Tommy Clufetos we wrześniowym numerze Perkusista Przejrzyj online >>Ulubiony kiosk
Wywiady

Benny Greb

Dodano: 28.01.2013
Z wyglądu podobny jest zupełnie do nikogo, zestaw ma malutki, bardzo skromny. Nie jest wydziergany w smoki i inne demony, a jego klata przypomina raczej dołek po wapnie.

Na nosie nosi wielkie bryle, a włosów powoli ma więcej na brodzie niż głowie. Jest za to jednym z najbardziej rozpoznawalnych bębniarzy młodego pokolenia. Wdarł się na światową scenę nie ze znanym zespołem, nie ze znanym hitem radiowym, nie z tanimi sztuczkami za zestawem, lecz z fenomenalnym groovem, który od razu został zauważony przez perkusyjny świat.

Wiele osób na hasło "niemiecka muzyka" w dalszym ciągu ma skojarzenia związane z ekierką, linijką, cyrklem (takim specjalnym - robiącym kwadraty, a nie kółka) w aromacie kiszonej kapusty i skwierczącego sznycla. Tymczasem już pod koniec lat 60-tych zeszłego stulecia nasi drodzy sąsiedzi udowadniali, że Amerykanie mogą się od nich jedynie pilnie uczyć prawdziwego klimatycznego prog rocka. Benny Greb to także perkusista, którego finezja i polot gry sprawia, że wielu bębniarzy wpada w kompleksy ze swoją kwadratową grą. Oczywiście, sympatycznego Niemca nie mogło zabraknąć na tegorocznym Meinl Drum Fest. Tam czyhał na niego z rozpostartymi sieciami nasz redaktor, który rozpoczął rozmowę od dość ciekawego tematu, związanego z pewną publikacją na rynku niemieckich książek? kucharskich.

Benny, chcę porozmawiać na temat twojego grania, codziennego życia perkusisty, systemu ćwiczeń? Jednak moje pierwsze pytanie jest z zupełnie innej beczki i dotyczy twojego udziału przy powstaniu książki kucharskiej, napisanej przez niemieckich perkusistów. Powiedz nam o tym coś więcej.


O, tak! Pomysłodawcą tego przedsięwzięcia był redaktor niemieckiego magazynu perkusyjnego "Sticks" (Tom Schäfer - przyp.red.). Nie miało mieć to nic wspólnego z bębnami, miał być to zbiór przepisów na różne potrawy. Pomyślałem sobie: "Nie lepiej zamówić pizzę, po prostu zadzwonić i tyle?". Z drugiej strony mogłem przecież podzielić się moją słynną w niektórych kręgach zupą brokułową?


Z mięsem?


Z niczym (śmiech), niezbyt polska.


Jestem wegetarianinem...


Świetnie! Ta zupa jest bez absolutnie niczego prócz wody, soli i brokułów. To już tradycja, że robię ją zawsze, gdy wracam do domu z trasy. Jest pyszna!


Wróćmy do tematów perkusyjnych. Powiedz nam o idei powstania Sand Cymbals. Jak do tego doszło?


Pierwszym talerzem, nad którym zaczęliśmy pracować wraz z Meinlem był 20" Sand Ride. Przedstawiłem im swoje oczekiwania odnośnie brzmienia, które pozwoliłoby mi się muzycznie wyrazić. Zaczęli przysyłać prototypy, które testowałem, a potem wymienialiśmy się uwagami. Próbowaliśmy różnych rozwiązań na zasadzie zakopywania talerzy w ziemi, podpalania ich i tak dalej. Robiliśmy wiele dziwnych rzeczy, by zrozumieć, w jaki sposób nasze działania wpływają na brzmienie tych talerzy. Nigdy w żaden sposób Meinl nie wywierał na mnie presji i nie narzucali mi rozwiązań, to była nasza wspólna przygoda i poszukiwania. Ride to bardzo ważny talerz w moim zestawie, poszukiwałem więc czegoś absolutnie wyjątkowego. Kiedy otrzymałem swojego Sand Ride?a 20" byłem bardzo szczęśliwy. Brzmiał dokładnie tak, jak sobie to wyobrażałem. Idąc za ciosem przy wykorzystywaniu tych samych procesów produkcyjnych próbowaliśmy zrobić hi hat. Tak powstał Sand Hat. Skoro poszło nam tak łatwo, Meinl zaproponował, byśmy zrobili crashe oraz dodatkowy ride 22" z nitami. W ten sposób powstał kompletny set, którego używam w studio, podczas klinik i koncertów. Te talerze brzmią zupełnie inaczej niż wszystko to, co słyszałem do tej pory, jest to spełnienie moich marzeń, dotyczących brzmienia talerzy.


Jak długo trwały prace nad tą serią od pierwszego prototypu do finalnego produktu?


(Benny zastanawia się dłuższą chwilę) 4 lata...? Wiesz, nie chcieliśmy wywierać na siebie w żaden sposób presji i wypuszczać kolejnego, typowego ride?a. Zdarzały się sytuacje, w których byłem już nieco zmęczony ciągłym testowaniem i brakiem rezultatów w poszukiwaniach, wtedy robiliśmy przerwę. W końcu doszliśmy do miejsca, w którym powstał Sand Ride i zaczęliśmy szukać opinii u innych muzyków. Kiedy zaczynali na nim grać, mówili, że to coś zupełnie innego - począwszy od wyglądu (ride jest nielakierowany o piaskowym, surowym kolorze, który wraz z upływem czasu będzie ciemniał) po brzmienie. Nasze poszukiwania, lata pracy, dziesiątki prototypów, eksperymentów dały rezultat. Zrobiliśmy doskonałe talerze, dodatkowo Sand Ride 20" jest najlepiej sprzedającym się profesjonalnym talerzem w historii Meinl. Okazało się, że wielu ludzi poszukuje podobnych rozwiązań brzmieniowych.


Co cię inspiruje jako perkusistę?


Wszystko. Każda sytuacja inspiruje mnie w pewien sposób, to coś więcej niż tylko muzyka. Myślę, że nauka jest bardzo inspirująca, relacje między ludźmi. Uważam, że muzyka jest w pewien sposób relacją między ludźmi. Jeśli tworzysz sztukę, ale tak naprawdę interesuje cię tylko to, co ty chcesz powiedzieć i nie dbasz o to, czy ktoś zrozumie twój komunikat to jest to według mnie dziwna sytuacja. Ale jeśli mówisz coś do kogoś, on ci odpowiada, nawiązujecie rozmowę to tworzycie pewną relację. To tak samo jak muzyka. Są muzycy, zespoły, których nie interesuje sprzężenie z publicznością, ale są też tacy, którzy chcą nawiązać rozmowę z odbiorcami swojego komunikatu, jakim jest muzyka. To, co zachodzi między publiką, a zespołem podczas występów jest bardzo inspirujące. Całą swoją pracą i pasją staram się właśnie przekazywać komunikaty. Czasami perkusiści skupiają się za bardzo na rozmowach o sposobach tego przekazu, o technikach użytych celu wyrażenia swojej wiadomości. Powinni skupić się na zadbaniu o to, by ich słowa zostały zrozumiane. Jeśli komunikujesz się ze mną: "To jest bla bla bla" to nie wchodzę ani w sposób, w jaki to mówisz, ani w technikę, jakiej używasz. Skupiam się na tym co czuję. To samo jest z muzyką, muzycy oczekują zainteresowania ze strony publiczności na zasadzie: "Jak on to zrobił, co to za technika, ciekawe, jak długo do tego dochodził". Nie o to chodzi. To tak, jak z elektrycznością, nie musisz tego rozumieć. Po prostu podchodzisz do włącznika, naciskasz i jest: "Wow, mogę to wszystko zobaczyć, lubię to, zrobię to jeszcze raz!". To samo z muzyką, całe szczęście, dzięki Bogu, nie musisz rozumieć ghost notów i tych wszystkich rzeczy, życzymy sobie, by zwykły odbiorca muzyki to słyszał i doceniał, ale to przecież bez sensu! Każdy jest muzycznym ekspertem, kiedy po prostu albo coś ci się podoba, albo nie. To proste.


Skoro rozmawiamy o wszystkim, co cię inspiruje? Który z perkusistów inspiruje cię najmocniej?


Jako nastolatek byłem pod wielkim wpływem perkusistów z lat 80 i początku lat 90, a więc Weckl, Garibaldi, Vinnie Colaiuta, Dennis Chambers. Moim ponadczasowym jednak idolem jest Steward Copeland. Kilka lat temu miałem niesamowitą okazję współpracy z tym perkusistą. Był producentem i kompozytorem pewnego projektu, do którego zaprosił mnie osobiście. Człowieku, rozumiesz, ten Steward Copeland zaprosił mnie, bym zagrał dla niego bębny! Byłem totalnie posrany! Siedziałem w studio, nagrywałem swoje ścieżki i po skończeniu nagrania usłyszałem jego głos w słuchawkach: "To było naprawdę świetne, stary, dobra robota" (w tym momencie Benny zaczyna odgrywać swoje wzruszenie). To była naprawdę jedna z fajniejszych przygód w moim życiu. Kolejnym z wielkich jest Steve Gadd. Dużo rozmawialiśmy na temat nowych prądów w sztuce perkusyjnej i te rozmowy wiele dla mnie znaczą po dzień dzisiejszy. Bardzo mnie zainspirowały do poszukiwania nowych dróg w wyrażaniu siebie jako perkusisty. Uwrażliwił mnie na wiele rzeczy, które wydały mi się dziwne lub zbyt oczywiste, a on otworzył mi na nie oczy i pozwolił zrozumieć w nieznany dla mnie sposób.


Masz wielu fanów w Polsce i każdy, kto oglądał twoją szkołę na DVD, czy filmy z twoim udziałem na YouTube mówił: "Benny Greb - co za groove!". Masz swój własny, niepowtarzalny styl, w znacznej mierze oparty na pulsie, dynamice i po prostu groovie...


Oto 100 euro dla ciebie. (śmiech)


(Śmiech) Nie do końca o to mi chodziło! Ludzie słuchają tych wszystkich szalonych rzeczy, ekstremalnie szybkich perkusistów, jak Derek Roddy, Kollias i tak dalej. Powiedz, w jaki sposób zapatrujesz się na granie w tym stylu? Jesteś reprezentantem zupełnie innego.


Nieco zaskoczyłeś mnie tym pytaniem... Ci goście są absolutnie niesamowici i grają rzeczy, które są dla mnie nieosiągalne z tych czy innych względów. Czasami ludzie przychodzą do mnie i mówią: "Grasz tak bardzo muzycznie". To niezwykle miłe, ale moja odpowiedź powinna brzmieć: "Oczywiście, co mógłbym robić innego, skoro jestem perkusistą?" Jeśli grasz na instrumencie i nie tworzysz muzyki, to co właściwie robisz? Być może służy to temu, by być jeszcze szybszym i jeszcze bardziej niemożliwym. Nie zrozum mnie źle, nie oceniam tego, ponieważ wiem, jak dużo pracy i cierpliwości trzeba włożyć w to, by grać w ten sposób, to nie podlega w ogóle żadnej dyskusji, ale pytanie brzmi - co z tym robisz, w jaki sposób to pożytkujesz i co chcesz przez to powiedzieć? Często ekstremalni perkusiści, których znam i przyjaźnię się z nimi, czują się niedocenieni przez pryzmat swoich umiejętności, oczekując w zamian za godziny ciężkiej pracy, litrów potu i ogromnej determinacji czegoś więcej.

Idziesz do lekarza z bólem gardła, najzwyczajniejsza przypadłość, spodziewasz się standardowej wizyty. Lekarz mówi: "Ok, w porządku, połóż się, zobaczymy, co da się z tym zrobić". Nagle budzisz się po dwóch dniach w szpitalu z zaszytą raną przez całą klatkę piersiową, maską tlenową na twarzy, a w oddali słyszysz "pik pik pik" i zastanawiasz się: "Boże, co się stało, co ja tu robię?". Lekarz tłumaczy ci, że przeprowadzono operację na otwartym sercu, wyjęli ci stare, włożyli nowe i generalnie sytuacja jest opanowana, a operację można uznać za udaną. Pytasz go: "Człowieku, dlaczego to zrobiłeś? Przyszedłem tu ze zwykłym bólem gardła!". - "Jesteś bardzo niewdzięczny, jestem najlepszym lekarzem w tym kraju od operacji na otwartym sercu!" - "Jesteś dupkiem!" - "Człowieku, o co ci chodzi, poświęciłem wszystko, by być najlepszym w operacjach na otwartym sercu, studiowałem latami. To strasznie trudne! Potrafisz to zrobić? No właśnie, a ja potrafię!". Przecież ten człowiek nie oczekiwał tego, że wymienią mu serce na nowe! To tak, jak z perkusistami. Załóżmy, że dołączają do zespołu jazzowego, przychodzą na próbę, bawią się, improwizują i bębniarz zaczyna grać nagle na podwójnej stopie, mówiąc: "To jest najlepsza podwójna stopa na świecie, o co ci chodzi!?" Tak, ale to nie jest to, czego oni od ciebie oczekują, czego potrzebują. To wykracza poza kontekst! Wielu fantastycznych muzyków gra fatalnie, brzydko, słabo technicznie, ale przecież w muzyce nie chodzi tylko o to, by być najlepszym - wydaje mi się, że chodzi o to, żeby nadać zrozumiały komunikat dla tego, dla kogo tworzysz. Jest też na odwrót, gdy widzisz niesamowitego technika, który gra rzeczy, których ty z kolei nie jesteś w stanie pojąć, ale nic nie czujesz - nie rozumiesz tego, co chce ci powiedzieć.


Czujesz się spięty, zestresowany przed swoimi występami? Czasami wychodząc na scenę wszystkie nasze pomysły, przejścia, zagrywki nagle przepadają w otchłani naszego umysłu, zabite stresem i niepokojem, związanym z występem przed publicznością. Wychodzisz i zaczynasz grać jak pokraka! W jaki sposób, jeśli czujesz tego typu rzeczy, sobie z tym radzisz?


Przede wszystkim dużo płaczę.


(Śmiech)


Znacie to, prawda? (śmiech) Myślę, że jeśli masz zły dzień i po prostu ci nie idzie, jesteś tym sfrustrowany - to po prostu tak jest, musisz się z tym pogodzić. Nie musisz grać świetnie zawsze, nie zawsze jest tak, że wszystko idzie jak należy. Robię zawsze wszystko, co potrafię najlepiej, na ile mnie stać w danej chwili. Moje życie od tego nie zależy, nie mogę się tym zadręczać. Jeśli mam problem to staram się go zrozumieć i wyeliminować w przyszłości, to wszystko. Nie możemy ze wszystkim walczyć i wszystkiemu się sprzeciwiać, czasem się po prostu nie da.


Dziękuję ci pięknie za tę niesamowitą rozmowę.


Dziękuję również!


Rozmawiał: Przemysław Głowacki
Zdjęcia: Meinl www.meinlcymbals.pl/storefi nder


Galeria

Pozostałe

Nigel Glockler (Saxon)

Dodano: 22.09.2016

Pojawił się w zespole na tygodniowe zastępstwo, które ostatecznie przedłużyło się - z drobnymi przerwami - do dnia dzisiejszego.

czytaj dalej

Michał "Bandaż" Bednarz

Dodano: 08.09.2016

Bębni m.in. W Trzynastej w Samo Południe, w Full-X Trio Adama Fulary, absolwent Wrocławskiej Szkoły Jazzu i Muzyki Rozrywkowej, Jazzu i Muzyki Estradowej na Akademii Muzycznej we Wrocławiu.

czytaj dalej

Charlie Benante

Dodano: 26.08.2016

Ze swoim prawie 35-letnim stażem na scenie, Anthrax należy do legend ostrego grania. Przechodził różne wzloty i upadki, uczestniczył lub był świadkiem kolosalnych zmian w muzyce.

czytaj dalej

Jay Weinberg (Slipknot)

Dodano: 18.08.2016

Perkusyjnym światem tąpnęło, gdy Joey Jordison powiedział: "Odchodzę ze Slipknot!".

czytaj dalej

Mike Portnoy

Dodano: 10.08.2016

Perkusista, którego nie trzeba nikomu przedstawiać. Wywołuje wielkie kontrowersje, jedni go uwielbiają i niemal czczą, inni wręcz nienawidzą i gardzą

czytaj dalej
Zobacz wszystkie
Reklama