Zobacz porady i podpowiedzi od śmietanki perkusyjnej... Perkusista Zamów listopadowe wydanie >>Ulubiony kiosk
Wywiady

Drumbassadors

Dodano: 25.03.2013
Chyba nikt, kto znalazł się w listopadowy wieczór w bydgoskim Drumcenter na spotkaniu z duetem Drumbassadors, nie żałował lekkiego spóźnienia na piątkowe piwo w gronie znajomych.

Czy był to zwykły "pokaz" umiejętności muzyków, czy też pełnowymiarowy, półtoragodzinny koncert, podczas którego można było delektować się muzyką graną przez nietypowy skład instrumentalistów?

Na to pytanie, adekwatnie do osobistych odczuć i nastawienia, odpowiedzieć może sobie każdy z uczestników tego wydarzenia. Na pewno René Creemers i Wim de Vries otworzyli nam oczy i uszy na to, czemu przy odpowiedniej dawce kreatywności i stosownych umiejętnościach może służyć standardowy zestaw perkusyjny.

Spotkanie w DrumCenter na pewno trudno nazwać warsztatami, ponieważ występ Drumbassadors praktycznie pozbawiony był elementów edukacyjnych w tradycyjnym rozumieniu. Jedynie w zapowiedziach poszczególnych utworów muzycy wyjaśniali zastosowane w nich, niekonwencjonalne sposoby gry na bębnach.

Panowie z Drumbassadors zaprezentowali publiczności kilka autorskich kompozycji, zaaranżowanych na dwa zestawy perkusyjne. Każdy z utworów rozciągnięty został do kilkunastominutowych improwizacji, wzbogaconych solówkami każdego z muzyków. Rozpiętość stylistyczna od jazzu przez elementy muzyki afrokubańskiej i rytmy etniczne po wstawki zahaczające o drum?n?bass, a także płynne przechodzenie pomiędzy nimi powodowały, że słuchacz był w każdej minucie zaskakiwany.

Wzajemne zgranie obu muzyków jest niesamowite. Potrafią równo, nuta w nutę wybijać tę samą frazę, za chwilę rozdzielić się i tworzyć ciekawe podziały np. z hi-hatem otwieranym naprzemiennie w różnych punktach frazy. Prowadzą swego rodzaju instrumentalne dialogi, by za chwilę znów zgrać się idealnie, a następnie przejść do tematów polirytmicznych.

Jednak tym, co najbardziej wyróżnia grę duetu spośród setek innych perkusistów jest niebywała umiejętność melodycznego wykorzystania werbli i tomów. Panowie, dociskając jedną pałką membrany, wydobywają z bębnów ton o pożądanej wysokości i w ten sposób perkusja staje się w ich rękach instrumentem melodycznym! W tym samym czasie nogi, a także ręce - uderzając gdzieś pomiędzy nutami melodii - tworzą podstawę rytmiczną utworu. Do tego dochodzi olbrzymia rozpiętość dynamiczna ich gry - nie ma tutaj monotonnego stukania a?la automat perkusyjny czy pięciominutowego "sypania kartofl i" na maksymalnej głośności. Jest za to wyczucie, umiejętność budowania dramaturgii utworu, abstrakcyjna muzyczna treść.

Kiedy publiczność oswoiła się już z biegłością techniczną, wszechstronnością i muzykalnością "Drumbassadorsów", wprowadzili oni następny element swojego show - solówki na samych werbelkach jungle. Każda z nich napakowana była masą "ekwilibrystycznych" wyskoków, których nie powstydziliby się amerykańscy mistrzowie gry na werblach marszowych. Całość przyprawiona sporą dawką humoru. W tym secie ponownie potwierdziło się niesamowite zgranie muzyków, kiedy to naprzemiennie zagrali coraz szybsze jedynki, przy czym za partie prawej ręki odpowiadał Wim, za lewej natomiast Rene. Bardzo ciekawe było również wykorzystanie procesorów wokalowych w finałowym utworze zasadniczej części show.

Podobno w muzyce wszystko zostało już zagrane i wymyślone. A jednak dwójka oryginałów z Holandii udowadnia, że nie wszystkie dźwiękowe obszary zostały definitywnie spenetrowane. Po koncercie Drumbassadors nasuwa się myśl, że ci faceci na swoich bębenkach o czymś nam - w tajemniczym języku tomów, blach i werbli - opowiadają.

Jesteśmy na lotnisku, dzień po waszym występie w bydgoskim DrumCenter. To było niesamowite show i chciałbym jeszcze raz bardzo serdecznie podziękować za występ. Jakie są wasze odczucia?


To była bardzo szybka akcja, wczoraj przyjechaliśmy, dzisiaj już wylatujemy, ale wszystko zorganizowane było bardzo dobrze i uważam, iż był to udany występ.


Jesteśmy wdzięczni, że przygotowaliście wcześniej nasze zestawy, gdyż zazwyczaj po przyjeździe na miejsce, w którym mamy grać, zastajemy bębny w kartonach. Dużo czasu zajmuje nam wtedy przygotowanie się do występu.


Wspominałeś, że publiczność była bardzo liczna jak na wasze standardy.


Myślę, że ludziom, którzy przybyli, występ się podobał, więc czego chcieć więcej?


Chciałbym zapytać o holenderską scenę muzyczną, ponieważ w Polsce znamy głównie zespoły metalowe takie, jak Within Temptation. Jak wygląda scena, na przykład, jazzowa?


Jest duża! Jest naprawdę sporo utalentowanych jazzowych perkusistów, myślę nawet, że więcej niż tutaj, w Polsce. Ludzie chętnie chodzą na koncerty, więc jakoś to się kręci. Wspominałeś o Within Temptation? Jako ciekawostkę powiem, że ich bębniarz z oryginalnego składu (Stephen van Haestregt, grający w tej kapeli w latach 2002-2010 r. - przyp. autor) był producentem dźwiękowym naszego drugiego DVD, które wydaliśmy 3 lata temu. To świetny gość i bardzo dobry inżynier dźwięku.


Wnioskuję z tego, że jesteście kumplami?


Oczywiście!!! On również, tak jak my, jest endorserem talerzy Paiste.


Skoro nawiązaliście już do swojego wydawnictwa? Porozmawiajmy chwilkę o waszych DVD. Między pierwszym, wydanym w 2002 r. a drugim z 2010 r. minęło sporo czasu. Co spowodowało taką długą przerwę między nimi?


Wiesz?. Nie jesteśmy normalnym zespołem (śmiech). Kiedy masz w składzie np. wokalistę, gitarę, utwory tworzy się dużo prościej. My tworzymy średnio jeden kawałek w roku! Dlatego więc, robiąc nowe DVD, potrzebowaliśmy sporo czasu na napisanie nowych, świeżych utworów.


A oprócz utworów? Czym się ono różni od poprzedniego?


Przede wszystkim wydawnictwo z 2002 roku nagrane było bez publiczności. Na drugim DVD zdecydowaliśmy się nagrać występ z "żywą" publicznością. Z perspektywy czasu uważam, że to był dobry pomysł. Poza tym, oprócz koncertu, na nowszym wydawnictwie jest również część szkoleniowa, gdzie zarówno ja, jak i Wim pokazujemy różne ciekawe patenty.


Kolejną różnicą jest występ gości. Skąd pomysł, aby zaprosić np. raperów?


Tak, to koledzy mojego syna (syn Rene jest basistą i gra m.in. w składach hip-hopowych - przyp. autor). Tak, jak wspomniałem wcześniej, to występ live, chcieliśmy więc, aby było to jak najbardziej ciekawe. Nie chodzi o to, że nasze kawałki są nudne (gromki śmiech), mają one różne tempa, różny nastrój, aczkolwiek chcieliśmy, aby to DVD było jeszcze ciekawsze. Stąd zaprosiliśmy tych dwóch raperów, saksofonistę oraz wokalistkę. Myślę więc, że nadal był to występ duetu The Drumbassadors, aczkolwiek z różnymi smaczkami.


Określamy The Drumbassadors jako zespół, nie jako dwóch perkusistów. Stąd też, jako zespół, możemy sobie pozwolić na zapraszanie muzyków, którzy grają z nami nasze kawałki. Normalnie, kiedy idziesz na klinikę perkusyjną, jest tak, iż perkusista gra do podkładów puszczanych z jakiegoś odtwarzacza. My tego nie chcemy. Poza tym śpiewamy jeden z utworów jak słyszałeś wczoraj, nie wychodzi nam to najlepiej (śmiech), dlatego też na DVD zaprosiliśmy wokalistkę.


Żartujesz? Wczoraj wyszło wam bardzo dobrze.


To dlatego, że nasze śpiewanie bardzo dobrze ukrywa harmonizer wokalny, którego używam. Jest on "nastrojony" identycznie jak tomy w naszych zestawach, śpiewam więc jeden dźwięk, a harmonizer przetwarza to na cały akord. Śpiewanie z nim jest zatem dużo łatwiejsze, używam go jednak tylko w jednym kawałku, bo inaczej jego brzmienie stałoby się bardzo nudne.


Pogadajmy trochę o waszych inspiracjach. W jednym z wywiadów powiedzieliście, że inspiruje was stara gwardia bębniarzy - Veckl, Colaiuta, Gadd. Czy coś od tego czasu się zmieniło, czy jest ktoś z nowego pokolenia bębniarzy, który jest dla was inspiracją?


Gramy bardzo dużo festiwali, również z tymi bębniarzami, których wymieniłeś, więc cały czas dobrze jest ich posłuchać. Około dwa tygodnie temu graliśmy na festiwalu z Davem Wecklem i po koncercie to on do nas podszedł i pogratulował nam wspaniałego show, co było bardzo miłe. Oprócz tego inspirują nas całe zespoły, współpraca pomiędzy poszczególnymi muzykami.


Kilkanaście lat temu było rzeczywiście tak, że większą część inspiracji czerpałem od perkusistów. Dziś jednak bardziej inspirują mnie po prostu muzycy tacy, jak Joe Zawinul, czy Jaco Pastorius. Ci dwaj muzycy są dla mnie większą inspiracją niż jakikolwiek perkusista. Wydaje mi się, że grając na bębnach przez wiele lat, jest moment, kiedy przestajesz słuchać innych drummerów, a rozwój swojej techniki zaczynasz kształtować na podstawie słuchania innych muzyków.


Widać, że wasze inspiracje sięgają daleko poza zwykłe bębnienie. Skąd na przykład wzięliście pomysł na "skreczowanie" (charakterystyczny odgłos uzyskany przez kręcenie płyty winylowej w przód i tył) sprężynami na odwróconym werblu.


Rzeczywiście wyszło to z potrzeby wymyślenia jakiegoś nowego efektu i nowego brzmienia. Brzmi to podobnie do DJ`owskiego "skreczowania". Najtrudniejszą rzeczą było wpleść ten efekt do groove, wymaga to od nas dość dobrej koordynacji.


Poza tym trzeba uważać, bo rezonans od werbla jest bardzo cienki, więc łatwo go uszkodzić? (chwila zastanowienia) ?chociaż my i tak dostajemy naciągi za darmo! (wybuch śmiechu)


Czyli nie widzieliście wcześniej, aby ktoś przed wami zaczął tak grać?


Nie? I właśnie dlatego ten pomysł jest taki fajny! (śmiech)


Podczas naszych występów eksperymentujemy z różnymi modelami pałek Regal Tip: pałki do kong, handbourine, czy pałki do kotłów. Wszystko po to, aby wycisnąć jak najwięcej z zestawu perkusyjnego.


Wasza nazwa - The Drumbassadors? Wydaje mi się, że bardziej skierowana jest do osób, które nie są bębniarzami. Dobrze myślę?


Po części masz rację! Przede wszystkich chcieliśmy grać jako regularny zespół, nie jako duet Vim i Rene. Poza tym, po nazwie od razu wiadomo, że w naszym zespole chodzi przede wszystkim o granie na bębnach.


Dokładnie. Coraz częściej na naszych koncertach widujemy "nie bębniarzy" i bardzo nas to cieszy. Wiadomo, że jak gramy np. dla 300 osób, trudno by było, aby wszyscy siedzący pośród publiczności byli drummerami.


Miłe jest to, że po skończonym show podchodzą do nas ludzie nie związani na co dzień z bębnami i mówią, że tak melodyjnego, muzycznego grania na perkusji jeszcze nie słyszeli. Jestem z tego powodu bardzo dumny!


Podpatrując was wczoraj, zauważyłem, że często się do siebie uśmiechacie. To reakcja na wpadki któregoś z was, czy po prostu wasz wewnętrzny język, którym posługujecie się podczas koncertu?


Kiedyś rzeczywiście tak było, że mieliśmy swoje ustalone gesty, teraz już raczej po prostu się słyszymy i wiemy, kiedy coś jest nie tak. Praktycznie za każdym razem, kiedy gramy z Drumbassadorsami, gramy na nowym dla nas sprzęcie. Jeśli dochodzi do tego brak czasu przed koncertem na "przyzwyczajenie się" do sprzętu, często dochodzi do tego, że? A to statyw pod werbel źle stoi, a to jakiś bęben odjeżdża. Ważne jest jednak, żeby grać tak, aby publiczność tego nie zauważyła (śmiech).


Po latach doświadczeń, wiem, że jeśli grasz na nie do końca swoim sprzęcie, mogą zdarzyć się sytuacje, że nie czujesz się całkowicie komfortowo, ale najważniejsze jest to, żeby się zrelaksować i starać się tym nie przejmować. Jeśli zaczniesz usilnie z tym walczyć - na pewno przegrasz. Akceptacja zestawu, na którym grasz, to podstawa.


To dobra rada dla młodych muzyków, którzy grają np. podczas festiwali na cudzych zestawach. To może, ciągnąc temat, macie jeszcze jakieś rady dla młodych perkusistów z Polski?


Wszyscy młodzi bębniarze starają się wymyślać nowe groove`y, nowe przejścia, nowe zagrywki. Ale moja rada: starajcie się rozwijać słuchanie siebie. To, co gracie, powinno być przede wszystkim muzykalne. Sprawdzacie, czy gracie w tempie, czy gracie równo, ale czy sprawdzacie, czy gracie melodycznie, czy gracie z odpowiednią dynamiką, czy gracie odpowiedni dźwięk?


Dokładnie - w dzisiejszych czasach jest tyle możliwości rejestracji dźwięku, że nie jest problemem, żebyś siebie nagrał i posłuchał. Kiedy słuchasz siebie, możesz dokładnie usłyszeć problem i go naprawić.


Ważne jest również, aby nie tylko słuchać dokładnie każdej nutki, ale też utworu jako całości, jak zacząłeś, jak utwór się rozwija, jaki jest klimat i jak go zakończyłeś. Wszystko musi być spójne. Opowiedz przez 5 minut jedną porządną historię, nie staraj się opowiedzieć ich 25 w 2 minuty, bo to nie zadziała.


Zaraz macie wylot, więc jeszcze raz dziękujemy za to wspaniałe show. Dla DrumCenter to był zaszczyt was gościć.


Nam również było bardzo miło. Do następnego.


Serdecznie podziękowania kierujemy do firm: Sonor, Paiste oraz Gewa Polska za pomoc w organizacji imprezy.

Galeria

Pozostałe

Luke Holland

Dodano: 01.12.2016

Luke to rocznik 1993 i jest doskonałym przykładem na to, jak nowe technologie wpłynęły na świat bębnów. Młody muzyk gra oczywiście w typowym zespole scenicznym, ale dla większości perkusistów jest on postacią znaną głównie z filmów na Youtube.

czytaj dalej

Szymon "Kanister" Jędrol

Dodano: 25.11.2016

Dla wielu punkowe granie nie idzie w parze z techniką i dobrymi muzykami. Z jednej strony coś w tym może i było 30 lat temu, z drugiej im prostsza muzyka, tym trudniej zagrać wszystko dobrze i w punkt.

czytaj dalej

José i Tomek Torres

Dodano: 18.11.2016

Ojciec nagrał kilkadziesiąt płyt z największymi gwiazdami naszej sceny muzycznej. Syn gra w jednym z najbardziej rozchwytywanych polskich zespołów rockowych.

czytaj dalej

Matt Nicholls (Bring Me The Horizon)

Dodano: 31.10.2016

Od małych metalowych klubów po wielkie hale jako gwiazda wieczoru. Minęło już 12 owocnych lat działalności Bring Me The Horizon.

czytaj dalej

Dariusz "Pisek" Piskorz

Dodano: 19.10.2016

I jak tu podejść do opisywania osoby naszego gościa? Perkusista zespołu Papa D jest (nie)typowym "człowiekiem renesansu".

czytaj dalej
Zobacz wszystkie
Reklama