płytą live, którą Chick zdecydował zrobić, ot tak. Nie mogłem sobie wymarzyć, by stało się to w lepszych okolicznościach z ludźmi, których uwielbiam. Kiedy patrzę wstecz jestem tak szczęśliwy, że mogłem współpracować z tyloma moimi bohaterami, to wręcz chore, ponieważ to oni zdecydowali, że chciałem grać muzykę. Operują na transcendentnym poziomie, przez co podciągają cię wyżej.


Masz plany na jakiś solowy projekt?


Chciałbym zrobić coś z ludźmi lubiącymi myśleć, dla spokoju muzyki, rozumiesz? Pytaniem pozostaje znalezienie czasu, bo w najbliższej przyszłości będę w trasie ze Stingiem, co wciąż wydaje mi się ironiczne po tym, jak widziałem The Police lata temu.


Tracę liczbę perkusistów, którzy komentują twoje umiejętności - np. Ten Summoner's Tales Stinga - odnośnie odd time, granych tak płynnie. Jaki jest twój sekret?


Po pierwsze muszę podziękować wszystkim perkusistom, którzy tak mówią. To bardzo miłe i niezwykłe. Przyczyna, dla której brzmi to tak, jak brzmi jest taka, że jeden element zestawu grany jest poza taktem - chodzi tu o utrzymanie pulsu, który nie zawsze się sam rozwiązuje na raz. Zamiast tego rozchodzi się na przestrzeni dwóch taktów, tak więc jest zawsze ćwierćnutowy puls, który niekoniecznie pojawia się w  innym przypadku. Ta myśl nie była czymś nowym dla mnie podczas nagrywania płyty - jest to coś, czego regularnie używam. Pomysł, żeby wykorzystać to na płycie nie był mój tylko Stinga. Preferuje ludzi, którzy są w stanie odnaleźć ćwierćnutowy puls.


Nawet jako młodzian byłeś zafascynowany odd time, prawda?


Mogłem usiąść i grać na siedem, przez godzinę grać poza taktem i cieszyć się tym pulsem. Pewnego dnia odkryłem to - i to był koniec, otworzył się nowy widok, nowa perspektywa. Jestem pewny, że miałem zawsze do tego skłonności, mogłem robić tak, że brzmiało to w odd time, ale było płynne i lekkie. Tak też zostało to udokumentowane na Ten Summoner's Tales.


Zainspirowałeś ogromne rzesze perkusistów. Jak się z tym czujesz, siedząc sobie teraz tutaj??


Szczerze? Jeżeli się zatrzymam i zacznę się nad tym zastanawiać to zaczyna to być przytłaczające - to nie jest coś, o czym myślałem czy oczekiwałem Naśladowanie to proces, przez który większość z nas musi przejść, ale ostatecznie wiem, że muszę brzmieć jak ja, cokolwiek to jest i paradoksalnie, kiedy przestałem starać się znaleźć sam siebie zacząłem brzmieć jak ja. Tak wiele rzeczy ma wpływ na to, jak gramy - zapędy stylistyczne, wyczucie czasu, technika, wyrażanie się itd. Jestem bardzo wdzięczny za wszystko, w czym brałem udział. Czuję się szczęśliwy, że mogę grać muzykę i mieć tę możliwość wtedy, kiedy trzeba i móc powiedzieć to, co trzeba. W tym procesie staram się sterować, ale czasami ja jestem sterowany. Ostatecznie, cóż nawet będąc sterowanym lubię myśleć, że to ja wszystkim kieruję!


Materiał przygotowali: Maciej Nowak i Louise King
Zdjęcia: Robert Downs


Galeria

Pozostałe

Nigel Glockler (Saxon)

Dodano: 22.09.2016

Pojawił się w zespole na tygodniowe zastępstwo, które ostatecznie przedłużyło się - z drobnymi przerwami - do dnia dzisiejszego.

czytaj dalej

Michał "Bandaż" Bednarz

Dodano: 08.09.2016

Bębni m.in. W Trzynastej w Samo Południe, w Full-X Trio Adama Fulary, absolwent Wrocławskiej Szkoły Jazzu i Muzyki Rozrywkowej, Jazzu i Muzyki Estradowej na Akademii Muzycznej we Wrocławiu.

czytaj dalej

Charlie Benante

Dodano: 26.08.2016

Ze swoim prawie 35-letnim stażem na scenie, Anthrax należy do legend ostrego grania. Przechodził różne wzloty i upadki, uczestniczył lub był świadkiem kolosalnych zmian w muzyce.

czytaj dalej

Jay Weinberg (Slipknot)

Dodano: 18.08.2016

Perkusyjnym światem tąpnęło, gdy Joey Jordison powiedział: "Odchodzę ze Slipknot!".

czytaj dalej

Mike Portnoy

Dodano: 10.08.2016

Perkusista, którego nie trzeba nikomu przedstawiać. Wywołuje wielkie kontrowersje, jedni go uwielbiają i niemal czczą, inni wręcz nienawidzą i gardzą

czytaj dalej
Zobacz wszystkie
Reklama