Tommy Clufetos we wrześniowym numerze Perkusista Przejrzyj online >>Ulubiony kiosk
Wywiady

Aquiles Priester

Dodano: 31.12.2012
Podczas jednej z edycji targów Musik Messe miałem przyjemność oglądać Aquilesa dosłownie zza pleców, a tak dokładnie to spod hi-hatu - zrobił na mnie piekielne wrażenie dynamiką i energią gry.

Uderzenia miarowo wbijane w instrumenty wyglądały, jakby były wyciągane kolejno z danej figury rytmicznej, czyszczone, szlifowane, lakierowane i wkładane z powrotem. ciężko wymienić w Polsce bębniarza, który grałby tak starannie w takich tempach i w takiej dynamice (może Pniaq, ale on już nie bawi się w tego typu pirotechnikę). Aquiles jest bębniarzem znanym w naszym środowisku, ale tak naprawdę mało wiemy o tym skromnym Brazylijczyku. chcecie dowiedzieć się więcej?

Jak zaczęła się twoja przygoda z muzyką?


Zacząłem grać po koncercie popularnej brazylijskiej kapeli Ultraje a Rigor w 1985 roku zaraz po festiwalu Rock in Rio. Miałem wtedy 14 lat i tak, jak wszyscy moi koledzy, chciałem zostać piłkarzem. Mój tata grał na gitarze, jeden z braci miał świra na punkcie The Beatles i Queen, więc większość dzieciństwa spędziłem słuchając dobrej muzyki. Zawsze marzyłem, by zostać muzykiem i dążyłem do tego tam, gdzie mieszkałem, zanim przeniosłem się na stałe do Sao Paulo. Pokonałem przeciwności tamtych czasów i dzisiaj mogę powiedzieć, że jestem muzykiem całkowicie spełnionym w życiu zawodowym i osobistym. Mam wspaniałe kontrakty endorserskie. Paiste i Mapex wypuszczają moje produkty na rynku światowym. Jest to wręcz przerażająca kariera. Jestem bardzo dumny ze wszystkiego, co do tej pory osiągnąłem i jestem pewien, że moja kariera rozwija się mocno poza granicami ojczyzny. Jest to efekt ciężkiej pracy. Zawsze, kiedy ludzie myślą, że osiągnąłem już wszystko, co mogłem, pojawiają się do zrobienia kolejne ciekawe rzeczy. Po przesłuchaniu do Dream Theater zagrałem na Modern Drummer Festival 2011 (niedawno wydanym na DVD), co było dla mnie wielkim sukcesem. Grałem na innych wielkich festiwalach perkusyjnych w 2011 roku: Montreal Drum Fest w Kanadzie, Laguna Drum Fest w Meksyku, La Rioja Drum Fest w Hiszpanii, Batuka! Brasil International Drum Fest w Brazylii i October Drum Fest tutaj w Polsce. Po raz pierwszy w swojej karierze prowadziłem warsztaty w takich krajach, jak chociażby Czechy i Słowacja. W skrócie rok 2011 był fantastyczny. Zbieram żniwa swojej ciężkiej pracy.


Perkusja była twoim pierwszym instrumentem?


Tak. Miałem wizję grania na bębnach, kiedy miałem 4 lata i jeszcze mieszkałem w RPA. Tam się urodziłem i przeniosłem do Brazylii, gdy miałem 7 lat. Pamiętam, że czteroczęściowy jazzowy zestaw zrobił na mnie wielkie wrażenie. To musiał być zestaw Gene?a Krupy albo Buddy?ego Richa. Przypomniałem to sobie, gdy zobaczyłem perkusję rozstawioną w barze w Foz do Iguaçu, gdzie mieszkałem aż do 18 roku życia. Potem przeniosłem się do Porto Alegre, a od 2000 roku mieszkam w Sao Paulo. Podczas pierwszego koncertu z prawdziwym zespołem, nie grałem w ogóle na centrali, bo nie miałem jeszcze wystarczającej koordynacji. W 1991 roku poszedłem na kilka lekcji do gitarzysty, z którym grałem i kupiłem gitarę. Dzisiaj komponuję melodie wokalu dla Hangaru i piszę teksty. Myślę, że warto grać na instrumencie melodycznym. Ułatwia to komponowanie. Dzisiaj perkusista jest bardzo ważną osobą przy komponowaniu. Bardzo się z tego cieszę.


Masz olbrzymie bębny, a jaka była twoja pierwsza perkusja?


Pierwszy zestaw rozłożyłem na tyłach domu w trakcie trwania pierwszego Rock in Rio i grałem razem z telewizorem. Zestaw składał się z pudełek po lodach, kanistrów po benzynie, plastikowych wiaderek, nawet drewnianych klocków, które udawały hi-hat i pedał do stopy. Każdego popołudnia bawiłem się udając, że jestem wielką gwiazdą rocka. Chyba udało mi się właśnie dlatego, że tak mocno w to uwierzyłem. Do dzisiaj dostaję wiadomości przez Facebooka od starych sąsiadów, którzy są dumni z mojej kariery. W tym czasie moją drugą pasją była piłka nożna. Niewiele brakowało a byłbym dziś piłkarzem, bo grałem zawodowo do 18 roku życia. Później przeniosłem się do Porto Alegre i zrezygnowałem z piłki na rzecz muzyki. Niedługo po tym, jak zacząłem grać z pierwszą kapelą, basista kupił perkusję od słynnej w latach 80-tych brazylijskiej marki Taiko, znanej także jako Caramuru od nazwy fabryki. Perkusja nie miała dolnych naciągów, bardzo podobnie do kotłów symfonicznych.


Jakie zespoły wpływały na twoją grę?


W latach 80-tych zacząłem słuchać masy brazylijskiego rocka. W 1986 moje życie zmieniło się po tym, jak usłyszałem w miejscowym radiu Caught Somewhere in Time Iron Maiden. Zakochałem się w heavy metalu. Innymi słowy, Iron Maiden i Nicko McBrain byli odpowiedzialni za moją fascynację światem muzyki metalowej. Po Nicko kolejnym bębniarzem, który uformował mój styl był Deen Castronovo. Dowiedziałem się o nim od gitarzysty z Porto Alegre, Alexandre Machado. W 1993 roku pokazał mi też album Tony?ego MacAlpine?a Maximum Security. Wtedy zmieniło się moje podejście do bębnienia. Ta płyta była nagrana w 1987 r., ale dzięki olbrzymim zdolnościom Deena nadal jest aktualna. Na płycie słychać też Atmę Anura, ale to Deen jest główną gwiazdą. Ten album pokazuje, że zawsze był jeden krok przed wszystkimi. Po usłyszeniu tego albumu stałem się wielkim fanem reszty twórczości Tony?ego, jak również wszystkich bębniarzy, którzy z nim nagrywali. Granie trasy koncertowej z Tonym było więc jednym z moich największych muzycznych osiągnięć. Następnie stałem się fanem muzyki instrumentalnej i poznałem takich gitarzystów, jak Marty Friedman, Joey Tafolla i Vinnie Moore. Na płytach Dragon?s Kiss Friedmana i Infra Blue Tafolli gra Deena Castronowo jest perełką - jazdą obowiązkową dla każdego perkusisty, który lubi muzykę rockową. Grałem covery Tony?ego i Vinniego Moore?a w latach 90- tych z jedną z moich instrumentalnych kapel. W 2010 zaproszono mnie do trasy koncertowej z Vinniem. To było niesamowite uczucie, móc znowu grać te wszystkie numery, nie wspominając już o tym, że Tony grał na klawiszu na kilku płytach Vinniego. Obaj są świetnymi gitarzystami i wspaniałymi ludźmi. Jestem bardzo wdzięczny za to, że mogłem z nimi zagrać.


Miałeś jakiś reżim ćwiczeń, kiedy zaczynałeś karierę? Jak ważne były codzienne ćwiczenia?


Po tłuczeniu się przez dwa lata zacząłem naprawdę grać w wieku 17 lat, ale uczyć się na poważnie i ćwiczyć codziennie zacząłem dopiero, gdy miałem 22 lata. W ciągu kolejnych dwóch lat rzuciłem wszystko, by skupić się na nauce gry. Kiedy wydawało mi się, że jestem gotowy grać zarówno technicznie, jak i muzykalnie, próbowałem wejść na rynek muzyczny. Po ośmiu miesiącach poddałem się i zacząłem pracować w międzynarodowej firmie, produkującej części samochodowe. Żyłem bez grania aż do 1997 roku, kiedy moja sytuacja finansowa się ustabilizowała. Dopiero wtedy wróciłem hobbystycznie do grania i założyłem Hangar. Przez długi czas byłem spłukany i nie mogłem znaleźć zespołu do grania,. Chociaż ciągle się uczyłem, nie miałem motywacji do ćwiczeń, bo nie wiedziałem, jak daleko mogę zajść. To był bardzo ciężki okres w moim życiu. Teraz ćwiczę, kiedy tylko mam trochę wolnego czasu. Poza tym zajmuję się też innymi sprawami Hangar i swoimi własnymi, to wszystko jest bardzo zajmujące. Jeśli mówię, że ciągle ćwiczę, to nie znaczy to, że siedzę ciągle przy perkusji i gram. Można ćwiczyć przy padzie, słuchając różnych styli muzycznych, czy szukając nowinek w Internecie. Zajmowanie się sprawami Hangaru zajmuje naprawdę dużo czasu, ale kiedy muszę ćwiczyć, nie mam problemów z poświęceniem. Gdy przygotowywałem się do grania repertuaru Tony?ego ćwiczyłem przez 10 godzin bez przerwy, bo nie miałem wiele wolnego czasu. Kiedy grałem trasę z Hangarem musiałem bez przerwy ćwiczyć nawet w Boże Narodzenie i Sylwestra. Nawet 24 i 25 grudnia. Zawsze znajdę czas na granie. Lubię być na bieżąco ze wszystkim, co mam robić.


Jakie są twoje aktualne projekty? Z kim teraz grasz? Spotkaliśmy się w tym roku na trasie z Tonym MacAlpinem, ale wiem, że masz jeszcze inne zespoły.


Teraz zajmuję się głównie Hangarem, kapelą, którą założyłem w 1997 roku. Już teraz mamy pięć albumów, a we wrześniu wydajemy nasze pierwsze akustyczne DVD na piętnastolecie zespołu. Od 2001 do 2007 roku grałem też w zespole Angra. W tym okresie miałem mniej czasu dla Hangaru z powodu napiętego grafiku, ale nigdy nie zawiesiliśmy działalności. Mamy dobrze zorganizowaną pracę w Brazylii, bo mamy własny autobus i możemy podróżować ze sprzętem i kompletnym nagłośnieniem. Mamy około 100-120 wydarzeń rocznie. Przez każde wydarzenie rozumiem koncert wraz z próbą zespołu. Często gramy próby, jest to sposób na zapełnienie naszego harmonogramu, bo nie opłaca się wyjeżdżać autobusem z garażu, żeby zagrać dwa koncerty przez weekend i wrócić do domu. To poważne przedsięwzięcie logistyczne i musi być tak przeprowadzone, żeby wszyscy byli zadowoleni. W trakcie kariery miałem okazję poznać moich dwóch największych idoli - Nicko McBraina i Deena Castronovo. Fakt, że teraz gram z Tonym MacAlpinem jest dla mnie surrealistyczny. To sen, który stał się rzeczywistością. Dzięki albumowi Maximum Security poznałem Deena, świetnie jest teraz grać na żywo kawałki, które nagrał w studio. Zawsze, kiedy gramy numery takie, jak Hundreds of Thousands czy Violin Song przypominam sobie, jak wielokrotnie słuchałem tych piosenek i jak bardzo chciałem je kiedyś zagrać na żywo. Jestem bardzo szczęśliwy i wdzięczny za to, że mi się teraz udało.


Musimy spytać o twoje wrażenia z przesłuchań do Dream Theater. Widzieliśmy je na YouTube, ale jakie ty masz po tym wspomnienia?


To był kamień milowy w moim życiu. Nigdy nie wyobrażałem sobie, że mógłbym być jednym z siedmiu perkusistów z całego świata, wybranych na najważniejszy casting w historii muzyki nowoczesnej. Brać w tym udział było niesamowitym przeżyciem. Moja historia jest kompletnie inna od reszty perkusistów, którzy tam byli. Od 15 roku życia miałem równolegle normalną pracę, którą łączyłem z karierą muzyka. Rzuciłem ją dopiero, gdy zaczęliśmy trasę promującą album Rebirth, który nagrałem w 2001 roku z Angrą. Innymi słowy jestem na zawodowym rynku dopiero od 11 lat i popatrz na wszystko, co już mi się przytrafiło. Pierwszą lekcję grania miałem w wieku 22 lat. Wtedy nauczyłem się pierwszego rudymentu. Przedtem grałem na ucho do płyt. Nie wiedziałem, że istnieje coś takiego, jak technika perkusyjna. Bez castingu do Dream Theater być może nigdy nie poleciałbym do Los Angeles na próbę z Tonym MacAlpinem, przygotowującym się do trasy po Europie. Grałem numery nagrane przez Steve?a Smitha, Deena Castronovo, Atmę Anura, Mike?a Terranę, Virgila Donatiego i Marco Minnemanna. Według niego to John Petrucci wskazał mnie do tej roboty. Wydaje mi się, że jeśli dobrze wykonujesz swoją pracę to drzwi nigdy się przed tobą nie zamkną. To wielki zaszczyt być zaproszonym na takie przesłuchanie dzięki nagraniom z mojego ostatniego DVD, na które składają się piosenki Hangaru i Freakeys.


Spośród siedmiu perkusistów wybranych do castingu jesteś tym, którego styl najbardziej przypomina styl Mike?a Portnoya. Jak myślisz, co wpłynęło na ostateczną decyzję?


Właściwie to zawsze wydawało mi się, że styl Manginiego jest bliższy Portnoyowi niż mój. Lubię duże prędkości i martwię się o chwyt w trakcie grania. To teraz nie ma dużego znaczenia, skoro Mangini świetnie się spisuje, a przecież tylko zespół wiedział, czego oczekuje od nowego bębniarza. Portnoy na pewno wpływa na moją twórczość i zawsze byłem fanem muzyki tego zespołu. Z każdym nowym albumem wprowadzał innowacje i jest jednym z tych muzyków, którzy najbardziej wpłynęli na nową generację bębniarzy. Sam fakt, że ktoś brał mnie pod uwagę jako jego następcę jest wystarczającym powodem do dumy.


Ciężko było przygotować piosenki Dream Theater do castingu? Wiem, że już wtedy byłeś bardzo zajęty.


Hangar był w środku trasy koncertowej i potrzebowałem ich wsparcia, żeby pojechać na casting. Odizolowałem się na farmie na dwa tygodnie i zanurzyłem się w świecie Dream Theater z pomocą płyt DVD, CD i wszystkiego związanego z zespołem. Ucieszyło mnie to, że byłem w stanie poświęcić się takiemu wydarzeniu na tyle godzin i dni pod rząd. Granie piosenek, które skomponował i zaaranżował Mike nie było tak proste, jak się wydaje. Ma unikatowy styl, co sprawia, że jest wyjątkowym bębniarzem. Jestem pewien, że Mangini również poświęcił się całkowicie temu projektowi zarówno wtedy, jak i teraz, kiedy jest częścią zespołu.


Jesteś aktywnym muzykiem. Jakie są twoje najbliższe plany koncertowe i studyjne?


Wciąż pracuję nad miksem i montażem akustycznego DVD Hangaru i staram się zapełniać mój harmonogram w Brazylii. Teraz w lipcu biorę udział w Drum Camp w Paryżu, a potem jadę do Seattle, gdzie będę pracował z brazylijską kapelą House of Bones. Zawsze chciałem odwiedzić Seattle z powodu tamtejszej sceny muzycznej. Od Tony?ego dowiedziałem się, że chce pracować nad nową płytą z członkami zespołu, którzy grali z nim ostatnią trasę, więc jestem bardzo podekscytowany tym, co z tego wyjdzie. Myślę, że zacznę pracować nad jego materiałem podczas początku drugiego półrocza. Poza tym jest jeszcze jeden gitarzysta z Los Angeles, którego imienia nie mogę zdradzić. Z nim mam pracować podczas drugiego półrocza. Wciąż muszę martwić się sprawami Hangaru po wypuszczeniu na rynek DVD i specjalnymi występami dla perkusistów, które zawsze są gdzieś organizowane. Innymi słowy nie będę miał czasu na wszystko.


Twoje ostatnie DVD instruktażowe, The Infallible Reason Of My Freak Drumming, jest bardzo praktyczne, jeśli chodzi o podział rozdziałów. Sam je tak zaplanowałeś?


Tak, sam wyprodukowałem to DVD. Jest ono oparte na rzeczach, które zawsze ćwiczyłem. Jest tam wszystko, co przerabiałem z Kiko Freitasem, gdy jeszcze się u niego uczyłem. To wychodzi poza same ćwiczenia, bo opowiadam o całej koncepcji mojej pracy. Wiele osób mówi mi, że sposób, w jaki wszystko jest pokazane na DVD jest bardzo dobry. To mnie bardzo cieszy. DVD było wydane w 2011 roku i było uznane za trzecie najlepsze DVD roku według czytelników pisma Modern Drummer.


Solo PsychOctopus w pełni pokazuje twój styl: latynoską krew, elegancję wykonania, ale o progresywnej esencji. Jak powstał ten utwór?


Solówka była bardzo inspirowana solo Neila Pearta z DVD Rush A Show of Hands z 1989 roku. Zawsze chciałem solówkę z podkładem. Przy jej kompozycji pomógł mi świetny partner do robienia muzyki, Fabio Laguna, który teraz gra ze mną w Hangarze. Spędziliśmy dwa popołudnia pracując nad tymi partiami. Nuciłem mu je i od razu wyobrażałem sobie metra i rytmy, on natomiast stworzył harmonię. Jest tam mały hołd dla Buddy?ego Richa, co jest dość szokujące, bo nikt nie spodziewa się, że zagram fragment Mercy, Mercy, Mercy w heavy metalowej solówce. Thomas Lang, podobnie jak ty, zauważył, że solo jest bardzo eleganckie. Widział je na warsztatach w Musicians Institute w Los Angeles.


Potem grałeś z Vinniem Moorem. Jak to wyglądało?


To był przypadek. Hangar miał supportować koncerty Vinniego w Europie w 2008 roku. Nasz europejski menager wysłał mu nasz album The Reason of Your Conviction z 2007 roku, żeby mógł się z nami zapoznać. Trasa nie doszła do skutku, ale Vinnie spytał naszego menagera, czy znam jego twórczość i czy nie zechciałbym zagrać z nim trasy. Znałem całą jego dyskografię i dwa tygodnie później wypuściłem na YouTube filmik, na którym gram jego piosenkę The Maze, która jest jedną z jego najbardziej skomplikowanych piosenek i która odwiedza muzycznie wiele styli. To był dobry pomysł i Vinnie powiedział, że gdy będzie to możliwe, zaprosi mnie do grania trasy. Zajęło to jakiś czas, ale w końcu miało miejsce w lutym 2010. Warto było czekać, gdyż dzięki temu uzyskałem duży rozgłos poza Brazylią. Następnie wszystko zaczęło się rozkręcać.


Jesteś założycielem grupy Hangar powstałej w 1997 roku. W jaki sposób i w jakim stopniu zmieniło się brzmienie zespołu od czasów Last Time do Acoustic But Plugged In?


Album Last Time był skomponowany i nagrany w czasie, gdy mieliśmy bardzo mało doświadczenia. Hangar był moim odbiciem i dawał wolność grania tak, jak zawsze chciałem. Jestem bardzo dumny z dyskografii zespołu, a Acoustic but Plugged In! jest kompilacją naszych największych hitów. Dopiero po jakimś czasie zdaliśmy sobie sprawę, że repertuar zespołu był praktycznie taki sam, jak to, co graliśmy na zwykłych koncertach.


Na początku z Hangarem supportowaliście Angrę. Potem zostałeś ich bębniarzem. Jak zostałeś członkiem Angry?


Zostałem wybrany po przesłuchaniach. Wiedziałem, że potrzebowali w tym czasie bębniarza i wtedy przenosiłem się z Porto Alegre do Sao Paulo do pracy w międzynarodowej firmie, o której wspominałem. To był czas wielu zmian w moim życiu i wszyscy myślą, że przeprowadziłem się, by grać z Angrą, ale w rzeczywistości miałem zwykłą pracę. Trudno było wtedy zdecydować się, czy rzeczywiście powinienem podążać za marzeniami i zostać profesjonalnym muzykiem, ale teraz, dziesięć lat później, wiem, że podjąłem właściwą decyzję. Moje dojście do zespołu było bardzo przemyślane, sprawdzili mnie na wiele sposobów, aż byli pewni, że jestem odpowiednią osobą.


Tworzenie ścieżki dźwiękowej do akustycznego otoczenia wymagało chyba specjalnych starań.


Na pewno! Musiałem stworzyć ciekawą atmosferę, bo niezależnie od rozmiarów zestawu, na którym gram, ludzie oczekują ode mnie czegoś więcej. Także ja sam nie chcę siebie zawieść. Ostateczne rezultaty były wspaniałe. Jesteśmy pierwszą metalową kapelą z Brazylii, która nagrała akustyczną płytę.


Do nagrania Acoustic But Plugged In! użyłeś znacznie mniejszego zestawu niż normalnie. Dlaczego?


Jeśli album akustyczny brzmiałby tak samo, jak zwykła płyta Hangaru, to nie miałoby to najmniejszego sensu. Zmniejszyłem zestaw, nastroiłem wszystko wyżej i użyłem lżejszych blach. Żaden z talerzy użyty przy nagraniu akustycznej płyty nie jest częścią zestawu, którego używam do elektrycznych koncertów. Chciałem stworzyć coś nowego, skoro miał to być najbardziej wymagający album mojego życia.


Jakie są charakterystyczne elementy instrumentów, które sygnujesz swoim nazwiskiem?


W 2006 roku Mapex wypuścił w RPA mój sygnaturowy zestaw. Była to perkusja nastawiona na fanów metalu. Miała dwie centrale, co było jej najważniejszym elementem, gdyż trudno znaleźć zestaw z dwiema stopkami w przystępnej cenie. Stworzenie sygnaturowego talerza, który Paiste wypuścił w Brazylii w tamtym roku zajęło mi prawie rok testów. Stworzyliśmy więcej niż pięć prototypów, zanim doszliśmy do tego, co mamy dzisiaj. To naprawdę jest brzmienie, które zawsze lubiłem. Jeśli chcesz, żeby twój ride wystawał w środku rytmu, PsychOctopus Giga Bell Ride 18" jest tym talerzem. Już sama nazwa jest trochę straszna.


Ok, ostatnie pytanie z czystej ciekawości - na środku perkusji ustawiona jest maska, którą często nosisz. Co oznacza?


To symbol mojej ksywy - Aquiles ?Ośmiornica? Priester. Wielu fanów w Brazylii tak mnie nazywa. Zaczęło się to jako żart, ale w końcu przeistoczyło się w dość mocną markę. Często nie trzeba mojej twarzy czy imienia, by było wiadomo, że mówią o mnie. Można to znaleźć wszędzie w moich materiałach promocyjnych. To znak mojej marki.


Materiał przygotowali: Michał P. Kubicki, Szymon Ciszek i Maciej Nowak

Galeria

Pozostałe

Paul Mazurkiewicz (Cannibal Corpse)

Dodano: 29.09.2016

Jeden z najsłynniejszych zespołów deathmetalowych na świecie współtworzy perkusista o bardzo swojsko brzmiącym nazwisku.

czytaj dalej

Nigel Glockler (Saxon)

Dodano: 22.09.2016

Pojawił się w zespole na tygodniowe zastępstwo, które ostatecznie przedłużyło się - z drobnymi przerwami - do dnia dzisiejszego.

czytaj dalej

Michał "Bandaż" Bednarz

Dodano: 08.09.2016

Bębni m.in. W Trzynastej w Samo Południe, w Full-X Trio Adama Fulary, absolwent Wrocławskiej Szkoły Jazzu i Muzyki Rozrywkowej, Jazzu i Muzyki Estradowej na Akademii Muzycznej we Wrocławiu.

czytaj dalej

Charlie Benante

Dodano: 26.08.2016

Ze swoim prawie 35-letnim stażem na scenie, Anthrax należy do legend ostrego grania. Przechodził różne wzloty i upadki, uczestniczył lub był świadkiem kolosalnych zmian w muzyce.

czytaj dalej

Jay Weinberg (Slipknot)

Dodano: 18.08.2016

Perkusyjnym światem tąpnęło, gdy Joey Jordison powiedział: "Odchodzę ze Slipknot!".

czytaj dalej
Zobacz wszystkie
Reklama