Zobacz porady i podpowiedzi od śmietanki perkusyjnej... Perkusista Zamów listopadowe wydanie >>Ulubiony kiosk
Wywiady

Carmine Appice vs. Vinny Appice

Dodano: 16.04.2013
Bracia Carmine i Vinny Appice to przedstawiciele perkusistów, którzy dysponują dość potężnym ciosem.

Po wielu latach gry nareszcie spotkali się razem na jednych deskach, by zaprezentować swoje perkusyjne show. wszystko to przy dźwiękach jakże wspaniałej muzyki, którą współtworzyli z legendarnymi artystami.

Carmine i Vinny to jeden z najsłynniejszych duetów w perkusyjnym świecie. Perkusiści o niesamowitej charyzmie, którzy grali w wielu świetnych zespołach czy solowych projektach gwiazd rocka. Wiecie coś na ich temat? Jeżeli nie, to powinniście, ponieważ są to bębniarze, którzy w obecnym, przesyconym techniką chaotycznym graniu mówią: "Hola, hola, pamiętajcie o groove?ie", a ten siedzi u nich w łapach i kopytach, jak u mało kogo!

CARMINE


Jak myślicie, na jakich kapelach wzorowały się legendy w stylu Deep Purple lub Led Zeppelin? Dziwnie to brzmi, prawda? Ale te zespoły także musiały od kogoś czerpać inspiracje. Otóż ich wzorem był między innymi zespół Vanilla Fudge, który prawie pół wieku temu (!) współtworzył Carmine. Zespół mocno przetarł ścieżki dla późniejszych kapel, szczególnie z nurtu psychodelicznego rocka. Carmine ze swoim charakterystycznym wąsem i szokującymi wówczas dwiema centralkami ruszył dalej, formując zespół Cactus, później grając z Jeffem Beckiem czy wreszcie dołączając do multi platynowego Roda Stewarta, który w tamtym okresie kosił listy sprzedaży płyt złotem i platyną. Na początku lat osiemdziesiątych zastąpił na chwilę Tommy?ego Aldridge?a w zespole Ozzy?ego i to właśnie jego widzimy w jakże obciachowym, ale uroczym teledysku "Księcia Ciemności" do utworu Bark At The Moon.

Carmine grał wiele i niemal zawsze byli to wspaniali artyści (Paul Stanley, Marty Friedman, Ted Nugent i mnóstwo zespołów), którzy potrzebowali kogoś charakterystycznego i doświadczonego o dużych umiejętnościach. Mocno przyczynił się do rozpropagowania gry na dwie centrale, co brzmi mocno abstrakcyjnie, ale tak, ten facet pamięta jeszcze takie czasy! Napisał swoją książkę do nauki gry na bębnach w 1972 roku czyli w czasach, gdy większości z was, drodzy czytelnicy, jeszcze na świecie nie było. Ta właśnie żywa legenda bębnów w doskonałej kondycji zawitała do Polski. Cofnijmy się jednak te prawie 50 lat, gdzie Carmine zwykł przyłazić do domu z kolegami i robić próby. Ktoś, nie z zespołu, strasznie się tym ekscytował?

VINNY


W momencie, gdy Carmine jeździł w latach sześćdziesiątych w swoje pierwsze duże trasy i współpracował ze wspaniałymi muzykami w jego domu rodzinnym młody urwis o imieniu Vincent stwierdził, że będzie zasuwał na bębnach tak, jak jego brat. 11 lat młodszy od Carmine?a także może pochwalić się imponującym dorobkiem. Większość utożsamia jego osobę z jednym z najlepszych wokalistów w historii hard rocka, jakim był Ronnie James Dio. Przez kilka dobrych lat był jego nadwornym bębniarzem, ale wcześniej zastąpił Billa Warda w Black Sabbath na trasie Heaven and Hell. Ciężko wyobrazić sobie lepszego następcę, ponieważ Vinny to bębniarz, który ma piekielnie ciężką łapę i porusza się w podobnej stylistyce, co Ward.

Prawdziwym majstersztykiem Vinny?ego jest jedna z bardziej niedocenianych płyt Sabbathów, a mianowicie Dehumanizer. Tam razem z Dio na wokalu zespół stworzył diabelsko ciężki materiał o wielkiej wartości artystycznej, który stylistycznie kompletnie nie pasował do tamtych czasów, gdzie w miejsce pudel metalu wkraczał grunge - dwie zupełnie inne bajki. Płyta rozpoczyna się od mistrzowskiego intro Vinny?ego w utworze Computer God, które jest doskonałym opisem stylu gry tego bębniarza. Ciężko, do tyłu, mozolnie, równo i sumiennie. Później, gdy Ozzy po ponownym zjednoczeniu się z Sabbathami zrezygnował z grania tras, Vinny dołączył do projektu Heaven and Hell czyli Sabbathów z Dio. Trwało to aż do śmierci słynnego wokalisty. Co ciekawe, Vinny popełnił swoje pierwsze nagrania z? Johnem Lennonem! Kiedyś, przy okazji wizyty z zespołem w studio Record Plant okazało się, że Lennon nagrywa w tym samym budynku, poszli więc tam i finalnie młodziutki Vinny podkładał dla legendarnego Beatlesa? klaskanie.

WOJNA!


Minęły lata i obaj panowie, którzy już nie należą do młodzieniaszków ("młody" ma 55 lat, a starszy 66) połączyli swe siły i stworzyli ciekawy duet perkusyjny. Nie jest to tym, co możemy zobaczyć w przypadku Drumbassadors. Panowie Appice trzymają się bardziej rockowej wersji show, włączając w koncert np. utwory Black Sabbath (Mob Rules) czy Roda Stewarta (Da Ya Think I?m Sexy?). Ponadto koncentrują się mocniej na zabawie niż pokazie umiejętności, jak to jest w przypadku Holendrów. Drum Wars braci to kupa frajdy okraszona rzetelnym i sumiennym graniem, którego nikt nie jest w stanie podrobić. Przyjechali do Polski w ramach festiwalu Drumfest, bardzo otwarci i przyjaźni. Zupełnie nie przypominają perkusistów, którzy grali w mrocznych projektach Black Sabbath, Dio czy Ozzy?ego Osbourne?a.

Carmine od razu dorwał naszą panią redaktor i rozpoczął debatę na temat farbowania włosów na czerwono. Starszy z braci jest zdecydowanie liderem całego przedsięwzięcia. Trzyma wszystko w rękach i decyduje o kolejnych ruchach, jakie wykona zespół, ponieważ panowie występują oczywiście w towarzystwie muzyków akompaniujących - John McCoy, Fabio Cerrone, Jack Meille. Vinny jest nieco w tle, mimo to emanuje od niego dużo pozytywnej energii, jest bardzo przyjacielski i otwarty. Na scenie stoją oczywiście dwa zestawy firmy DDrum, natomiast reszta zespołu stoi z tyłu. Wreszcie bębniarze są na pierwszym planie! Tak, jak wspominaliśmy, show to prawdziwa zabawa z publiką, okraszona klasykami rocka. W momentach, gdy lecą Bark At The Moon czy Paranoid, słuchacze mają świadomość, że panowie mają spory udział w tworzeniu historii hard rocka. Był to z pewnością jeden z najlepszych występów podczas tegorocznego Drumfest, nie było mowy o nudzie czy skrajnie branżowych popisach, pokazujących, "jakie to polirytmie potrafię". Czysty rock and roll! Porozmawialiśmy z panami po warsztatach i chyba już tradycyjnie zaczęliśmy od poprawnego wymawiania ich nazwiska. Carmine wspominał już podczas warsztatów, że różnie ich nazywano, począwszy od włoskiego Apicci po indiańskie Apaczi?

Kurcze, jak to w końcu jest prawidłowo? Apisji? Apis?


Apis


Apisji


Pamiętam, że Ronnie James Dio przedstawiał cię Vinny jako Apisji?


I miał rację.


Z pewnością chodziło mu o Apis. Dlatego właśnie mamy naszą wojnę perkusyjną (śmiech).


Ok, widzę, że tego nie ustalimy? Jesteście razem w trasie ze swoim projektem. Dlaczego właśnie teraz? Możemy powiedzieć o tym, że jesteście "w końcu" razem?


Tak, zdecydowanie, w końcu jesteśmy razem we dwóch w trasie. Teraz albo nigdy!


No cóż, to jest właściwy czas. W momencie, gdy odszedł Ronnie to Vinny nie miał zbyt dużo do roboty, ponieważ grali razem w Heaven and Hell.


Zawsze było tak, że ktoś coś robił, ktoś gdzieś grał i pokrywały nam się terminy. Teraz nagle trafiliśmy w wolną lukę i stąd zebraliśmy się razem, by pograć.


Zaczęliśmy wszystko robić powoli. Na początku podwójne kliniki, później już wzajemne koncerty, powoli się to wszystko rozwijało. To nie było tak, że wskoczyliśmy i zaczęliśmy od razu grać nasz show. Nie jeździliśmy w trasę. W tym roku (w 2012 - przyp. red.) dopiero coś takiego zrobiliśmy. Wcześniej mieliśmy maksymalnie trzy czy cztery koncerty w kolejności lub dwa tu i dwa tam. Wszystko pracowało na siebie powoli. Z wieczoru na wieczór rozwija się i powstają nowe pomysły.


Widzicie dużą różnicę pomiędzy koncertami w Europie i koncertami w Ameryce?


W Europie ludzie żywiej reagują niż w Stanach. Jak grasz solo czy podczas warsztatów? więcej śpiewają.


A wiesz dlaczego? Przez piłkę nożną, ogólnie przez żywe kibicowanie. Tam się śpiewa, klaszcze i w ogóle?


Dziś miał warsztaty Benny Greb i jeden z przykładów oparty był na tzw. Football Clare (nawet dziecko u nas to zna, klaszcze się to na meczach nogi, siatki, kosza itp. - przyp. red.)


Widzisz, w Stanach tego się nie robi. W Europie jest lepsza interakcja. Krzyczy się "Hej!" to wszyscy krzyczą "Hej". W Stanach ludzie są bardziej ospali i nie reagują tak, jak się coś krzyczy rytmicznie do mikrofonu.


Oglądacie się po koncertach na filmach?


Jak było nieźle to tak. (śmiech)


Staram się nie oglądać amatorskich filmów na YouTube. Jakość jest beznadziejna, nie wiem, po co ludzie to kręcą. Do tego te wszystkie głupie komentarze, łatwo być anonimowym. Komentarz w stylu "bębny brzmią beznadziejnie". Ku*wa! Człowieku, nagrywałeś dwóch głośnych bębniarzy na swój zasrany telefon stojąc naprzeciwko nagłośnienia, o czym tu jest mowa?! Wcześniej nagrywaliśmy trochę, żeby zobaczyć, jak to wszystko wygląda, jaka jest reakcja i odbiór, jak wyglądamy. Teraz np. graliśmy motyw główny z Flinstonów, wcześniej graliśmy kawałek Christina, ale przestaliśmy, ponieważ dobry jest na klinikę, a nie na koncert. Flinstonowie się sprawdzają, to znana melodia i dobry rytm do wystukania. Każdego wieczora widzimy, co działa bardzo dobrze, a co nieco mniej. Teraz np. zaczynamy od paru dni od Mob Rules. Vinny powiedział, żebyśmy zaczynali od numeru, gdzie razem gramy, a dopiero później przechodzili do tematów perkusyjnych. Gramy tak może trzeci lub czwarty dzień.


i się sprawdza.


Tak, koncert po koncercie rozwijamy, dodajemy muzykę i widzimy, jak to się buduje. Nie potrzebujemy tego oglądać, bo widzimy, jaka jest reakcja.


Bardzo mocnym punktem waszej gry jest fakt, że doskonale się uzupełniacie.


Zgadza się. Vinny jest bardziej reżysersko, poukładanie, ja jestem bardziej płynącym perkusistą. On, gdy dorastał, grał w zespołach, w których akcentował niemal każdy akcent. Ja czegoś takiego nie miałem, gram z większą wolnością.


Ja zawsze grałem pod riffy. Mimo, że gramy inaczej, to pasujemy do siebie ze względu na podobne czucie gry. Kiedy robimy przejścia, stosujemy jakieś wypełniacze, to i tak schodzimy się razem.


Najważniejszą rzeczą jest to, że ten piekielnie ważny werbel jest grany razem.


Zazwyczaj jest tak, że ja bardziej patrzę na niego. Carmine patrzy na mnie zbyt często, ale bębny brzmią jak jeden zestaw.


Zwróć uwagę, jak gramy Mob Rules. To jest utwór, który Vinny ma w zwyczaju grać, więc ja koncentruję się jedynie na podstawowym groove?ie. Wszystkie wypełnienia są jego, natomiast w momencie, gdy gramy razem, ten numer robi się tak zajebiście wielki! W momencie, gdy dołączyłem do Roda Stewarta, to na scenie było siedem osób. Musiałem grać mniej, nie tak, jak wcześniej robiłem to w BBA. Tu jest ta sama idea, żeby nie grać za dużo w chwili, gdy druga osoba ma przewodzić w numerze. Działa to w obie strony. Do tego dochodzi ten kontakt wzrokowy, wszystko wtedy działa, jak należy.


Co było najcięższą rzeczą, gdy zaczynaliście Drum Wars?


Najtrudniejszą rzeczą było zachowanie płynności całego show. Tak jest z każdym zespołem, masz setlistę i z czasem ona się układa sama. Wczoraj zaczynaliśmy tym numerem, ale dziś już będziemy zaczynać drugim numerem, bo się lepiej sprawdza. To zajmuje trochę czasu.


Pojawił się Korg Wavedrum, który zaadaptowaliśmy do całego pokazu, dodał trochę melodii i jest urozmaiceniem. Dla mnie najtrudniejszym było zrobienie tych wszystkich partii. Usiedliśmy w domu i zadaliśmy sobie pytanie: "Ok, co powinniśmy zrobić?" Mieliśmy ze trzy podstawowe partie bębnów i wokół nich zaczęliśmy budować resztę.


W jaki sposób chcecie rozbudowywać swoje pokazy?


Chcemy dodać znacznie więcej efektów. Więcej świateł, świecących pałeczek i tego typu bajerów (śmiech). Więcej dymu i laserów. Myśleliśmy też o tym, by w kulminacyjnym momencie, kiedy kończymy show i wszyscy już szaleją, wystrzeliło konfetti. Totalne pełnowymiarowe amerykańskie show.


Zgodzicie się więc ze mną, że bębnienie to nie tylko gra na bębnach. To cała zabawa związana z olbrzymim potencjałem wizualnym tego instrumentu.


Jak najbardziej. Jeżdżę na pokazy od 1983 roku, wtedy też robiłem swoje pierwsze bitwy perkusyjne razem z Michaelem DeRosier i Sandy Gennaro. Robiliśmy tam znikające solo perkusyjne, które tutaj też chciałbym wprowadzić. Gramy solo na bębnach i w pewnym momencie pojawia się pełno dymu. Dym znika a perkusistów nie ma, ale bębny wciąż grają. Ja w tym momencie pokazuję się na publice. Ludzie głupieją i zastanawiają, o co chodzi. Wskakuję z powrotem za bębny i wszystko zatrzymuję. Zrobimy to.


Fajnie też, jakbyśmy wprowadzali zwierzęta na scenę, tygrysy i lwy? (śmiech)


U nas z takimi zwierzętami będzie ciężko. W Polsce to raczej powinniście wprowadzić na scenę krowę i owcę. (śmiech)


Chcemy później podsumować to na DVD, żeby ludzie zobaczyli, jak szalone jest to show. Robiłem też kiedyś pokazy z różnymi kubłami i innymi dziwnymi rzeczami, i sprawdzało się to. Oczywiście część osób może powiedzieć, że to jakiś cyrk czy komedia, ale niech nie spinają się tak, bo to jest zabawa. Co najważniejsze, w praktyce okazuje się, że tego typu pokazy ludziom się podobają. Dodamy też trochę pirotechniki, ale to już jest kwestia bezpieczeństwa. Największym problemem jest fakt, że nie każdy wie, czym są nasze pokazy, dlatego ta pierwsza europejska trasa jest zaprezentowaniem się, przedstawieniem, z czym publiczność może mieć do czynienia. Pod kątem tematycznym pójdziemy bardziej w stronę Black Sabbath, Roda Stewarta, Dio, ponieważ wojna perkusyjna kojarzona jest z kliniką, a nie do końca zależy nam na tym, by tylko perkusiści byli tym zainteresowani.


Jesteście cholernie doświadczonymi perkusistami. Carmine, jesteś na scenie już prawie pół wieku. Jaki jest twój pogląd na współczesnych młodych perkusistów?


Grają moim zdaniem za bardzo stąd, a nie stąd (tu Carmine wskazał najpierw na głowę, a później serce). Jest to zbyt naukowe.


Znam bardzo dużo młodych perkusistów i nie chcą oni przeglądać starych zagrywek, groove'ów, wgłębić się w te podstawy. Nie chcą poświęcać na to czasu. Pytają od razu: "Hej, jak to zagrałeś?". Chcą wiedzieć i umieć od razu, a tak przecież się nie da. Zagrają jakieś plambalmparatatatam, ale nie mają pojęcia, co to jest. My wiemy, my wiemy, co to jest, jaka jest notacja, co jak nazwać.


Poza tym wszystko brzmi tak samo. Prawie cały czas słyszę to samo granie. Siłowanie się z techniką, co nie daje efektu końcowego.


Widzimy czasami koncerty bardzo dobrych perkusistów, ale brzmienie ich werbla... Cały czas to samo. Trach, trach, przejście i z powrotem trach, trach. Zero dynamiki!


Do czego więc to zmierza?


Do tego, że będziemy się zastanawiać, jak szybko potrafi my zagrać...


Nazywamy to naukowym graniem. Oczywiście, jest to godne podziwu, jak zasuwa ktoś jak karabin: "Kurde, to niesamowite!" Możesz grać tak przez dziesięć minut, ale jeżeli chcesz ludzi rozruszać, musisz zagrać groove.


Oglądaliśmy video z jednym współczesnym perkusistą, duże nazwisko. Nie dość, że miał kiepskie brzmienie bębnów to dodatkowo strasznie nudził, popisując się. Ok, ale w pewnym momencie powiedział: "A teraz zagram groove". Zagrał. A my z Vinny'm patrzymy na siebie i 'To jest groove?' To jakiś żart!


Ten sam poziom, zero dynamiki.


Do tego koleś jeszcze ku*wa przyśpieszał? I on jeszcze to dał na video!


Dlatego też staram się grać czasami w powietrzu, budować przestrzeń.


Czego słuchacie obecnie, jak wracacie z trasy?


Po tym całym hałasie z zespołami? Teraz, jak wracam, mam ochotę na ciszę, żeby uszy mi odpoczęły.


Możesz być zaskoczony, ale ja włączam sobie Beyonce, ponieważ uważam, że jest świetną wokalistką. Odpalam sobie też bliskowschodnie klimaty z tym sitarami itd. To bardzo kreatywne rzeczy. Christina Aguilera. Stąd mamy jeden z numerów, zrobiony na bazie bardzo fajnego groove'u z jej piosenki.


Nie macie czasami dość? Eric Singer z Kiss mówił, że potrafi 3 miesiące nie grać po powrocie z trasy?


Ja mam teraz już dość, gram naprawdę mocno, więc moje ramiona potrzebują odpoczynku, czuję to. Gramy koncert za koncertem, dzień po dniu. Gdybym grał z Kiss, nie miałbym tego problemu (śmiech). My nie podróżujemy pierwszą klasą. Gdy graliśmy z Heaven and Heel były dwa koncerty dzień po dniu i jeden dzień przerwy, trzy koncerty i dzień przerwy. Podróżujesz wygodnie, komfortowo. To przemieszczanie się z miejsca na miejsce jest bardzo męczące. Eric powinien pojechać z nami w trasę (śmiech).


Uwielbiamy grać, ale muszę pamiętać, że miałem problemy z ramieniem. Wrócę do domu, zagram w przyszłym miesiącu pięć koncertów i tyle. Inaczej pewnie dalej nie mógłbym już grać.


Vinny, kiedy uświadomiłeś sobie, że grasz po prostu z atomową siłą? Mało kto gra tak mocno.


W 1976 roku. Wtedy to powiedziałem sobie, że będę grał mocno, ale technicznie. Od tego czasu to budowałem. Nawet, gdy gram bardzo prosto to wciąż pochłania bardzo dużo energii. Spowodowane to było także tym, że po prostu grałem w głośnych zespołach.


Carmine, słyszysz czasami, że legendy inspirowały się twoją grą, inspirowały się tym, co robiliście w Vanilla Fudge. Mówimy tu o takich potęga, jak np. Ian Paice z Deep Purple.


Byliśmy inspiracją też dla Led Zeppelin. Taaak. To bardzo pochlebiające, świetna sprawa (Carmine mówi to z totalnym spokojem, bez odrobiny egzaltacji w głosie). W tym okresie inspirowaliśmy AC/DC, Van Halen. Wiele kapel. To tak, jak Buddy Rich. Inspirował tak wielką rzeszę perkusistów i nigdy nie osiągnął takiej sławy i majątku, jak niektórzy perkusiści, którzy się na nim wzorowali. Vanilla Fudge nigdy się nie dorobiła na grze tak, jak Deep Purple, to trochę inna optyka, inny punkt widzenia.


Co cię wnerwia w grze brata, Vinny?


Co mnie wnerwia? Nieee, nic? W sumie to nic. Może czasami solówki gra za długo.


To on nigdy nie przestaje!


Moje solo trwa raptem 3 minuty.


Tak? Ok, zobaczymy, z zegarkiem w ręku, kto przeciąga (śmiech).


Galeria

Pozostałe

Tommy Clufetos (Black Sabbath)

Dodano: 08.12.2016

Ostatni marsz Black Sabbath przez światowe stadiony i hale koncertowe. Najważniejszy zespół w historii muzyki metalowej przechodzi do historii i żegna się z fanami.

czytaj dalej

Luke Holland

Dodano: 01.12.2016

Luke to rocznik 1993 i jest doskonałym przykładem na to, jak nowe technologie wpłynęły na świat bębnów. Młody muzyk gra oczywiście w typowym zespole scenicznym, ale dla większości perkusistów jest on postacią znaną głównie z filmów na Youtube.

czytaj dalej

Szymon "Kanister" Jędrol

Dodano: 25.11.2016

Dla wielu punkowe granie nie idzie w parze z techniką i dobrymi muzykami. Z jednej strony coś w tym może i było 30 lat temu, z drugiej im prostsza muzyka, tym trudniej zagrać wszystko dobrze i w punkt.

czytaj dalej

José i Tomek Torres

Dodano: 18.11.2016

Ojciec nagrał kilkadziesiąt płyt z największymi gwiazdami naszej sceny muzycznej. Syn gra w jednym z najbardziej rozchwytywanych polskich zespołów rockowych.

czytaj dalej

Matt Nicholls (Bring Me The Horizon)

Dodano: 31.10.2016

Od małych metalowych klubów po wielkie hale jako gwiazda wieczoru. Minęło już 12 owocnych lat działalności Bring Me The Horizon.

czytaj dalej
Zobacz wszystkie
Reklama