Zobacz porady i podpowiedzi od śmietanki perkusyjnej... Perkusista Zamów listopadowe wydanie >>Ulubiony kiosk
Wywiady

Adam Tkaczyk

Dodano: 29.04.2013
Czy muzyka Kombii jest wymagająca dla perkusisty, czy łatwo jest grać w zespole z ojcem, ale również o swoich death metalowych początkach, zamiłowaniu do rockowego grania, ciągłego doskonalenia swoich umiejętności i poszerzania muzycznych horyzontów opowiedział nam Adam Tkaczyk - perkusista zespołu Kombii, współpracujący również przy projekcie Me & My Guitar.

Odpowiedź na moje pierwsze pytanie nasuwa się sama, jednak być może nie dla wszystkich jest ona oczywista. Jak trafiłeś do zespołu Kombii?


W Kombii gra mój ojciec, przy muzyce Kombii dorastałem, bywałem na ich koncertach od małego. Zarówno Kombii, O.N.A., jak i Skawalker. Dokładnie trzy lata temu, Jan Pluta zachorował i powstała bardzo awaryjna sytuacja. Z dnia na dzień musiałem wrócić z Warszawy, gdzie uczyłem się w szkole na Bednarskiej i tydzień później graliśmy już pierwszy koncert. Zrobiliśmy tylko cztery próby, ale znałem dobrze repertuar, ponieważ słuchałem tych numerów od dziecka.


Jak się gra z ojcem i tak doświadczonymi muzykami? Grzegorz i Waldemar na pewno mają swoje metody funkcjonowania w zespole - czy to pomagało, czy przeszkadzało w odnalezieniu się w tej nowej sytuacji?


Oczywiście, pomagało. Zespół Kombii jest bez wątpienia najbardziej profesjonalnym zespołem, w jakim grałem. Grzegorz i mój ojciec są już na scenie czterdzieści lat i posiadają ogromne doświadczenie. To, że mogę brać w tym udział jest dla mnie wielkim wyróżnieniem i przygodą. Granie z ojcem w jednym zespole stwarza nieco inne relacje niż w domu, ale i tu, i tu mamy do siebie przede wszystkim ogromny szacunek. Jest w tym wiele luzu, pomimo, że przed Kombii nigdy razem nie graliśmy. Ja jestem samoukiem, chociaż później poszedłem do szkoły muzycznej, ale uczyłem się całkowicie innych rzeczy. To była muzyka klasyczna, grałem na kotłach, na ksylofonie itd. Gramy razem od trzech lat i bardzo dużo się od nich uczę, nie tylko, jeśli chodzi o samą muzykę, ale też obycie na scenie. Uczę się też, jak działa show biznes. Doświadczenie, jakie mogę zdobyć i zdobywam, grając w Kombii, jest nie do przecenienia.


Czy ojciec zachęcał cię do obrania w życiu drogi muzyka?


Muzyka była obecna w domu, od kiedy przyszedłem na świat. Kiedy miałem trzy lata, dostałem zabawkową perkusję i to był chyba taki punkt startowy. Od tego momentu zacząłem niszczyć taborety, książki, stołki. Do tego jeździłem na koncerty i z zafascynowaniem oglądałem perkusistów. Zawsze robiło to na mnie potężne wrażenie. W zasadzie od początku wiedziałem, że będę chciał zostać perkusistą, wiedziałem to już w podstawówce, że muzyka będzie moją drogą. No i jak do tej pory mi się to udaje i to jest piękne, bo jest to najfajniejszy zawód, jaki można mieć.


Od wielu muzyków słyszałem, że nigdy nie chcieli iść do szkoły muzycznej, bo uważali, że szkoła muzyczna ogranicza twórcze podejście, narzuca schematyczne postrzeganie muzyki i w cudzysłowie - produkuje odtwórców, a nie twórców. Jak to było w twoim przypadku?


Dostałem pierwszą, prawdziwą perkusję, kiedy miałem 9 lat i uczyłem się sam, grając do rockowych i popowych utworów. Grałem na przykład Billie Jean Michaela Jacksona czyli najprostsze podstawy gry na bębnach. Szkoła muzyczna przyszła dopiero później i dała mi przede wszystkim znajomość zapisu nutowego. Grałem różne klasyczne utwory z nut i miałem możliwość poznać się lepiej z innym instrumentem, którym były klawisze. To mi bardzo dużo dało. Moim zdaniem zapis nutowy jest bardzo przydatny również dla perkusistów. Mamy Internet, dostęp do wielu materiałów, dzięki którym można uczyć się sprawnie grać. Co do samej szkoły muzycznej, to jeśli ktoś ma swoją drogę, to będzie wiedział, jak skorzystać z tego, co daje szkoła i nie zmieni to tego, co chce grać.


Powiedziałeś już, że na perkusji zacząłeś grać dość wcześnie. A jak było z pierwszymi doświadczeniami w zespołach?


Pierwszy zespół miałem, gdy skończyłem trzynaście lat. Graliśmy rocka pomieszanego z kalifornijskim punkiem. Koledzy mieli po osiemnaście lat, więc był duży przeskok pomiędzy nami. Oni już pili piwo, a ja jeszcze nie (śmiech). Pamiętam, że braliśmy udział w przeglądach muzycznych. Pierwszy koncert zagrałem w III LO w Gdyni. Był to Przegląd Piosenki Anglojęzycznej, stres był tak duży, że dopiero po paru chwilach udało mi się skupić na graniu. W następnym zespole, który miałem graliśmy death metal. Miałem okres fascynacji tą muzyką, ponieważ robiła na mnie ogromne wrażenie szybkość, z jaką grają perkusiści. Mieliśmy wtedy próby u mnie w domu, w piwnicy, więc rodzice musieli tego słuchać, a nasze utwory, wierz mi, pozostawiały wiele do życzenia (śmiech). Ale to były pierwsze kroki. Graliśmy ze sobą mniej więcej dwa lata i zagraliśmy sporo koncertów na terenie Trójmiasta. Wspominam to bardzo dobrze. Potem grałem w zespole Senex, w którym byli jeszcze starsi faceci, mieli po trzydzieści lat, gdy ja miałem osiemnaście. Graliśmy sporo koncertów, nagraliśmy dwa materiały. Więc można powiedzieć, że przeszedłem taką naturalną drogę rozwoju i z każdym kolejnym zespołem działo się więcej. Później przeprowadziłem się do Warszawy i poszedłem na PSJ. To bardzo poszerzyło moje horyzonty muzyczne. Wcześniej grałem bardzo rockowo, czy metalowo. Wzorowałem się na Jordisonie ze Slipknot, który wywarł na mnie duży wpływ, tak samo, jak zespół Korn. Ale wiedziałem, że aby rozwijać swoją grę na bębnach muszę spróbować czegoś nowego i postanowiłem, że wybiorę szkołę na Bednarskiej. Trafiłem do Czesława Bartkowskiego, legendarnego perkusisty, który grał z niezliczoną ilością jazzowych składów na świecie. Jest to fantastyczny nauczyciel, który patrzy na perkusję od życiowej strony, nie tylko czysto technicznej. No, a tuż po skończeniu Bednarskiej trafiłem do Kombii. Na samym początku pojechaliśmy na trzy koncerty do USA, więc zaczęło się w sumie nieźle (śmiech).


Czyli zmęczyło cię rockowe granie?


Nie. Cały czas postrzegam siebie jako rockowego perkusistę. Staram się grać mocno i energicznie. Jazz był dla mnie nową inspiracją, chociaż tak naprawdę taką muzyką zaraził mnie tata, który słucha jej cały czas. Herbie Hancock jest dla nas taką gwiazdą, jest niesamowitym pianistą, inspiruje mnie i tatę. Jazz wymaga innego traktowania instrumentu, innego feelingu, to jest zupełnie inna wrażliwość w grze na bębnach. Dlatego uważam, że warto próbować różnych stylów, bo to otwiera i poszerza horyzonty muzyczne.


Gdybyś miał stworzyć własny zespół, co chciałbyś grać?


Właśnie jesteśmy z kolegą w trakcie tworzenia nowego zespołu. To są takie rockowo-elektroniczne dubstepowe klimaty. To ma być nowoczesne trio: DJ i gitarzysta w jednej osobie, perkusista wspomagany elektroniką, samplami i wokalista. Nie lubię określać muzyki nazwami gatunków. Muzyka jest albo dobra, albo zła. Słyszę coś i albo mi się to podoba, albo nie, dlatego trudno jest mi w tej chwili jednoznacznie określić, w jakim kierunku będzie się rozwijać muzyka, którą chciałbym tworzyć. Jestem pewien, że będzie to miało rockowy charakter, ale równocześnie będzie nowoczesne i elektroniczne.


Porozmawiajmy chwilę o twoim zestawie. Jakiego sprzętu używasz?


Gram na bębnach TAMA Bubinga. Tomy: 10’, 12’, 14’ i 16’, werbel Pearl Reference Steel 14’’x6.5". Blachy Sabian: 14" Groove Hats HHX, Ride AAX Omni 22", Crashe HHX 18’ i 20’, China AAX X-treme 17", Splash AAX 10", Chopper 12". Glennie’s Garbage 12". No i do tego używam Roland SPDS, w którym triggeruję werbel, oraz stopę.


Skoro już jesteśmy przy samplach. Na ile wiernie odtwarzacie na żywo utwory, które bazują na elektronicznych brzmieniach?


Kombii to muzyka elektroniczna i na takim brzmieniu wszystko się opiera. Dlatego na żywo staramy się odwzorować oryginalne brzmienia piosenek. Mam zgrane sample Simonsów, z których korzystam w czterech, czy pięciu utworach. Np. w Słodkiego Miłego Życia mam osobne Simonsy, masywniejsze, grubsze, które słychać w tym charakterystycznym mostku. Część numerów ma bardziej akustyczne, rockowe brzmienie, a część bardziej wyeksponowaną elektronikę, sample i podkłady. Są to utwory, które zna każdy, nie można więc w nich robić rewolucji. Mam do pewnego stopnia wolną rękę, jednak staram się jak najbardziej grać pod styl danego utworu.


Niedawno nagrywaliście nowe, koncertowe DVD Kombii, gdzie część występu była wykonana akustycznie. Przesiadłeś się wtedy na inny, mniejszy zestaw. Było to podyktowane faktycznie potrzebą innego brzmienia, czy bardziej stworzeniem efektownego show?


Drugi zestaw to Tama BB Performer i z niego wziąłem tomy i floor toma, a do tego dodałem stopę 18’, którą zamówiłem sobie osobno również od Tamy. Gdy okazało się, że będziemy wplatać utwory w wersjach akustycznych pomyślałem, że fajnie byłoby, aby również inaczej podejść do nich od strony perkusji. Aby stworzyć inny dźwięk, żeby to nie było takie napakowane, napompowane, tylko miało bardziej szczupłe i delikatne brzmienie. W trakcie okazało się, że z tego mniejszego zestawu można wycisnąć równie potężne brzmienie, jednak mają inną charakterystykę i robi to ciekawą różnicę. Oczywiście, aspekt wizualny, dwa zestawy na scenie, zmiana w trakcie koncertu, robi też - jak zauważyłeś - dodatkowy efekt w show. Jest takim urozmaiceniem, coś więcej się dzieje i to się ludziom podoba.


Czy Kombii jest wymagającym zespołem dla perkusisty? W końcu dla większości słuchaczy kojarzy się z miłymi dla ucha radiowymi przebojami.


Trzeba posiadać określoną dyscyplinę grania. Żeby grać łatwo, mieć samoopanowanie, aby zagrać czterominutowy utwór, cały czas tak samo. Również trzeba bardzo dobrze grać z klikiem, bo są numery z podkładami i nie ma miejsce na niedokładności tempa. Od razu chcę dodać, że nie jest to pół playback, jak pewnie niektórzy sądzą. Do żywej gry puszczamy w tle chórki, dodatkowe klawisze i pomimo, że leci to w czwartym planie, to bardzo dużo dodaje do całości brzmienia.


Dużo ćwiczysz?


Różnie to bywa. W tej chwili mieszkam w Warszawie i nie posiadam miejsca do ćwiczenia, ale mam zamiar to jak najszybciej zmienić. Jednak zawsze obowiązkowo mam ze sobą pad, mam też w domu elektroniczną perkusję i staram się ćwiczyć jak najwięcej. Gram różne wprawki, mam kilka zeszytów z ćwiczeniami na werbel. Staram się nie mieć dłuższych przerw, bo uważam, że zawodowy muzyk nie powinien odpuszczać kontaktu z instrumentem na dłużej. Ale ja też po prostu mam wielkie chęci do ćwiczeń, nigdy nie miałem z tym problemu, bo muzyka mnie inspiruje i granie sprawia mi wielką przyjemność.


Zagrałeś również na najnowszej, solowej płycie Grzegorza Me & My Guitar. Opowiedz, proszę, coś więcej o tym projekcie i czy miałeś większy wpływ na samą muzykę niż w przypadku Kombii?


Grzegorz dał mi pełną swobodę w tworzeniu partii perkusji na jego płycie. Wszystko powstawało do jego - gotowych już - gitarowych riffów. Starałem się zachować klimat i styl w jego utworach. Perkusję nagrywaliśmy w studiu RecPublica w Lubrzy. Było to świetne doświadczenie i świetne urozmaicenie. Prócz nagrania płyty zagraliśmy też parę koncertów. Myślę, że te utwory mają energię i doskonale gra się je na żywo.


Na sam koniec, ponieważ zaskoczyłeś mnie trochę metalowymi wątkami w twojej muzycznej edukacji, powiedz, czy masz jakichś perkusyjnych idoli?


Oczywiście. Jest ich wielu. Ogromny wpływ miał na mnie Jojo Mayer. Bardzo mi się podoba gra Adama Deitch’a, perkusisty z Nowego Yorku. Ma fajny funkowy skład, gra również hip-hop. To, co robi, wychodzi bardzo mocno w przyszłość. Lubię Johna Otto z Limp Bizkit. Widziałem ich na Ursynaliach i dostałem dokładnie to, czego się spodziewałem. Również Ray Luzier z Korn, z którym miałem możliwość spotkać się po ich koncercie w Warszawie. Jest to niesamowity perkusista, grający techniką open handed. Jego solo na żywo zrobiło na mnie piorunujące wrażenie. No i możliwość porozmawiania z nim była niezwykłym przeżyciem, udało mi się nawet złapać pałkę na koncercie (śmiech). Również cenię Morgana Rose’a z Sevendust, którego gra jest bardzo widowiskowa i energiczna. To jest coś, do czego chciałbym sam dążyć - połączenie rockowego grania z nowoczesnym, funkowym. Nie jest to łatwe, ale będę się starał. Dlatego chcę wyjechać na jeden semestr do Musician Institute w Los Angeles. Trzymajcie kciuki!


Przemek Łucyan


Galeria

Pozostałe

Luke Holland

Dodano: 01.12.2016

Luke to rocznik 1993 i jest doskonałym przykładem na to, jak nowe technologie wpłynęły na świat bębnów. Młody muzyk gra oczywiście w typowym zespole scenicznym, ale dla większości perkusistów jest on postacią znaną głównie z filmów na Youtube.

czytaj dalej

Szymon "Kanister" Jędrol

Dodano: 25.11.2016

Dla wielu punkowe granie nie idzie w parze z techniką i dobrymi muzykami. Z jednej strony coś w tym może i było 30 lat temu, z drugiej im prostsza muzyka, tym trudniej zagrać wszystko dobrze i w punkt.

czytaj dalej

José i Tomek Torres

Dodano: 18.11.2016

Ojciec nagrał kilkadziesiąt płyt z największymi gwiazdami naszej sceny muzycznej. Syn gra w jednym z najbardziej rozchwytywanych polskich zespołów rockowych.

czytaj dalej

Matt Nicholls (Bring Me The Horizon)

Dodano: 31.10.2016

Od małych metalowych klubów po wielkie hale jako gwiazda wieczoru. Minęło już 12 owocnych lat działalności Bring Me The Horizon.

czytaj dalej

Dariusz "Pisek" Piskorz

Dodano: 19.10.2016

I jak tu podejść do opisywania osoby naszego gościa? Perkusista zespołu Papa D jest (nie)typowym "człowiekiem renesansu".

czytaj dalej
Zobacz wszystkie
Reklama