Tommy Clufetos we wrześniowym numerze Perkusista Przejrzyj online >>Ulubiony kiosk
Wywiady

Vinnie Paul

Dodano: 03.06.2013
Ponad 20 lat temu Pantera zmieniła oblicze metalu. Płyta, na okładce której długowłosy ziomek dostaje konkretny strzał w ryja, waliła po pyskach słuchaczy swoim brzmieniem.

Za bębnami siedział Vinnie Paul, którego styl i brzmienie są tak charakterystyczne, że nawet mało wytrawni słuchacze rozpoznają, że to właśnie ten misiek sadzi po garach.

Chłopaki z Teksasu ostro namieszali w metalu. Między innymi dzięki nim metal trzymał się jeszcze przez parę lat, aż w końcu całą ostrą muzykę dotknął kryzys, a raczej klęska urodzaju. Vulgar Display Of Power to płyta, która otworzyła szerzej wrota na brutalne, ale melodyjne granie. Pudel upadł i został wyparty przez grunge. Thrash właściwie pokazał już wszystko, co mógł zaoferować ze swojego arsenału. Gdzie więc miała się udać mocna muzyka? Na szczęście w tych czasach była Pantera… Nie wiadomo, co by się działo, gdyby chory idiota nie wpadł na scenę w 2004 roku i nie zastrzelił tak wspaniałego kompozytora i instrumentalistę, jakim był Dimebag. Zważywszy na częste powroty (które zresztą też są wywołane klęską urodzaju) być może mielibyśmy okazję zobaczyć koncert Pantery? Niestety, niesamowity Dime może obecnie tworzyć jedynie zespół z Cliffem Burtonem, Chuckiem Schuldinerem i Revem (ło matko, jaki skład!!!). Dorastali na południu i niczym bracia Van Halen tworzyli niepowtarzalny duet, byli zresztą fanami holenderskich braci: "Uwielbialiśmy to, co robią" - mówi Vinnie. "Potem pojawiła się Metallica, a my powiedzieliśmy sobie, ok, jeżeli chcemy być metalowi to musimy być bardziej metalowi niż oni." Chłopaki szukali przez 7 lat swojej drogi, grali po klubach, tapirowali włosy, ostrzyli gitary i przeładowywali bębny. W końcu w 1990 roku stało się!

Podczas, gdy w Polsce mieliśmy już spokojnie szansę na kupienie Amati, stojąc odpowiednio w kolejce i czekały nas niebawem "tłuste" czasy ze sprzętem Power Beat, goście z Pantery wydali swoją przełomową płytę o "kowbojach z piekła". Okazało się, że panowie po latach harówki naprawdę opanowali fach i nieźle grają na instrumentach. Vinnie wspomina: "Jedną z rzeczy, która była po naszej stronie to fakt, że byliśmy całkiem niezłymi muzykami. Spędziliśmy siedem lat w klubach, zanim dostaliśmy poważny kontrakt płytowy, grając nasze ulubione rzeczy, więc wiedzieliśmy, jak się posługiwać instrumentami." Dwa lata później wyszło Vulgar… A zaraz po tym… atak klonów! Zespoły chciały być tak agresywne i potężne jak Pantera. W 2004 już po rozpadzie zespołu Dimebag został zastrzelony na scenie. Vinnie wspomina: "Moje życie się załamało, spędziłem osiem miesięcy na dnie butelki wódki. Nie wiedziałem, co robić." Na szczęście dla wszystkich Vinnie wszedł w końcu do studia i zaczął z powrotem grać, czego z pewnością życzyłby sobie jego brat. Od kilku lat działa z kapelą Hellyeah i na swoim olbrzymim Ddrumie sadzi ciosy jak za dawnych lat!

Jak rozwinąłeś swoje charakterystyczne brzmienie z Vulgar Display Of Power?


Mieliśmy w głowach brzmienie, jakie chcieliśmy osiągnąć - bębny z dużym atakiem i ciasnym dołem, a gitary miały się w to wpasować nie środkiem, ale kąśliwym dołem. To było przed technologią cyfrową, wszystko było analogowe, więc było dużo technicznych kwestii związanych z omikrofonowaniem i sprzętem, jaki używaliśmy, by pomóc uzyskać oczekiwany efekt. Robiłem szalone rzeczy, jak przyklejanie srebrnych dolarówek do mojej centralki. Nazywałem to szkleniem. Brzmiało to szklistym atakiem, jakiego do tej pory nikt nie miał. Ludzie dają sporo wysokich na centralki, ale brzmi to bardziej jak kliknięcie niż prawdziwy atak. Trafiliśmy tym. Część brzmienia to mikrofony AKG- 414. Używany jest do wyciągnięcia góry z talerzy i gitar. Wiedziałem, że to są bardzo nieskazitelne i czyste mikrofony. Powiedziałem: "Terry, dajmy je na centralki i zobaczmy, co się stanie". Użyłem ich ósemkowej charakterystyki, co oznacza, że zbierają dźwięk z przodu i z tyłu mikrofonu, a to daje atak z naprzeciwka i z tyłu głowy.


Zdawałeś sobie wtedy sprawę, że album może być tak inspirujący?


Nie wtedy. Mocno zaangażowaliśmy się w trasę. Pojechaliśmy w trasę na 1,5 roku po pierwszej płycie (chłopaki uważają Cowboys From Hell za pierwszą prawdziwą płytę Pantery - przyp. red.). Nauczyliśmy się bardzo dużo z koncertowania z innymi zespołami jak Exodus czy Suicidal Tendencies. Widzieliśmy fragmenty piosenek, jakie napisaliśmy na Cowboys, które powodowały, że ludzie ruszyli, więc inkorporowaliśmy więcej takich rzeczy do Vulgar. Byliśmy głodni. Chcieliśmy skopać tyłki i grać trasę. Nie myśleliśmy nigdy o tym, jaki wpływ będzie mieć ta płyta.


Co pomyślałeś, gdy album był już skończony?


Nie wiesz, jak będzie się odbierało płytę, dopóki nie jest w ostatecznej formie, od początku do końca. Kolejność nie jest istotna. Skończyliśmy mastering i pierwsze przesłuchanie materiału było razem z ludźmi od wydawcy, którzy zebrali się w studio masteringu, gdzie były te wielkie 24" sub-woofery. Było porażająco głośno, jak silnik odrzutowy. Puściliśmy to i nikt nie powiedział słowa między piosenkami, mógłbyś usłyszeć upuszczoną igłę. Zbliżało się do końca Hollow, spojrzałem na mojego brata i zobaczyłem, że płacze. "Stary, co się stało?", a on na to: "Nic, chłopie, wszystko tu jest perfekcyjne. To płyta, którą zawsze chciałem nagrać." Osiągnęła raptem 44 miejsce na liście Billboardu. Nasza następna płyta Far Beyond Driven zadebiutowała na pierwszym miejscu i sprzedała się w 200 000 egz., wykopując Ace Of Base, a cały świat zaczął pytać: "Kim jest Pantera?". To były ekscytujące czasy.


Czuliście presję przed nagrywaniem Far Beyond Driven?


Oczywiście, chłopie! Byliśmy sami swoimi największymi krytykami. Zanim zaczęliśmy robić Far Beyond Driven tytuł był już gotowy, żyliśmy tym. Naciskaliśmy się wzajemnie, by zrobić najbardziej brutalną heavy metalową płytę. Ciągle do tej pory nie było mocniejszej płyty, która byłaby numerem jeden na Billboardzie. To było największe wyzwanie dla mnie na tej płycie. Wtedy zrobiłem Becoming i Slaughtered. Wszystko, co robiłem, było zorientowane na groove. Jest to najważniejsza rzecz w każdej muzyce, jakiej byłem kiedykolwiek częścią. Nie interesuje mnie, jak szybko potrafisz grać. Nie jestem najszybszym bębniarzem na świecie, są goście, którzy mogą robić kółka dookoła mnie najszybciej, jak się da, ale kiedy piszę swoje partie to myślę: "Jak to zamierza ruszyć tłumy?" Chcę, by moje partie pasowały do muzyki. Chcę, by moje partie były przestrzenne. Słucham sporo obecnej szybkiej muzyki metalowej i jest to dla mnie hałas. To jest tak szybko i tyle rzeczy w tym jest, pytam się: "Jak można do tego zagroove’ić?"


Co się działo w zespole, gdy Pantera się rozpadła?


Graliśmy nasz ostatni koncert w Tokio na Beast Feast, to było chyba 9 września 2000 (dokładniej to rok później w Yokohamie - przyp. red.). Wszyscy powiedzieliśmy sobie: "Narka, do zobaczenia kiedyś tam." Wszyscy wiedzieliśmy, kiedy przyjdzie czas na nagrywanie nowej płyty. Wiedzieliśmy, że Phil leciał z krawędzi ziemi ze swoim uzależnieniem od narkotyków. Miał ludzi wokół siebie, którzy pilnowali go przed nami, próbującymi pomóc mu. Wszedł w swój własny świat. Kolejną rzeczą, o której wiecie, to złożenie do kupy zespołu Superjoint Ritual i koncertowanie, gdzie podczas show krzyczał: "Pie**olić Panterę!". Później zrobił płytę z Down, a w międzyczasie ja oraz mój brat kontaktowaliśmy się z wytwórnią, by ustalić, czy my wciąż mamy zespół, czy nie. Wytwórnia próbowała kilka razy ustalać spotkania dla nas, by posprzątać bałagan, ale on tego nie chciał. Po 1,5 roku razem z moim bratem stwierdziliśmy, że cóż, jeżeli to jest droga, którą chce podążać, to zacznijmy robić własne rzeczy i zaczęliśmy pisać muzykę do Damageplan. W naszym odczuciu było już po Panterze. Zostawił Eddiego i Alexa Van Halen siedzących na krawężniku, rozumiesz? Zaczęliśmy nowy zespół, w którym dobrze się czułem, po czym wyszliśmy na zewnątrz i dostaliśmy dawkę realizmu od fanów chcących Pantery. To była dla nas ciężka droga. Pod koniec ludzie zaczęli nas akceptować. Zrobiliśmy demo 4 czy 5 piosenek na nowy album Damageplan, które były 10 razy lepsze od tych na ten pierwszy. Wszyscy wiedzą, co się stało później…


Czy te spalone mosty da się kiedyś odbudować?


Nie. Mojego brata tu nie ma. Jeżeli byłby wciąż żywy, zawsze jest jakieś "a może", ale bez niego nie ma takiej możliwości. Plus dodatkowo nie jestem zainteresowany, by grać z tymi dwoma gośćmi kiedykolwiek. Nie jesteśmy przyjaciółmi. Nie rozmawiamy ze sobą. Mam wiele powodów. Jestem zadowolony z tego, co teraz robię. Naprawdę przyjemnie mi się gra w Hellyeah. Nowa płyta jest najlepszą, jaką zrobiliśmy. Jest to prawdopodobnie to, czego oczekiwali od nas ludzie na starcie. To metalowa płyta. Wróciliśmy do swoich korzeni. Pierwsze płyty były odskocznią od tego, co robiliśmy w naszych wcześniejszych zespołach, eksperymentem z czymś, co było bardziej rockiem i prawie country w takich piosenkach, jak Alcohaulin’ Ass, trochę południowego rocka i klimatów bluesowych. Pozbyliśmy się już tego z naszego systemu i kiedy zebraliśmy się razem, by zrobić tę płytę, powiedzieliśmy sobie, że zrobimy to, co robimy najlepiej.


Był zamysł, że kiedy Hellyeah startowało miał to być jedynie projekt dla zabawy?


Po śmierci brata nie wiedziałem, czy w ogóle wrócę do muzyki, ale cokolwiek miało się stać musiało mnie rzucić na kolana, nie zamierzałem za tym gonić. To było raptem 1,5 roku, odkąd to się stało. Odstawiłem projekt Rebel Meets Rebel i pracowałem z kapelą Seventh Void, którą wydałem, więc byłem naprawdę zajęty, doświadczając innej strony muzycznego biznesu - jako wydawca muzyczny. Kiedy Mudvayne i Nothingface grało razem trasę, Chad (Gray, wokalista) i Tom (Maxwell, gitara) polubili się do takiego stopnia, że stwierdzili, że zmontują własny zespół. Mieli Grega (Tribbett, gitara) w składzie, a Tom zaczął do mnie dzwonić: "Co powiesz na wspólne dżemowanie?" Odpowiedziałem mu: "Stary, nie wiem, czy jestem gotowy, żeby to teraz zrobić, ale dzięki za telefon". Dzwonił do mnie siedem, osiem dni pod rząd i ciągle pytał: "Myślałeś o tym?" Pewnej nocy zadzwonił do mnie, a ja piłem butelkę wina - jestem wódkowym kolesiem, więc sam nie wiem, dlaczego waliłem wino - i słuchałem KISS-ów. Myślę, że przez to wino i muzykę razem poczułem się zainspirowany. Powiedziałem: "Rąbnijmy tym". Plan był taki, żeby wszyscy wpadli do mnie do domu za 2 tygodnie. Przylecieli w końcu, zrobiliśmy grilla, wypiliśmy chyba z 15 skrzynek piwa, kilka butli Crown Royal i następnego dnia udaliśmy się do studia mojego brata, gdzie zrobiliśmy ostatnie nagrania Pantery oraz płytę Damageplan. Wszedłem przez drzwi, to było bardzo stresujące, było tam pełno platynowych płyt na ścianie, jego wzmacniacze stały tam, gdzie je zostawił, jego notes z zapiskami odnośnie płyty Damageplan leżał na konsoli. Nie wiedziałem, czy podołam. Zaczęliśmy dżemowanie i pierwsza piosenka… Chłopie… Poczułem dużą ulgę. Czułem, jakby stał zaraz za mną i klepał po plecach, mówiąc: "Robisz dobrą robotę." Przez pierwsze 10 dni, kiedy byliśmy razem, napisaliśmy 10 piosenek. To była magia. Mieliśmy pudełko od wzmacniacza na zewnątrz studia i powiedziałem: "Jeżeli będziecie mieć jakąkolwiek nazwę dla kapeli, napiszcie na tym pudełku". Pewnego dnia Chad wyszedł i zobaczył, że ktoś napisał Hellyeah na pudełku. Do dnia dzisiejszego nikt nie wie, kto to napisał. Myślę, że Dime miał z tym coś wspólnego w ten czy inny sposób. Nikt z nas nie przyznał się do napisania tej nazwy. Następnego dnia Chad napisał piosenkę Hellyeah i to był początek zespołu.


Gdzie nagrywaliście ostatni album?


W tym samym miejscu, co wcześniejsze Stampede. Zamieniłem mój dom w studio nagrań. Pierwszą płytę zrobiliśmy u mojego brata. To był dobry napęd być tam każdego dnia. Z tyłu, tam, gdzie był umiejscowiony mój basen, zbudowałem takie cztery mini apartamenty dla chłopaków, żeby mieszkali tam i nie musieli przebywać w jakichś hotelach. Przez to możemy być razem. Wszystko jest tutaj, zamieńmy nasz dom w studio. To nie takie trudne. Zniosłem swoje bębny na dół, gdzie mam wysoki strop na 45 stóp (jakieś 13,5 metra). Lubię brzmienie tego pokoju. Do pokoju gier wstawiłem wzmacniacze, tylną sypialnię przerobiłem na reżyserkę i wszędzie zamontowałem kamery i monitory, by się widzieć wzajemnie. Było to całkiem spoko. Skorzystaliśmy z innego realizatora tym razem, był to Jeremy Parker. Jest jednym z najlepszych operatorów Pro-Toolsa, jakiego znam. Zanim skończysz zdanie: "Hej, czy mógłbyś…", on już to robi. Jest tak dobry. Kiedy zdecydowaliśmy się wrócić do korzeni, pomyślałem: "Muszę przywrócić brzmienie bębnów z potężnym groovem". Musiałem przywrócić mikrofony AKG do centralek, podkręcić ich górę, przywrócić srebrne dolary i wielkie drewniane bijaki. To robimy najlepiej. To jest bezpieczny grunt dla nas podczas, gdy wcześniejsze dwie płyty ludzie nie mogli nazwać brzmiącymi jak Pantera. Ta płyta to jest to, czego ludzie chcą, więc dajmy im to!


Jak długo ją pisaliście?


Nie piszemy, nie robimy demówek i nagrań, jak większość zespołów. W momencie, gdy zaczynamy grać, wciskamy przycisk nagrywania. Zdobywasz wtedy surowość, nie wiadomo, w którą stronę pójdziemy. Sporo zespołów robi demo, które brzmi całkiem zabójczo. Później idą do studia i wszystko brzmi wspaniale, ale ścieżki nie mają tej samej energii albo tej samej dynamiki. Dzieje się tak, ponieważ to nie są te same emocje i wibracje, jakie mieli podczas tworzenia. Jeżeli tempo trochę przyspieszy, a później zwolni, ponieważ nie czujesz się w tym tak samo, to ok. Twoje serce także nie bije tak samo za każdym razem. Uważam, że muzyka powinna się bujać. Jeżeli coś staje się mocne i to podkręcasz to staje się jeszcze mocniejsze. Jeżeli coś ciągnie do tyłu, a ty ciągniesz razem z tym to pozwalasz na większy oddech. Dlatego nagrywaliśmy w ten sposób, robiłem tak od Far Beyond Driven, ponieważ byliśmy w takim pośpiechu, żeby skończyć płytę. Nauczyliśmy się od tego czasu, że jest to niebezpieczne.


Zawsze grasz w pełni swoich możliwości?


O tak. Powiedziałem kiedyś Joeyowi ze Slipknot, który jest jednym z moich ulubionych perkusistów: "Zapamiętaj to, chłopie, uważaj na monstra, które tworzysz, ponieważ pewnego dnia przestaniesz być tym samym potworem i zapytasz - dlaczego to sobie zrobiłem?" Na trasie możesz być nieźle zmęczony. Spojrzysz na dół i widzisz Slaughtered na liście kawałków do zagrania, co jest praktycznie nieustanną pracą nóg. Mówisz sobie: "Dlaczego ja to robię?", ale my wiemy dlaczego - żeby było to zawsze na szczycie.


Przygotowali: Kajko, David West
Zdjęcia: Will Ireland oraz promo


Galeria

Pozostałe

Nigel Glockler (Saxon)

Dodano: 22.09.2016

Pojawił się w zespole na tygodniowe zastępstwo, które ostatecznie przedłużyło się - z drobnymi przerwami - do dnia dzisiejszego.

czytaj dalej

Michał "Bandaż" Bednarz

Dodano: 08.09.2016

Bębni m.in. W Trzynastej w Samo Południe, w Full-X Trio Adama Fulary, absolwent Wrocławskiej Szkoły Jazzu i Muzyki Rozrywkowej, Jazzu i Muzyki Estradowej na Akademii Muzycznej we Wrocławiu.

czytaj dalej

Charlie Benante

Dodano: 26.08.2016

Ze swoim prawie 35-letnim stażem na scenie, Anthrax należy do legend ostrego grania. Przechodził różne wzloty i upadki, uczestniczył lub był świadkiem kolosalnych zmian w muzyce.

czytaj dalej

Jay Weinberg (Slipknot)

Dodano: 18.08.2016

Perkusyjnym światem tąpnęło, gdy Joey Jordison powiedział: "Odchodzę ze Slipknot!".

czytaj dalej

Mike Portnoy

Dodano: 10.08.2016

Perkusista, którego nie trzeba nikomu przedstawiać. Wywołuje wielkie kontrowersje, jedni go uwielbiają i niemal czczą, inni wręcz nienawidzą i gardzą

czytaj dalej
Zobacz wszystkie
Reklama