Zobacz porady i podpowiedzi od śmietanki perkusyjnej... Perkusista Zamów listopadowe wydanie >>Ulubiony kiosk
Wywiady

Marco Minnemann

Dodano: 25.02.2013
Marco Minnemann jest jednym z bardziej lubianych perkusistów, a jego nazwisko często jest stawiane na równi z największymi mistrzami fachu bębniarskiego.

Doskonały technik o bujnej wyobraźni, mający mocno osadzone korzenie w naszym kraju, do którego przyjeżdża w miarę często, nie tylko przy okazji koncertów. Tym razem jest u nas, promując projekt The Aristocrats.

Nigdy nie grał i wciąż nie gra w żadnym wielkim zespole, gdzie mógłby swoje nazwisko owinąć płaszczem sławy - nie tylko w środowisku perkusyjnym. Marco nie jest tego typu muzykiem. Co wcale nie znaczy, że tak by nie chciał. On jest zwyczajnie perkusyjnie niezwyczajny? Należy do kategorii wirtuozów, którzy spotykają się z innymi, jemu równymi wymiataczami, żeby tworzyć muzykę. Muzykę przeznaczoną zdecydowanie dla tych, którzy się nią interesują, a nie tych, co okazyjnie potupią nóżką w rytm radiowego hitu. Owszem, miał kilka drobnych przygód, okazjonalnych jamów z wielkimi nazwiskami, ale wciąż jest utożsamiany najbardziej z samym sobą. Wesoły, szeroko uśmiechnięty Niemiec gra obecnie z zespołem The Aristocrats, którego jest założycielem i współkompozytorem materiału. Niektórym nazwa kapeli może kojarzyć się dwuznacznie i przypominać słynny obleśny dowcip. Jak się okazało, nie jest to przypadkowe skojarzenie i zespół wziął ten temat na warsztat. Same koncerty Arystokratów to? wielka niewiadoma, ponieważ muzycy na bazie swoich utworów z płyty bawią się muzyką ku wielkiej uciesze publiczności. Czegóż chcieć więcej? Niech więc wszyscy fani ramówki publicznego radia pójdą sobie na festyn z okazji dni miasta, my w tym czasie zajmiemy się czymś prawdziwie wytrawnym i nieszablonowym. Porozmawiajmy z przedstawicielem arystokracji bębnienia?

Marco, jesteśmy parę dni przed waszym koncertem w Polsce jako The Aristocrats. Mógłbyś nam powiedzieć, jak wpadliście na pomysł sformowania ekipy "arystokratów"? Czy to jest, jak zwykle, rezultat ciągłej potrzeby czerpania radości?


Przede wszystkim grałem z Bryanem wcześniej, razem z Mike Keneally Band, a także w naszym projekcie - KMB (Keneally, Minnemann, Beller), gdzie graliśmy wzajemnie nasze utwory. Później mieliśmy trio, gdzie występowałem oczywiście ja oraz Bryan i Greg Howe. Następnie powstała ta właśnie rzecz, co miało miejsce na NAMM 2011, gdzie Bryan zasadniczo robił swój pokaz basowy, ale zapytał mnie i Grega, czy moglibyśmy zrobić trio. Greg nie mógł, dwa tygodnie przed tym, jak mieliśmy grać. Tak więc Guthrie był z nami i parę osób ośmieliło nas, by zapytać w końcu: "Hej, dlaczego nie grasz z nami?" Była to wielka zabawa od samego początku, naprawdę niesamowita sytuacja. Panowała między nami świetna chemia i wszystko zaskoczyło od razu. Koncert okazał się sukcesem, zdecydowaliśmy się grać razem, później stwierdziliśmy, że zrobimy CD i ostatecznie pojedziemy w trasę. Tak to się wszystko zaczęło z The Aristocrats. Nazwa wzięła się z tytułu jednej z naszych piosenek, gdzie są takie tytuły, jak Blues Fuckers czy Sweaty Knockers, a jest przecież ten film o tym strasznie paskudnym dowcipie zatytułowany właśnie Arystokraci. Kiedy Guthrie usłyszał te wszystkie tytuły piosenek stwierdził, że nasz zespół powinien nazywać się właśnie The Aristocrats.


Żyjecie w różnych miejscach, właściwie na różnych kontynentach. Jak rozwiązujecie problem chociażby prób? Wystarczy wam złapać pomysł przez Internet i przez dzień lub dwa ograć go przed koncertem?


Tak, to prawda? Praktycznie nie robimy prób. Każdy z nas pisze każdemu kawałki, uczymy się tego i kiedy się spotykamy razem to gramy. Uwierz lub nie, ale nigdy nie graliśmy na próbie żadnej z piosenek z płyty The Aristocrats przed wejściem do studia i nagraniem, ani razu! Dosłownie nauczyliśmy się je grać razem w studio i później wszystko nagraliśmy. Na żywo zmieniamy pewne rzeczy, gramy je nieco różnie. Zobaczysz to na naszym zbliżającym się DVD, tak więc czasami przed trasą próbujemy je podczas próby dźwięku. Pod koniec trasy zespół jest już bardzo spójny.


Zgodnie z informacjami wszyscy byliście kompozytorami utworów na album. Mógłbyś coś powiedzieć więcej o procesie twórczym?


Cóż, utwory były napisane dla The Aristocrats, za wyjątkiem może dwóch, które były dostępne na innych albumach. Cała reszta była stworzona przez nas dla nas. Oczywiście, każdy ma na myśli innych członków zespołu w momencie, gdy pisze utwory. Na tym albumie każdy z nas skomponował po trzy utwory i tak samo będzie w przypadku kolejnego CD. Staramy się trzymać tego pomysłu. Każdy z nas jest kompozytorem, każdy z nas przychodzi z kompletnym numerem i reszta zespołu stara się coś z tym zrobić. Wtedy też nagrywamy materiał, wprowadzamy go w życie, jest więc dość szybki proces twórczy. Wszystko się rozgrywa wokół chemii w zespole, kiedy zespół "siedzi" i jest zrozumienie. Kiedy wiesz, co znajduje się w głowach innych możesz to spokojnie przetłumaczyć. Jest to całkiem interesujące słyszeć nasze style kompozytorskie, szczególnie w momencie, gdy bierzesz płytę i możesz poznać, który numer przez którego z nas został napisany. To bardzo fajna sprawa.


Zagrałeś już pełno koncertów, promujących twój album. Jakie to uczucie grać te numery na żywo? Szczególnie mam na myśli "smartfonowe jamy".


Ooo, tak! Wiem, co masz na myśli. Tak, jak powiedziałem - im bardziej trasa się rozwija to tym bardziej rozwijają się pomysły i sama idea. Gramy nowy materiał. Na naszym przyszłym DVD mamy piosenkę , którą skomponowałem The Dance of the Aristocrats i uwielbiam, jak to się rozwija, lekkie przedstawienie. To, co robimy, to, że każdy z nas opowiada historię piosenki, którą napisaliśmy, dlaczego ma taki tytuł i dlaczego idzie tak, a nie inaczej. To bardzo zabawne dla publiczności, do tego ten pomysł ze smartfonami? Nie pamiętam, jak to się stało, ale jakiś czas temu mieliśmy jam, gdzie wyciągnęliśmy telefony i przyłożyliśmy je do mikrofonów. Publiczność zaczęła się śmiać, więc postanowiliśmy trzymać dalej ten dowcip i dodać do niego parę innych rzeczy jak gumowego kurczaka w Turcji, zaczęliśmy robić nim hałas. Nie wiesz do końca, co się może stać, mamy zwyczajnie radochę na scenie. Teraz inkorporujemy kilka z tych rzeczy do naszych kompozycji, tak, jak ten z telefonami, wydłużyliśmy motywy, rozumiesz? Jest zabawa.


Jesteś także nauczycielem i prowadzisz kliniki, twoje instruktażowe DVD Maximum Minnemann oraz Extreme Drumming są na szczytach list wszystkich tego typu płyt DVD. Jak ważne jest dla ciebie przekazywanie tego perkusyjnego doświadczenia?


Ciekawą rzeczą jest to, że nie widzę się jako muzyka grającego kliniki. To zabawne, ponieważ lubię występować. Gram zwyczajne rzeczy, gram solówki, gram też i pokazy perkusyjne. Czasami robię takie rzeczy. Niezbyt często, żeby być szczerym, ponieważ mam własne zespoły, własne projekty, płytę solową, Arystokratów i później jeszcze projekt Stevena Wilsona. Wyszedłem z kilkoma pomysłami, które miały ukazać od wewnątrz moją wizję tego, jak gram. Tak właśnie napisałem te książki, tak się uczyłem. Szczególnie, jeżeli chodzi o koncepcję niezależności, gry kombinacyjnej, granie przeciwko innym, z rękoma i nogami, lewa przeciw prawej, prawa przeciw lewej oraz krzyżowanie patentów czy też nakładanie na siebie, jak np. nakładanie na siebie nieparzystych rytmów. Cały ten materiał jest dla mnie interesujący i lubię się tym wszystkim dzielić z innymi pokazując, jak to wygląda od wewnątrz. Nagraliśmy sporo rzeczy dla Drum Channel w DW, nagraliśmy tony materiałów, które powinny ukazać się na DVD, może na koniec tego roku lub może na początku przyszłego. Głównie koncentruję się na pisaniu muzyki, ale jestem bardzo szczęśliwy, gdy mogę pomóc i zaprezentować ten mój wewnętrzny obraz, kiedy ktoś mnie pyta, bym przyjechał i zrobił klinikę.


Grałeś z szeroką gamą muzyków od Neny po Necrophagist czy Kreator. Który styl muzyczny pasuje ci najlepiej?


Zawsze interesowałem się różnymi stylami muzyki i to serce zawsze mi podpowiadało. Lubię te style i nie było to na zasadzie: "Chcę grać wszystkie!" To właśnie możesz doskonale usłyszeć na moim CD, od rocka i punku przez dość skomplikowany materiał po jazz i metal. Dorastałem słuchając muzyki, ponieważ moi rodzice byli pasjonatami muzyki, a na marginesie moja mama jest z Polski, z Łodzi? Słuchałem dużo Queen, Led Zeppelin, Jethro Tull, Frank Zappa, Rush, Slayer, Yoshi Sakamoto - japoński kompozytor, to wszystko? I zawsze moje serce biło w tym kierunku. Jeżeli kochasz coś, słuchasz tego, to automatycznie rozumiesz i potrafi sz zagrać. Dlatego tyle różnych stylów możesz znaleźć u mnie w szafie.


Minęło trochę czasu, ale musimy cię zapytać o przesłuchanie do Dream Theater. Chodzą pogłoski, że od początku wiadome było, że to Mike Mangini będzie ich bębniarzem, a cała reszta była wyreżyserowana jak opera mydlana. Co ty na to?


O nie, znooowu?? Ok. Szczerze mówiąc, nie byłem nigdy wielkim fanem Dream Theater, ale kumpluję się z Jordanem Rudessem. Pracujemy razem nad muzyką i gramy razem. Zapytał mnie, czy nie zechciałbym spróbować. Powiedziałem, że nie wiem, że nawet nie znam ich piosenek. Przyniósł trzy piosenki i zagraliśmy je. Spędziliśmy naprawdę bardzo fajnie ten czas, serio, było super. Później zapytał mnie, czy nie zechciałbym dołączyć do zespołu, Tylko, że wtedy byłaby to rzecz numer jeden i wszystko inne schodzi na drugi plan. Musisz się kompletnie temu oddać. Byłem na Wschodnim Wybrzeżu tak, jak oni w Nowym Jorku i miałem swoje zespoły. Zapytali mnie, jak dużo piosenek znam i jak dużo albumów Dream Theater posiadam, powiedziałem: "Uhmmm? Nie mam żadnego albumu Dream Theater". Zostaliśmy w kontakcie. John Petrucci zaproponował, by zrobić jego CD i pojechać w trasę, ale jestem w trasie z Arystokratami, dodatkowo pracuję nad nową produkcją Stevena Wilsona , a moje nowe CD właśnie jest ukończone. Cieszę się więc, że zostało to postrzegane dobrze. Dziękuję za to, że się podobało, bo wiele osób mówiło, że wyszedłem nieźle, sam zespół tak twierdzi, co mnie bardzo cieszy. Ostatecznie nie chciałem być aktorem w tej operze mydlanej, nie chciałem być pokazywany, ale ich management zignorował to, nie wywiązali się ze swoich obietnic i umieścili to na YouTube. To trochę przykre. Powiedzieli mi, że mogę przejrzeć materiał i zatwierdzić. Obejrzałem i powiedziałem, że nie chcę tego pokazywać, ale oni odpowiedzieli, że jest za późno. Ok. Mam więc dzięki temu promocję i tyle.


Nie wolałbyś być pełnoprawnym członkiem dużego zespołu niż być wciągniętym w wiele projektów, które, zapewne w większości, wymagają przeszeregowania?


Gram ze Stevenem Wilsonem w salach dla 1000 osób, nie jest więc tak źle. Podobnie z The Aristocrats, gdzie gramy w relatywnie dużych salach. Dodatkowo granie we trzech ma swój bardzo duży plus i przewagę, wszystko dzielisz na trzy (śmiech), a to jest bardzo miłe.


Powiedz coś o innych projektach muzycznych, w które jesteś obecnie zaangażowany?


The Aristocrats to mój podstawowy projekt na chwilę obecną. Także płyta Stevena Wilsona i zbliżająca się trasa to bardzo ważne rzeczy. Moja płyta jest w stanie niemal gotowym i robię ponadto wiele produkcji dla innych ludzi. Nagrywam w domu. 99% produkcji, które robię, robię w domu.


Pytanie medyczne, ale praktyczne? Jak radzisz sobie ze swoim kręgosłupem? Nie jest zdrowym dla wysokich ludzi tak, jak ty, spędzać godziny wygiętym. Ćwiczysz swoje plecy?


Nie wykonuję ćwiczeń na plecy. Upewniam się jedynie, że siedzę w prawidłowej pozycji, bez nacisku. Na razie, odpukać, nie mam żądnych większych problemów z plecami, ale starannie dbam o swoją pozycję siedzącą.


Materiał przygotowali: Michał Kubicki i Maciej Nowak
Zdjęcia: Claude Dufresne

Galeria

Pozostałe

Tommy Clufetos (Black Sabbath)

Dodano: 08.12.2016

Ostatni marsz Black Sabbath przez światowe stadiony i hale koncertowe. Najważniejszy zespół w historii muzyki metalowej przechodzi do historii i żegna się z fanami.

czytaj dalej

Luke Holland

Dodano: 01.12.2016

Luke to rocznik 1993 i jest doskonałym przykładem na to, jak nowe technologie wpłynęły na świat bębnów. Młody muzyk gra oczywiście w typowym zespole scenicznym, ale dla większości perkusistów jest on postacią znaną głównie z filmów na Youtube.

czytaj dalej

Szymon "Kanister" Jędrol

Dodano: 25.11.2016

Dla wielu punkowe granie nie idzie w parze z techniką i dobrymi muzykami. Z jednej strony coś w tym może i było 30 lat temu, z drugiej im prostsza muzyka, tym trudniej zagrać wszystko dobrze i w punkt.

czytaj dalej

José i Tomek Torres

Dodano: 18.11.2016

Ojciec nagrał kilkadziesiąt płyt z największymi gwiazdami naszej sceny muzycznej. Syn gra w jednym z najbardziej rozchwytywanych polskich zespołów rockowych.

czytaj dalej

Matt Nicholls (Bring Me The Horizon)

Dodano: 31.10.2016

Od małych metalowych klubów po wielkie hale jako gwiazda wieczoru. Minęło już 12 owocnych lat działalności Bring Me The Horizon.

czytaj dalej
Zobacz wszystkie
Reklama