Zobacz porady i podpowiedzi od śmietanki perkusyjnej... Perkusista Zamów listopadowe wydanie >>Ulubiony kiosk
Wywiady

Zbigniew Musiński (Siekiera)

Dodano: 31.05.2013
W związku z wznowieniem albumu "Nowa Aleksandria" rozmawiamy ze Zbigniewem Musińskim perkusistą formacji Siekiera.

Ci, którzy mają już dość kolejnych wznowień "Nowej Aleksandrii" Siekiery, tym razem nie mają racji, bo nagrania poddano pieczołowitemu remasteringowi z użyciem oryginalnego systemu Dolby A. Na drugim krążku znalazły się utwory singlowe oraz kawałki z występu zespołu na festiwalu w Jarocinie ’85, Róbrege ’85, czy z Domu Chemika w rodzinnych Puławach z tego samego roku. Bohaterowie tamtego wielkiego zjawiska w polskim rocku nie chcą wracać do dawnych wydarzeń. Na wywiad zgodził się jedynie perkusista Zbigniew Musiński. Może jest mu łatwiej, bo patrzy na wszystko z dystansem. Dosłownie. Mieszka w Norymbergii.

Wokalista Tomasz Adamski niechętnie wypowiada się publicznie. Basista Dariusz Malinowski wręcz milczy na temat Siekiery. Dlaczego bohaterowie tej legendarnej formacji nie chcą wracać do losów tego świetnego zespołu?


Trudno powiedzieć. Przypuszczam, że mają obawy, iż ich wypowiedzi zostaną zmanipulowane. Ja takich nie mam. Zespół Siekiera to historia, która miała miejsce przed 27 laty. Ludzie, którzy wówczas słuchali naszej muzyki, dziś mają prawo dowiedzenia się czegoś więcej również o nas samych, a my jesteśmy najbardziej wiarygodnym źródłem.


Masz kontakt z dawnymi kolegami z zespołu?


Mam bardzo dobry kontakt z Pawłem Młynarczykiem (klawiszowiec Siekiery - przyp. red.). Kiedy jestem w Polsce, zawsze się spotykamy. Z Tomkiem Adamskim rozmawiałem osobiście przed trzema laty. Darek Malinowski zniknął z pola widzenia. Widziałem go ostatni raz jakieś 10 lat temu. Nikt do końca nie wie, co się z nim dzieje.


Jak zostałeś perkusistą?


Na perkusji zacząłem grać w wieku siedmiu lat. Moi rodzice chcieli mieć muzykalne dzieci. Mój starszy brat dostał akordeon, a ja perkusję. Nie pamiętam, co to był za "model". Byłem kompletnym samoukiem, a ponieważ miałem wrodzone poczucie rytmu i dynamiki, dość szybko nauczyłem się podstawowych elementów gry na perkusji. Później mój starszy brat Darek założył z kolegami zespół. Grywali chałtury, co w latach 70-tych i 80-tych było dość powszechnym procederem. Od czasu do czasu, jak wypadał im perkusista, zastępowałem go. Miałem wtedy chyba 12, 13 lat!


Byłeś punkiem?


Nie. Nie należałem też do puławskiej załogi. Poznałem Tomasza Adamskiego i resztę towarzystwa przypadkowo. Ktoś zaprowadził mnie na próbę Siekiery. To było wiosną 1984 roku. Okazało się, że Adamski szuka nieoficjalnie nowego perkusisty. Nie interesowałem się muzyką punk, słuchałem trochę The Stranglers, The Clash i innych rzeczy, bardziej tradycyjnych, jak The Police. Uwielbiałem grę Stewarta Copelanda na perkusji w tym zespole. Krzysiek Grela, ówczesny bębniarz Siekiery, miał problem grania "stopą". Planowano, żebym go zastąpił. Potem przyszedł jednak Jarocin ‘84. Nie było czasu na zamianę perkusisty. Nim przyswoiłem sobie punkową muzykę Siekiery, Adamski podjął decyzję o zakończeniu tego etapu. Wtedy stałem się oficjalnie członkiem zespołu. Zaczynaliśmy od zera.


Wielu słuchaczy, głównie punków, zmianę waszej stylistyki uznało za zdradę. Odwrócili się od nowofalowej Siekiery. A dla mnie dopiero wtedy brzmieliście jak rasowy zespół...


Tak, to prawda. Nie chcę tego komentować. Stylistyka nowofalowa bardziej mi odpowiadała. Podchodzę z dużym szacunkiem do dokonań pierwszego wcielenia Siekiery. Bądźmy szczerzy, czy ktoś przed lub po Siekierze punkowej dokonał podobnej masakry!!! Nie dziwi mnie, że ta muzyka to prawdziwy kult! Co mogli wówczas jeszcze osiągnąć? To było prawdziwe trzęsienie ziemi!


Łatwiej kupić gitarę niż skompletować zestaw bębnów. Z czego "skleciłeś" swój pierwszy instrument?


Trafiając do Siekiery musiałem skompletować nowy zestaw perkusyjny. Nie było to łatwe. Niewtajemniczonym przypominam, że w ówczesnych latach nie kupowało się potrzebnych rzeczy, tylko się je kombinowało. Jakiś cwaniak zobowiązał się, że mi ją zrobi na zamówienie. Oszukał mnie przy tej okazji, ale miałem w końcu profesjonalną perkusję. Do tego pasowała objętością do cudu NRD-owskiej motoryzacji, jakim był samochód marki Wartburg.


W Siekierze sekcja to absolutny kręgosłup każdej kompozycji. Z"Maliną" spędzałeś na dodatkowych próbach długie godziny?


To prawda. Myślę, że bardzo dobrze się uzupełnialiśmy. Darek był bardzo utalentowanym basistą i również wokalistą. Nie ćwiczyliśmy nadzwyczajnie dużo tylko we dwóch. Próby odbywały się w komplecie pod czujnym okiem "wodza".


Głównie utwory instrumentalne na "Nowej Aleksandrii" pokazują, że nie byłeś tylko od trzymania rytmu. Miałeś też ciekawe partie, pomysłowe przejścia...


Mój styl bębnienia charakteryzował się dużą dynamiką uderzenia. Łamałem często pałeczki i pękały mi membrany. Nie byłem jednak tylko i wyłącznie "fizolem" od trzymania rytmu, chociaż specyfika niektórych utworów wymagała ascetycznego stylu grania na bębnach, jak chociażby w kawałku "Misiowie puszyści". Wiele rozwiązań było dziełem przypadku, ale to przecież norma. Takie utwory, jak np. "Idziemy na skraj" były dla mnie bardzo wyczerpujące. "Idziemy przez las" to z kolei permanentne nakręcanie tempa. Doskonały utwór. Jeden z moich ulubionych. "Na zewnątrz" to z kolei bardzo złożony perkusyjnie kawałek. Razem z Malinowskim pokazaliśmy w nim naprawdę dużą klasę. "Tak dużo, tak mocno" to programowo schowana perkusja, bez cyrkowych zagrań na korzyść gitary i klawiszy.


A jaki był Tomasz Adamski? Lider totalny, nie znosił sprzeciwu...


Nie przesadzałbym. Adamski to bez wątpienia taki wilk alfa, ale był OK. Miał swoje "napady" i trochę gorsze dni, ale kto ich wówczas nie miał. Poza salą prób wszystko wracało do normy. Spędzaliśmy ze sobą sporo czasu na słuchaniu muzyki i wszystkim, co się z tym wiązało.


Długo nagrywaliście pierwszego singla?


Na wiosnę 1985 roku weszliśmy po raz pierwszy do studia Tonpressu. Mieliśmy pięć dni na nagranie czterech utworów: "Szewc zabija szewca" , "To słowa", "Jest bezpiecznie" i "Serce". Byłem strasznie zestresowany, żeby nie powiedzieć sparaliżowany. Nie szło mi najlepiej. Chyba z dwa dni nagrywaliśmy perkusję. Efekt był mizerny. Szczególnie utwór "Serce" na tym ucierpiał. Jest zagrany nierówno. Drugi człon tego utworu musiał zostać przy obecnym remasteringu zupełnie wycięty. To był też powód, dlaczego do tej pory się nie ukazał. Przy nagraniu uszło to naszej uwadze. Nie było, niestety, czasu na poprawki. Byłem załamany. Adamski nigdy mi tego wprost nie powiedział, ale wiedziałem, że rozglądał się za nowym bębniarzem. Chyba jednak za bardzo mnie lubił, by podjąć taką decyzję. No i kto miałby mnie zastąpić? Przełom przyniosło rozwiązanie grania hi-hatem "pod włos". Wtedy wszystkie problemy z utrzymaniem równego tempa przestały istnieć.


Jak mocno przygotowywaliście się przed wejściem do studia, by nagrać "Nową Aleksandrię"?


Nagrywając "Nowa Aleksandrię" byliśmy lepiej przygotowani i bardziej pewni siebie niż podczas pracy nad wspomnianym singlem. Dotyczy to również mnie. Ustrzegłem się większych błędów. Technicy wywoływali trochę stresujących sytuacji, ale mogliśmy w miarę spokojnie pracować. Efekt był zadowalający, chociaż kilka rzeczy można było nagrać inaczej. Przed rozpoczęciem trasy z "Nową Aleksandrią" jesienią 1986 roku zmieniliśmy parę szczegółów, co wyszło tym utworom na dobre. Zawsze żałuję, że nie nagraliśmy tego materiału w takiej formie, w jakiej wykonywaliśmy go później na koncertach. Brzmiało to lepiej.


Czekałeś jak stremowany debiutant, kiedy album pojawi się w sklepach?


Od momentu nagrania tego materiału do ukazania się go na LP minęło dziesięć miesięcy. Takie były PRL-owskie realia. Nie miałem szczególnej tremy. Byłem ciekawy, jak ludzie przyjmą naszą nową muzykę. Nie przeczuwałem, że oto ukazuje się płyta, o której prawie trzydzieści lat później będzie się głośno mówić, że powstał album należący do kanonu polskiej muzyki rockowej. Płyta została doceniona po latach i miedzy nami mówiąc, nie zdawałem sobie przez długi czas z tego sprawy.


Sukces "Nowej Aleksandrii" was przerósł. Później w zespole było już tylko gorzej...


Na początku 1987 roku Siekiera przestała istnieć. Niecałe dwa lata później wyjechałem do Berlina Zachodniego. Nie miałem kontaktu z kolegami z zespołu. Dopiero w 1993 roku mogłem przyjechać do Polski. Z informacji od kolegów wiem, że były plany reaktywacji punkowego wcielenia Siekiery. Ktoś chciał zrobić na tym kasę. Dlaczego do tego nie doszło? Nie wiem. Należałoby o to spytać T. Adamskiego.


Czy pozostały jeszcze jakieś niepublikowane nagrania Siekiery?


Jest cały koncert Siekiery z grudnia 1986 roku nagrany w klubie Remont w Warszawie. Jakość jego jest zaskakująco dobra. Te nagrania miały ukazać się teraz, razem z reedycją "Nowej Aleksandrii". W ostatniej chwili, z powodów, które nie do końca do mnie przemawiają, tak się nie stało. Szkoda! Szkoda z wielu powodów. Wiele utworów zostało przearanżowanych i w takiej wersji też zostały nagrane. Utwór "Serce" w pełnej wersji, a nie skróconej, jak to ma miejsce na singlu. Dla wszystkich, którzy lubili muzykę Siekiery, to prawdziwy rarytas!


Jak to się stało, że trafiłeś do Norymbergi?


Wyjechałem z Polski tuż przed upadkiem żelaznej kurtyny. Kilka miesięcy spędziłem w Berlinie Zachodnim. Niepowtarzalne przeżycie. Ostatnie tygodnie DDR-u lub - jak kto woli - NRD. Do Norymbergi trafiłem przypadkiem, mógłbym równie dobrze zamieszkać w Monachium lub Hamburgu. Norymberga to stosunkowo duże miasto, drugie w Bawarii, z ciekawą historią, miasto partnerskie Krakowa. Mam dobrą pracę, niestety, nie związaną z muzyką. Odbywa się tu każdego roku drugi co do wielkości Festiwal Rockowy w Niemczech - Rock im Park. 80 tys. fanów muzyki, w tym coraz więcej z Polski, odwiedza moje miasto na początku czerwca każdego roku. Prywatnie układa mi się też bardzo dobrze, założyłem rodzinę i jest ok. Nie zamierzam wracać do Polski.


Rozmawiał Krzysztof Kowalewicz

Galeria

Pozostałe

Tommy Clufetos (Black Sabbath)

Dodano: 08.12.2016

Ostatni marsz Black Sabbath przez światowe stadiony i hale koncertowe. Najważniejszy zespół w historii muzyki metalowej przechodzi do historii i żegna się z fanami.

czytaj dalej

Luke Holland

Dodano: 01.12.2016

Luke to rocznik 1993 i jest doskonałym przykładem na to, jak nowe technologie wpłynęły na świat bębnów. Młody muzyk gra oczywiście w typowym zespole scenicznym, ale dla większości perkusistów jest on postacią znaną głównie z filmów na Youtube.

czytaj dalej

Szymon "Kanister" Jędrol

Dodano: 25.11.2016

Dla wielu punkowe granie nie idzie w parze z techniką i dobrymi muzykami. Z jednej strony coś w tym może i było 30 lat temu, z drugiej im prostsza muzyka, tym trudniej zagrać wszystko dobrze i w punkt.

czytaj dalej

José i Tomek Torres

Dodano: 18.11.2016

Ojciec nagrał kilkadziesiąt płyt z największymi gwiazdami naszej sceny muzycznej. Syn gra w jednym z najbardziej rozchwytywanych polskich zespołów rockowych.

czytaj dalej

Matt Nicholls (Bring Me The Horizon)

Dodano: 31.10.2016

Od małych metalowych klubów po wielkie hale jako gwiazda wieczoru. Minęło już 12 owocnych lat działalności Bring Me The Horizon.

czytaj dalej
Zobacz wszystkie
Reklama